HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Co przez to rozumiesz? Przecież to jest dwufunkcyjny aerograf.
-
Ok. Zależy jaki model. W przypadku samolotów, trudno uniknąć dostania się zmywacza do wnętrza i narobienia szkód. Ale robi się offtop (który sam zacząłem), więc może damy spokój w tym temacie.
-
Nigdy nie wrzucałem niczego do zmywacza. Po co? Jak coś nie wyjdzie w trakcie malowania, to można zmyć miejscowo. A jak ktoś chce zdjąć farbę z całego modelu, to chyba bez rozklejania też sie nie obejdzie.
-
Nie ma czegos takiego, bo przeciez zależy co i jak chcesz szpachlować. Jak mam wąską szczelinę między płatem lub statecznikiem a kadłubem, to nie użyję tam stałej szpachli, tylko wpuszczę płynną a nadmiar wymyję. Zamiast szpary powstanie linia łączenia i o to chodzi. Jak chcę ukryć połączenie połówek kadłuba, to nigdy nie będę polegał na szpachlówce, chyba że do wstępnego wypełnienia szczelin. Bo jeśli jest schodek, nie da się go dobrze zlikwidować szpachlowaniem. Jak chcę w danym miejscu trasować na nowo linie, to CA. Jak w okolicach elementów przeźroczystych, to klej akrylowy. Itd. Nie ma jednego idealnego materiału i metody.
-
Tak w ogóle, to szpachlowanie i szpachlówki to spory temat. Na dodatek nie da się go oddzielić od tematyki i skali w której budowane sa modele. Wymagania np. w pancerce 1/35 i w lotnictwie 1/72 sa tak różne, że techniki szlifowania i szpachlowania a co za tym idzie, rodzaj najczęściej stosowanej szpachlówki sa też inne. Ja np. w lotnictwie 1/72 w zasadzie nie używam typowej szpachlówki Tamiyi (white lub gray putty). Do małych szczelin jest niewygodna, do dużych się niespecjalnie nadaje ze względy na skurcz. W zasadzie jest jedynie dobra do uzupełniania ubytków o sporej powierzchni i małej głębokości. Co rzadko ma miejsce w samolotach. Za to trasować linii się w niej nie da. Trzeba też powiedzieć, że w przypadku malowania NMF czy błyszczącego, wymagania dotyczące gładkości powierzchni sa tak duże, że niwelowanie niedokładności spasowania czy montażu przy pomocy szpachlówki to droga do nikąd. Chyba, że mówimy o drobnych szczelinach i nierównościach. Ale i w tym wypadku, wstępne szlifowanie i skrobanie jest ważniejsze niż pchanie tam dodatkowego materiału.
-
Podobno mieszając CA ze zwykłym talkiem otrzymuje się szpachlę zastygającą szybko, łatwą w szlifowaniu i dającą się trasować. Sam nie próbowałem.
-
Ja wiem, że japońskie lotnictowo ma swoich fanów, ale czy Val to byłbaby aż taka lokomotywa sprzedażowa jak Hurri czy Mustang? A nawet Wildcat? Sam fakt, że dobrego modelu brakuje, to jeszcze nie przepis na hicior. Ale kto wie... Pozostaje problem gdzie tu zeskanować oryginał? Japoński trop jest wyraźny, ale obstawiałbym jednak coś bardziej mainstreamowego. Zero chyba odpada, czyli ... nie wiem.
-
Obstawiam, że jeden z tych 1/72 to zajawkowany swego czasu Mustang D/K. Drugi natomiast to zagadka... Jeśli miałbym myśleć o jakimś nowym gwarantowanym hicie podobnym do P-51 którego w 1/72 brakuje to powiedziałbym, że P-38. Raczej J/L, bo wcześniejsze są cały czas dostepne z RS models. Ale pieniędzy na to bym nie postawił, bo opracowanie Lightninga na zbliżonym do P-51 poziomie to chyba jeszcze nie ten etap dla Army.
