Skocz do zawartości

Merten

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    892
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Merten

  1. Ja najbardziej się zdziwiłem podejściem w niemieckich muzeach. Na przykład w Chemnitz można latać po parowozach ile dusza zapragnie. Ostrzegają tylko, że są olejowane i nie odpowiadają za Twoje buty i ubranie. Dużo (większość?) z tych maszyn ma 100+ lat. Ale najbardziej zaimponowali mi w Berlinie. W Muzeum Techniki stoją tam dwa parowozy PKP, które jakoś trafiły do tego muzeum w... nie do końca jasnych okolicznościach. Co ciekawe parowozy niemieckie wyglądają tam jakby wczoraj wyjechały z fabryki, a te "nasze" mają tabliczki, że muzeum uznało, że ich historia służby jest tak bogata (niemieckie, potem polskie, potem niemieckie, potem znów polskie i na koniec Muzeum Techniki w Berlinie), że nie można zniszczyć historii, która na nich narosła. W efekcie stoją na hali, pod dachem, ogrzewanej, z oznaczeniami PKP, ze wszystkimi przeróbkami jakich w nich dokonano. Jeden z nich (jedyny w całym muzeum) stoi na kanale oczystkowym i można przejść pod nim, co jest dla wszystkich mega-atrakcją. I co można powiedzieć? Super, że tak się stało, bo pewnie u nas nie zostałby po nich żaden ślad. Kto widział co się dzieje w Muzeum Kolejnictwa w Warszawie, to wie o czym mówię. Ale wracając do eksponatów wojennych, to mam nadzieję, że to niedługo ogarną. Nowe Muzeum Wojska Polskiego jest olbrzymie i ma masę niewykorzystanego miejsca. Byle szybko! Co nie oznacza, że kogokolwiek dopuszczą do tych zabytków oczywiście.
  2. Miałem ambitny zamiar zrobić też przynajmniej część tego moździerza w wersji przygotowanej do transportu (jakieś elementy drugiego egzemplarza). W każdym razie lufę i kołyskę, które były przewożone oddzielnie. No i niestety to się raczej nie uda. Nawet kołyska, która była przewożona w wydawać by się mogło, prosty sposób (tym bardziej, że przetrwał zaczep do przodka i mogłem go sobie obejrzeć i wymierzyć), to już cały system osadzenia jej na kołach, to czarna magia. W muzeum jest ona po prostu położona na osi, ale w żaden sposób nie zabezpieczona do transportu, a na rysunkach widać, że było do tego kilka elementów. Nie wiem o co chodzi z tymi elementami oznaczonymi znakami zapytania. Może kiedyś gdzieś spotkam coś co przypomina tą konstrukcję... Aha! Rysunek jest z 1916 roku, a zdjęcia rosyjskiego egzemplarza wcześniejsze. Widać, ze później stosowano solidniejsze koła. Widać też wzmocnienie/żebrowanie na prowadnicy kołyski, którego na zdjęciu nie ma. No, ale w modelu zrobiłem, bo mi się podoba. Wychodzi na to, że bez rysunków technicznych ponad połowę czasu pracy nad modelem zajmuje oglądanie zdjęć, planów i kombinowanie jak to miało wyglądać... Na koniec czasem aż mnie trzęsie jak oglądam swoje zdjęcia i widzę jak ten eksponat jest przechowywany. Tu się należy kilka słów uchodzących powszechnie za wulgarne i obelżywe. To była naprawdę wspaniała zdobycz na bolszewikach! Naprawę koła muszą gnić i rosnąć na wszystkim mech?
