Banny
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Banny
-
Fajny i oryginalny temat z polskim akcentem. Wykonanie też bardzo mi się podoba za wyjątkiem oszklenia, które jest jakoś wyjątkowo mało przejrzyste. Także gratulacje Wachmistrz, czekam na Twoje kolejne produkcje!
-
"Rury" to nie moja działka, ale mnie się podoba, model zrobiony schludnie i elegancko, ze sporym nakładem pracy. Rycie linii zbędne IMHO skoro rezygnujesz z washa. Wypukłe z reguły też dają naturalny cień, a roboty jakby mniej. Podobnie z kokpitem: fajny, ale jak się go zamyka, to ekstra praca jest praktycznie niewidoczna. Jak już jesteśmy przy kabinie to mam jedno zastrzeżenie - osłona wygląda jak przyspawana do kadłuba.
-
I obie lotki wklejone w identycznej pozycji LOL.
-
Ten profil pochodzi z ksiązki Luftwaffe Colours, Battle of Britain - Phase Two - August-September 1940. Jest tam także jedna niezbyt duża fotka, ale zapewne tą właśnie widziałeś. Będę zaglądał. Życzę powodzenia.
-
Parę nowych produkcji starych modeli... 34) Messerschmitt Bf-109F-4 H. Graf 1/72 Hasegawa : http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=33161 35) Mitsubishi Ki-46 Dinah 1/72 Airfix : http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=33389 36) Heinkel He 112 B FARR 1/72 Heller : http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=33382 37) Vickers Wellington Ic 304Sq 1/72 FROG/Novo : http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=33403
-
Dzięki za pozytywne uwagi. Zdaję sobie sprawę, że model jest primitywny i niewiele udało mi się z niego wyciągnąć w standardowym wykonaniu, ale chyba przyzwyczaiłem już was do tych moich vintyge i patrzycie na nie jak ja lekko przymrużonym okiem... Konstrukcja naprawdę ciekawa i szkoda że skończyła na marginesie historii. Choć Heinkel się nie poddał i na własny koszt przygotował jeszcze bardziej "odlotowego" He 100, znanego z całej serii propagandowych zdjęć. Tego też mam w planach. Może kiedyś...
-
Ememes mam nadzieję, że nie tylko sie weźmiesz za frogowski P-38, ale też szybko pokażesz nam efekt (to dość prosty model, mam go zrobionego z jakieś 30 lat temu...). Dzięki za ciepłe uwagi. Cieszę się że staruszek "Wimpy" przypadł wam do gustu, mimo swojego primitywizmu. Może nie cieszy oka tak jak współczesne modele, ale składając go miałem naprawdę niezłą zabawę.
-
(zdjęcie: J.B. Cynk, "Polskie Siły Powietrzne 1939-1943") Vickers Wellington Ic R1245 NZ-Q, maj 1942, wyspa Tiree. Dywizjon 304 został właśnie przeniesiony z Bomber do Coastal Command. Wellingtony w służbie obrony wybrzeża były sukcesywnie przemalowywane na biało, ale nocny kamuflaż na niektórych maszynach przetrwał nawet do końca roku 1942. Poszukując informacji o NZ-Q okazało się, że jest to nader intrygujący egzemplarz. Oprócz powyższego zdjęcia i podpisu z monografii Cynka nie udało mi się znaleźć jakiejkolwiek innej wzmianki o tym konkretnym samolocie, nawet w Operations Book Dywizjonu 304! Numer seryjny R1245 zdaje się sugerować, że to "Wimpy" z pierwszej dostawy do 304go. Udało mi się ustalić że inny NZ-Q (DV441) pilotowany przez P/O Jana Kramina został utracony w nocy 25/26 czerwca 1942 (a więc stosunkowo krótko po dacie zrobienia powyższego zdjęcia, przynajmniej wg Cynka) w słynnym nalocie 1000 bombowców na Bremę (jak widać do tego celu ściągnięto bombowce nawet z Coastal Command). Gdyby ktoś miał więcej informacji na ten temat i udałoby się ustalić załogę, historię R1245 NZ-Q, będę wdzieczny jeśli się nimi podzieli. O modelu Sam zestaw Wellingtona (indeks F214) jest równie tajemniczy