-
Liczba zawartości
892 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Merten
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 36
-
Trochę jest. Prostowałem parę razy i stopniowo ciągle się wygina. Może za krótko go naświetlałem? Nagrzeję jeszcze i poprawię. A linie między kolorami rzeczywiście w takim zbliżeniu wyglądają słabo. Mam za swoje bo zrobiłem je flamastrem jak pisałem. Nie róbcie tego! Zareagował z sidoluxem niestety i się rozmył. Próbowałem już retuszerski pędzelek z czarną farbą i dobrze wychodzi. Muszę się sprężyć i poprawić.
-
To nie tak, że mnie naszło na I wojnę światową. Kupiłem, bo chciałem przerobić na wersję z drugiej wojny, czyli na langer Mörsera. Nawet wydrukowałem do tego koło. Dokumentacji tyle co kot napłakał, a już po kilku fotkach i porównaniu tego co w pudełku... to się tak nie da. Niemcy wprowadzili sporo modyfikacji do lawety i chociażby dodali resory, których tu nie ma.. Tak więc żeby mieć langer Mörser trzeba pojechać do Drezna i pomierzyć i wydrukować, albo kupić model Verlindena. No, ale jak już kupiłem ten i spodobał mi się kamuflaż, to z rozpędu skleiłem. Tu w wersji późniejszej, z trochę dłuższą lufą, a więc Mörser 16. Pomalowany RLM 22, czyli XF-22 pomieszanym 50/50 z XF-61 Dark Green. Ciapki z Gunze H403 i Vallejo Surface Primer German Red Brown. Do tego pigmenty i Earth Effect AK. Bardziej kurzyłem niż obijałem. jakoś I wojna bardziej z tym mi się kojarzy. Tu z m mniejszym kolegą. Ale ten duży strzelał tylko 2,5-razy cięższym pociskiem. No i z wydrukowanym testowo kołem z drugiej wojny. Nie jest idealne. Jeszcze się potem na zdjęciach dopatrzyłem błędu.
-
Ciężko z takiego bździdła małego cos "wyciągnąć". To w zasadzie niezły model na dioramę, jako taka "rodzynka". No, ale chciałem go mieć to zrobiłem. Do dorobienia jeszcze oś transportowa. Ale to jak będę drukarkę zapuszczał. 10 minut roboty a 2 godziny drukowania. Obijać go w zasadzie nie ma sensu, bo podczas wojny brały udział w walkach raptem przez miesiąc. Więc się nie poobijały. Może jeszcze cos przy nim podłubię. Ten I-zo wojenny jeszcze do zmatowienia, bo się po Sidoluxie błyszczy.
-
Nie mogłem wcześniej odpowiedzieć, bo nie wiedziałem jak wzrosły ceny. Wczoraj po latach pojechałem wymienić butlę CO2. Pomalowałem na niej z 10 modeli 1:35. Nabicie 50 PLN. Moja ma 4,4 kg gazu i do tego masę 16 kg. Większej nie warto, bo ciężko się tym posługiwać. Ale butle na C02 zaczynają się od 1,5 kg i mają wtedy niewiele ponad 40 cm wysokości (250 PLN zakup). Jak ktoś nie ma zbyt dużego metrażu na pewno wygodniej to przechowywać niż kompresor. Gdzieś pod parapet, za tapczan zawsze wejdzie.
-
Nie upieram się, ze powinien go mieć. Ale zrobienie go to była dla mnie główna motywacja. Nie kleiłem nic co dotyczyło wyłącznie I wojny, a tu mnie wzięło. Zresztą podpatrzyłem takie malowanie na cięższej wersji Minenwerfera z muzeum. Nie upieram się, że malowanie oryginalnie na nim było i chociaż wygląda staro, to nie koniecznie ma ponad 100 lat. Nie wiem.
-
Traktuję jako komplement. Tak to teraz wygląda. W okresie międzywojennym dorobili do tego "moździerza" dodatkową oś. Ale na tą chwilę daję spokój. Dodrukuję pewnie przy następnej okazji i przerobię, ale na razie ten z drugiej wojny (szary) ma koła założone tak jak miał pierwotnie, czyli osie osadzone w platformie. Żeby nie było. Nie mam pojęcia o kamuflażach z Wielkiej Wojny. Dlatego jako podkład poszedł RLM 02 (Tamiya XF-22), a plamy to red Brown TamiyaXF-64 i Gunze Dark Yellow H403. Czarne kreski to flamaster.
