Banny
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Banny
-
Ja robię fotki po prostu przy oknie, w naturalnym świetle, które jest nieco rozproszone i nie daje takich skoncentrowanych refleksów. Cienia też w zasadzie nie ma. Moim zdaniem satyna w wykończeniu jest znacznie bardziej efektowna niż mat, bo przy właściwie zrobionych fotkach drobne odbicia światła na załamaniach powierzchni podkreślają bryłę modelu, uplastyczniają go i model wygląda przez to bardziej realistycznie. A wykonanie podoba mi się, za wyjątkiem przekontrastowanego spodu. I to mimo, że sam często przesadzam z ciemnym washem...
-
Messerschmitt Bf 109E-3 Josef Priller - Trumpeter 1:32
Banny odpowiedział tombie01 → na temat → [L]Warsztat
Na tym etapie prac możesz jeszcze spokojnie zdemontować ten pylon... Poza tym wzdłuż połówek tylnej części kadłuba w 109kach są linie podziałowe (z grubsza tam gdzie leci skleina, zerknij na plany). W 1/72 można by przymknąć oko na jej brak, ale w 1/32 zdecydowanie nie wypada. -
Bardzo fajnie zrobione przebarwienia, ciekawe ujęcia zdjęciowe, do tego nietuzinkowy samolot (F-104 jakoś nie cieszy się większym zainteresowaniem modelarzy). Jednym słowem nader udany "wykon", spiton!
-
Może akurat tutaj to bardziej niemiecki ordnung niż styl japoński heh. I nie traktuje tego jako krytykę Wachmistrz, choć zdaję sobie sprawę że nie wszystkim moje modele mogą się podobać. Dysza jest standardowa 0,2, podobnie jak ciśnienie 2atm. Plamkowanie wymaga oczywiście troszkę treningu jeśli idzie o dawkowanie farby i odległość z jakiej się natryskuje. To trzeba wyczuć i żadne poradniki tego nie są w stanie nauczyć. Trzeba potrenować. Ja zanim wziąłem się za Me-410 i Ar-240 najpierw popróbowałem plamek na tanich i szybko złożonych modelach Fw-190. Przy czym Foki też nie wyszły jakoś tragicznie, także może je nawet dokończę i wkrótce pokażę.
-
Mam mieszane uczucia... To nawet nie to, że mi się nie podoba, ale w prawdziwej feerii efektów (z których jedne są bardziej udane, inne mniej) jakoś trudno ogląda się ten model jako całość. Mam wrażenie, że niektóre efekty są zbyt nachalne, nadmiernie przyciągają uwagę, przytłaczają odbiór całości. Ale zapewne taki był zamysł autora. Na ostatnim zdjęciu model wygląda właśnie najfajniej, bo brak barw łagodzi trochę wrażenia wizualne. Tym niemniej ciekawe wykonanie spiton, jak to zwykle u Ciebie. Widać zabawę formą, nietuzinkowe pomysły, sporo pracy i modelarskiego zacięcia. Przynajmniej nikt nie będzie narzekał na nudę! Dzięki za prezentację. Tym samym poziomu "brudu" w galeriach na forum wrócił do uśrednionej normy po moich czyściochach...
-
Historyczni rywale i ... bliźniacy w mojej modelarskiej budowie: 58) Me-410 A-1 Hornisse "TF+EQ" 1/72 Fine Molds: http://www.modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=42713 59) Arado Ar-240 A-04 "T9+GL" 1/72 Revell: http://www.modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=42887 Będzie więcej maszyn niemieckich, na warsztacie są 3x Fw-190 (Hasegawa, Revell, Airfix), odrzutowy Ar-234 Dragona, Ju-88 Revella, Bf-109G AZ Model... Po takiej dawce Luftwaffe na pewno jednak zmienię tematykę!
-
Zdecydowanie. Mimo że to nie jest jakoś szczególnie nowe opracowanie Revella (model wypuszczono w 1994, czyli będzie już 20 lat) to sam zestaw jest bardzo przyjemny w budowie na co składa się niezłe spasowanie i dobrej jakości tworzywo (zupełnie inne niż w tanich modelach Revella). RLM 74/75/76 to olejne autentyki Model Mastera. Co do wykonania plamek to zawsze czynność stresująca w maszynach niemieckich heh, niełatwo je realistycznie odtworzyć w skali 1/72. Ale tu (jak i w przy Me-410) potraktowałem plamki dość luźno i porobiłem je szybko od ręki, tak trochę "od niechcenia", pozwalając sobie na sporą dozę przypadkowości. Efekt wyszedł znacznie lepszy niż wtedy jak się staram kontrolować, aby każda plamka była w "swoim" miejscu. Może to jest jakaś recepta? Używam aerografu H&S Ultra.
