HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 438 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
To ciekawe co piszesz, bo na stronie http://www.matchboxkits.org nie ma takiej informacji. Ale pewnie masz rację. Możesz zdradzić skąd to wiesz? W mojej jest. Akurat tej strony nie fotografowałem. Ale faktycznie, spis zawiera tylko zestawy PK-1 do PK-10. Byłbym wdzięczny, gdybyś potrafił sobie przypomnieć rok w którym pojawiły się w CSH. Ja pierwszy raz zobaczyłem te modele u kolegi w Warszawie podczas wakacji. Miał MIG-a 21 (PK-20), więc na pewno nie mogło to być wcześniej niż w lipcu-sierpniu 1973. Tego samego roku na jesieni pojawiły się w moim mieście. Razem z pierwszymi Heller-ami, Airfixami i (chyba) farbami Humbrol. Ale za nic nie potrafie sobie przypomnieć czy to był 1973 czy 1974. Stawiam na 1974. Co do zniknięcia modeli z CSH to rzeczywiście, Matchbox-y chyba się już nie pojawiły w latach 70-tych. Ale na pewno były później modele z Polistil-a i myśliwce Revell-a (w wysokich sztywnych pudełkach). Pamiętam czołgi z Tamiya, modele Monogram-a i inne. Na pewno w okolicach 1976 roku. W tym samym czasie zacząłem byc zaopatrywany w modele przez moich dwóch wujków - marynarzy. Prawie z każdego rejsu przywozili mi jakieś modele. W tym Luftwaffe i Japońce któych do Polski nie sprowadzano. Byłem królem świata!
-
Ciekawe, że ten ikoniczny (przynajmniej dla RAF) samolot, nie doczekał się żadnej sensownej miniatury w 1/72. Ten model Matchbox-a był przez prawie 40 lat jedyny. Jeszcze w XXI w. pakował go Revell. W 2010 A-model wypuścił niezbyt imponującego shortrun-a i to wszystko. Może przyczyną jest fakt, że taki malutki samolocik w skali 1/72 żeby robił wrażenie, musiałby być niesamowicie zdetalowany. Ale nawet w 1/48 jest bieda - przeciętny Airfix z 1980r.
-
Model szczególny, bo jest to pierwszy plastikowy zestaw do sklejania wypuszczony przez firmę Matchbox w 1973r. Co prawda firma wypuściła od razu serię 19 modeli, ale ten nosi oznaczenie PK-1 więc jest tak jakby flagowcem Matchbox-a. Model który udało mi się zdobyć, pochodzi właśnie z tych pierwszych serii produkcyjnych. Pudełko bowiem jest dwuczęściowe i pozbawione przeźroczystego okienka z tyłu, a takie nowe pudełka wprowadzono w drugiej serii w 1974r. Wydrukowano również znak towarowy Lesney Co. z datą 1972r, co zapewne jest rokiem opracowania pudełka, bo skądinąd wiadomo, że Matchbox umieścił swoje modele do sklejania po raz pierwszy w katalogu na rok 1973. Zresztą wszystkie pudełka pierwszej serii od PK-1 do PK-10 sa oznakowane 1972r. Pudełka PK-11 do PK-19 oraz wszystkie pudełka drugiej serii mają nadruk1973r. Z jakichś względów ten wczesny zestaw Hawker Fury w stanie "sklepowym" jest łatwiejszy do zdobycia niz wiele innych z Matchboxa, również późniejszych. Może chętnych jest mniej, a może w ogóle nie cieszył sie taką popularnością jak drugowojenne i przetrwało ich więcej do dzisiaj? Ja też miałem ten zestaw. Był moim 3-cim lub 4-tym Matchbox-em kupionym w CSH prawdopodobnie w drugiej połowie 1975r. Pamiętam, że wówczas na półkach pozostały już tylko te mniej chodliwe modele, głównie dwupłaty - Gladiator, Boeing i właśnie Fury. Sam też za nimi nie przepadałem i polowałem na Spitfire Mk IX, ale te już poznikały. Więc po ogołoceniu skarbonki i wyżebraniu dotacji od rodziców kupiłem w krótkim odstępie Fury i Gladiatora. Tyle historii, teraz zdjęcia. Pudełko w stanie idealnym, biorąc pod uwagę wiek. Instrukcja też bardzo dobrze zachowana. Kalkomania nieco wygięta i z lekkimi zaźółceniami, ale jak na 50-letnią nie ma się czego czepiać. Nieocenione porady modelarskie Ale wówczas były dla mnie objawieniem. No i ramki. Jakość wyprasek Matchbox-owa czyli niedościgła dla wielu producentów przez następne 20 lat. Wtryskowa figurka pilota nie pobita w tej skali chyba do dzisiaj. Faktura powierzchni niektórych elementów robi wrażenie do dzisiaj, choć trzeba zwrócic uwagę, że praktycznie wszystkie szczegóły sa wykonane jako wypukłe, czyli zdecydowanie łatwiejsze do uzyskania. Z delikatnych, wgłębnych linii Matchbox nigdy zresztą nie słynął. Ale mimo to, takiej jakości wtrysku i ostrości odlewu nie powstydziłoby się współczesnie wielu producentów. Tym bardziej, że stosowano mocno barwiony, dośc twardy polistyren, więc nie można było sobie dobrać tworzywa pod kątem łatwości wtrysku. Czekam jeszcze na Matchbox-owego P-51 czyli zestaw PK-13. Wrzucę wtedy inbox-a.
