Baldigozz
Użytkownicy-
Liczba zawartości
436 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Baldigozz
-
Mała refleksja po złożeniu gąsek w AMX. Były to najlepsze ruchome gąski z plastiku jakie składałem! Każde ogniwko składa się z dwóch części. Obie są umiejscowione na ramkach w taki sposób, że delikatnie się je odcina i nie zawraca sobie gitary obrabianiem, bo płaszczyzny łączące z ramką będą niewidoczne. Reszta odlana jest tak, że nie wymaga żadnej dodatkowej obróbki, likwidacji nadlewek itp. No i co najważniejsze po zmontowaniu, które ułatwia specjalne kopyto są w pełni ruchome i w dodatku trwałe. Ruchome ogniwka innych firm jakie miałem do tej pory w ręku ruchome były tylko umownie tzn. rwały się nawet w trakcie malowania. Najlepiej było więc unieruchomić je jak najprędzej po ułożeniu na kołach. Oczywiście cały czas piszę o plastikach, bo metalowe to inna bajka. W przypadku tych ogniwek Menga ich wycięcie i zmontowanie w taśmy zajęło mi jeden wieczór i dwa piwa. Na drugi dzień podmalowałem je jakimś brudnym kolorem i założyłem na czołg. Zakłada się teoretycznie bardzo prosto, bo dwie końcówki taśmy łączy się nakładką ogniwa i wsio. W praktyce jest to o tyle utrudnione, że prawidłowa ilość ogniwek wynosi 80 i tyle zamontowałem ale trzeba było do tego lekko pojazd przydusić do podłoża żeby zawieszenie siadło. Po zmontowaniu plastikowe zawieszenie i napięcie gąsienic powoduje, że nie przylega ono równo do podłożach, głównie na końcach. Trzeba więc zrobić to co w naturze tj. dociążyć pojazd jakimiś odważnikami i wtedy wszystko ładnie siada. Ewentualnie gdyby ktoś kiedyś się tym zestawem lub pokrewnymi bawił, to można założyć w taśmę 81 ogniw i to załatwia sprawę. Gąsienica nadal będzie elegancko napięta jak w oryginale, a trochę łatwiej się zepnie.
-
Tyle w temacie składania, bez gąsek jest już w zasadzie finito. Znalazłem w blaszkowym złomie jakieś klamry i łańcuszki, więc przy użyciu blaszki kwiatowej zrobiłem pasy na bambetle oraz dorobiłem łańcuszki do wyrzutni granatów. Gdzieś mi się plącze zdjęcie z łańcuchem na czołgu więc jak je znajdę, to może też dorobię. Tamten co prawda był na wieży ale myślałem o czymś bardziej praktycznym tj. łańcuchach na zaczepach holowniczych po transporcie kolejowym. Czołg będzie w malowaniu krajowym, trójbarwnym i osłon przeciwpyłowych mieć nie będzie miał. Muszę tylko kalki do takiego malowania zamówić. W zdjęciach zbliżenie na wylot lufy, widać ładne bruzdowanie w pudełkowej lufie. Na koniec pancerna myśl niemiecka i francuska ?
-
Faktura jest firmowa Revella, a traki to pudełkowe gumiaki. Pora na drugiego bohatera wątku czyli AMX-30B2. Poskładany w stanie jak na zdjęciach. Sporo tego drobnego szpeju ma na sobie więc trochę na tym schodzi. Tak gdyby ktoś kiedyś na niego reflektował, to fajnie sklejalny model. Są do niego toczone lufy armaty i działek ale szczerze mówiąc jak ktoś bardzo lubi. Zestawowe wyglądają bardzo przyjemnie, z lekka oszlifować i są dobre.
-
Leopard poskładany do kupy poza osłonami bocznymi. Teraz trzeba będzie podmalować koła, gąsienice i boki wanny żeby kleić i obrabiać osłony.
-
Zakładam sobie taki ogólny temat na okoliczność majstrowania różnych tanków z okresu zimnej wojny. Jeden jest już prawie wyklejony tzn. Leopard 1 z zestawu Revella ale brakuje czasu zrobić fotki. Drugi jedzie do mnie tj. AMX-30B2 Menga. Być może uda mi się jeszcze reanimować pokłady dobrej woli żeby reanimować Chieftaina ze starego zestawu chyba Tamiyi. To znaczy mam go nawet wstępnie podmalowanego w jakimś pustynnym malowaniu ale zdrzaźnił mnie kiedyś swoją topornością i tak się kisi na półce. Prędzej pewnie kupię nowego z Takoma albo Menga. Dalej brnąłbym może w kolejne wersje Leosia już z fajniejszych zestawów niż wspomniany Revell. To znaczy ten revellowski nawet nie jest taki zły. Jego główną wadą jest brak przezroczystych części. Miękki plastik łatwo się obrabia ale ma sporo zapadnięć i jamek.