-
Vickers Wellington Z1215 1:72 MPM - sentymentalnie...
Banny odpowiedział Desaxe → na temat → [L]Warsztat
No sorki, że dopiero zajrzałem, ale wnętrze Wellingtonów było czarne. Wspominam po to żeby nikt się nie wzorował na Desaxowym interior greenie... -
Historycznie niewiele egzemplarzy w okresie walk nad Francją czy BoB miało szansę dorobić się większych śladów użytkowania mimo intensywnej eksploatacji, bo "przemiał" był równie szybki. Tym niemniej mimo możliwości wytknięcia takich czy innych zastrzeżeń, mnie się impresja czy też ekspresja tego modelu podoba. Poza tym sporo pracy spiton wkłada dodatkowo, klapy, stery - taka mechanika zawsze ożywia model. Aha, skoro lotek nie odcinałeś, to warto by dać tam ciemnego washa.
-
Dzięki za wpisy! Co do czystości, to razem ze spitonem się jakoś rozsądnie uśrednimy... ;-)
-
Oh nie. Każdy modelarz ma prawo do wyboru swojej modelarskiej drogi, ważne aby się dobrze bawić uprawiając hobby. Ale nie tyle chodziło mi już o samo zachowanie formy vintage, tylko o fakt że irracjonalnie chcesz angażować swój nakład pracy, który też ma realną wartość. O wiele łatwiej byłoby uzyskać pożadany efekt opierając budowę np o zestaw FW-190 Tamiya, który przecież nie jest jakoś szczególnie drogaśny. (szczególnie w kontekście pracochłonności poprawy Matchboxa, tym bardziej że "stać" Cię było na masę dodatków). Jednak jak rzekłem wyżej ważna jest zabawa, poza tym mamy wolny kraj i np każdemu wolno wyrzucać kasę przez okno ;-) albo topić dziesiątki (setki?) roboczogodzin w poprawianie czegoś co ma znacznie lepszy zamiennik. Sprawy "efektywności i racjonalności" prac modelarskich nie będę już poruszał w wątku, choć do tematu postaram się zaglądać z ciekawości. I życzę powodzenia!
-
Źródło: Magazyn Flugzeug 01/1998. Arado 240 to wyjątkowo intrygujący samolot. Nie tylko ze względu na oryginalny wygląd i zastosowane rozwiązania techniczne, ale także na dość pokrętną i pełną białych plam historię. Zapoznając się z dostępnymi informacjami łatwo zauważyć wiele sprzeczności, trudno oddzielić domysły od faktów, a próba odtworzenia historii rozwoju konstrukcji przypomina zabawę w dopasowanie puzzli przy wielu brakujących elementach. Tym niemniej udało mi się wygrzebać trochę informacji o Arado Ar-240 A-04/U-2 (czwarty i ostatni egzemplarz przedseryjny) W.Nr.00014. Prace nad tym egzemplarzem rozpoczęto we wrześniu 1941. Proces produkcyjny wydłużył się do roku, a to ze względu na podjęcie decyzji o zamontowaniu skrzydeł o powiększonej rozpiętości (16,6 m) oraz silnika DB603A (zamiast DB601) z czterołopatowym śmigłem. Zmieniono także kształt stateczników pionowych. Na skutek tych zmian A-04 był wyglądem bardzo zbliżony do wersji C. 20 września 1942 podpisano fabryczny odbiór, 15 października samolot przeszedł kontrolę i 10 grudnia odbył się pierwszy lot testowy pod oznaczeniem DI+CZ. 18 grudnia 1942 Oblt Thierfelder przeprowadził A-04 na lotnisko w Rechlinie. Nie wiadomo co się działo z tym egzemplarzem przez większość roku 1943, zapewne był testowany, choć nie jest pewne w jakim zakresie bo 16 lutego zapadła decyzja RLM o skreśleniu programu Ar-240 (wybrano Me-410). Kolejna wzmianka o A-04 pojawia się w październiku 1943 kiedy A-03 i A-04 przekazano do jednostki rozpoznawczej we Włoszech (2./(F) 122 w Perugii). A-04 miał odnieść poważne uszkodzenia w czasie swojego pierwszego lot bojowego (awaria silników). Jednak uszkodzenia nie mogły być ciężkie, bo samolot po prowizorycznej naprawie wrócił do zakładów Arado. Dokonano remontu, samolot otrzymał oznaczenie T9+GL i w lutym 1944 miał odbywać loty rozpoznawcze nad Wielką Brytanią (3./Erpr.Gr.Ob.d.L., z lotniska Paryż-Orly). W marcu A-04 udał się nad Morze Śródziemne i prowadził rozpoznanie w rejonie Korsyki. 