Skocz do zawartości

Merten

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    892
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Merten

  1. I jeszcze zbliżenie. Nie chciało wejść do poprzedniego posta.
  2. Prawie finisz, ale dziś się zorientowałem, ze trochę inaczej wyglądała wanna. W każdym razie jej tylna płyta. Ale do poprawienia dość łatwa powinna być. Poza tym poklejone i dodane już większość nawet najmniejszych elementów - prawie wszystkie korby. Dźwig niedokończony oczywiście (brak linki), nie ma celownika i mocowania lufy i kołyski, ale to na końcu po pomalowaniu. Z malowaniem mi się wyjaśniło, że musi być Dunkelgelb, bo te działa zaczęły trafiać na front od września/października 1943, więc trudno zakładać, żeby przyjeżdżały w innym kolorze. To poskładałem tak, żeby było widać jak był ładowany pocisk. Widać opuszczany "mostek/szynę" po której wózek wjeżdżał do kołyski, a przedni jego fragment (taka rynna) wchodziła do komory nabojowej. Te maleńkie dźwignie na boku wózka blokowały go z przodu pod zamkiem. Z kolei to małe coś na łożu co wygląda trochę jak imadło to był zaczep, który wysuwał się w stronę kołyski i blokował ją, żeby się nie "bujnęła" jak wjechał do niej wózek (w końcu to pewnie było ze 300-350 kg razem). Na tym zdjęciu mostek podniesiony. Tu mostek opuszczony i wózek w kołysce. Korby na wózku służyły wpychaniu pocisku poprzez takich popychacz z łańcuchem. Tu widok z drugiej strony. Na zdjęciu wyszło, że jeszcze do podrównania jest spód "ogona-szyny" dla wózka. Nierówności po podporach z drukarki zostały. No i po załadowaniu. Ale bez wanny pod platformą lufy się bardziej podnieść nie da.
  3. Kolejne etapy... Jak się komuś wydaje, że po wydrukowaniu taki model się raz dwa skleja... to mu się wydaje. Mi zresztą też trochę się tak wydawało. I nauczka - nie nakładać podkładu na model z żywicy, zanim się nie sklei. Strasznie to reaguje z cyjanoakrylem. Poza tym uwypukla wprawdzie niedocięte podpory z drukarki, ale po ich wycięciu nie widać czy już jest równo wyszlifowane czy nie. To był błąd i piszę, żeby ostrzec, ale i raz na zawsze zapamiętać. W międzyczasie moździerz dostał "skrzydeł" i obrósł w inne drobne elementy... I nie tylko drobne, bo "na pokaz" tymczasowo wstawiona "wanna". Bez niej ten kąt podniesienia lufy byłby niemożliwy do osiągnięcia.
  4. Ciągle coś dłubię, ale i to mogę spróbować. Nie wygląda na dużo roboty...
  5. Najbezpieczniej zrobić jakąś ciężarówkę. Krupp Protze na przykład? W zasadzie pewniak, że tam były. To już był czas pościgu i czołówki 13. InfDiv znajdowały się w drodze na Dijon już na południe od Montbard. A na szpicy pewnie był batalion rozpoznawczy.
  6. 66. pułk strzelców zmotoryzowanych nie był wyposażony w samochody pancerne. Takowe miał tylko 13. batalion rozpoznawczy tej dywizji. A oznaczenie dywizji piechoty było od początku takie samo jak i później dywizji pancernej.
  7. To drugie, to Ausf. G na pewno. Sądząc po szprychach na kole napinającym. Długą lufę też ma tylko mu opadła. Hamulec wylotowy wystaje nad błotnikiem. Raczej do zaczepienia zapasowego koła nośnego, albo fragmentu gąsienicy.
  8. Sporo zabawy z wycinaniem podpór, szlifowaniem i ile i jak dokładnie bym nie wycinał podpór, to zawsze się jeszcze jakieś zapomniane ślady po nich znajdą... No, ale jakoś idzie. Na koniec porównanie z czeską 305-ką Takoma.
  9. A skąd masz taki fajny łańcuch?
  10. No i prawie skończone. Prześwietlenie pacjenta. I poskładane wydruki do zdjęcia. Mam już okulary, więc można zacząć sklejać. Najbardziej męczące oczywiście wycinanie podpór po druku. Zaklejone taśmą uchwyty bloczka, żeby nie połamać przy obróbce. Trochę błędów przy wydruku wyszło, ale widać, że "krzywa uczenia się" rosła, bo przydarzyły się na początku projektowania, a potem już było lepiej. No i niektóre elementy robiłem za bardzo w skali i nie wyszły. Po prostu niektóre trzeba pogrubić. Ale to jest fajne, że od razu można nanieść poprawki i następne wydruki już dobre.
  11. Merten

