Banny
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Banny
-
Dzięki za ciekawą fotorelację. Miło zobaczyć tak wielu weteranów w dobrej i lotnej formie!
-
A ja uważam że taki krótki przód wygląda nader oryginalnie, maszyna ma przez to swój niepowtarzałny styl. Późniejsza wersja z długim nosem nie ma już tego uroku IMHO. Także kwestia gustu. Oszklenie przednie nie jest najlepsze, składa się dwóch kawałków i pozostają spore prześwity... Trzeba je dopasowywać na wielu krawedziach, w różnych płaszczyznach. Mnie sie to jakoś udało, zresztą tak na marginesie szkło jest włożone na styk i w ogóle nie klejone. Poza tym żadnych problemów nie ma w budowie, jak na swój wiek to świetnie opracowany model, składa się sam. No może połączenie skrzydeł z kadłubem wymaga więcej uwagi.
-
Dzięki RAV za porównanie. Doceniam włożony trud w przygotowanie porównania, aczkolwiek obecnie kiedy są dostępne wtryskowe zestawy Kinetica i Hasegawy (obydwa z "garbem" i zbiornikami konforemnymi, których nie trzeba spasowywać!) użycie żywic pachnie nieco masochizmem. Tym bardziej, że jak widać obydwa żywiczne zestawy są dalekie od doskonałości... Tym niemniej jestem pewien, że świetnie sobie poradzisz i z ciekawością czekam na efekt końcowy.
-
Miło słyszeć RAV, że wkrótce zobaczymy zobaczymy ciekawe F-16! Co do wykonania wersji dwumiejscowej to obecnie "B" Revella jest praktycznie niedostępny, a żywice znacznie podrażają taki projekt, także myślę że Kinetic jest dość dobrą alternatywą.
-
Revell ma lepszą sylwetkę (podobno, bo to nie moja działka!), szczególnie w części nosowej, choć zgoda że nie dla każdego to jest istotne. Gdyby nie to, Academy to też ładnie zdetalowany model, a podwieszenia są bardziej przydatne niż te z Revella (np AIM-9X czy zasobnik 33 Sniper). Moim zdaniem najlepszą (najłatwiejszą?) opcją byłoby zbudowanie polskiego F-16C właśnie w oparciu o części z tych dwóch zestawów.
-
W 1/72 do wersji C najlepszy jest Revell (Academy nie dość że droższe, to z błędami w obrysie), ale D to faktycznie zostaje Kinetic. Ewentualnie Hasegawa SUFA lub F16F Block 60 (np zestaw E34 lub 01930 , obydwa kosztują słono).
-
Model bardzo fajny, ale naciąg anteny wykrzywił zarówno maszt główny jak i ten na stateczniku pionowym. Sugerowabym to poprawić, bo rzuca się w oczy.
-
Dzięki za wskazówkę Leszek. Z tego co doczytałem, to jest nie jest typowa rakieta ćwiczebna (co może sugerować nazwa), raczej rodzaj sondy telemetrycznej będący składnikiem systemu szkoleniowego firmy Cubic.
-
Jak dla mnie to nadal vintage, bo nie ingeruję w oryginalną formę zestawu, ograniczając się do poprawnego złożenia i pomalowania. Modelarsko nie zamierzam nic więcej wyciągać z tych starych zestawów, gdyż byłoby to marnotrawstwo czasu i środków. Ale faktycznie jestem już sam trochę znużony tą tematyką i niedawno zacząłem nowy projekt, który z pewnością zaskoczy wszystkich znających moje produkcje...
-
Sorki za głupie pytanie, ale jeśli idzie o podwieszenia, co to jest za "rakieta" z wystającym "szpikulcem" (pierwsza od prawej)?
-
Do dziś jestem dumny z tej przeróbki heh. Jednak moim szczytowym osiągnięciem było wykonanie FW-190 z Ła-7 KP! Szkoda, że ten model nie przetrwał. Jak widać swoje się "narzeźbiłem", także współcześnie z lubością oddaje się budowie modeli prosto z pudła... Hehe, co prawda w zamyśle miało to być błoto, ale Twoja interpretacja podoba mi się nawet bardziej! Żaden problem. Jak będę miał chwilkę to może jeszcze wyszperam jakieś nostalgiczne wspominki!
-
Mnie się kojarzy jako Operation Desert Storm, czyli Irak 1991.
