HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
W moim chyba nie było. Model długo zreszta nie przetrwał. Podczas jakiejś zabawy złamała się goleń podwozia w najcieńszym miejscu. W czasach "przedcyjanoakrylowych" nie było jak tego skleić. Stał sobie taki koślawy na półce i skończył w locie z drugiego piętra efektownie płonąc. Wcześniej nafaszerowany główkami od zapałek i polany zmywaczem do paznokci. Większość pozostałych modeli przetrwała długo. Jakoś w tym czasie przestałem je traktować jak zabawki a zacząłem kolekcjonować.
-
W Twoim egzemplarzu trudno powiedzieć, ale nie postawiłbym majątku na ich brak. Inny egzemplarz z tej samej jednostki chyba je ma.
-
Górny to D, dolny to E-3. Obydwa można spotkać w wersji z zewnętrznymi listwami bądź bez. Nie ma powodu sadzić, że E-1 był wyjątkowy i żaden egzemplarz ich nie miał. Tym bardziej, że widziałem zdjęcia na których można się ich dopatrzyć. Choc nie tak spektakularne jak te.
-
Ten chyba nie muzealny. Może to Luft'46 ja nie wiem... I ten: Mam nadzieję że nie "namieszałem" Ci za bardzo.
-
Fakt, nie ten. Ale mogło być różnie. Tu też masz wczesną owiewkę: Plexi bezpośrednio trzymająca się na nitach ma tendencję do pękania na otworach. Może więc z czasem dodawano pasek blachy na zewnątrz?
-
-
Model do mnie dotarł, więc zamieszczam obiecany w poprzednim temacie inbox. To chyba mój ostatni kolekcjonerski model Matchbox-a. Nie zamierzam obrastać w stare modele, a ten zestaw jest drugim z moich czterech pierwszych matchbox-ów które kupiłem w CSH w 1975 r. Więc po PK-11, PK-13 i PK-1 został jeszcze Gladiator PK-8. Ale na niego nie mam już parcia. Nienaruszone Mustangi z pierwszych wypustów nie są łatwe do zdobycia. Ten pochodzi z drugiej edycji wypuszanej w latach 1973-74. Pudełko jest już jednoczęściowe, otwierane z boku i zaopatrzone w legendarne okienko. W porównaniu do pierwszej edycji zmieniła się kolorystyka plastiku. Zamiast zielono-brązowego (kojarzącego się dość paskudnie ) zastosowano czerwony. Właśnie taki model kiedyś miałem i na taki ostatnio polowałem. Pudełko nie jest w najlepszym stanie. Nieco wytarte i miejscami mocno wypłowiałe, ale nie ma większych uszkodzeń. Instrukcja trochę poźółkła ale poza tym w dobrym stanie. Kalki całkiem ok. Poniżej widac spis wydanych zestawów. Obejmuje już 26 małych modeli z serii purpurowej, ale także pierwsze modele pancerki w 1/76 i kilka modeli serii pomarańczowej. Na pudełku wydrukowano rok 1973 a tutaj 1974. Czyli zestaw wyprodukowano w 1974 co zgadzałoby się z moim wspomnieniem, że trafił do mnie z CSH na początku 1975r. Razem z pudełkiem zmieniono też instrukcję. Mamy już spis farb i znalazł się tu schemat malowania detali, który w pierwszej edycji był po bokach dolnej części pudełka. Przy okazji został powiększony. Znikły natomiast obrazkowe podpowiedzi różnych modelarskich "technik". Pozostał jedynie opis nakładania kalkomanii. Wypraski. Kompletne, choć niestety niebiaska ramka uległa miejcami odbarwieniu i wydaje mi się w ogóle nieco przyblakła. Czerwony plastik wygląda znacznie lepiej. Co ciekawe, bryła i wymiary modelu są oddane całkiem poprawnie, pomijając stateczniki poziome które są za małe. Projektanci starali się również odtworzyć pewne detale powierzchni jak np wlewy paliwa. Jak na ówczesne standardy nie wyszło to źle. Model ma mieszankę linii wypukłych i wklęsłych. Te wklęsłe są oczywiście typowo dla Matchbox-a bardzo szerokie. Nad detalami nie ma się co znęcać, są słabe jak sanki w maju, pomijając figurkę pilota. Nawet w tamtych czasach były nieco rozczarowujące- szczególnie te grubaśne pokrywy wnęk podwozia. Tym bardziej, że w 1975r ukazał się nowy P-51D Airfix-a, bijący na głowę wypust Matchbox-a. Moim zdaniem, PK-13 to jeden z najmniej udanych wczesnych modeli tej firmy. Ale oczywiście sentyment pozostał, szczególnie do ikonicznego malowania "Dooleybird" z pudełka.
