-
Liczba zawartości
1 144 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez kret69
-
Bardzo dziekuje Panowie, dzieki Wam mi sie chce. Korniku, forma to pikuś bo ma tylko doprowadzić do powstania drugiego nadwozia. Dach i drzwi i tak będą robione od zera. Poza tym żywica "translux" którą mam ładnie się sama odpowietrza, bąble w dachu to efekt nieodpowietrzonej formy. Teraz już wiem, co kupić do odpowietrzania. Moses, ja właśnie tak z tym podkładem mądry byłem, naśladowałem kolegów i co? I po zeszlifowaniu zostawały mi paprochy właśnie z tego podkładu. Pewnie nie dosechł porządnie. Udało mi się jeszcze w nocy zrobić formę na fotele i deskę rozdzielczą, rano rozformowałem. Dziś pewnie zaleję żywicą drugi raz.
-
Faszystofski batyskaf U- Zweihunderteins
kret69 odpowiedział Szydercza Gała → na temat → [O]Warsztat
Ewentualnie hajlajty mozna dodac potem jasnocielistym drybrush'em jeszcze, a wash zrobi robote na cieniach. Sliczna ta wyciagarka choc nie bardzo rozumiem, jak dzialala. Że niby tak bez dżwigu tę torpedę wkładali? -
Zdjąłem wszystko z szoferki, wymyłem jak umiałem, ściągnąłem paprochy ze ścianki działowej. Przy okazji rozformowałem drugiego VW (znaczy nadwozie), dach wygląda przecudnie ale dach i tak będzie zdjęty i zastąpiony czym innym. Wyszedł mi gumiasty, ale może to i dobrze bo rozformowanie "na sucho" to była przygoda - następnym razem czymś tę formę posmaruję. Jak zdążę to jeszcze wsadzę dziś w silikon części kabiny.
-
Przepraszam, zresetowało mi linki. Niestety nie mogę edytować pierwszego postu.
-
Vallejo Primer, nakładam aerografem. Staram się kontrolować syf na warsztacie, te paprochy to efekt przetarcia już pomalowanego elementu. Rozłożę to wszystko, oczyszczę i złożę w poniedziałek.
-
A mozesz mi jeszcze zasugerowac jak usunac takie paprochy? Bo uzywalem juz i ostrego ostrza i delikatnego papieru sciernego i zawsze cos zostaje - mam wrazenie, ze odpowiada za to sam podklad.
-
Gdzie ja bym się miał złościć skoro sam zamieszczam? Korniku, ja wdzięczny jestem! Wbrew pozorom to nie jest pośpiech, ja w tygodniu wieczory mam wolne - to moja głęboka niechęć do malowania chyba. Ale istotnie, muszę dać temu trochę uleżeć. W przyszłym tygodniu rozbiorę szoferkę i spróbuję po prostu jeszcze raz.
-
Korniku, ja nie wiem czy ja to dobrze zrobiłem... kilka razy washowałem i rozjaśniałem suchym pędzlem ale efekt nie powala. Udało mi się zainstalować wnętrze jednych drzwi wraz z pasami kierowcy. Pasy pasażera i drugie drzwi czekają na przyszły tydzień. Dokleiłem też kilka mniejszych chwytadełek w kabinie i ładowni. Zalałem formę po raz pierwszy, zobaczymy co wyjdzie w poniedziałek.
-
MeliusManu - bardzo dziękuję za link no i oczywiście za pomoc. korniku - dziękuję, tak oczywiście zrobie. Uważasz, że błyszczący lakier położyć na całe fotele? czy raczej półmat?
-
Panowie, czy tak może być? Koce i tapicerkę poprawiłem, a zagłówki jeszcze raz po sfotografowaniu potem. Tak by to wyglądało po złożeniu: Teraz będzie faza waloryzowania wnętrza nadwozia a potem już złożenie i malowanie. Niewiele będzie widać z tego wnętrza w 782. Przygotowałem sobie też wstępnie koncepcję oszklenia no i zacząłem pracę nad drugim Volkswagenem - 777. Koncepcja winiety jest bowiem taka, żeby pokazywała formację, w jakiej zaparkowały oba ambulanse w celu wymiany pacjentów. Jeden - 777 - będzie już trafiony a drugi - 782 - to będzie ten, co go właśnie robię. Nie wiem, jak odtworzyć taki model więc symultanicznie wycinam go z cienkiej blaszkofolii (takie coś pomiędzy) i zamierzam też odlać nadwozie. W tym celu zrobiłem sobie niskiej jakości formę (nie odpowietrzaną, bo nie mam czym): Bąble na wewnętrznej stronie dachu są okropne, ale nie zamierzam tego sprzedawać tylko zrobić kopię. Sądzę, że obie techniki zostaną użyte komplementarnie.