-
A niby w jaki sposób, skoro wieża jest bezzałogowa? Właśnie dlatego daje lepszą ochronę załogi, która jest odizolowana w kadłubie i nie ginie automatycznie (nomen omen) po spenetrowaniu wieży i wybuchu amunicji.
-
Ciekawe czy tureckie załogi sądzą tak samo ? Musiałbyś ich zapytać. Natomiast generalnie poziom ochrony Leopardów 2A4 które stracili Turcy jest na poziomie lat 80-tych. Już Leo2A5/A6 w porównaniu z nimi to inny świat. Współczesne 2A7 są jeszcze odporniejsze.
-
Marna pociecha dla załogi Wręcz przeciwnie. Amunicja w Leo-2 jest składowana w większości w magazynie na zewnątrz wieży. Po zapaleniu, energia idzie na zewnątrz a załoga jest bezpieczna.
-
Nie mogły się palić równie efektownie jak rosyjskie, bo nie mają kadłuba napakowanego amunicją. Więc w konkurencji "strzelania wieżą" nie mają z teciakami szans.
-
W natarciu trzeba mieć przewagę 3:1 żeby zapewnić sobie powodzenie. Więc chyba nie dziwne, że Ukraińcy nie moga o tym na razie myśleć. No i bez co najmniej równowagi w powietrzu, nie miałoby to większych szans.
-
Tylko, że teraz walczą z armią Ukrainy a nie z armiami EU i USA. I mają przewagę zarówno liczebną jak i techniczną w większości broni. Gdyby nie to, to Ukraińcy dawno by pogonili ruskich bandytów. Z drugiej strony, bez pomocy wywiadowczej, finansowej i materiałowej Zachodu, byłoby już "po ptakach".
-
Ogólnie zgoda. Ale lekceważyć ruskich nie ma co. Owszem, byli i sa zapóźnieni technologocznie i organizacyjnie, ale w pewnych aspektach uzbrojenia byli w stanie uzyskać co namniej chwilową przewagę nad zachodem. Głównie dlatego, że kładli nacisk na coś co zachód z różnych względów zlekceważył, lub opóźnił np. z powodu kalkulacji koszt/zysk. Przykłady: Pancerz T-64 i T-62 był pod każdym względem odporniejszy niż czołgów zachodnich aż do lat 70-tych. Obrona przciwkumulacyjna w sowieckich czołgach z początku lat 80-tych była generalnie lepsza niż w Leopardach i Abramsach. Pociski rakietowe R-73 były bardziej manewrowe od amerykańskich itd. Charakterystyczny dla nich (nam również dobrze znany) bajzel i biurokracja potrafi mieć czasem pozytywny skutek. Zmuszeni sa bowiem do improwizacji i prowizorki co generalnie obniża jakość, ale może owocować pomysłowymi i tanimi rozwiązaniami, których na zachodzie nikt by nie spróbował ze względu na ryzyko i procedury. Rosyjski inżynier i robotnik potrafili "wykombinować" coś niezwykłego chociażby po to, aby oszczędzić sobie roboty lub utrzeć nosa kolegom. A procedury i wygodę użytkownika mieli w dudzie. Znamy to i z naszego podwórka.
-
Рабоче-крестьянская Красная армия 1941-1945, Zvezda 1/72
HKK odpowiedział neptun1939 → na temat → [F]Warsztat
A gwałconej Niemki w zestawie nie dali? -
Ale koledze o ile dobrze rozumiem, chodzi o puszkę z tzw. sprężonym powietrzem jako zasilanie aerografu, nie o puszke z farbą. Btw. w takich puszkach nie ma sprężonego powietrza, bo bardzo niewiele by się go zmieściło. One są wypełnione propanem-butanem, czyli powiedzmy, gazem do zapalniczek. Nie malować z fajką w zębach Gonzo ma rację. Puszka z gazem jako zasilanie aero ma krótką żywotność a wcale nie jest tania. No i ciśnienie nie jest stabilne.