-
(zdjęcie: http://www.yorkshire-aircraft.co.uk/aircraft/planes/dales/l1252.html ) Bristol Blenheim Mk I "34-H" L1252, 34. Squadron RAF, październik 1938. 34. Dywizjon w lipcu 1938 został przezbrojony na samoloty Blenheim. Przejście z przestarzałych Hawker Hind'ów na nowoczesne dwusilnikowe bombowce nie było jednak pozbawione problemów i wymagało intensywnego przeszkolenia załóg. Rankiem 26 października 1938 dwie maszyny z tej jednostki wystartowały na ćwiczenia z bombardowania. Blenheima L1252 pilotowała załoga w składzie: pilot - P/O John Owen Sowerbutts, nawigator - AC1 William Ashbridge, strzelec - AC2 Horace Redfern. Niestety, na skutek fatalnej pogody i prawdopodobnie oblodzenia doszło do zderzenia z ziemia w górach North Pennies w północnej Anglii. Cała załoga zginęła. Były to pierwsze ofiary śmiertlene w 34. Squadronie od czasu wprowadzenia nowych bombowców. Aczkolwiek zapewne nieostatnie, gdyż oblodzenie okazało się poważnym problemem w Blenheimach... Dokładny opis tego incydentu wraz ze współczesnymi zdjęciami szczątków rozbitego L1252 można znaleźć w wyżej podanym linku źródłowym. O modelu To kolejny staruszek powołany przeze mnie do życia... Model z roku 1969. Jak na swój wiek prezentuje się całkiem przyzwoicie. Pozwala na zrobienie dwóch "krótkonosych" wersji Mk I i Mk IF. Można wybierać także między podwoziem kołowym a nartowym. Zestaw sklejał się całkiem przyjemnie, w każdym razie zdecydowanie łatwiej niż niedawno prezentowany Wellington. Jedynie spasowanie przedniego oszklenia sprawiało nieco problemów. Chciałem zrobić samolot w malowaniu przedwojennym, z numerami na dolnej powierzchni skrzydeł. Takie oznakowanie można znaleźć na starym arkuszu Techmodu (oczywiście z blędami, np górną kokardę musiałem malować). Malowanie emaliami Humbrola i Revella. Lakiery bezbarwne użyłem tym razem dwa, bo zamierzałem uzyskać kontrast faktury powierzchni: satynowy akryl na górę i mat Model Mastera na dół.
-
To jest kiepski pomysł, bo później zostaje gruba, zgęstniała warstwa na wieczku po otwarciu. Aby uszczelnić puszkę wystarczy dobrze zabełtać farbę po zamknięciu. Rozpuszczalnik dodawany bezpośrednio do farby zmniejsza jej trwałość, ja staram się tego unikać. Poza tym rozpuszczalniki bardzo szybko parują, stąd efekt rozcieńczenia jest dość krótkotrwały. Jak nie ma innego wyjścia to ja do Humbroli dolewam nieco terpentyny. Nie paruje tak szybko i farba dość dobrze znosi ten dodatek, nie rozwarstwiając się. Metalowe kulki w Hubrolach to dobry pomysł, ale samo bełtanie nie wsytarcza jak farba długo stała. Najpierw warto "rozruszać" zgęstniąłą warstwę na dnie. Ja to robię rozprostowanym spinaczem. Póżniej znacznie łatwiej i szybciej można wymieszać farbę potrząsaniem.
-
Modele ZTS Plastyk w czasach komuny były tanie i dość łatwo dostępne, także budowało sie je w różnych wariantach. Tutaj akurat prototyp Jaka-1, czyli I-26. Kiedy pojawił się Ił-2, to "wygłodniały" rzuciłem się na ten zestaw, mimo że to chyba najsłabsze opracowanie Plastyka. Kryzys odcisnął piętno. Pamiętam że naniosłem trochę poprawek, jak powiększenie rozpiętości skrzydeł czy wykonanie nowej owiewki kabiny, ale niewiele to pomogło - to był słaby zestaw, nawet wtedy. W wersji dwumiejscowej zrobiłem "mechanizację" w postaci odsuwanej osłony kabiny.