-
CASEVAC i MEDEVAC CASEVAC to skrót od "CASualty EVACuation", czyli ewakuacja poszkodowanego. Od MEDEVAC'u (MEDical EVACuation) różni się tym, że może być realizowana środkami przygodnymi i uzbrojonymi (np. czołg T-72 jadący z rannym na pace to CASEVAC). MEDEVAC nie może być uzbrojony a załoga nie może mieć broni ofensywnej - to jest warunek użycia znaku czerwonego krzyża lub półksiężyca. Wbrew pozorom problem jest spory, bo Międzynarodowy Czerwony Krzyż ma prawa do tego znaku i wymaga spełniania warunków konwencji, a z kolei siły zbrojne różnych krajów albo celowo używają ambulansów do dezinformacji lub infiltracji przeciwnika albo ochrony własnych sił, że już pomijam zamachowców używających ambulansów jako VBIEDów. A jeszcze osobnym problemem jest logistyka - posiadanie dedykowanej maszyny do MEDEVACu w przypadku szczupłości sił jest niezbyt opłacalne. Pamiętam, że czytałem kiedyś całe opracowanie na temat dostosowania floty śmigłowców operujących z lotniskowców do ewakuacji medycznej - oni nie mają dedykowanych maszyn. Ten model to oczywiście science-fiction, trochę odpowiedź na wizję twórców czy fascynatów filmu "Aliens" jak miałby wyglądać medyczny lądownik UD-4L "Cheyenne" - fikcyjna maszyna z tego znanego i lubianego przeze mnie filmu. Oryginalna koncepcja z albumu "USCM Field Manual" zakładała dedykowany lądownik medyczny z czerwonymi krzyżami i zasobnikami na rannych zamiast podwieszanego uzbrojenia. Popuszczając nieco wodze fantazji można założyć, że ewakuacja medyczna na orbitę z pola walki przebiega w dwóch fazach - do miejsca lądowania lądownika a nastepnie na orbitę. Sam lot na orbitę trwa pomiędzy 10 a 40 minut (zależy co to za orbita), drugie tyle zejście dedykowanej maszyny. Ewakuacja na ziemi to może być 20 minut a może być 2 godziny (ale obecny czas dolotu to realistycznie nawet 40 minu). Trzymanie w odwodzie dedykowanego lądownika byłoby więc bez sensu w sytuacji, gdyby do operacji była ograniczona ich liczba ze statku-matki (USS "Sulaco" miał bodajże 6 czy 8 takich lądowników - jeden by był stale wykluczony z działań bojowych). Alternatywna koncepcja zakładałaby normalny, uzbrojony lądownik i dedykowany, wyposażony do kilkugodzinnego podtrzymywania życia dla kilku rannych, oznaczony czerwonymi krzyżami APC w wersji MEV (Medical Evacuation Vehicle). To do APC zbierano by najcięższe przypadki i leczono lżejsze, on mógłby dojechać do miejsca podjęcia i podczas ewakuacji na orbitę utrzymywać ciągłość opieki medycznej (choć czasami jak solidnie trzęsie to ta ciągłość jest trochę fikcją). A dropship mógłby spokojnie być wykorzystywany do zadań bojowych. Lądownik to model Halcyon'a a APC - żywiczny odlew żeleźniaka Aoshimy, bo tylko taki był. Oczywiście w barwach polskiego kontyngentu rotacyjnego na jakiejś zbuntowanej kolonii LV-[tu wstaw liczbę] a APC z 4 BKPanc w Orzyszu (choć nie wiem, czy rejestracja się zgadza). Uwielbiam "Aliens" - musiałem ich jakoś wcisnąć do projektu. ;)
-
Dobrze, będzie wolniej i dokładniej. Malować i tak się lepiej nie nauczę, a błędy wyławiam często dopiero nastepnego dnia jak sobie oglądam zdjęcia w warsztacie.