-
To już chyba nerwica natręctw u mnie. Przeglądam zdjęcia, książki i znajdują jakiś dziwny sprzęt i zaraz chcę go mieć. A tykle niedokończonych... Teraz przyszła kolej na takiego "szkraba" jak średni miotacz min. Inaczej to mittlerer Minenwerfer n/Art (neue Art, czyli nowego wzoru). Sprzęt I-wojenny wyprodukowany obok innych minenwerferów w tysiącach sztuk. Model ciężkiego Minenwerfera jest dostępny (robi go w żywicy CMK), ale tego nie ma. Miał kaliber 170 mm, lufę długości 641 mm, masę 559 kg i strzelał 49,5 kg pociskiem burzącym na dystans ~1000 metrów. Mógł też strzelać pociskami gazowymi o masie 42 kg, ale nie wiem jak wielkie trzeba mieć "cohones" i jak bezgraniczne zaufanie do masek pgaz, żeby strzelać pociskami z iperytem na dystans ledwie 1000 metrów! No, ale strzelano. Wyglądało top tak (na zdjęciu alt Art z krótsza lufą). Dla mnie ten model jest ciekawy z dwóch powodów. Po pierwsze Niemcy użyli takich minenwerferów jeszcze w drugiej wojnie. Zorganizowali z nich 600. kompanię miotaczy min i wysłali na front z Francją w maju 1940 roku. Potem wzięly udział w walkach w ramach 554, a potem w czerwcu w 239. DPiech. Po drugie ten miotacz jest w zasadzie miniaturą francuskiego 280 mm moździerza, który tu pokazywałem (i ciągle dopieszczam i nie kończę). To samo rozwiązanie łoża i platformy, chociaż w minenwerferze lufa ładowana od wylotu i nawet (co pięknie wygląda!) pocisk z lufy trochę wystaje. Aha! Prędkość pocisku to 52 m/s więc na pewno było dobrze widać jak leci. Tu na zdjęciu z lat 30-tych... No i wydruki prosto po odcięciu podpór, jeszcze nie wyrównane i nie utwardzone. Dużo części jeszcze w druku, a niektóre do poprawki. Za często zdaję się na automatyczne ustawianie podpór prze "slicera" i czasem coś nie wychodzi (zwłaszcza, ze tu jest dużo maleńkich dodatków i slicer pyta czy mi się nie pomyliło i czy nie powinny być centymetry, a nie milimetry). Tak w ogóle to bardzo mały, ale składa się z ponad 500 brył, które trzeba było zaprojektować. Jak się ma wprawę, to szybko idzie. Powiedzmy, że to było jakieś 12-14 godzin pracy. Na razie tak wyszło. Zrobię chyba wersje z I i II wojny. A na tym zdjęciu widać podobieństwo konstrukcji. To co tu widać to 7 elementów. Z czego dwa to pociski.
-
Panzer-Abteilung 52
-
Dzięki. Na koniec tej przygody pożegnanie z Sewatopolem... A "paskudników" w planach jeszcze trochę jest. A potem był Leningrad. W każdym razie dla 4-5 takich haubic, które przetrwały. Jest nawet zdjęcie, że było spotkanie z "elektrykami" z III. KPanc SS, więc gdzieś pod Oranienbaumem.
-
Poza przemalowaniem pocisków i dorobieniem haka, to właściwie na tym chcę zakończyć. Kurzyło się pod Sewastopolem bardzo, bo to i strzelania dużo i wapienne podłoże więc i pokurzyłem trochę bardziej. Trochę XF-57 Buff Tamiya i trochę pigmentu European Earth AK. Porównanie z francuską konstrukcją tego samego kalibru i ledwie o 7 lat późniejszą. Gigantyczny jest ten moździerz Kruppa, ale to chyba kwestia rozwoju techniki produkcji luf. W moździerzu Kruppa jest strasznie gruba, a za tym szła potężna masa.
-
Klejenie skończone. Dodane poręcze i schodki. Brakuje jeszcze haka do pocisków. Nie wiem dlaczego tego nie przewidzieli. Jest propozycja wykonania go z drucika. No... słabo biorąc pod uwagę, że wszystko tu jest w 3D, a poza tym ten hak widać na rysunku modelu. Dodrukuję sobie kiedyś. Śmiałym pomysłem było wydrukowanie poręczy jako całości. W sumie złamały mi się tylko w dwóch miejscach, więc i tak nieźle poszło. Tu jak wyglądały przed wycięciem podpórek. Teraz czas na sidolux, itd... Ciekawa kwestia z pociskami, bo nic nie zgadza. Nie znalazłem nigdzie u źródła masy tych pocisków. W encyklopedii Doyla i Chamberleina podano, że pocisk miał masę 350 kg. W takim ex-sowieckim powojennym opracowaniu dla wojsk podano tak samo. Po mojemu - komuś się ręka "omsknęła" w maszynopisie i to było tak naprawdę 250 kg. Porównanie z tym czarno-żółtym francuskim, który miał ten sam kaliber i masę 205 kg. Do tego Rosjanie opisali, że miały być ciemnozielone. Sądząc po zdjęciu, to ciemnozielone na pewno nie są. Może prędzej żółte (?). Co sądzicie?
