Cierpliwość i przemyślenie kolejności działań to podstawa. Reszta to przycinanie, klejenie, piłowanie i takie tam, czyli normalna manualna robota przy pomocy zwykłych narzędzi typu nożyk, pilnik, papier ścierny itp. I nie zawsze wychodzi za pierwszym razem. Cierpliwość jest potrzebna zwłaszcza wtedy, gdy maleńki, prawie gotowy element wystrzeli z pincety prosto w przestrzeń międzyplanetarną (czytaj - nie warto go szukać, bo i tak nie znajdziesz, a szybciej zrobisz nowy). Tak było z tymi zaworkami na amortyzatorach. A propos amortyzatorów, to czasem wystarczy pomysł. Głowiłem się jak zrobić te harmonijkowe osłony. Pomysł 1: sklejenie z plasterków odpadł, bo plasterki mi nie wychodziły. Pomysł 2: nawinięcie drutu na plastikowy trzpień też odpadł, bo efekt mnie nie zadowalał. Dopiero potem przyszedł mi do głowy pomysł 3, czyli wytoczenie z plastikowego patyczka przy pomocy lidlowskiego pseudo-Dremela. I to było to (od razu mówię, że z czterech zrobionych dwa mi nie wyszły).