-
Jesli to klej akrylowy (a na to wygląda) to powinien rozcieńczyć się tymi samymi specyfikami co farby akrylowe - czyli alkoholami, acetonem i innymi tego typu. Ponieważ Clearfix jest bezpieczny dla tworzywa, to raczej rozcieńczałbym spirytusem (IPA). Jeśli nie da rady, to MLT albo metoksypropanol (np. pomarańczowy rozcieńczalnik Hataki)
-
Nie, to nie jest to samo. Wszystko wskazuje na to, iż Ammo Ultra Glue to klej poliwinylowy, czyli PVA. Powiedzmy, z rodziny "wikolowatych". Tak jak Microscale Krystal Klear. Od przemysłowych klejów PVA różnią się większą czystością, więc po zastygnięciu są przeźroczyste (prawie). Natomiat klej akrylowy czyli taki jak jak sam robię z żywicy Paraloid ma nieco inne właściwości. Komercyjne kleje tego typu to np Revell Contacta Special lub Humbrol Clearfix. Podobieństwa - zastygają na przeźroczystą, elastyczną masę. Nie sa agresywne dla tworzywa. Zastygaja długo dając możliwość pozycjonowania sklejonych części. Elementy można póżniej bezpiecznie rozkleić. Różnice - PVA daje się wymywać wodą, ale przed zaschnięciem. Akrylowy da się wymywać spirytusem, MLT i innymi rozcieńczalnikami do akryli przed i po wyschnięciu. Akrylowy jest bardziej lepki na początku (można ławiej złapać naewt małą część). Akrylowy daje nieco mocniejszą spoinę. Za to PVA nie reaguje z farbą więc można bezpiecznie kleić pomalowane cześci a nadmiar zmyć wodą. Klej akrylowy potrafi "nitkować", PVA nie. Swego czasu zrobiłem sobie test porównawczy kleju Ammo Mig, kleju PVA z marketu budowlanego i kleju z żywicy akrylowej. Może niedługo wrzucę.
-
Model Special Hobby ma dość dobrze pasujące części ale nie jest super łatwo składalny. Ponieważ to mój drugi, to wiedziałem jak uniknąć pułapek i na co zwrócić uwagę. Montaż wlotu powietrza do chłodnicy z przodu jest szczególnie zdradliwy. Niewielkie przesunięcie może spowodować brak spasowania z kadłubem i konieczność mozolnego szpachlowania. Mocowanie klapek na wlocie i wylocie też nie jest oczywiste. Przy pierwszym modelu nieżle się tu nabiedziłem. Teraz poszło nieco lepiej. W międzyczasie udało sie zamknąc kadłub. Zestaw CMKcałkiem nieźle pasuje jak na żywicę, ale połączenie go z elementami zestawu nie było do końca trywialne. Osłona kabiny klejona na klej z żywicy alrylowej. Łączenie celowo zapaćkane, bo nadmiar żywicy daje się wymywać MLT co pozwala dobrze wypełnić szczeliny. W końcu dało się to jakoś wszystko pożenić. Zdjęcie przedziału silnika na pamiątkę... ... bo na jakiś czas trzeba się z nim pożegnać. Osłona kabiny ma sie otwierać. To taka moja obsesja. Z jednej strony szkoda mi pracy nad wnętrzem, jesli się go nie da zobaczyć. Z drugiej - zamocowanie osłony otwartej na stałe psuje sylwetkę modelu. W przypadku Bf-109 trzeb wykonać zawiasik. Nie jest to 100% zgodne z oryginałem, ale będzie dość dobrze ukryte.
-
Intensywny zapach to jedna rzecz dla której nie każdy chce stosować farby nazwijmy je, rozpuszczalnikowe. Ale poza tym, te farby nie nadają się zbytnio pod pędzel. Żywica akrylowa ma to do siebie, że nawet po całkowitym zachnięciu, da się ją znowu rozpuścić. Więc pędzlowanie taką farbą będzie niszczyć warstwy wcześniejsze bez względu na to, jak dobrze wyschły. Rozpuszczalniki alkoholowe są mniej agresywne i efekt nie będzie tak drastyczny, choć nadal będzie. Pod tym względem farby ftalowe (tzw. "emalie" lub "olejne") sa dużo lepsze, bo zaschniętej żywicy ftalowej niemal nic nie ruszy.
