-
Liczba zawartości
4 492 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Może i może... . Forma polskie siły powietrzne, jako kolokwializm pewnie ma prawo zaistnieć, ale formalnie nic nie oznacza. No ale z drugiej strony, wiadomo o co chodzi. Siły Powietrzne RP i PSP to nie są odpowiedniki. Odpowiednikiem Polskich Sił Powietrznych są/były wspomniane Wojska Lotnicze. Określenie siły powietrzne dla tego rodzaju formacji jest, jak na razie, używane wyłącznie w przypadku polskiej wersji nazwy Polish Air Force działających przy RAF w czasie IIwś. To oznacza, że samo RAF i inne AF tłumaczy się używając formy: wojska lotnicze. Ciekawostka, na którą w zasadzie i tak nikt nie zwraca uwagi. Bawimy się tu semantyką, a mnie bardziej interesuje ta rurka pilota. Aż się boję dopytać... .
-
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Ten JH-C jest w Stratusie? Cóż, nigdy nie montowałem Browningów w skrzydle Spitfire'a, ale produkowanie paneli z owiewką sobie a muzom wydaje mi się być bezzasadne. I jeszcze dodatkowo wydawanie instrukcji dotyczących sposobu usuwania tych elementów w przypadku rezygnacji z uzbrojenia. Tylne mocowanie km-u sterczało ponad korpus broni, a cięciwa skrzydła w przypadku zewnętrznego Browninga nie dawała wiele miejsca do manewru. W dodatku ta owiewka na pokrywie w skrzydle C była wyraźnie większa niż w A/B. Być może to kwestia uproszczenia produkcji. Z drugiej strony, choć produkowanie zupełnie bez celu elementu bardziej skomplikowanego i jednocześnie upośledzonego aerodynamicznie wydaje się być absurdalne, to historia RAF zna przypadki stosowania absurdalnych rozwiązań przez całkiem spory okres, zanim naprostowano sytuację. -
Wybór odbędzie się zapewne w formie ulicznej ustawki, a zwycięski temat podyktuje last modelarz standing. Bo konsensusu raczej bym nie oczekiwał :).
-
F/A-18F Super Hornet, Hasegawa, 1:48
greatgonzo odpowiedział Marcin Witkowski → na temat → [L]Warsztat
Przyznaj się, specjalnie zamacałeś ten czubek, żeby mieć pretekst do użycia czegoś metalowego! -
Nawet jeśli takie pytanie zachodzi, to i tak jest ono niezasadne. Arma jest dla Army. I pomijając, że nikomu nic do tego jaką politykę dane przedsiębiorstwo prowadzi (a przecież tu wystarczy zwykłe: 'jak mamy zrobić rurę, to w ogóle nie chce nam się robić'), to nie ma żadnych podstaw do tego , by twierdzić, że cokolwiek traci. No i jednak to jest, póki co, niewielki producent, który ma bardzo jeszcze ograniczony katalog wydanych zestawów. Zatem ciągle jest miejsce na to by szukać tematów, które ucieszą i twórców i odbiorców. Pewnie, że nie wszystkich, ale przykładanie osobistych preferencji do oferty danej firmy mija się z celem. Każdy znajdzie całe mnóstwo producentów, których wydawnictwa kompletnie nie odpowiadają jego potrzebom. Gdyby mnie, nie daj boże, przyszło do głowy podejść do sprawy pod takim kątem, to musiałbym urągać wszystkim reprezentantom rynku modelarskiego jak leci, bo produkcja zestawów do budowy modeli nie poszła nawet w przybliżeniu w kierunku, który by mi odpowiadał, a w zasadzie to wręcz przeciwnie. Przy czym nie zdziwmy się, jeśli niebawem firma zapowie zestaw samolotu z silnikiem beztłokowym. Przecież to nie są deklaracje wiary, a i te niekoniecznie są wieczne.
-
Zweitakt?
-
A6M2 Zero Type 21, 1/48, Eduard 11158, 02-888
greatgonzo odpowiedział Testament → na temat → [L]Warsztat
Ho, ho! Nie byle jakie Zero: co najmniej trójpłatowiec! -
To miłe, dzięki. Ale szczerze mówiąc litera na początku nicka w ogóle nie zaprząta mi głowy.