  3. Powoli dalej. Trochę się martwię, bo na razie robię to co udało mi się obejrzeć i sfotografować. Jak patrzę na rysunki i zdjęcia, to trochę przeraża, ze potem będzie trzeba trochę (i więcej niż trochę) zgadywać, ale... na razie radośnie do przodu. Fotki kołyski z lufa poniżej. Nieskończony jeszcze cały duży element naprowadzania w pionie. Jako, że oglądanie samych fotek z programu do projektowania jest raczej mało seksi , to będę trochę ubarwiał opowiadaniami o tym moździerzu. Nie mogę się wystrzelać (heh! ale żarcik!) ze wszystkich historii na raz, więc na razie tylko korekta do pierwszego posta. Okazuje się, że znalazłem zestawienie ile rzeczywiście było 28 cm Mrs 601(f) w służbie. Otóż w marcu 1944 występowały wyłącznie na froncie wschodnim i było ich aż 72! 28 sztuk w Grupie Armii "Środek", 35 w Grupie Armii "Północ" i 9 w Grupie Armii "A" (z tych ostatnich 3 były używane w artylerii nadbrzeżnej nad Morzem Czarnym). Co najdziwniejsze dla mnie, to że GA "Północ" miała ich aż tyle. To już było dawno po odwrocie spod Leningradu i jakbym miał obstawiać, to powiedziałbym, że jako pierwsze je porzucili, a tutaj... taka niespodzianka. O mobilności będzie w innej opowiastce. Do tego okazuje się, że w arsenałach pozostawały dodatkowo 23 takie moździerze w wersji samobieżnej. Niesprawne chyba jednak. Taki przetrwał jeden w Dreźnie, chociaż w stanie dość słabym. Zdjęcie na samym dole. Poza wszystkim mam nadzieję, że ktoś to czyta. A dla mnie to odreagowanie przy tworzeniu kolejnych szkiców, brył, wcięć, wycięć, rozciągnięć, itd... No i jeden z tych samobieżnych, co to na wojnę nie pobieżał (Muzeum w Dreźnie).
  4. Oczywiście do tego trzeba było zrobić setki zdjęć plus obmierzyć trochę delikwenta. Jak widać ten egzemplarz (ta lufa z zamkiem) pochodzi z 1915 roku. Wyprodukowany specjalnie dla Rosji, więc i są rosyjskie bicia. Masa lufy z zamkiem 240 pudów i 20 funtów, czyli 3940 kg. Żeby nie było za łatwo rysunki, które mam są trochę późniejsze, a na zdjęciach widać, ze konstrukcja ewoluowała. Najbardziej samej platformy, ale o tym jeszcze będzie. No i tu już zrobiona lufa z zamkiem. A program to Fusion.
  5. Dużo projektów rozgrzebanych więc czas sobie skomplikować życie i zacząć coś znowu. Kupiłem niedawno haubicę 28 cm z D-Models (28 cm Krupp Küstenhaubitze), zacząłem grzebać przy temacie dział z Wielkiej Wojny używanych przez Niemców no i się zaczęło... Podczas II wojny używali dość często (jak na ten kaliber często) zdobycznych francuskich moździerzy 280 mm Mortier de 280 TR Modèle 1914 Schneider pod oznaczeniem 28 cm Mörser 601(f). Zdobyto ponad 70 sztuk. W szczytowym okresie było ich na froncie [alert: dalej są bzdury z tymi ilościami, bo było dużo więcej o czym w poście z dnia 12.11.2024] na pewno dobrze ponad 20 (w październiku 1944 na Ost-Froncie było ich jeszcze 17, a rodzimych 21 cm Morser 18 "tylko" 80. Czyli licząc te dwa typy francuskich moździerzy było blisko 20%. Co ciekawe nie tworzono z nich oddziałów wsparcia, tylko po 1-2 sztuki przydzielano do pułków artylerii dywizji piechoty i traktowano jak "zwyczajną" artylerię polową. A zwyczajne to te działa nie były, bo w skali walk naziemnych to był potwór. Ciężka haubica miała pocisk 45 kg (do dziś najczęściej używane kalibry 150-155 mm), pocisk najpopularniejszego moździerza przełamania 21 cm Mrs 18 już 113 kg, ale tu mamy 205 kg. No i teraz o samym przygotowaniu. Ze złych wieści, to najważniejsza jest taka, że ani jeden taki moździerz do naszych czasów nie przetrwał. Z lepszych wiadomości, to że przetrwały dwie kompletne lufy z zamkami i kołyskami. Z bardzo dobrych wieści to, że te dwa komplety luf znajdują się w Warszawie. Zostały zdobyte na bolszewikach w 1920 roku i jedna z nich stoi w Muzeum Techniki Wojskowej. Do tego okazuje się, że Francuzi mają dość dobrze "scyfryzowane" archiwa i są dostępne instrukcje do tych dział z rysunkami poglądowymi. Niestety "poglądowe", to coś bardzo różnego niż rysunki techniczne, no ale trudno. Jest też sporo niezłej jakości zdjęć z czasów Wielkiej Wojny i kilka nie najlepszych niemieckich z drugiej wojny. Ale tylko dzięki nim i rysunkom można zrobić lawetę, platformę i przede wszystkim określić położenie nitów na nich. A nitów jest tu dostatek! Na początek parę zdjęć i rysunków, a projektowanie w 3D w toku. Życzcie cierpliwości proszę! Fajnie by było coś dokończyć. Tak oto wygląda to co przetrwało trzy wojny: Tak wygląda na rysunku całość z platformą, lawetą, dźwigiem do pocisków i wózkiem. Tak wyglądał służąc w Wehrmachcie. A tu w rękach pierwotnych właścicieli...