-
Np. - Co wy tu towarzyszu za wygłupy odwalacie! Za naszą najlepszą w świecie cebulę zabawki sprowadzacie?! - No bo towarzyszu sekretarzu kontrahent sie wycofał, cebula by sie zaraz zepsuła, nikt inny nie chciał brać... - No ale za zabawki?! A czerwonej farby dla nadprzykładu nie mieli? Zawsze przed 1-szym Majem brakuje. - Mieli tylko te modele. A to towarzyszu sekretarzu nie zabawki, tylko artykuły politechniczne. Młodzież buduje, uczy się. Rośnie mądre pokolenie, ku pożytkowi socjalistycznej ojczyzny! - No dobrze, już dobrze. Ale żeby mi to było ostatni raz!
-
Cenny trop. Czyni to prawdopodonym, że jednak pojawiły się w CSH latem/jesienią 1974 a nie 1973. Ja miałem tego w nowszym pudełku i czerwono-niebiesiego. Ale do Polski trafiały równolegle zarówno te wczesne jak i późniejsze. Nie do końca. Państwu zależało na gotówce a nie na jakichś zabawkach czy innych luksusach. Znajoma rodziców pracowała w jednej z tzw. Centrali Handlu Zagranicznego i coś tam opowiadała. Czasem trzeba było szybko upchnąć jakąś partię towaru za granicą (np. tą symboliczną szynkę) żeby wykonać plan. Dogadywali się np. z jakąś siecią handlową na Zachodzie a tamci wietrząc interes mówili: dobra, bierzemy ale zapłacimy towarem (który im zalegał). I w taki sposób różne dziwne rzeczy trafiały na nasz rynek.
-
To ciekawe co piszesz, bo na stronie http://www.matchboxkits.org nie ma takiej informacji. Ale pewnie masz rację. Możesz zdradzić skąd to wiesz? W mojej jest. Akurat tej strony nie fotografowałem. Ale faktycznie, spis zawiera tylko zestawy PK-1 do PK-10. Byłbym wdzięczny, gdybyś potrafił sobie przypomnieć rok w którym pojawiły się w CSH. Ja pierwszy raz zobaczyłem te modele u kolegi w Warszawie podczas wakacji. Miał MIG-a 21 (PK-20), więc na pewno nie mogło to być wcześniej niż w lipcu-sierpniu 1973. Tego samego roku na jesieni pojawiły się w moim mieście. Razem z pierwszymi Heller-ami, Airfixami i (chyba) farbami Humbrol. Ale za nic nie potrafie sobie przypomnieć czy to był 1973 czy 1974. Stawiam na 1974. Co do zniknięcia modeli z CSH to rzeczywiście, Matchbox-y chyba się już nie pojawiły w latach 70-tych. Ale na pewno były później modele z Polistil-a i myśliwce Revell-a (w wysokich sztywnych pudełkach). Pamiętam czołgi z Tamiya, modele Monogram-a i inne. Na pewno w okolicach 1976 roku. W tym samym czasie zacząłem byc zaopatrywany w modele przez moich dwóch wujków - marynarzy. Prawie z każdego rejsu przywozili mi jakieś modele. W tym Luftwaffe i Japońce któych do Polski nie sprowadzano. Byłem królem świata!
-
Ciekawe, że ten ikoniczny (przynajmniej dla RAF) samolot, nie doczekał się żadnej sensownej miniatury w 1/72. Ten model Matchbox-a był przez prawie 40 lat jedyny. Jeszcze w XXI w. pakował go Revell. W 2010 A-model wypuścił niezbyt imponującego shortrun-a i to wszystko. Może przyczyną jest fakt, że taki malutki samolocik w skali 1/72 żeby robił wrażenie, musiałby być niesamowicie zdetalowany. Ale nawet w 1/48 jest bieda - przeciętny Airfix z 1980r.