-
Panzergrau oczywiście. Który oryginalnie jest prawie czarny. Używam takiego 4-kolorowego zestawu Mr.Color z bazowym i do rozjaśnień. A to wszystko blakło. Zwłaszcza latem na Krymie. Lampa też trochę go tu dodatkowo rozjaśniła. Tak wyglądał świeży na stanowisku bojowym. To ten sam kolor po paru tygodniach...
-
No dobra, temat wrzuciłem, a opowiastki o tych działach nie było! A kleję przecież po to, żeby sobie o nich pogadać. Po pierwsze kwestia nazwy... Tak naprawdę to nie jest tak jak napisano na modelu 28 cm Küstenhaubitze L/12, tylko 28 cm Haubitze L/12. Tak wyglądała ta nadbrzeżna (czyli Küstenhaubitze). Czy to duży błąd? No nie bardzo. Sami Niemcy słabo się w tym typowaniu orientowali i czasem dochodziło do pomyłek w nazewnictwie. Mnie te modele interesują o tyle, że pokazują działa, które wzięły udział w oblężeniu Sewastopola w 1942 roku. Robiona przeze mnie haubica była w okresie II wojny światowej już strasznie przestarzała. Projekt powstał w 1907 roku. Jeszcze starszy był projekt tej nadbrzeżnej, bo pochodził jeszcze z XIX wieku (1892 rok). Działa te były na tyle stare, że nawet aliancka komisja nie miała z nimi problemu po pierwszej wojnie i Niemcy mogli je zachować. Parametry? Zasięg strzału 11,4 km i jeden strzał na minutę. Masa 37 ton! Czeski moździerz 30,5 cm był o połowę lżejszy. Tak jak pisał Greif - logistycznie to był koszmar. Przewiezienie, zbudowanie stanowisk ogniowych (i drogi dojazdowej do nich plus baraków dla załogi i robotników) i zamontowanie jednej baterii na granicę zachodnią Rzeszy na wojnę z Francją w 1940 roku zajęło... 60 dni. I to przy gęstej sieci dróg i kolei. Taka masa przy kalibrze (zaledwie) 280 mm to jak żart! Aha! Wersja nadbrzeżna to ponad 60 ton. Cholera... chyba też ją chcę skleić... 12 takich dział (+3 haubice nadbrzeżne) weszły w skład 4 baterii stacjonarnych (741., 742., 743., i 744.) pod Sewastopolem i w trakcie szturmu wystrzeliły ponad 850 pocisków. Jaka była skuteczność ostrzału nie wiem, ale za to wiadomo, że aż w 10 z nich doszło do rozerwania luf. Nawet sobie pomyślałem, że fajnie by go było zrobić z taką rozerwaną lufą właśnie. Model tak naprawdę do sklejenia w jeden dzień. Elementów nie ma zbyt wielu. Oczywiście schodzi się bardzo na wycinaniu podpór po wydruku. Tak na razie poskładany, bez schodków, poręczy i innych dodatków. O samym modelu jeszcze coś później dopiszę, bo trochę uwag mi się nazbierało.
-
[Pojazdy wojsk.] Zadajemy pytania. Otrzymujemy odpowiedzi.
Merten odpowiedział Złośliwiec → na temat → [M]Warsztat
To był Pervitin, nie Previtin. Lepiej wiedzieć, żeby potem nie brać byle czego... No i przed użyciem z ulotką pewnie warto się zapoznać, itd. -
Pierwsze zdjęcie BR 52 5237 więc dość późny, a kolor nadal bardzo jasny. Druga fotka z BR 52 zdobytego przez sowietów w Królewcu i potem przez nich używanego. Do Schwarzgrau mi to nijak nie pasuje. Bardziej bym powiedział, że "jakaś zielona". To oczywiście ta farba która "leży" na minii i wyłazi spod odpryskującej czarnej.