-
Nie malowałbym
-
Kopcie będą przy pigmentach. Na razie z głodu sklejania kupiłem sobie przy okazji lekki badziew tj. Leoparda 1A1 Revella. Nawet ujdzie w tłoku. Co prawda miałem zamawiać jego niedoszłego bliźniaka ale co się odwlecze... Swoją drogą dobrze, że ta 3 wojna nie wybuchła, bo z takim badziewiem w NATO, to masakra. Naprawdę co raz bardziej wychodzi, że ruskie nie było takie słabe, a nawet wręcz przeciwnie.
-
Wszystko akurat od Ammomig. Wash jakiś dark, a oleje to tym razem same oilbrushery.
-
-
Jeśli zimowe camo będzie odpowiednio gęste, to kwestia modulacji lub jej braku nie ma takiego znaczenia. Sam kolor grey jest niewdzięczny do fotografowania. Na nieuzbrojone oko wygląda ok., a na zdjęciach często ciemnieje.
-
No to ta dziura jest podobna zupełnie do niczego. Pantera na górze z tego co kojarzę oberwała burzącym pociskiem artyleryjskim co de facto wyłamało cienką płytę bocznego pancerza. Ty zrobiłeś dziurę w najgrubszym pancerzu teciaka ale ona chyba tak nie bardzo wygląda na po burzaku. Poszukaj więcej tego rodzaju trafień, bo to nie jest zbyt przekonujące. Na trafienie zwykłym ppancem w ogóle nie wygląda, bo jak takie trafienie wygląda masz na zdjęciach poniżej Pantery. To po prostu w miarę regularna dziura z deformacjami w zależności od kąta trafienia.
-
A czym ten teciak oberwał?
-
-
Bez zdjęć przeskoczyłem jeden etap czyli nakładanie podstawowego koloru zielonego. Ponieważ miał iść pod biały, to nie bawiłem w nowomodne światłocienie ale potraktowałem go raczej oldskulowo ? I tak nic z tego nie widać pod białym ale zabawa była przednia. Tym razem białe kamo robione inaczej niż przy Jagdpantherze. Zdążyłem jeszcze zrobić filtr. Ponieważ jak kiedyś pisałem Grey for yellow sand Mig-a jest beznadziejny, a inne które mam za mocne, to zmieszałem Grey z Ochre Panel Line Wash Mig-a i taką mieszankę można uznać za filtr.
-
Już nie pamiętam ? chyba po prostu podmalowywałem jako podkład znaczy nadmiar farby w aero pod gąski oddałem na model. Bo te podmalujki sprzed 2 lat.
-
Co by już nie zaśmiecać sobie innego wątku robię nowy. Nie na długo co prawda ale kto wie? Model bowiem, to reanimacja po dwuletniej przerwie spowodowanej nerwem na producenta zestawu, który sprzedał mi model z babolem, znaczy ponadplanową dziurą w nadbudówce. Teraz siadłem i dziurę zaklajstrowałem dumnym, bojowym szmatexem zapewne obowiązkowo w kolorze rewolucyjnym. Model natenczas przygotowany do zabiegów malarskich, gdzie planuję inaczej niż poprzednio pobawić się w kamuflaż zimowy.
-
Z tym się zgadzam, że klocek czegoś jeszcze wymaga. Na razie szukam weny, a przy okazji tego działa postanowiłem reanimować starszego ulepka. Poszedł do pudła już chyba ponad 2 lata temu, bo się wkurzyłem na błąd fabryczny zestawu. Co prawda już wtedy miałem pomysł jak go zamaskować ale ogólne wkurzenie ? To stare zdjęcia, a wczoraj model dostał gąski choć trochę nieortodoksyjnie ?
-
(1:35) A12 Matilda Mk. III/IV - "Królowa Pustyni"
Baldigozz odpowiedział uneXpected → na temat → [M]Warsztat
Robiłem ten model lata temu i w tym malowaniu. Nie jest trudne, wręcz przeciwnie, bo sprowadza się do prostego maskowania kolejnych kolorów. Masz taśmę do maskowania, to nie ma problemu ? -
Spokojnie ? Osobiście nie maluję słojów drewna itp. na trzonkach, bo mając od swojego stanowiska modelarskiego na rzut popcornem kilka łopat, grabi, siekierę i młotki ciężko mi w nich zauważyć te słoje w skali 1:1. Bardzo lubię dokonania kolegów modelarzy co takie słoje malują ale potem trzeba wklejać zdjęcia makro na dowód, że to zrobili. Jedno z wrzuconych przeze mnie poprzednio zdjęć (fragment) bez obcinki jakości:
-
A za mało drewniane? ?