jak historia NZ-Q. Opracowany przez FROGa w 1976 nigdy się nie pojawił pod logiem tej firmy, ani na rynku, ani nawet w katalogu. Światło dzienne ujrzał dopiero w ZSRR gdzie był oferowany przez Novo, i to tylko na rynku wewnętrznym. Mogę się domyślić, dlaczego FROG nigdy go nie wydał. Po prostu zestaw bardzo rozczarowuje. Jest wyjątkowo uproszczony, wręcz primitywny, do tego słabo spasowany. Generalnie sprawia wrażenie jakby pochodził z początku lat 60-ych. Bez wątpienia najgorszy Wellington w skali 1/72 ever. Ciekawostką jest fakt, że oryginalna sowiecka instrukcja montażu jest adoptowana z ... Airfixa Mk III! Na rysunkach widać inny podział technologiczny zestawu i brak niektórych części, które są widoczne w instrukcji. Mój model pochodzi z wymiany z radzieckimi modelarzami i przeleżał jakieś ćwierć wieku. Pewnie nigdy by nie ujrzał światła dziennego, ale moja szanowna małżonka kiedyś zażartowała że dlaczego robię tylko takie malutkie samolociki... No to wyciągnąłem z szafy największego jakiego mam heh! Zestaw zrobiony bez większych zmian, choć określenie "prosto z pudła" nie jest właściwe, bo tego typu model wymagał sporo pracy nad spasowaniem i przygotowaniem elementów, usunięcia śladów wynikających ze zniszczenia formy itp. Aby poprawić wygląd zeszlifowałem nieco nazbyt wyraziste linie biegnące wzdłuż kadłuba i zaaplikowałem ołówkową kratkę (udającą konstrukcję geodetyczną) na wielkich i pustych połaciach skrzydeł oraz stateczników. Ubrany w takie "kabaretki" model wygląda zdecydowanie ciekawiej. Z podobnego względu wykończenie spodu jest satynowe zamiast głębokiego matu. Malowanie emaliami Humbrola i Revella. Kalkomanie to w większości stary Techmod. Wykonanie tego zestawu nie było łatwe, ale mimo wszystko sprawiło mi frajdę, właśnie z tego względu że było niesztampowe, wymagające i trzeba było conieco pokombinować.
-
Heh, no tak. Ingernecji w fabryczną formę tych starych modeli właśnie staram się unikać na tyle na ile mogę, bo dla mnie są one nie tylko eksponatami przedstawiającymi historię lotnictwa, ale także historię... modelarstwa! A zmiana autentycznego wyglądu antyków, zabytków i przedmiotów muzealnych jest działaniem z gruntu szkodliwym. Te modele na pewno nie są doskonałe, ale są rzadko spotykane i myślę że ciekawie jest je zobaczyć w formie oryginalnej (szczególnie dla młodych wiekiem modelarzy). Poza tym jest w tym pewien aspekt edukacyjny, rodzaj retrospekcji, spojrzenia w przeszłość naszego hobby. Dla mojego pokolenia może nieco nostalgicznego... Ja się staram tylko, żeby od patrzenia na te starocie nie "bolały zęby", co w gruncie rzeczy nie jest trudne przy zastosowaniu współczesnej chemii, aerografu i paru prostych sztuczek jak wash czy cieniowanie.
-
No cóż, każdy dochodzi kiedyś do granicy, którą trudno jest przekroczyć. Nie mam zamiaru nadmiernie angażować siły i czas w te stare modele. Ale nie zamierzam też ich unikać. Lubie starocie i to w ich naturalnej, przaśnej formie. Uważam że prostymi środkami trudno z nich więcej wykrzesać. Ale jeśli masz Mikołaj jakiś pomysł na to, chętnie wysłucham jakiejś konstruktywnej sugestii. Tylko proszę nie pisz mi np o przeryciu linii, bo jakbym miał robić takie rzeczy, to już wolałbym Hasegawę wziąć na warsztat...
-
Generalnie Humbrol nie ma w swojej palecie dobrej barwy do RLM 71 (tzn może ma, ale na razie nie jest dostepna - H242) także czy to 116 czy 117, to tylko przybliżenie. Mnie osobiście podpasował Model Master 2081, którego użyłem do malowania Hs 126 i Fw 189 (są gdzieś na forum, także można sobie zerknąć).