    gdański Pz.Bef.Wg III J

    To raczej muszą być arkusze, którymi okleisz powierzchnię, więc każdy arkusz osobno. Inna sprawa to ilość okien w fasadzie i jeszcze te ukośne fragmenty ściany... No arcy-ciężko to będzie. Wiem, nie pocieszam, ale tu nie ma prostych rozwiązań. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to zaprojektować to jak arkusz z małego modelarza, gdzie po wypaleniu będziesz mógł zagiąć w miejscach gdzie są na przykład wykusze okienne. Bo jak zamówisz to w oddzielnych arkuszach, to będzie tam widać łączenia cegieł i cały efekt szlag trafi.
  12. Merten

    gdański Pz.Bef.Wg III J

    W sumie opcja Greifa też dobra. Korek, albo jakaś tekturka grubości 0,25 do 0.5 mm (to klinkier więc dość gladki jednak) i można te cegły położyć pojedynczo. Dziubanina, ale... robialne.
  13. Merten

    gdański Pz.Bef.Wg III J

    Zaprojektuj w Corelu, albo jakimś CAD-zie i przerzuć do Corela i zamów wypalanie laserem. Wyjdzie dużo taniej niż druk 3D.
  14. Merten

    gdański Pz.Bef.Wg III J

    Na czym będą drukowane cegły? Bo jak na żywicznej, to można je łatwo uszkadzać przed utwardzeniem.
  15. I teraz taka sytuacja, ze równocześnie idą wydruki i dalsze projektowanie. Chciałem też już coś pokleić, ale wyszło na to, że najpierw to muszę do okulisty po okulary się udać. No niestety nadszedł ten czas, a póki co boję się odcinać podpórki z wydruków, bo po prostu niedowidzę. Powstała platforma z "wanną" do moździerza. To była dziwna konstrukcja i poniekąd to zdecydowało, ze się za niego wziąłem. Z jednej strony dość mały i lekki jak na swój kaliber, ale mobilności mu to nie poprawiło. Coś za coś. Inne moździerze z tego okresu choć ciężkie, to po zamontowaniu na stanowisku bojowym z reguły mogły prowadzić ostrzał w promieniu 360 stopni. Ten tylko 22 stopnie. Żeby zmienić kąt ostrzału jeszcze bardziej trzeba go było rozebrać i jeszcze raz posadowić na stanowisku (!!!). Chory pomysł, chociaż na realia I wojny światowej pewnie wystarczał. Podczas drugiej to już byłą tragedia. Dlatego Niemcy użyli tych dział w dość dużej liczbie, ale raczej traktując jako broń jednorazowego użytku. Sam fakt, że skierowano go po prostu do dywizji piechoty, a nie do oddziałów wsparcia wyraźnie o tym świadczy. Tu poniżej widać platformę i "wannę", która pozwalała na odrzut lufy poniżej poziomu ziemi. Tu można zajrzeć do środka wanny. Ta ażurowa konstrukcja w środku to ogranicznik podniesienia lufy, o który przy maksymalnym podniesieniu (60 stopni) opierała się kołyska. Coś tam próbowałem lufę z zamkiem poskładać. Niestety musiałem komorę w lufie rozwiercić, bo jakimś cudem jednak wyszła za ciasna. No, ale to próbny wydruk, więc na bieżąco poprawiam. Niektóre elementy zrobiłem też po prostu za cienkie. Trzeba trochę przeskalowywać - zwłaszcza grubsze muszą być powierzchnie płaskie. Inna sprawa jak zwykłe zdjęcie z telefonu wyciąga jakieś nierówności i pył ze szlifowania. I wydrukowane łoże.
  16. Cała ta zabawa byłaby super, gdyby nie mycie wydruków potem. Syf, smród, lepi się. Okropne to. A tak to powychodziło. Przesadziłem z grubością pokręteł, bo 0,3 mm. Albo za mało podpórek. Byłoby do wyciągnięcia, ale pogrubiłem i potem puszczę jeszcze raz. Tu trochę "zzumowane". Na tym ostatnim wydruku to płyta przednia łoża. W sumie mogłem ja puścić razem z wyciągarką. Ale nic to. Warstwy widać dopiero na kołysce i to tez tylko po powiększeniu. Na żywo to wygląda dużo lepiej, ale pewnie lekko ściernym przejadę.