-
Zawsze podkreślam fakt, że nazwa "celulozowe" choć się upowszechniła, jest myląca i zwyczajnie błedna. Kiedyś (dawno) były farby na bazie żywic nitrocelulozowych. Już w zasadzie nigdzie nie używane. Stosowano do nich agresywne rozcieńczalniki zwane w skrócie "nitro" choć same rozcieńczalniki nic wspólnego z nitro (związkami azotu) nie miały. To były takie związki jak aceton, ksylen, toluen i wiele innych. Mocno śmierdziały, więc powstało fałszywe połączenie: śmierdzi+rozcieńcza = nitro = farby (nitro)celulozowe. Te same rozcieńczalniki działają ze współczesnymi farbami akrylowymi i stad powstało to całkowicie błędne utożsamianie farb rozcieńczanych "śmierdzielami" z farbami (nitro)celulozowymi. Ad rem: @Juffre ma rację. Dodatek bardziej agresywnych rozcieńczalników powoduje, że farba lepiej wiąże się z plastikiem. Ale jest jeszcze inna rzecz. Takie farby mają mniejszą tendencję do trwałego zasychania na końcówce aerografu. Bo świeża porcja farby łatwiej rozpuszcza tą zaschniętą na igle. Więc po prostu maluje sie tymi farbami łatwiej niż tymi na bazie rozpuszczalników alkoholowych. Poza tym, farba lepiej się atomizuje i szybciej schnie, więc łatwiej nią malować laserunkowo, małą plamką itp. Ale dodanie rozcieńczalnika typu MLT do farby "alkoholowej" jak Tamiya, powoduje, że staje się ona prawie "celulozową". Oczywiście kompatybilność farby z niededykowanym rozcieńczalnikiem trzeba zawsze sprawdzić.
-
Jeszcze nie poszedł. Cena wywoławcza była niska a póki co zainteresowanych niewielu. Aktualna cena to nieco ponad 6 funtów. Chyba się ludzie orientują, że to nie żadna okazja. A oryginalny Mustang z Matchbox-a to rzadkość z tego co widzę. Mówię oczywiście o wczesnych wydaniach.
-
To aukcja. Więc niczego się nie da wywnioskować z ceny.
-
Tak jeńców traktować nie wolno. To nielegalne z prawnego punktu widzenia (Konwencje Genewskie) i obrzydliwe z ludzkiego punktu widzenia. Nie rozpowszechniajmy takich filmów i nie podniecajmy się nimi, bo to wstyd. Ja rozumiem wsciekłość Ukraińców którzy te filmy kręcą, ale prawo jest prawem. Nie róbmy obcym tego, czego nie chcemy dla naszych. Jeśli jeniec jest przestępcą wojennym, niech stanie przed sądem. Znęcanie sie nad nim jest poniżej wszelkiej krytyki. To nie przynosi "chwały Ukrainie".
-
Nie jestem specjalnym miłośnikiem sprzętu Luftwaffe, ale Messerschmitta zawsze chciałem zbudować. I niedawno to zrobiłem korzystając z zestawu dual combo Eduard-a Zbudowałem wersję kanoniczną Emila, czyli E-4 z BoB. Ale został jeszcze jeden komplet wyprasek w pudełku, czyli wersja E-1. Będzie więc model z Września. Ponieważ wrześniowe malowania są... każdy wie jakie więc niech będzie chociaż wyeksponowany silnik. Doszedł więc zestaw CMK z przedziałem silnikowym. "Wrześniowe" kalki będą pochodzic z tego zestawu (AZ Model), specjalnie kupionego na tę okazję (!). Model był tańszy niż osobny zestaw kalek z malowaniem z Września. Oznakowanie które sobie upatrzyłem to "Peter". Z nosem w kolorze RLM-02 (podobno). Pierwsze koty, znaczy foty. Mój aparat w telefonie dramatycznie wyciąga kontrast i w sumie dość delikatny wash i filtr wygląda jak plamy.
