Taka kolej rzeczy... Po zakończeniu zimnej wojny zachodnia Europa zaczęła się rozbrajać, konflikt militarny miał nigdy nie zapukać do drzwi. Na terenie Polski, w ramach spuścizny po tym okresie i doktrynie obronnej ZSRR mieliśmy DOL-e na prawie każdej drodze o odpowiedniej szerokości (głównie autostrady). To, że w szkołach w każdej klasie była bieżąca woda nie wynikało z miłości do higieny, tylko z tego, że budynki szkół miały mieć możliwość szybkiej adaptacji na szpitale polowe z salami zabiegowymi. Autobusy AUTOSAN miały szerokie przejście między siedzeniami i otwieraną klapę z przodu (teraz nazywaną grillem) między światłami, żeby można było ładować nosze. Przy każdej większej instytucji/zakładzie budowany był bunkier. Zakłady strategiczne (huty, elektrownie) budowano na rozwleczonych obszarach, żeby trudniej było zbombardować i zniszczyć całość. Każdy taki zakład miał bunkier z dostępem do podziemnego ujęcia wody, filtrami powietrza i niezależną łącznością. Zdecydowana większość działań była planowana/realizowana z myślą o potencjalnym konflikcie zbrojnym...
Potem przyszło nowe. O przygotowaniu do wojny nikt nie myślał, to co było zostało zdewastowane zębem czasu, przebudowane etc... Zlikwidowano pobór, czyli ogólne przeszkolenie wojskowe, likwidowano jednostki wojskowe...
Każdy może sobie odpowiedzieć, które działanie było bardziej wskazane... po 30 latach wracamy do starych praktyk...