  6. Merten

    A-stoff Wagen 1/35

    A dlaczego? W tym czasie montowano już w przypadku seryjnych cystern hamulec montowano bezpośrednio do zbiornika. Może tu też tak powinno być? Poglądowe zdjęcie jak by to mogło wyglądać (cysterna dość starej konstrukcji).
  7. Co się StuGa czepiasz!? Dobrze wyszedł!
  8. Pomalowane i pocieniowane. Trochę sztuka dla sztuki, bo na to pójdą żółte (Dunkelgelb) łaty. Lufa i koła jeszcze nie przyklejone, celownik do przemalowania na czarno (chociaż w pozycji marszowej powinien być albo zdjęty, albo przykryty pokrowcem). I porównanie z młodszą siostrą czyli sFH 18. Sądziłem, że francuska haubica będzie wyraźnie mniejsza, a tymczasem wcale nie. Po prostu inna konstrukcja, ale po prostu kaliber wymusza wielkość działa.
  9. @Marioba Możesz proszę wrzucić jak wyszły odlewy kół szprychowych? Z reguły są kiepskie we wszystkich firmach, a drukarki specjalnie dla tych kół nie chce mi się teraz odpalać. Ale może IBG stanęło na wysokości zadania w tym przypadku?
  10. Na słońcu trzymam tylko bazę, która już jest wycięta i prostuje się pod naciskiem dwóch butelek piwa. Gruba jest a strasznie się sfalowała. Resztę będę i tak podgrzewał przed wycięciem. Woda około 45 stopni na minutę i powinno być jak po maśle.
  11. No, ale tu emocje miałem jak na grzybach. Wszystko pasuje, instrukcja jasna, odlew super. Nawet w wielu przypadkach wypraski pomyślane tak, że miejsca odcięcia elementów po wklejeniu nie są widoczne. Edit:---- Grzebnąłem trochę w necie w poszukiwaniu zdjęć. Na pierwszym widać problem ze zmianą kierunku ostrzału. Jednak sFH 18 pozwalała na przemieszczanie lufy w poziomie o 60 stopni. Tu trzeba było przenieść ogon i wkopać go w ziemię. Ciekawe ile czasu to zajmowało (?). No i co to za kolor działa? Chyba Dunkelgelb, ale może być tak, że koła i łoże po prostu zakurzone. Tu na pewno w Panzergrau. Ciekawe, że stempel, którego jeszcze nie wklejałem (w pozycji transportowej jest z boku łoża) ma elementy stalowe. Zdjęcia z https://www.armedconflicts.com/
  12. No to następny artyleryjski "wypust". Nie widziałem do tej pory relacji a w końcu haubica używana przez wojsko francuskie, polskie, amerykańskie, jugosłowiańskie, fińskie i inne. I oczywiście niemieckie. W tym przypadku ma być w malowaniu Wehrmachtu jako 15,5 cm sFH 414(f). No i dłuższa historia niekoniecznie modelarska: Do końca wojny 15,5 cm sFH 414(f) była drugą najpopularniejszą ciężką haubicą w niemieckich dywizjach piechoty (po oczywiście sFH 18). Oczywiście to konstrukcja pierwszo wojenna i już trochę słabo już pasująca do warunków walki i bardzo odstająca parametrami od właśnie sFH 18. Miała o wiele mniejszy zasięg, bo tylko 9,5 km (vs. 13,3 km sFH 18), co nawet teoretycznie nie pozwalało dawać wsparcia w całym pasie dywizji, a trawers lufy to tylko 6 stopni więc przeniesienie ognia często wiązało się z koniecznością manewrowania całym działem. Więc słabo. Ale miała też zalety. Była o wiele lżejsza. W marszu 3,75 tony więc mogła być przemieszczana przez 6 ciężkich koni pociągowych, kiedy sFH 18 musiała być najpierw rozłożona na dwie części i potrzebowano do jej transportu aż 16 koni (3982 kg lufa i 4084 kg laweta). Coś za coś. W efekcie klęsk Wehrmachtu na całym froncie wschodnim na 1 października 1944 w dywizjach piechoty zostało już tylko 385 sFH 18 i aż 91 - 15,5 cm sFH 414(f), a niewątpliwie kilkadziesiąt francuskich haubic przepadło latem 1944 na Białorusi. Tak czy owak statystycznie jesienią 1944 co piąta/szósta(!) niemiecka dywizja piechoty miała ciężki dywizjon