-
Ten ciemnoszary wagon wygląda ok. Oczywiście, że po wyjściu z fabryki one były czarne, ale w trakcie używania blakły i się kurzyły. Robienie ich więc w wersji całkiem czarnej-czarnej na modelach to przegięcie. A nawet jeśli, to miejscami należałoby się właśnie rozjaśnienie ciemno szarym, żeby model nie wyglądał "płasko". Zresztą gdyby nie dyskusja, to myślałem, ze to czarny po rozjaśnieniach. Co do malowania lokomotyw produkcji wojennej, to one rzeczywiście były malowane na szaro w całości. Konkretnie Eisengrau RAL 7011. Później ten kolor został zmieniony na trochę bardziej szary-zielonkawy. Wrzucałem tu kiedyś na forum zdjęcia obydwu kolorów z BR 52 z muzeum w Pyskowicach i Kościerzynie, gdzie oryginalne kolory wyszły spod późniejszych malowań. Co do malowania podłóg platform i wagonów, to one też były malowane standardowym Eisengrau. Chociażby dla zabezpieczenia przed wilgocią. Widać zresztą na niektórych zdjęciach, jak ta farba się wytarła (chociażby od manewrów czołgiem na platformie) i wyszło spod spodu surowe drewno. Tak więc ja bym się przyczepił do tej podłogi platformy. Świetnie odwzorowanie malowanie drewna, ale nie w wagonie. Wygląda jak regał ze świeżą politurą, a nie jak podłoga wagonu do wożenia czołgów.
-
Pomysł trochę szalony, ale może z tymi oponami spróbować przykleić je klejem dwuskładnikowym wolnoschnącym i na czas schnięcia wrzucić do zamrażalnika? Guma na pewno bardziej się skurczy niż felga. No i jest szansa, że będą przylegać.
-
Wysyłałeś Greif zdjęcia wagi. Zrobiłem prawie od razu i zapomniałem trochę. Zresztą do dokończenia jeszcze. Nie wszystko zresztą na drukarce wyjdzie obawiam się. Chodzi mi o ten "równoważnik" oczywiście, ale i tak byłby łatwy do dorobienia. Wymiar 14X20 mm. Dokończę i mogę jako .stl wysłać.
-
Jak zwykle kilka srok za ogon... I tak nie wszystko tu wrzucam zresztą. Projektów jest więcej, ale... to kiedyś. Chciałbym kiedyś mieć sklejone wszystkie typy sprzętu użytego przez Niemców podczas oblężenia Sewastopola. No... może oprócz Dory. Jakoś mnie to "nie kręci". To jeden z nich. Firma rumuńska, projekt uznany Georg Heuer. Co mogę powiedzieć? Jestem trochę w szoku jeśli chodzi o wielkość tego działa. Ten sam kaliber co robionego przeze mnie francuskiego moździerza tego samego kalibru, a o wiele, wiele większy. Fakt, że był obracany o 360 stopni, więc to musiało się przełożyć na wielkość i masę. Kiedyś wrzucę zdjęcia porównawcze. No i pierwsze klejenia. części niewiele. Widzę, że jeszcze muszę wyrównać spód lawety. Zdjęcia jednak dobrze wyłapują niedoróbki (ślady po podporach zostały). Ogólnie... fajny model i jako fan artylerii nie mogę narzekać, no bo jest. A sam projekt? Hmmm.... Powiem, że bardzo dowartościowałem się jako "projektant". I nie tylko chodzi o szczegółowość (w moim francuskim moździerzu aż przesadziłem), ale nawet lepiej chyba przewidziałem jakie problemy mogą wystąpić przy klejeniu i na przykład nie pozwoliłem sobie na drukowanie łoża w częściach. Ja nie wiem jaką by trzeba mieć drukarkę, żeby to się nie rozjechało i spasowanie nie stało się koszmarem. Klejenie czegoś ze sobą gdzie wcześniej były ślady podpór, to nie ma szans, żeby to dobrze wyszło. I na koniec nie ma to znaczenia, że zostało zaprojektowane do 100-tnej części milimetra jak trzeba to ordynarnie piłować. Dlaczego jeszcze zostały niesymetrycznie zrobione nity? No tego już nie wiem. Żeby nie było - fajny model, ale po prostu sam sobie w projekcie stawiałem poprzeczkę o wiele wyżej, więc stąd jednak krytyka.
-
Projekt trochę odłożony, ale w końcu się trochę zmobilizowałem i przynajmniej wydrukowałem orczyk. Ponawiam prośbę - czy ktoś może zmierzyć średnicę koła szprychowego z modelu i dać znać jaka jest średnica i grubość?