-
Model szczególny, bo jest to pierwszy plastikowy zestaw do sklejania wypuszczony przez firmę Matchbox w 1973r. Co prawda firma wypuściła od razu serię 19 modeli, ale ten nosi oznaczenie PK-1 więc jest tak jakby flagowcem Matchbox-a. Model który udało mi się zdobyć, pochodzi właśnie z tych pierwszych serii produkcyjnych. Pudełko bowiem jest dwuczęściowe i pozbawione przeźroczystego okienka z tyłu, a takie nowe pudełka wprowadzono w drugiej serii w 1974r. Wydrukowano również znak towarowy Lesney Co. z datą 1972r, co zapewne jest rokiem opracowania pudełka, bo skądinąd wiadomo, że Matchbox umieścił swoje modele do sklejania po raz pierwszy w katalogu na rok 1973. Zresztą wszystkie pudełka pierwszej serii od PK-1 do PK-10 sa oznakowane 1972r. Pudełka PK-11 do PK-19 oraz wszystkie pudełka drugiej serii mają nadruk1973r. Z jakichś względów ten wczesny zestaw Hawker Fury w stanie "sklepowym" jest łatwiejszy do zdobycia niz wiele innych z Matchboxa, również późniejszych. Może chętnych jest mniej, a może w ogóle nie cieszył sie taką popularnością jak drugowojenne i przetrwało ich więcej do dzisiaj? Ja też miałem ten zestaw. Był moim 3-cim lub 4-tym Matchbox-em kupionym w CSH prawdopodobnie w drugiej połowie 1975r. Pamiętam, że wówczas na półkach pozostały już tylko te mniej chodliwe modele, głównie dwupłaty - Gladiator, Boeing i właśnie Fury. Sam też za nimi nie przepadałem i polowałem na Spitfire Mk IX, ale te już poznikały. Więc po ogołoceniu skarbonki i wyżebraniu dotacji od rodziców kupiłem w krótkim odstępie Fury i Gladiatora. Tyle historii, teraz zdjęcia. Pudełko w stanie idealnym, biorąc pod uwagę wiek. Instrukcja też bardzo dobrze zachowana. Kalkomania nieco wygięta i z lekkimi zaźółceniami, ale jak na 50-letnią nie ma się czego czepiać. Nieocenione porady modelarskie Ale wówczas były dla mnie objawieniem. No i ramki. Jakość wyprasek Matchbox-owa czyli niedościgła dla wielu producentów przez następne 20 lat. Wtryskowa figurka pilota nie pobita w tej skali chyba do dzisiaj. Faktura powierzchni niektórych elementów robi wrażenie do dzisiaj, choć trzeba zwrócic uwagę, że praktycznie wszystkie szczegóły sa wykonane jako wypukłe, czyli zdecydowanie łatwiejsze do uzyskania. Z delikatnych, wgłębnych linii Matchbox nigdy zresztą nie słynął. Ale mimo to, takiej jakości wtrysku i ostrości odlewu nie powstydziłoby się współczesnie wielu producentów. Tym bardziej, że stosowano mocno barwiony, dośc twardy polistyren, więc nie można było sobie dobrać tworzywa pod kątem łatwości wtrysku. Czekam jeszcze na Matchbox-owego P-51 czyli zestaw PK-13. Wrzucę wtedy inbox-a.
-
A niby w jaki sposób, skoro wieża jest bezzałogowa? Właśnie dlatego daje lepszą ochronę załogi, która jest odizolowana w kadłubie i nie ginie automatycznie (nomen omen) po spenetrowaniu wieży i wybuchu amunicji.
-
Ciekawe czy tureckie załogi sądzą tak samo ? Musiałbyś ich zapytać. Natomiast generalnie poziom ochrony Leopardów 2A4 które stracili Turcy jest na poziomie lat 80-tych. Już Leo2A5/A6 w porównaniu z nimi to inny świat. Współczesne 2A7 są jeszcze odporniejsze.
-
Marna pociecha dla załogi Wręcz przeciwnie. Amunicja w Leo-2 jest składowana w większości w magazynie na zewnątrz wieży. Po zapaleniu, energia idzie na zewnątrz a załoga jest bezpieczna.
-
Nie mogły się palić równie efektownie jak rosyjskie, bo nie mają kadłuba napakowanego amunicją. Więc w konkurencji "strzelania wieżą" nie mają z teciakami szans.