-
Sklepowe drzewka, opakowania się jeszcze chyba gdzieś walają, to sprawdzę jakie. Z tym, że kupiłem 2. Jedno większe i ono ma te fajne gałązki ale 2/3 dość gołe. Mniejsze drzewko, to głównie taka gąbeczka ale też przydatna. W przypadku tego większego, fajniejszego jest jeszcze taka kwestia, że drobne nitki są nietrwale związane i się sypią. Po próbie z jedną odciętą gałązką całe drzewko spryskałem matowym sprayem Vallejo co w zasadzie załatwiło problem.
-
Korzystając z okazji, że dzieci wyjechały na weekend popchnąłem model ku końcowi. W zeszłym tygodniu obułem działo w gąski i przez ostatnie dni działałem z różnymi specyfikami z zakresu weatheringu. Na ile mogłem, to odkładałem krok ostateczny czyli przybranie modelu zieleniną ale wczoraj przy winku uznałem, że raz kozie śmierć Na ile mogłem i na ile pozwalał dostępny materiał, to starałem się zrobić coś zbliżonego do oryginału. Teraz muszę odsapnąć Będzie jeszcze końcowa kosmetyka i dopieszczanie. Muszę natomiast w końcu znaleźć przynajmniej żarówki z odpowiednią barwą, a może do uda mi się do końcowych zdjęć nabyć jakiś namiot bezcieniowy, bo trochę mnie te zdjęcia irytują.
-
Najlepszy jako zabezpieczenie modelu przed dalszą obróbką chemią jest płyn do mycia podłóg Sidolux. Można nakładać pędzlem, można aerografem. Butelka kosztuje grosze, a starcza na lata. Przy aplikacji aerografem trzeba go przed i po dobrze umyć z pozostałości innych farb czy rozcieńczalników (np. tych Gunze/Tamiya), bo lubią się zwarzyć tworząc gluty. Z tego powodu używam zamiennie jako zabezpieczenie Super Clear III z Gunze nakładany aerografem. Nic go nie bierze.
-
Nie było białych zacieków ? Najpierw był filtr MIG-a "grey for yellow sand", który tak na marginesie jest jedną wielką porażką. Nie wiem jaka jest historia sygnowania pewnych produktów tym nazwiskiem ale filtry marki AMMO MIG, to jakaś porażka. Szczególnie ten szary, którym polejemy sobie model w celu odfajkowania pozycji "nakładanie filtru" i nic więcej. Szczerze mówiąc nic on nie daje. Nie rozumiem dlaczego, bo używałem filtrów marki MIG PRODUCTION i to były porządne filtry, które faktycznie robiły różnicę - z filtrem czy bez Na szczęście widzę, że są jeszcze w sklepach tu i ówdzie więc trzeba się w nie zaopatrzyć, bo stare mi wyszły. Potem był wash AMMO MIG "brown wash for german dark yellow" i na washe tej marki akurat nie narzekam. Jak sobie dzień podeschło, to zacząłem się bawić tymi oilbrusherami ale były to: dusty earth, earth i starship bay sludge, które nakładałem w zasadzie jako typową biedronkę. Potem jeszcze przy użyciu starship bay sludge podbijałem zacieki, a przy użyciu medium soll zwiększałem koloryt warstw farby piaskowej. Na samym końcu przy użyciu zwykłej bieli cynkowej dla plastyków zwiększyłem kontrast białego wapna w wybranych miejscach, głównie w górnych partiach modelu. To były niewielkie ilości i to raczej gęstej farby nakładane punktowo i lekko rozsmarowane. Naprawdę niedużo ale różnica była duża. Z tej samej bieli już na rzadko poszły rozlane, białe przebarwienia na lufie, zasobniku na wycior, płycie nad silnikiem.
-
Model złosiowany i po wstępnych zabawach z nowym nabytkiem czyli olejnymi flamastrami AMMO plus prace nad różnymi drobiazgami. Przy okazji, plastik Menga jest nad wyraz wrażliwy na chemię w rodzaju filtrów i washy. Przy ich nakładaniu złamały się 4 drążki i model zaliczył małą glebę, na szczęście tylko na stół