-
28 cm Mörser 601(f), albo Mortier de 280 TR Modèle 1914 Schneider (1:35 - druk 3D)
Merten odpowiedział Merten → na temat → [M]Warsztat
Trochę nowych zdjęć wpadło mi w oczy i wychodzi na to, ze jednak należą się lekkie zmiany. Na przykład te "ramiona" przytrzymujące moździerz zostały po I wojnie światowej zmienione (chyba w latach 20-tych) i na niemieckich zdjęciach mają pełny profil tak jak tutaj. Pociski pomalowane jak pisanki wielkanocne. Były czarno żółte, ale musze te kolory potem przygasić. Jeszcze się o kalkomanie do nich pewnie pokuszę. Te ażurowe podobały mi się bardziej, no ale coś musiało być nie tak z nimi skoro je wymieniono. Wydrukowałem jeszcze raz platformę i pewnie ją zmienię, bo tą zrobiłem pustą w środku i pomimo utwardzania UV odkształciła się trochę i bardzo mnie to wkurza... Nowa jest monolitem i tak trzeba było od początku. Za bardzo cały czas przejmowałem się utrzymaniem skali, a z drugiej strony chciałem "przydziadować" i zaoszczędzić na żywicy. No to teraz robię po dwa razy. -
-
Przy ograniczeniach budżetowych nieźle wychodzi Anycubic Photon Mono 4. Raptem 899 PLN. O ile chcesz drukować niewielkie elementy. Ma dość małą platformę roboczą. Już całkiem spora jest Anycubic Photon Mono M7 Pro, albo 3D Anycubic Photon M3 Max, które też się w budżecie mieszczą. Ja bym się skupił tylko na nich. Poczytaj o nich i zorientuj się ile kosztują do nich materiały (żywica, filtry węglowe i pewnie kuweta/kadź z żywicą też wieczna nie jest). Do tego musisz kupić lampę UV do utwardzania wydruków. Możesz oryginalną od nich Anycubic Wash & Cure 3.0. W nim się też myje wydruk. Kosztuje 300+ Nie wiem jak to działa. To można też załatwić za sto coś złotych lampę Sunlu (bardzo wygodna), a wydruki myję w urządzeniu do płukania sałaty. Taka misa plastikowa z siatką w środku i korbką do obracania nią. Chyba 17 PLN w sklepie Tedi. Do tego 5 litrów Izopropylenu (pewnie 55 PLN na Allegro), rękawice gumowe, ściereczki do czyszczenia szyby pod kuwetą (bezpyłowe!!!) które pewnie za jakieś 50-60 PLN się trafią. No i można zaczynać drukować. Jedna porada jeszcze - chyba najważniejsza! Najpierw lepiej pobawić się projektami i zobaczyć czy Cię to wciągnie. Jakiś projekt. Zrób i dokończ. I wtedy pomyśl o zakupie. No chyba, ze już masz ten etap za sobą?
-
28 cm Mörser 601(f), albo Mortier de 280 TR Modèle 1914 Schneider (1:35 - druk 3D)
Merten odpowiedział Merten → na temat → [M]Warsztat
Ostatnie poskładanie przed malowaniem, do którego się czaję jakby nie wiem co. Inna sprawa, że nie mam takiego 100% pomysłu na kamuflaż... Na teraz położony podkład. Najpierw Surfacer 500 na części, które były mocniej szlifowane i potem 1000 po całości. Docelowo chciałbym do niego zrobić dioramkę, tylko taką, żeby widać było (przynajmniej z jednej strony) wannę, którą jest bardzo trudno pokazać. Nie chciało mi się jej do platformy od spodu kleić do zdjęcia... Sama wanna. Dostała nową tylną ścianę, bo trafiłem na zdjęcia, że wyglądała trochę inaczej. Ścianka już nie drukowana, ale z polistyrenu i wywiercone dziury i wsadzone nity (wydrukowane). Ale jakościowo lepiej to wygląda, bardziej "plastycznie" niż nity drukowane razem z powierzchnią. Tak naprawdę w dolnej części wanny było pięć rzędów tych nitów, ale... już odpuściłem. -
28 cm Mörser 601(f), albo Mortier de 280 TR Modèle 1914 Schneider (1:35 - druk 3D)
Merten odpowiedział Merten → na temat → [M]Warsztat
Tak w ogóle, to on tam jest. Widać na tych jakby rentgenowskich zdjęciach projektu. Niestety bruzdy robiłem zgodnie z oryginalnym wymiarem i ich nie widać... Pokombinuję może z wydrukiem takiego wkładanego "kołnierza", ale raczej czarno to widzę.
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 36