-
Choć ogólne wrażenie zdecydowanie pozytywne, to wycieki z gniazd do podlewarowania kozłami wciąż nie przekonują.
-
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Rzeczywiście, na zdjęciach giną te wybrzuszenia. Jednak wszelkie rysunki dotyczące skrzydła C je zawierają. Jeśli poszukiwania rozszerzyć o inne Mk latające ze skrzydłem uniwersalnym, łatwiej znaleźć fotkę, gdzie blistery są widoczne. Zdarzały się przypadki usuwania zewnętrznych Browningów. Instrukcje wydane na taką okoliczność zawierały m.in. informację jak należy postępować w przypadku usuwania tych owiewek na pokrywach. Oznacza to nie tylko, że one były, ale też, że zdarzały się przypadki, gdy ich nie było :). -
No patrz! Do tej pory byłem przekonany, że na forum jest tylko jeden greatgonzo. Ale musi być jeszcze jakiś inny Greatgonzo, do którego mówisz, o ile mówienie ma mieć sens.
-
Moim zdaniem zbyt radykalne stwierdzenie. Lepsze wspomnienia lotników z tamtych lat już się nie ukażą. Porozmawiać z weteranami też już się nie uda. Wartość edukacyjna wynikająca z możliwości poznania sposobu myślenia Tamtych ludzi i ich obserwacji współczesnego sobie świata jest, wg mnie, przeogromna i wręcz nie do pominięcia, gdy chce się poznać historię powietrznych zmagań owych lat. Nawet, jeśli liczby niekoniecznie stykają, to raz, że liczby już tak mają, a dwa, to każdy może sobie poszukać lepszych liczb w 'lepszych' źródłach. O ile będzie w stanie przez nie przebrnąć ;). Zaletą polskich wspominek jest to, że nigdy nie są pisane przez ghost righterów. Problemem jest socjalistyczna cenzura, ale ta na ogół ogranicza się tu do przemilczeń. Niewątpliwie szersza wiedza historyczna przydaje się tu do lepszego zrozumienia treści. No i, oczywiście, autor autorowi nierówny. Do Urbanowicza wciąż wracam z przyjemnością, a np. bardzo oczekiwaną przeze mnie książkę Łanowskiego (pilot 61st FS USAAF - dla mnie potencjalny skarb!) nieszczególnie polecam. Ale wartość edukacyjną, oczywiście, ma i nie bardzo nawet wiem jak wspomnienia świadków wydarzeń mogą się zdeaktualizować. Wciąż jednak warto pamiętać, że relacja naocznego świadka, a rzeczywisty przebieg wydarzeń, to dwie różne rzeczy, niezależnie od tego, czy mówimy o zdarzeniach sprzed pół wieku, czy sprzed godziny. Tego przebiegu poszukamy sobie gdzie indziej, ale i tu pamiętając, że z zasady historia to nie jest wiedza, tylko spór o tę wiedzę. Przykład z mojej biblioteczki, może mniej znanego autora. Szczególnie tę drugą pozycję niezwykle sobie cenię. Niemal tysiąc stron opisu, zdjęć, rysunków i tabel o rozwoju i działaniu - przeczytałem z wypiekami na policzkach od deski do deski:
-
Hawker Hurricane Mk 1A. - Dywizjon 303 Bitwa o Anglie, Hobby2000, 1:72
greatgonzo odpowiedział alienus → na temat → [L]Warsztat
Uprząż pilota nie jest do Hurricane. I jeszcze jest nieprawidłowo zamontowana. Ja wiem, że to z jednej strony pizdryczek malutki, ale z drugiej, jakby zmontować np. podwozie tył naprzód to byłaby taka sama kategoria błędu. Tylko lepiej byłoby widać, bo większe ;). Może to zmniejszy trochę Twój grymas: we wspomnianym Mustangu też jest podobny problemik z pasami. -
Co to jest Valeria?