-
Skoro są słuchacze to gawędy ciag dalszy... Kolejna porcja moich staroci z początku lat 80-ych. Z natury rzeczy w czasach PRLu łatwiej było o modele sowieckich samolotów. Sklejało się co było dostępne, ale do tej pory mam uraz do radzieckich maszyn (no może przesyt). W każdym razie kilka zostało w mojej kolekcji. Dwa I-16 zakupione na w czasie przejazdu przez ZSRR na wakacje do Bułgarii i wykonane zaraz po powrocie, gdzieś w pierwszej połowie lat 80-ych. To bezczelna kopia Revella, powielająca jego błędy, ale z ciekawostką w postaci silnika. Bez kalkomanii, była tylko kartka marnego papieru skąd można było sobie wyciąć oznaczenia i przykleic na butapren... Modele złożone bez grama szpachli (w tamtym czasie nie wiedziałem że coś takiego istnieje!) Oznaczenia na zielonym egzemplarzu wymalowałem białą farbą bezpośrednio na modelu. Ehhhh, kiedyś to człowiek miał pewną ręke... Zwróccie uwagę na mój patent dotyczący zatrzaskiwania osłony silników, byłem bardzo dumny z tego rozwiązania! I-153 to Heller, pomalowany po znajomości natryskiem (wyjątkowo, bo oczywiście prawie wszystkie pozostałe eksponaty są pędzlowane) w modelarni, a "metalizer" to cellon zmieszany z pyłem aluminiowym. Efektu nawet dziś sie nie wstydzę! Widok tylko z prawej strony, bo lewa gwiazda odpłynęła podczas mycia... Muszę go w końcu zawerniksować! Modele były wtedy trudno dostępne, także to co było poddawało się różnym przeróbkom i konwersjom... Przykładem może być wykonany przeze mnie także w latach 80-ych (raczej druga połowa) Jak-9D, oczywiście z Jaka-1M ZTS Plastyk. Pamiętam, że cała kabina została przesunięta ok 1 cm do tyłu, inny stożek śmigła, chłodnica, zmiany w podwoziu, rurach wydechowych i obrysie skrzydeł/stateczników. Malowanie farbami samoróbkami oczywiście! Tu ciekawostka, zastosowałem wtedy bardzo "świeże" informacje o szarym kamo w samolotach sowieckich (wcześniej "obowiązywał" schemat zieleń-brąz). Przy budowie tego Jaczka stosowałem już szpachlówkę, samoróbkę. Ramki rozpuszczone w tri z dodatkiem talku. Szpachlówka miała kiepskie właściwości, mocno kurczyła się przy wysychaniu, jednak była niezbędna przy większych ingerencjach w zestaw. Ale skoro jesteśmy przy modelach ZTS Plastyk to... CDN
-
O zdjęcie grupowe nie będzie łatwo, bo ciężko ogarnąć moją kolekcję. Oprócz modeli wykonanych wspołcześnie mam kilkadziesiąt sztuk wykonanych w latach 80-ych i 90-ych ubiegłego wieku. Zachęcony przykładem kwiatka, mogę pokazać kilka przykładów moich starych produkcji, które co prawda już prezentowałem na forum, ale znikneły w starych wątkach... To jeden z moich najstarszych modeli, P-23 Karaś z Ruchu. Próbowałem go dość nieudolnie poprawiać, aby w ogóle przypominał Karasia. Jakoś nie dorobił się oznaczeń indywidualnych, ale zachował się całkiem nieźle biorąc pod uwagę że ma ponad ćwierć wieku (ok 1979). Tutaj gdzieś koniec lat 80-ych, Typhoon FROGa w wersji z drzwiczkami (jedna z liter kodowych malowana, reszta to Techmod w swoim najstarszym wydaniu): Typhoon malowany już Humbrolami, aczkolwiek Karaś i wiele starszych modeli malowałem własnoręcznie spreparowanymi specyfikami. W latach 70-ych i 80-ych farby typowo modelarskie praktycznie nie były dostępne, za to można było czasem kupić farby olejne w tubce, dla artystów. Należało je rozcieńczyć (ja stosowałem mieszaninę terpyntyny i benzyny ekstrakcyjnej) i dobrać odpowiedni kolor (były tylko barwy podstawowe). Obydwie kwestie były problematyczne i wymagały wprawy. Trzeba było uważać, aby tak spreparowana farba nie była zbyt gęsta ani zbyt rzadka. Dobór koloru to też nie była banalna sprawa. Mieszanie farb w celu uzyskania konkretnej barwy, o określonym odcieniu i jasności jest trudne same w sobie. Ja to robiłem na "oko" bo nie było żadnych pomocy w tym zakresie. Do tego dochodził... brak wzorców kolorów! W latach 70/80ych poziom poligrafii PRLu był żenujący, a internetu przecież nie było. W efekcie jako modelarz musiałem sobie określoną barwę najpierw wyobrazić jak wyglądała (na podstawie opisów i nielicznych profili bo o zdjęciach barwnych to można było pomarzyć) żeby móc przygotować odpowiednią "miksturę". Interesujące, że niektóre tak przygotowane farby (np zielone, brązowe) bardzo ładnie się kładły, praktycznie bez smug. Trzeba było mieć jednak anielską cierpliwość, bo jedna warstwa schła nieraz nawet do tygodnia. Parę modeli z tamtych lat pomalowanych samoróbkami: Vacuformowy P-51D Mustang Lotnia/Farmatex malowany pyłem aluminiowym zmieszanym z lakierem bezbarwnym. Pierwsze eksperymenty ze śladami eksploatacji. Jak widać już wtedy ta idea była obecna, choć środki wykonawcze były zdecydowanie bardziej ubogie. Ta 109ka to ciekawy przykład zaradności modelarskiej z okresu PRLu. Modele samolotów niemieckich nie były dostepne, także tutaj mamy do czynienia z dość akrobatyczną przeróbką Avii S-199 na Bf-109F. Jak pamiętam to w tym modelu większość elementów pochodzi od Avii z KP, ale np kadłub w części od kabiny do ogona jest z vacuformy Bf-109E JMK, a stożek śmigła od Tempesta. Model jest wgłębnie przeryty także gdyby go zawashować to mógłby całkiem współcześnie wyglądać! Farby oczywiście własnej produkcji. A to jedenastka zrobiona z zestawu PZW Siedlce też gdzieś w połowie lat 80-ych, kiedy ten model się pojawił. Mimo pewnych niedoskonałości model był sporym postepem w stosunku do zestawu Ruch-u. To tyle na dziś. Może jeszcze przygotuję jakąś sentymentalną wycieczkę w przeszłość...