artylerii uzbrojony w haubice francuskie. Kleiłem równolegle 10 cm leFH 14/19(t) produkcji IBG, która mnie zniechęciła na chwilę, ale ten model mogę z czystym sumieniem polecić. Sama przyjemność. Nie bardzo nawet było co pokazywać z klejenia w trakcie prac. Jedyne rozczarowanie to plastikowa lufa i niestety brak gwintu wewnątrz i trochę gruby szew od ramki na kołach i w efekcie szprychach, ale... bez tragedii. Swoją drogą kiedy ktoś wpadnie na to, żeby wyprodukować do tego konie??? Przecież takie z dyszlem jeździły, a tu dali taki ciężki zaczep holowniczy do ciągnika z I wojny światowej. Tak wygląda przed podkładem poskładana na sucho, zamek nie zamknięty, koła nie przyklejone. Podkład i szlifowanie było tylko na lufie. No i teraz zastanawiam się nad kamuflażem. Chcę ją zrobić w wersji z Ost-Frontu lata 1944 roku. 3. Armia Pancerna w przededniu sowieckiej letniej ofensywy Bagration miała 28 takich dział (w 299. DPiech i 4 i 6. Dywizjach Polowych Luftwaffe). I teraz pytanie: myślicie, ze przemalowano je z Feldgrau na piaskowy? Chciało im się? Czy może (co mnie korci) zrobić ją w Panzergrau i dodać łaty/maziaje w Dunkelgelb? Zdjęć tych haubic z tego okresu niestety nie widziałem.
  13. Taki suplement jeszcze, bo uważam, że jak ktoś świadczy dobry serwis, to warto chwalić. Dziś ze skrzynki wyjąłem elementy fototrawione do tejże haubicy. Ani nie domawiałem, ani nie prosiłem. Producent uznał, że mogą wyglądać lepiej niż z wydruku 3D więc sam z siebie, bez pytania dosłał. Wow. Zaimponowali mi.
  14. Nie deprecjonowałbym bym chyba wiedzy zgromadzonych tu modelarzy. Raczej "tak zwanym czołgiem-pułapką". To jednak był nieszczęśliwy wypadek, tym bardziej, że wydarzył się w dniu debiutu Borgwardów w Warszawie. Nota bene użyto ich w Warszawie ponad 150.
  15. Dorobię rzeczywiście. Teraz patrzę, że te koła w modelu są o wiele za grube. Ehh... Na to wygląda. Chciałem mieć szybki i łatwy projekt, no to lipa. Jaka cena taka jakość. Do tego znalazłem fotkę haubicy z 2 baterii 1716. pułku artylerii i tak jak czułem powinno być na kołach szprychowych. Więc to inna haubica trochę jednak... Poza tym kamuflaż, to myślicie, że Dunkelgelb namalowane na Panzergrau, czy może te ciemne łaty są zielone?
  16. Dzięki Marioba. Też miałem pomysł na celownik od leFH 18, tylko on nie sięga do otworu w przedniej płycie. Więc tak źle i tak niedobrze. ;/ Ale może coś się uda do niego kiedyś znaleźć. Łamałem się kilka dni nad rodzajem kół do wyboru (szprychowe do ciągu konnego byłyby tu bardziej na miejscu), ale ostatecznie uznałem, że te od "armijnego wozu polowego" (Heeresfeldwagen 2.) są rzeczywiście trochę za cienkie, a nie dojrzałem do tego, żeby teraz specjalnie do tego działa drukarkę odpalać. Trudno. Będzie z kołami z wersji zmotoryzowanej. Więc to ze zdjęcia poniżej ostatecznie nie przejdzie. A! Tu jeszcze hamulce ręczne byłyby do dorobienia. W innych wersjach tego modelu producent je dodaje, więc ok. I tu w wersji z kołami do ciągu motorowego. Oczywiście błyszczy się po Sidoluxie i na razie tylko nałożony filtr. Dioramka tez już zaczęła mnie wkurzać (a bardziej to moje umiejętności), ale o tym przy innej okazji. Aha. Na haubicy porobione przetarcia. Stara metoda na lakier do włosów i podkład z Panzergrau. Te działa stały po prostu na wybrzeżu, więc jedyne co się mogło stać piaskowemu kamuflażowi, to pewnie właśnie takie przetarcia od piasku na plaży niesionemu przez wiatr. Niestety zdjęć tych dział na stanowiskach nie znalazłem. Fotki niedoświetlone. Sorry. Zrobię lepsze innym razem.