-
Dzięki za rady - koce wieczorem potraktuję jakimś filtrem szarym korniku (niczego nie wash'owałem poza kocami) a z tymi nogawkami to zobaczę - albo podmienię na zupełnie inne nogi, albo podziałam ze szpachlą/green stuff'em. Co do figurek, to mam pewną wątpliwość. Obie załogi po pierwszym wybuchu/trafieniu rzuciły się do ucieczki, każdy na własną rękę. Pacjenci zostali w trafionym "777". Ratownicy schowali się w piwnicy jednego z domów i dopiero po dłuższej chwili wrócili po rannych. Wtedy też wezwali pomoc przez radio. Oczywiście każdy może sobie myśleć co chce. Ja nie uważam, że mogę ich oceniać bo postąpiłbym tak samo. Na pewno patrzenie z tej piwnicy na 13-latka, który z ranami brzuszka i nowymi od trafienia wychodzi o własnych siłach z "777" nie było łatwe. Jeszcze trudniejsze było zmusić się, żeby wrócić do trafionych karetek po rannych i radio - bo to nie film o bohaterach. Dlatego zastanawiam się, czy w ogóle umieszczać figurki na tej dioramie. Ludzie, których mieliby reprezentować wciąż zyją (mam nadzieję) i może kiedyś nawet udałoby się ich spotkać. Nie wiem, czy robienie takiego "pomnika" już i tak trudnej dla nich sprawy zawierającego ich wyobrażenia jak uciekają będzie taktowne. Jak sądzicie?
-
Taką mam koncepcję na dwóch ratowników: Tu wszystko pomalowane wstępnie, tylko pasy trzeba dodać - może być? Kabina: I całe wnętrze bez pasów:
-
Działo poka, a nie co tam podwiesiłeś! jak to A-10 fotografować inaczej jak nie od działa? ;) Świetny model. I kawał roboty w niego włożony widać.
-
A szkoda, szkoda. Świetny Ci on wyszedł.
-
Podziałam w przyszłym tygodniu. Szkoda mi tego modelu wywalać (rzadkie kalki), spróbuję go doprowadzić do jako-takiego wyglądu. Może wykonanie otwartych drzwi da trochę lepszy efekt?
-
Odnośnie tego modelu - bardzo mi się podoba. Faktycznie zanotowałem sobie, żeby "listowie" zemleć na drobno ale scena bardzo spokojna i klimatyczna. Sam planuję tego łazika zakupić w wersji ambulansu, więc tym bardziej interesują mnie doświadczenia z budowy. Pozdrawiam Krzysztof
-
Dzięki Grzesiu, ale Twojego poziomu i tak nie osiągnę. Chodzi mi po głowie odlanie tych szybek w przezroczystej żywicy.
-
Niestety nie udało się zmieścić pełnych noszy tak, żeby to jakoś wyglądało. Tyły są ucięte. Różne długości rączek dobrałem specjalnie, żeby pokazać, że są wysuwane. Kółeczka przyprawiają mnie o drżenie rąk, ale już zaczynam łapać, jak je robić (profile okrągłe i ceowniki): Całość po zmieszczeniu w ładowni: Fleje jak zwykle kocy nie poskładały.
-
Coś pięknego. Te kable to światłowód?
-
Dokładnie, bez drzwi. Klasyk. Świetnie to wychodzi.
-
Rydwan Jest to najstarszy znany ludzkości pojazd kołowy służący do przewozu rannych. Logistyka medyczna w okresie sumeryjskim polegała mniej więcej na tym samym przez następne kilka tysięcy lat (aż do Napoleona) - wygrać bitwę, pozbierać rannych i trupy i zwieźć z pola. Prawdopodobnie, choć to niewiarygodne spekulacje w przypadku Sumerów, rydwany były do tego właśnie używane. To jest model HaTa, wykonany przeze mnie dość wcześnie stąd ślady po wypełniaczach itp. Poza tym wydaje się strasznie mały (wzorowany jest na jakimś konkretnym malowidle) więc nie wiem, ilu by tych rannych zwiózł na raz.
-
Ale wyszedł Ci pięknie.
-
Nie chciałem naciskać bo sam mam rozbabrany warsztat na tym forum (w sumie to dwa, bo ten BlackHawk to skończony nie jest). Ale czekam, aż go skończysz bo tam sobie czasami zaglądam.