-
Absolutnie nie. Bez zbiornika masz w zasadzie same wady. Włącznie z jeszcze mocniejszym przegrzewaniem, bo kompresor musi pracować niemal w trybie ciągłym.
-
Dłuższe sesje malowania. Czyli machasz aerografem godzinę czy dłużej z niewielkimi przerwami na zmianę farby. Ale i przy zmianie farby kompresor chodzi, bo przepłukujesz aero. Więc silnik kompresora pracuje niemal cały czas, co chwilę dopompowując niewielki w sumie zbiornik. I stopniowo kompresor rozgrzewa się coraz bardziej, aż do momentu w którym nie można nawet dotknąc cylindra. Wtedy trzeba zrobić przerwę w malowaniu, np 15 min aby mógł sie schłodzić. Są na to zasadniczo 3 rady: 1. Kupić model z dwoma tłokami. Jest wydajniejszy, więc krócej chodzi, włącza się rzadziej i nie rozgrzewa tak mocno. 2. Kupić lepszy kompresor tłokowy - czyli Sparmax lub Iwatę. Sa lepsze jakościowo, wydajniejsze - czyli patrz p.1 3. Kompresor ze sprężarka od lodówki. Kupić lub zmontować samemu. Opcja 1. jest nieco droższa od jednocylindrowego chinola, opcja 2. dużo droższa. Opcja 3 może być najdroższa lub w miarę tania jeśli zbudujemy samodzielnie.
-
Chyba literówka, bo ten russian radome green, czy jak go nazwać, to raczej c135
-
Powietrze nie ma lecieć przez dyszę, tylko doookoła niej przez szczeline między aircapem a dyszą. Więc o ile szczelina jest, powietrze musi lecieć. Jesli jej nie ma, to prawdopodobnie założyłes aircap od 0.2 do dyszy 0.4 Co potwierdzałoby mój powyższy domysł. Pewnie zamieniłes aircap-y. Ten 0.4 założony do dyszy 0.2 sprawia, że szczelina jest za duża i strumień powietrza nie opływa odpowiednio dyszy = nie wyciąga z niej farby.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Miałem! Wyproszona u rodziców podczas mojej pierwszej wizyty w Muzeum WP w Warszawie, gdzieś na początku lat70-tych. Akurat była w muzealnym sklepiku. Nigdzie indziej już potem tego nie spotkałem. A jak koledzy zazdrościli! To było moje pierwsze (i przez jakiś czas jedyne) źródło wiedzy o wrześniowym i zachodnim uzbrojeniu z czasów IIWŚ. -
Nie spotkałem się z czymś takim. Chłodzenie powietrza wychodzącego z kompresora? Przecież i tak trafia ono najpierw do zbiornika. Nigdy też nie miałem problemu z temperaturą wychodzącego powietrza. Główny kłopot to głowica i tłok, które po mocnym rozgrzaniu moga się odkształcać i tracić szczelność. A i uszczelki na tłoku mogą ucierpieć. Ja mniej więcej raz do roku rozbierałem głowicę, czyściłem filtr (siatkę) na wlocie i smarowałem uszczelnienia smarem silikonowym. Po ponad 10 latach używania, uszczelka na tłoku nadal była w idealnym stanie.
-
Nie przeceniałbym lodówkowca. Ma dużo zalet ale i wady. Przede wszystkim spore wymiary i ciężar. Co może być problemem w niewielkim warsztacie. Typowego tłokowego chinola, nawet ze zbiornikiem, bez problemu można schowac gdzieś do szafy, czy innej komórki gdy nie jest używany. Lodówkowiec to raczej stacjonarne urządzenie. Ja długi szas szukałem niewielkiego lodówkowca i udało sie taki zdobyć z pomoca @Adamek1003 Ale nadal jego ciężar (17 kg) sprawia, że mam go na stałe pod biurkiem. Podstawowa wada tłokowców to hałas. Nie są jakoś specjalnie głośne, ale np. praca nocą, z rodziną śpiąca za ścianą, raczej odpada. Poza tym, dłuższa ciągła praca powoduje przegrzanie cylindra. Ja przy większych sesjach malowania musiałem robić przerwy. Mimo wszystko, chiński tłokowiec służył mi wiele lat i jeszcze go bez problemu odsprzedałem za sensowne pieniądze.
-
Po przerwie spowodowanej wyjazdem. Wash i kalki. Osłony przedziału uzbrojenia i silnika. Ta od uzbrojenia na razie podkładowana Mr Hobby C8 Osłony przednich km-ów. Z rozwierconych rurek mosiężnych, poczernionych burnisher-em do metalu. Docelowy kolor to RLM-02, ale założyłem, że cienką warstwe farby lepiej położyć na taki podkład niż na czysty mosiądz. Mocowanie z pasków Bare Metal Foil. Nie jestem jeszcze pewny tego efektu, dlatego zatrzymałem sie na zrobieniu jednego elementu. Osłony z zestawu CMK pasują tak sobie, mimo pocienienia ścianek od środka. I tak będa głównie eksponowane jako osobne, ale licze na to, że po nałożeniu, szczeliny będą imitować element w trakcie demontażu. Przynajmniej z pewnej odległości.