-
Ki-46 z 18. Dokuritsu Chutai (Niezależnej Eskadry). Na stateczniku symbol tygrysa, który zgodnie z azjatycką legendą zawsze wraca, nawet po przebyciu 1000 mil. Ma to pewne odniesienie, bo ta jednostka rozpoznawcza operowała na rozległym obszarze Chin. Na zdjęciach prawdopodobnie dwie różne maszyny, kształt godła nieco się różni. O modelu Produkt Airfixa to bez wątpienia najgorszy model Dinaha na rynku (są jeszcze Arii/LS i Hasegawa), co zresztą nie powinno dziwić, bo pojawił się w 1965 roku. Ja go skleiłem jakieś ćwierć wieku temu, ale kiedy kupiłem aerograf to trafił do kreta, bo miał służyć jako poligon doświadczalny do nauki malowania. Pomysłu jednak nie zrealizowałem, a zdewastowany model czekał ponad rok na decyzję czy skończy w koszu. Ostatecznie jednak postanowiłem go uratować i skleciłem na powrót. Efekt oczywiście nie jest powalający, bo zestaw słaby, a i był robiony gdzieś tam na uboczu przy okazji tworzenia innych modeli. Ale pomyślałem że pokażę go jako ciekawostkę, zapewne niewiele osób miało do czynienia z tym zestawem (Airfix nie produkuje go już od lat, ostatnia edycja była w 1995).
-
Hehe, nie namówisz mnie na "ugrzęźnięcie" w próbach poprawiania starych modeli. Lubię "szybkie numerki", różnorodność i zmianę klimatów (przynajmniej jeśli idzie o modelarstwo hehe ). Wykonanie super modelu w zasadzie od podstaw, z wkładem tysiąca roboczogodzin lub lepiej, w ogóle mnie nie pociąga. Aczkolwiek lubię popatrzeć na taką robotę (jak Twoja przy Jaku). Ale myślę, że może Ty też dla odmiany powinieneś spróbować sobie skleić jakąś Tamiye absolutnie wprost z pudła???
-
Mam stos produktów by Hasegawa&Tamiya do złożenia, także na pewno Mikołaj doczekasz się lepszych modeli w moim wykonaniu heh. A na razie kończę całą serię staroci, wkrótce pokażę Wellingtona i Blenheima (oba FROGi), a także Ki-46 Dinah (Airfix) i Ła-5FN (KP).
-
Akurat Ernst Heinkel był znakomicie ustosunkowany, na pewno lepiej niż Willy Messerschmitt w tamtym czasie. Luftwaffe dość długo nie mogła się zdecydować, bo osiągi He 112 i Bf 109 były bardzo zbliżone. Pierwsze prototypy He 112 (wersja A) prześladowały jednak awarie techniczne i katastrofy. Heinkel przekonstruował dość znacznie samolot i pokazał nową wersję (B), ale już szala się przechyliła na korzyść Messera. Wydaje mi się, że He 112 miał spory potencjał, który ograniczał głównie słaby silnik. Za to linia 109ek osiągnęła swoje apogeum przy Friedrychu i mimo że powstały później G/K, to ustępowały już zasadniczo konstrukcjom alianckim. A problem ograniczonej widoczności z kabiny prześladował Messery od początku i nigdy nie został rozwiązany.
-
No, może się nie przyjrzałem, ale szary to raczej na pewno nie jest kolorem bazowym. Górne kamo to zazwyczaj dwie zielenie RLM 70/71. Nie doczytałeś opisu barw w instrukcji?
-
Kolejność maskowania na goły plastik nader intrygująca rzekłbym...