  17. Hmm???! Haubice! Ale tak. Tam też, jak pisałem...
  18. No bo do ciągu konnego, to te koła były właśnie takie "rachityczne". Muszę tylko dokładnie przymierzyć, czy nie za małe. A podstawka ma w założeniu być fragmentem stanowiska betonowego. Fragmentem, bo jak zacząłem mierzyć, to przerost formy nad treścią by był. Olbrzymie stanowisko to było, a haubica nie za duża w końcu.
  19. Używam butli z CO2 od 20 lat. Nie bardzo wiem po co kupować kompresor. Przecież to zawsze się może zepsuć, czy coś.
  20. No niestety producent zapomniał o tym "drobiazgu.".
  21. Przypomniało mi się, że przecież kiedyś bawiłem się wydrukami kół do różnych wersji pojazdów o ciągu konnym i okazało się, że parę lat temu wydrukowałem sobie coś co się chyba teraz przyda...
  22. Kolejny wątek artyleryjski. Tym razem ex-czeska haubica w służbie niemieckiej. Pewnie większość zna ten model, ale jakoś na forum relacji z jego budowy nie znalazłem. Co do samego działa, to ta haubica była używana w wielu krajach, bo poza Czechami także i w Polsce, Jugosławii, czy Grecji. Jak na warunki II wojny parametry miała przeciętne i po krótkim użyciu na froncie trafiły one masowo do obrony wybrzeży. I tu mam pomysł na małą dioramkę - stanowisko na plaży z tą haubicą. Mam nadzieję, że zapału nie zabraknie. Najwięcej takich haubic w momencie lądowania Aliantów w Normandii miała 319. Dywizja Piechoty obsadzająca wyspy na Kanale La Manche Jersey i Guernsey oraz 716. Dywizja Piechoty broniąca odcinka frontu na zachód od rzeki Orne (plaża Juno i Sword). Zobaczymy co z tego wyjdzie. Sam model dość przeciętny. Sporo wklęsłości na powierzchniach, które trzeba szpachlować, ale nic tragicznego. Nie umiałbym na pewno zrobić plastikowej lufy. Ta odlana dramatycznie, ale producent dał też metalową, więc w sumie ok. Model do sklejenia w jeden wieczór. Aha. I przegapiłem, że są tylko jedne koła i to od wersji zmotoryzowanej. Trudno. Nie będę dokupował kolejnej dla samych kół. Będzie z takimi, chociaż bardziej prawdopodobne jest, że do obrony wybrzeża trafiły te z kołami szprychowymi od ciągu konnego. Tak to na razie wygląda... I po położeniu szpachlówki w sprayu.
  23. No racja. Proszę bardzo. Trochę kombinowałem z oświetleniem. Ciekawe na czym drukowali...
  24. Wrzucam jako ciekawostkę, bo tego producenta tu jeszcze nie było. Coraz więcej tego powstaje (w sensie wydruków 3D). Byłem ciekaw jak wygląda i... wygląda bardzo ok. Model dość prosty z ograniczoną ilością części, ale fajnie odwzorowanych. Największe wyzwanie, to chyba będzie wycinanie. Poza tym przyjechał z Francji dość miękki, więc na razie trzymam na słońcu. Tak ma wyglądać, a niżej zdjęcia z zawartości pudełka.
  25. Odgrzewam po pięciu latach. Stał na półce jak wyrzut sumienia taki niedokończony. Ostatecznie postanowiłem go pokryć zimowym kamuflażem, chociaż nie aż tak mocnym, jak to widać na wcześniejszych zdjęciach z początku wątku. Tak więc malowanie to własna inwencja i tyle. Zastanawiam się jeszcze nad zawieszeniem na tych barierkach jakichś płacht maskujących, żeby jakoś dodać szczegółów. Jeszcze go czeka kurzenie i matowy lakier po całości, bo się błyszczy po Sidoluxie. Poza wszystkim ciężko jest pokazać ciekawie tak duży model. Wielkie korci, żeby skleić, ale potem jest kłopot ze złapaniem "klimatu" przy czymś tak wielkim.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.