  17. No i ta przednia płyta, co to muszę mocno zgadywać jak wyglądała. Na zdjęciu prezentuje się tak. Widać "wyciągarkę", którą zasłonił francuski żołnierz z poprzedniego posta. Zakładam, że jej zadaniem było wciągnięcie lufy z sankami na których leżała na kołyskę. Tak to wyszło. Ten moździerz był do transportu rozkładany na 4 części. Niegłupio pomyślane, bo jak na ten kaliber, to te części były dość lekkie nawet w transporcie 23 tony, a na stanowisku bojowym 16. A. lufa; B. kołyska z sankami; C. łoże z dźwigiem i wózkiem na amunicję; D. platforma z wanną, która była pod nią; Widać taki "zestaw" na zdjęciu z października 1915 roku z fabryki Schneidera w Le Havre. Swoją drogą manufaktura niezła. Tu moździerz 280 mm, jakieś działa okopowe po prawej, a po lewej rowery. No, ale żeby nie tylko projekty pokazywać, to pora zacząć już coś podrukować. Na razie poukładanie na stole na slicerze (PreForm). Jak widać niecałe 39 ml żywicy na to pójdzie, ale planował 14 godzin druku. Po namyśle zmienił potem na trochę ponad 10. Jako, że jest dużo nitów, a drukarki nie przepadają za półokrągłymi elementami, to drukuję warstwami 25 mikronów no i wyliczył 1990 warstw do położenia. W każdym razie właśnie dziś przyszła żywica i odpalam drukarkę po 4 latach przerwy. Czyszczenie, nowe oprogramowanie i start. Zobaczymy co z tego będzie...
  18. A to nie odpryski zimmeritu od jakiegoś pobliskiego wybuchu? Oderwało kamuflaż z wierzchnią warstwą i wyszło trochę szarego?
  19. Takie spostrzeżenie.... Wadą tego moździerza, z punktu widzenia kogoś kto chce go odtworzyć, jest liczebność obsługi. Na niektórych zdjęciach widać po 10-11 chłopa, którzy zasłaniają większość elementów. No, a fotograf na froncie podczas I wojny to jednak było wydarzenie, wszyscy chcieli mieć pamiątkę. A teraz czasem figę widać. Mój ulubiony jest pan żołnierz z papieroskiem. Tylko jeden, ale to jedyne zdjęcie od frontu. Nie mam też rysunku. Facet zasłonił właściwie wszystko. Za plecami ma wyciągarkę i jeszcze jakieś inne tajemnicze urządzenia. Swoją drogą jak na swój kaliber i masę pocisku, to było to dość kompaktowe, niewielkie "działo". Rzeźbienie idzie dalej. teraz powstaje sobie łoże. Z boków to dość łatwe. Są zdjęcia i rysunki. Przodu się trochę obawiam. Paradokslanie średnie jakościowo zdjęcia zrobione przez Niemców w 1944 dają trochę więcej pojęcia, bo są zrobione z bardzo różnych ujęć. Francuskie niemal wyłącznie zza pleców załogi. I tu jeszcze z jednym z podestów, ale jak pokazywałem one zostały już wypalone laserem, więc nie będą drukowane. Ale ich projekt powstał tutaj (Corela nie ogarniam) i można je sobie popodstawiać.
  20. @Albatros Dzięki i bardzo zachęcam! To łatwe. Wszystko co wiem o tym programie wytłumaczyły mi tutoriale paru Hindusów z Youtube'a. Reszta to praktyka. Zawodowo nie mam z tym nic wspólnego.
  21. Modelowanie w 3D chyba najbardziej wymaga po prostu wytrwałości. Ale są czasem takie elementy, które dają frajdę i wymagają trochę więcej pokombinowania. W całym tym moździerzu nie było nic bardziej skomplikowanego do wyrysowania niż uchwyt pocisku. I nie chodzi o cały mechanizm, tylko o te płaskie uchwyty z żebrowaniami, które trzymały pocisk. Jest frajda jak się wybrnie z takiego projektu, gdzie geometria zmienia się we wszystkich możliwych płaszczyznach i kierunkach. Masa szczegółów, a ten uchwyt ma 1,5 cm wysokości. Ale rozrywka lepsza niż sudoku. Post powyżej dałem zdjęcie z pociskami Niemcami trzymającymi takowy na dźwigu i naszła mnie ochota, żeby pilnie to zrobić. Pocisk do druku pójdzie jako skorupa. W sumie to duży jest i szkoda żywicy.
  22. Kolejne wieści z frontu. Przyszły wycięte laserem podesty do moździerza. na poprzednich zdjęciach słabo je może widać, ale były dwa po lewej i trzy po prawej stronie. Dziwny wzór z dziurkami nie do wydrukowania na żywicznej, więc zamówiłem wypalanie laserem. Jeszcze pachną spalenizną. Te większe otwory mają 0,57 mm, a mniejsze 0,25. Ładnie wyszło. A tak cały arkusz...
  23. Merten