-
Rozpuszczalniki, cleanery, kleje. Nie przepłacaj.
HKK odpowiedział HKK → na temat → Tajniki modelarstwa
Octan butylu to związek chemiczny więc jest jak najbardziej czysty, nierozcieńczony, bez dodatków. Jesli sprzedawca dodaje słowo "czysty" oznacza to zwykle brak nawet niewielkich zanieczyszczeń - czyli możliwość użycia do celów laboratoryjnych. Dla naszych potrzeb to zupełnie bez znaczenia. -
To nie jest problem. Zestawy (chyba tylko 4) sa dedykowane do konkretnego modelu i bardzo dobrze pasują. Kładzie się cały segment (np. końcówka skrzydła) i pozycjonuje odpowiednio. Jeśli podleje się odpowiednią ilością set-a to można spokojnie przesuwać i obracać. Natomiast używanie nitów w paskach, docinanie i kładzenie indywidualnych linii jest wg. mnie bardziej pracochłonne niż użycie nitowadła. Tym bardziej, gdy w grę wchodzą skrzyżowania i trzeba kłaść etapami, robiąc kilkunastogodzinne przerwy.
-
Na pewno dają rezultat łatwiej osiągalny niż dziurkowanie nitowadłem. Po za tym sa równe i delikatniejsze. Z drugiej strony, bardziej naśladują wypukłe nity a nie płaskie jakie były w P-47 czy Hellcat-cie. Wash ich raczej nie podkreśli. Powinny być za to bardzo dobrze widoczne na NMF ale wtedy ich wypukłość może rzucać się w oczy. Gdyby HGW proponowała taki zestaw do B-17 gdzie były wypukłe nity, to nie zastanawiałbym sie ani przez chwilę. Przy samolocie z kamuflażem, można po malowaniu przejechać tu i ówdzie delikatnym papierem bądź polerką i uzyskać fajny efekt po ich odsłonięciu, bo są jasnoszare/srebrzyste.
-
Używałem zestawu do Hellcat-a. Producent zaleca kłaść te kalki na surfacer. Tak zrobiłem i nie miałem specjalnych problemów. Może chodzi o to, aby powierzchnia nie była zbyt gładka (?) bo wtedy nity mogą się łatwiej odrywać przy zdejmowaniu wierzchniej folii. Ale z oczywistych względów nie mogłem testować różnie przygotowanych powierzchni. Wydaje mi się, że kluczowe znaczenie ma jednak dobre dociśnięcie kalki po nałożeniu i porządne potraktowanie płynem zmiękczającym, aby nity dobrze przylgnęły. No i nie zdejmowanie folii wcześniej niż po jakichś kilkunastu godzinach. Nity są bardzo delikatne i nie należy ich zalewać zbyt grubą warstwą farby i lakieru, bo zanikną. Może to też jest powód dla którego producent zaleca kładzenie NA surfacer. Przy nakładaniu i pozycjonowaniu trzeba obficie nałożyć płyn pod kalki. Inaczej, duża kalka bardzo szybko przylgnie na amen, a trzeba ją naprawdę dość długo ustawiać, aby wszystkie linie nitów znalazły się gdzie należy.
-
Każdy może konkretny zapach odbierać inaczej, więc trudno powiedzieć który jest bardziej lub mniej "przyjemny", ale: Mr Color C - zapach ostry, bardzo intensywny (wyczuwalny). Taki sam jak podkładów Mr Surfacer. Mi tak bardzo nie przeszkadza, przyzwyczaiłem się. Ale unikam dłuższego używania w niewielkim pomieszczeniu, bo szybko zaczyna być dokłuczliwy. AK RC - zapach łagodniejszy i mniej intensywny. W ogóle mi nie przeszkadza, nawet przy dłuższej sesji. Tamyia LP (lacquer) - ostrzejszy od AK RC o podobnej intensywności. Dla mnie śmierdzi dość nieprzyjemnie. Hataka Orange - w sumie dość łagodny i mało intensywny zapach. Dla mnie niezbyt przyjemny, ale na tyle słaby że nie przeszkadza. Mr Color bym Ci odradzał, ze względu na zapach. Tamiya LP tez odradzam, bo paleta jest uboga. Myślę że Hataka to optymalny wybór tym bardziej, że masz również wersję Blue line dedykowaną pod pędzel. Chociaż szczerze powiedziawszy, do malowania drobną plamką aerografem, Hataka Orange z wymienionych najmniej mi podchodziła.