-
F/A-18F Super Hornet, Hasegawa, 1:48
greatgonzo odpowiedział Marcin Witkowski → na temat → [L]Warsztat
Mnie działania Marcina nieszczególnie motywują, zupełnie nie zniechęcają, za to niezmiennie i niezmiernie cieszą. Efekty są nie tylko obiektywnie znakomite, ale jakoś szczególnie trafiają mi do serca. Zawsze tak było i wygląda na to, że będzie. -
Model redukcyjny?
-
To sztuczny problem. Statystycznie w danym kręgu kulturowym czas poświęcany na takie rzeczy jest porównywalny. Jak kolega w pracy mówi, że od dziesięciu lat gra w tenisa to nikt nie zakłada, że napierdzielał w piłkę 30 000 godzin. Względnie, gdy ogłosi, że rozegrał dwugodzinny mecz to też nikt nie myśli, że zasuwał non stop na pełnym ogniu przez 120 minut. Ludzie spoza branży na ogół zakładają, że na budowę modelu potrzeba tyle co na ten mecz. Chyba, że zobaczą dobry model... . A szukanie i studiowanie materiałów, to niby co jest, jak nie budowa modelu?! A wymądrzanie się na forum ?!
-
Tamiya Bf109 G-6 1:48 "Nieślubne dziecko kapitana Ameryki i Helgi" :)
greatgonzo odpowiedział Bengal → na temat → [L]Warsztat
W polskim nie. Ale wtedy nr, nie Nr. Nie no, Werk Nummer to numer fabryczny. Dosłownie. -
Wcale. Od dziestu lat robię ludziom wnętrza i nie mogę się nadziwić, że wciąż są mężowie, którzy wypowiadają się w kwestii jak mają wyglądać ich domy. Tu potrzeba hartu ducha, bo oczywiście presja ze strony żon, by ci nieszczęśni mężowie mieli zdanie występuje, ale po to się człowiek uczył być mężczyzną by nie uginać się w skrajnych sytuacjach! Przecież nie o to chodzi by to zdanie męża miało jakiekolwiek praktyczne znaczenie. Sam u siebie odmawiam kreowania wnętrz z żelazną konsekwencją. Najwyżej pomagam, gdy trzeba wymyślić jak. Na zewnątrz też widzę, że zawsze gdy trafi się typ, który rozumie tę sytuację, to proces projektowania i remontu idzie raczej bezstresowo. To jest niezmiernie proste: w tej kwestii, gdy spojrzeć na sam rdzeń, to babie zależy, a chłop ma w dupie. Man's Cave to nie jest przypadkowy produkt, tylko zdobycz cywilizacyjna. Lepiej to uznać i zwyczajnie mieć spokojniej. Rada Radka :). Ano tak. Ale obawiam się, że to nie jest zafałszowany stereotyp, tylko zwykła rzeczywistość. Z tym spotkałem się nie raz. I wg mnie to jest rzecz nie do przyjęcia. Niestety modelarskie środowisko bez zahamowań akceptuje zachowania zwyczajnie nieeleganckie. W większości są to rzeczy dość specjalistyczne, raczej nieczytelne dla osób postronnych, ale to nie jest coś co można ukryć. Wątpliwego smaczku dodaje fakt, że wiele modelarskich imprez odbywa się w szkołach. Rozpijanie flaszeczki za rogiem korytarza (wciąż szkolnego), blokada przejścia, bo trzeba złapać równowagę trzymając się kurczowo ościeżnicy, wodzenie rozedrganym palcem kilka centymetrów od modelu, bo trzeba wykazać zacinającym się głosem, że hakenkreuz za wysoko... . I niekoniecznie są to jacyś anonimowi typkowie z kosmosu. Nietrudno rozpoznać tu osoby, za chwilę organizujące kolejny festiwal i zachwalające go wszem wobec. Ostatnio pandemia przystopowała festiwale i wystawy, ale przed nią, w publicznie dostępnych wątkach na forach bezstresowo planowano libacje, prześcigając się w przewidywaniach stopnia upodlenia. Tylko trochę przesadzam, a w niektórych przypadkach wcale. Na tych samych forach, gdzie chce się widzieć jak najwięcej dzieci i młodzieży. Powiem szczerze, że myślałem, iż trochę szybciej to będzie zanikać. Może popandemiczny krajobraz przyniesie zmiany, ale jakoś nie jestem optymistą.