-
(zdjęcia: Seweryn Fleischer "Heinkel 112", wydawnicto Militaria oraz "Heinkel 112 in Action" Squadron Signal) Heinkel 112 B nr "18" z 5. Grupy Myśliwskiej (Grupul 5 Vânătoare) FARR po przymusowym lądowaniu na terenie ZSRR, 2 lipiec 1941. Samolot pilotowany przez st. sierż. Aldea Cercheza został trafiony ogniem z ziemi podczas ataku na lotnisko Bolgarica. Pilot z kraksy wyszedł bez szwanku, natomiast po wzięciu do niewoli wszelki słuch po nim zaginął... Podobno ten egzemplarz He 112 został odrementowany i testowany przez VVS, choć patrząc na stan dewastacji wydaje się to mało prawdopodobne. Rumuńskie Siły Powietrzne (Forţele Aeriene Regale ale României) były największym użytkownikiem He 112, tutaj też był intensywnie używany bojowo. Jesienią 1939 zakupiono 30 egzemplarzy tego dość nowoczesnego w tamtym czasie samolotu, który ostatecznie przegrał jednak konkurencję z Bf 109 jako myśliwiec Luftwaffe. Heinkle trafiły do 5. Grupy Myśliwskiej (Dywizjony 51. i 52.). Więcej informacji o użyciu bojowym He 112 i historii tej jednostki można znaleźć tu: http://www.worldwar2.ro/arr/g5vt.htm . O modelu. Typowy Heller, dość prosty, wypukłe linie podziałowe, ale ogólnie przyjemnie się składa. Model zrobiłem bez zmian, czyli prosto z pudła, jako typowy vintage. Dodałem tylko nieco ołówkowego "makijażu" na liniach podziałowych. Malowałem Gunze C (pierwszy raz). Werniks akrylowy. Kalkomanie mimo swojego wieku położyły się bezproblemowo.
-
[Muzeum] kwiatektatek i jego muzeum lotnicze 1:72
Banny odpowiedział kwiatektatek → na temat → Portfolio
Kwiatek, te portfolio robi się chyba coraz bardziej brata niż Twoje! -
Fajne wprowadzenie. Model czysto, elegancko, schludnie. Mnie sie podoba, widać wkład pracy, sporo wyciagnąłeś z tego airfixa. Ale model prosi się o wash jak pustynia deszczu... No i paprochy zostały na oszkleniu, chyba od środka. Szkoda, bo zadałeś sobie sporo trudu jeśli idzie o wykonanie wnętrza i wytłoczenie osłony.
-
Humbrole 29,225,157.
-
Bym powiedział, że raczej niewiele wspólnego z oryginałem ma to malowanie. Raczej rzuca się to w oczy, bo samoloty brytyjskie miały schemat malowania zestandaryzowany. Poza tym jakoś dziwnie malujesz... Ja najpierw psikam górę po całości DE, a dopiero później maskuję co trzeba i nanoszę DG. Dzięki temu nie ma prześwitów i niedomalowań między barwami. Powierzchnie sterowe bym malował odzielnie i wkleił na końcu, fatalnie wyglądają zalane farbą. Moim zdaniem za bardzo chcesz iść na skróty...
-
Ja bym staruszka nie tykał, choć można by było pacnąć kółko srebrną farbką hehe, ale może warto by było zrobić jakiegoś nowego Spitfire, z lepszego zestawu???
-
Fotkę podobnego Spitfire można znaleźć w monografii AJ-Pressu (część 3): Okienko jest świetnie widoczne. A tak wyglądał nasz bohater:
-
Generalnie modelarz ma prawo do swojej interpretacji, podobnie jak komentujący do wyrażenia swojej opinii, także wszystko jest w normie. Zresztą bym może nawet nie zabierał głosu, ale Foczka ogólnie wykonana estetycznie, także szkoda że pojawiły się takie psujące efekt dysonanse... Hmmm, moim zdaniem z pokazanego zdjęcia można wywnioskować bardzo wiele na temat kolorystyki! Robiąc modele z II WŚ bardzo rzadko istnieje luksus posiadania kolorowej fotki, a tu miałeś dostęp nawet do kilku kolorowych ujęć i niezbyt z nich skorzystałeś. Profil barwny, nawet najlepszy, jest tylko materiałem wtórnym. Co do "7"ki to jestem akurat pewien. Porównaj sobie ustawienie samolotów i sytuację ze zdjęcia które sam pokazałeś, a poza tym układ plam na zdjęciu czarno-białym (gdzie widać 7) jest IDENTYCZNY z fragmentem Foki widocznym na kolorowym zdjęciu. Zresztą na asbiz masz kilka innych fotek z tej samej sesji, gdzie widać "7" ke w pełnej krasie, np: Wersja jest A-5. A-4 odpada, bo FW na zdjęciu ma dłuższy nos. Z kolei A-6 (i kolejne) miał antenę kierunkową pod kadłubem, której nie widać na zdjęciach.