-
W natarciu trzeba mieć przewagę 3:1 żeby zapewnić sobie powodzenie. Więc chyba nie dziwne, że Ukraińcy nie moga o tym na razie myśleć. No i bez co najmniej równowagi w powietrzu, nie miałoby to większych szans.
-
Tylko, że teraz walczą z armią Ukrainy a nie z armiami EU i USA. I mają przewagę zarówno liczebną jak i techniczną w większości broni. Gdyby nie to, to Ukraińcy dawno by pogonili ruskich bandytów. Z drugiej strony, bez pomocy wywiadowczej, finansowej i materiałowej Zachodu, byłoby już "po ptakach".
-
Ogólnie zgoda. Ale lekceważyć ruskich nie ma co. Owszem, byli i sa zapóźnieni technologocznie i organizacyjnie, ale w pewnych aspektach uzbrojenia byli w stanie uzyskać co namniej chwilową przewagę nad zachodem. Głównie dlatego, że kładli nacisk na coś co zachód z różnych względów zlekceważył, lub opóźnił np. z powodu kalkulacji koszt/zysk. Przykłady: Pancerz T-64 i T-62 był pod każdym względem odporniejszy niż czołgów zachodnich aż do lat 70-tych. Obrona przciwkumulacyjna w sowieckich czołgach z początku lat 80-tych była generalnie lepsza niż w Leopardach i Abramsach. Pociski rakietowe R-73 były bardziej manewrowe od amerykańskich itd. Charakterystyczny dla nich (nam również dobrze znany) bajzel i biurokracja potrafi mieć czasem pozytywny skutek. Zmuszeni sa bowiem do improwizacji i prowizorki co generalnie obniża jakość, ale może owocować pomysłowymi i tanimi rozwiązaniami, których na zachodzie nikt by nie spróbował ze względu na ryzyko i procedury. Rosyjski inżynier i robotnik potrafili "wykombinować" coś niezwykłego chociażby po to, aby oszczędzić sobie roboty lub utrzeć nosa kolegom. A procedury i wygodę użytkownika mieli w dudzie. Znamy to i z naszego podwórka.
-
Рабоче-крестьянская Красная армия 1941-1945, Zvezda 1/72
HKK odpowiedział neptun1939 → na temat → [F]Warsztat
A gwałconej Niemki w zestawie nie dali? -
Ale koledze o ile dobrze rozumiem, chodzi o puszkę z tzw. sprężonym powietrzem jako zasilanie aerografu, nie o puszke z farbą. Btw. w takich puszkach nie ma sprężonego powietrza, bo bardzo niewiele by się go zmieściło. One są wypełnione propanem-butanem, czyli powiedzmy, gazem do zapalniczek. Nie malować z fajką w zębach Gonzo ma rację. Puszka z gazem jako zasilanie aero ma krótką żywotność a wcale nie jest tania. No i ciśnienie nie jest stabilne.
-
Absolutnie nie. Bez zbiornika masz w zasadzie same wady. Włącznie z jeszcze mocniejszym przegrzewaniem, bo kompresor musi pracować niemal w trybie ciągłym.
-
Dłuższe sesje malowania. Czyli machasz aerografem godzinę czy dłużej z niewielkimi przerwami na zmianę farby. Ale i przy zmianie farby kompresor chodzi, bo przepłukujesz aero. Więc silnik kompresora pracuje niemal cały czas, co chwilę dopompowując niewielki w sumie zbiornik. I stopniowo kompresor rozgrzewa się coraz bardziej, aż do momentu w którym nie można nawet dotknąc cylindra. Wtedy trzeba zrobić przerwę w malowaniu, np 15 min aby mógł sie schłodzić. Są na to zasadniczo 3 rady: 1. Kupić model z dwoma tłokami. Jest wydajniejszy, więc krócej chodzi, włącza się rzadziej i nie rozgrzewa tak mocno. 2. Kupić lepszy kompresor tłokowy - czyli Sparmax lub Iwatę. Sa lepsze jakościowo, wydajniejsze - czyli patrz p.1 3. Kompresor ze sprężarka od lodówki. Kupić lub zmontować samemu. Opcja 1. jest nieco droższa od jednocylindrowego chinola, opcja 2. dużo droższa. Opcja 3 może być najdroższa lub w miarę tania jeśli zbudujemy samodzielnie.
-
Chyba literówka, bo ten russian radome green, czy jak go nazwać, to raczej c135