-
Nie dziwne. Amerykanie w czasie IIwś używali przynajmniej sześciu odcieni zieleni do malowania kabin, nie licząc różnych odstępstw producentów farb. Istniały obowiązujące regulaminy, ale istniały też okoliczności sprawiające, że od tych reguł odstępowano. Wprawdzie niemal zawsze za porozumieniem stron: producent/zamawiający, ale w drobiazgach było to nie do ogarnięcia. Można było uzgadniać z Wright Field kolor kabiny, ale trzeba też było w niej zamontować kupę drobnych elementów pochodzących od rzeszy poddostawców. Ktoś kto produkował skrzynkę przekaźnikową malował obudowę zgodnie z zamówieniem, np IG i nie zmieniał przecież koloru z partii na partię, bo akurat Boeing dogadał się z AAF, że kabiny będą DDG. Boeing tez nie przemalowywał tych szpejów - to byłby absurd. W rezultacie kabiny i w ogóle wnętrza ówczesnych samolotów to często różnozielono-żółto-czarny patchwork. Na ogół rzecz ignorowana przez modelarzy, szukających zwykle prostych schematów. Ale prawda, że bardzo kłopotliwa do ogarnięcia. Ale trochę się przebija. Kolorowe kabiny, czy wnęki Mustangów, Avengerów, czy B-17 już pojawiają się w modelach. Kolejne w kolejce :).
-
Tamiya Bf109 G-6 1:48 "Nieślubne dziecko kapitana Ameryki i Helgi" :)
greatgonzo odpowiedział Bengal → na temat → [L]Warsztat
To jeszcze OK, bo to w sumie kwestia wyboru języka, ale W.No. to byłoby coś w stylu: Meine żona. -
Jak sobie myślę o tych stereotypach negatywnych, to zastanawiam się jak bardzo one rzeczywiście występują w naturze. I zaczynam podejrzewać, że z jednej strony lęgną się w miejscach bez znaczenia, bo jakie znaczenie może mieć dla nas opinia drapiącego się po brzuchu gościa w żonobijce? Z drugiej strony, to stereotypy zmyślone, jak w tym zalinkowanym artykule. Modelarze często przyjmują je za aksjomat, towarzyszący nam byt oczywisty, nie oczekując dowodu. Może nawet w obawie, że taki dowód się nie znajdzie? Osobiście nigdy nie zetknąłem się z pejoratywnym odbiorem modelarstwa, ani jako dziecko, ani jako dorosły. A wręcz przeciwnie, owszem. OK, moje jednostkowe doświadczenia nie są w żaden sposób miarodajne, ale i tak skłaniam się ku tezie, że w tej kwestii, jak w wielu innych, modele przemawiają tak za siebie, jak i za modelarza. Weźcie tego Dorniera Mikołaja i postawcie pod nos komukolwiek, nawet temu w żonobijce. Jaka jest szansa, że skończy się to szczerą szyderą? No dobra, w tym przykładzie może w gablotce ze szkła pancernego... . A pamiętajmy, że bawiąc się w te klocki inaczej oceniamy jakość modeli. Ludzie nie mający z tym hobby wiele wspólnego nie zadziwią się wprawdzie modelem byle jakim, ale by uzyskać to zadziwienie nie potrzeba dzieła aż tak wspaniałego. Po prostu dobry model będzie rzeczą wystarczająco trudną do ogarnięcia dla oglądacza, by nie zaryzykował kpiny. Także lepiej róbmy lepiej :).
-
To ci, którzy zarabiają budową modeli. Ale oni z definicji starają się wydać jak najmniej i jak najmniej dopieszczać :).
-
Jak to?! Chcesz powiedzieć, że możliwe jest by spędzić przyjemnie czas i w efekcie zbudować świetny model? Świat oszalał, siostro krople!!