    PT.16

    Wczołganie się pod niego to wyższa szkoła jazdy biorąc pod uwagę, że pancerz sięga poniżej osi. Do tego teraz zima. Ale może się zmotywuję któregoś dnia... Przynajmniej da się pod wagon telefon włożyć i z lampą coś wyjdzie.
  24. Zastanawiam się czy prędzej zgłupieję do reszty czy uda mi się to skończyć. Czasem przychodzi pokusa pójścia na skróty, żeby odpuścić niektóre szczegóły, bo nie wszystko będzie widać, ale... klauzula sumienia nie pozwala. I taka interaktywna (mam nadzieję zabawa). Jak sądzicie: który rodzaj pocisku jest tu w użyciu? Zdjęcia podobno spod Leningradu z lutego 1944. Tylko gdzie ten Leningrad niby, bo nie widać, a przecież ten moździerz miał zasięg tylko 10 km, więc dlatego piszę "podobno" chociaż taki opis jest w Bundesarchive. No i teraz zdjęcie pocisku czarno-białe i rysunki. Mam swój typ, ale...
  25. Taka luźna uwaga jeszcze... Praca z rysunkami poglądowymi to jednak czasem jest koszmar. Teraz powstają te zębatki i całe mocowanie kołyski z lufą. Natomiast trochę miałem walki z wymiarami. W rysunku technicznym jak ktoś coś skraca, to jest to wyraźnie zaznaczone. Tutaj już niekoniecznie. W każdym razie w pierwszym projekcie kołyska, która powstała na podstawie proporcji względem lufy okazała się o ponad 1 cm za krótka. W rzeczywistości to było 40 cm (!!!). Całe szczęście po obmierzeniu oryginału poprawiłem i jest ok. Do tego dochodzi taka kwestia jak widać poniżej na zdjęciu, czyli nie do końca rozprostowany rysunek. Tu też można zgubić parę (kilkanaście, a w przypadku elementu długiego na ponad 3 metry nawet kilkadziesiąt). W takich przypadkach pewne są tylko wymiary sprawdzane w pionie. Więc to ciągle praca podwyższonego ryzyka i jak już się wydawało, że coś jest zrobione, to wychodzą niespodzianki, jak się przejdzie do kolejnych elementów projektu...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.