-
Wygląda na to, że nie. Ten samolot został podobno zestrzelony na wys. 1000m. A przeciw stingerom, latanie na wys czubków drzew też jest skuteczne. Nie namierzysz i nie odpalisz do celu który znika tak szybko. Chyba, że na płaskim i otwartym terenie. Gdzie się raczej nie stoi z wyrzutnią na ramieniu.
-
Nie czepiam się wyglądu. Fakt, że doświadczony pilot z nadwagą lata bojowo zamiast dowodzić z ziemi lub szkolić młodych, oznacza: 1) Ruscy mają gdzieś, czy tracą najbardziej doświadczonych instruktorów czy nie. Lub: 2) Szkolenie leży i nie ma kogo posłać do walki. Albo: 3) 1 i 2 są prawdziwe równocześnie.
-
Lotnik-kosmonauta sił powietrznych i galaktycznych W zaawansowanym jak na pilota wieku i z nadwagą lata bojowo. Stan tego wojska musi być rzeczywiście tragiczny.
-
Ojojoj, jaki niefart. A tak mu ładnie było na zdjęciu z Putinem i Asadem
-
Wyolbrzymianie strat przeciwnika i pomniejszanie własnych to metoda stosowana przez wszystkie strony we wszystkich wojnach. Czasem celowa, czasem wynikająca z niedostatecznych informacji. Porównywanie tego z kłamstwami putinowców, np. że nie dokonali agresji, nie ostrzeliwują cywilnych celów i w ogóle nie prowadzą wojny, jest... nie chcę używać dosadnych słów.
-
Jak w każdym micie, czy propagandzie, ziarno prawdy jest i tu. Pułkownik Aleksander Oksanczenko, pilot w stanie spoczynku, znany z wielu pokazów lotniczych w Europie jako "Grey Wolf". Lubiany i szanowany wśród lotniczej braci na całym świecie. Po rosyjskiej agresji wrócił do służby i latając na SU-27 zestrzelił (podobno) kilka rosyjskich maszyn. Zestrzelony przez Rosjan parę dni temu, zginął. To właśnie jego postać i kilku innych zdeterminowanych ukraińskich myśliwców była pierwowzorem mitu "Ducha Kijowa". Ci ludzie startowali do walki z eksponowanych lotnisk będacych w zasięgu Rosjan. Ze zniszczoną infrastrukturą, bez systemów wczesnego ostrzegania i rozpoznania celów. Bez systemów zagłuszania i walki elektronicznej. Przy absolutnej przewadze liczebnej i technicznej przeciwnika. Przy dominującej obronie plot. Rosjan. Chwała Ukrainie, chwała bohaterom.
-
Do napisania tematu skłoniła mnie aukcja na eBayu z modelem P-51 Matchboxa. Tytuł opisywał zestaw jako oryginalny, z pierwszej edycji 1973r. Już zdjęcie pudełka wskazywało, że model jest z drugiej edycji, bo pudełko było jednoczęściowe z okienkiem z folii. Czyli co najmniej 1974 r. Ale to drobiazg. Wypraski w środku były w kolorach srebrnym i zielonym, co absolutnie nie występowało w modelach z lat 70-tych. Instrukcja również pochodzi z późniejszych czasów, bo jest czarno-biała. Jednym słowem - fejk sprzedawany jako oryginalny vintage. Na szczęście stare Matchboxy są łatwo odróżnialne. Nie wiem jak to jest w przypadku innych firm, ale trzeba uważać na późne wypraski we wczesnych pudełkach. Ww aukcja wciąż wisi, więc nie dajcie się nabrać.