-
Robiąc kolejne modele postaram się uwzględnić uwagi i udoskonalić ten pomysł.
-
Robiąc model z taką masą różnych innych uproszczeń chodziło mi bardziej o oddanie "idei" konstrukcji geodetycznej niż o bardzo realistyczne oddanie tego efektu. Uważam że w skali 1/72 do tego typu efektów jest pewna umowność (wystarczy zerknąć jak zrobił to np Trumpeter w swoim modelu Wellingtona). Kratkę wymyśliłem, bo olbrzymie połacie skrzydeł były niemal zupełnie "płaskie", pozbawione jakichkolwiek linii podziałowych, takie bez wyrazu. Model wyglądał "łyso", że się tak wyrażę. Nie byłem pewien wyglądu tego eksperymentu, ale ostatecznie z rezultatu jestem zadowolony, bo nawet jak nie jest bardzo realistyczny to myślę że ożywił bryłę modelu. Ale oczywiście zgadzam się Mikele z Twoją uwagą. Zresztą dlatego kratka na spodzie wygląda lepiej moim zdaniem. Dzięki za opinie.
-
Dlaczego mam sie powstrzymać od wyrażenia opinii, skoro uważam że portfolio, czyli własną modelarską wizytówkę, przygotowałeś w sposób niechlujny? Może to sugerować, że traktujesz innych użytkowników forum w sposób lekceważący, zresztą powyższy cytat zdaje się to potwierdzać. Forum dyskusyjne służy do porozumiewania się ludzi i wymianie uwag. Czego wyraźnie nie potrafisz zrozumieć, podobnie jak mojej intencji.
-
Generalnie to nie jest kwestia zrozumienia, tylko wygody i liczenia się z czasem wizytujących. Podajesz linki bez najmniejszego opisu albo choć przykładowego zdjęcia co to jest, zmuszając do zaglądania w ciemno. Może ktoś lubi niespodzianki, ale mnie to nie bawi.
-
Nie musiałeś daleko szukać: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=26410 Generalnie może to nie jest problem, ja też nie podaje źródeł korzystając zazwyczaj przynajmniej z kilku, w tym książkowych, ale sam kompiluje tekst. Tutaj Bartek Twój wkład jest znikomy, ograniczyłeś się do usunięcia paru drobnych fragmentów, także jest to typowe kopiuj-wklej. Fajnie jak jest wprowadzenie historyczne, ale dobrze by było gdybyś wykazał się nieco większą inicjatywą niż tylko powielenie tego, co ktoś już wcześniej przygotował. A jeśli już to nie przedstawiaj tego jako własnego opracowania. Na przyszłość podaj link skąd wziąłeś i wszystko będzie OK. Co do modelu, to złym pomysłem było otwarcie osłony kabiny. Nienaturalnie odstaje, co psuje efekt. Do tego celu najlepiej jest nabyć vacu. Mógłbyś też spróbować zastosować wash. Rycia linii nie polecam. To trudne i wymaga doświadczenia. Zresztą skoro nie stosujesz washa to po co? Zrób schludnie tego Airfixa, albo zakup inny model z wklęsłymi liniami (np Italeri).
-
Model bardzo fajny, chyba najlepszy z prezentowanych produkcji przez Bartka, ale chyba wypadałoby wspomnieć skąd zaczerpnięto (a w zasadzie skopiowano!) wstęp historyczny i archiwalne zdjęcia...
-
W sumie nic straconego. Skoro to model treningowy, to nic nie szkodzi aby jeszcze spróbować tej metody.
-
Nie mus zaraz wszystko ryć na modelu. Skoro unikasz washa, to można użyć choćby ołówek i to nie tylko aby zaznaczyć na łączeniu z kadłubem, ale np także aby zamarkować podział na połączeniu owiewki z osłoną. Prosta metoda, a dodałaby realizmu.