24 marca 1944 samolot pojawił się w bazie Oranienburg, gdzie miał odbywać liczne loty testowe do czerwca 1944. Brzmi to o tyle ciekawie że program Ar-240 został już dawno wstrzymany, a do służby wkraczały znacznie nowsze konstrukcje jak np Ar-234. Karierę A-04 zakończyła kraksa podczas awaryjnego lądowania jesienią 1944 na terenie... Polski! Przyczyną miał być błąd pilota (Lt. Horst Goetz), który nie był w pełni zaznajomiony z obsługą samolotu. A-04 jest znany z kilku ujęć, wykonanych w różnym czasie. Zdjęcia 1. i 2. zrobiono prawdopodobnie w Oranienburgu na początku 1944. Zwraca uwagę brak uzbrojenia obronnego w tym okresie. Fotka 3. przedstawia wrak T9+GL po kraksie w Polsce, z żółtym pasem charakterystycznym dla Frontu Wschodniego. O modelu. Revell portretuje inny egzemplarz, Ar-240 V10, to jedyny ukończony prototyp wersji C (W.Nr. 0018). Miał ponoć oznaczenie BO+RD i testowano go jako nocny myśliwiec. Nie istnieją zdjęcia tej maszyny, nawet nie jest pewne czy miał zamontowane anteny radaru. Zaproponowany schemat malowania wynika bardziej z fantazji producenta modelu niż z wiarygodnych źródeł. Stąd też zdecydowałem się na wykonanie A-04, który mimo wielu wątpliwości jest lepiej udokumentowany i ma ciekawą historię. Ale to raczej luźna interpretacja, bo model jest w zasadzie prosto z pudła, tylko z kosmetycznymi zmianami mającymi go upodobnić do A-04 (rezygnacja z montażu anten radaru, podwieszanej gondoli z działkami i wlotów pod silnikami). Oznaczenia kodowe wydrukowałem we własnym zakresie (mam drugi komplet kalkomanii jakby ktoś był zainteresowany). Co do samego produktu Revella to można mieć pewne zastrzeżenia merytoryczne, ale wypada zrozumieć producenta, który borykał się z podobnymi problemami dokumentacyjnymi jak modelarze wykonujący ten zestaw. Poza tym model bardzo przyjemny w montażu, delikatne linie podziałowe, świetne jakościowo tworzywo. Z minusów to okropne anteny radarów, warte wymiany gdyby ktoś robił V10. Mnie się ten zestaw bardzo spodobał, szkoda że tak rzadko gości w galeriach. Warto wspomnieć że Revell oferował także wcześniejsze wersje Ar-240 z krótszymi skrzydłami, kadłubem, silnikami DB601 i 3-łopatowym śmigłem z wentylatorowym kołpakiem. Wykonawczo model to brat bliźniak prezentowanego niedawno Me-410. Budowałem i malowałem te modele równolegle, także użyte farby (emalie Model Master authentic) i wykończenie (werniks akrylowy, olejny wash) są identyczne.
-
Mnie zawsze zostają po nanoszeniu okopceń, pigmentów itp., także odcinam części z watką na końcach i mam rurkę do wyciągnięcia.
-
No, dokładnie! Ma ten plus także, że jest giętka, się nie łamie i trudno się przypadkiem "dziabnąć" w rękę jak igłą. Też używam głównie do imitacji działek, np.:
-
A nie, skąd. Patyczek jest pusty w środku, rurka.
-
Ja wyciągam nad ogniem cienkie rurki z patyczków higienicznych. Można dość dowolnie dobrać średnicę i przy odrobinie wprawy uzyskać sporą długość. Łatwe w cięciu i obróbce. Dobra alternatywa dla igieł, oczywiście jeśli nie potrzebujemy sztywności metalu.
-
Uzupełniając wypowiedź letalina jeszcze jedna rada, może komuś się przyda? Nie mając odpowiedniej wiedzy warto się zagłębić w temat PRZED dyskusją, inaczej łatwo narazić się na śmieszność wygłaszając autorytatywne twierdzenia zamiast ewentualnego wyrażenia pytania/wątpliwości.
-
Ależ Kolego, ja z Toba wcale nie dyskutuje, co najwyżej sobie z lekka dowcipkuję. Ale jak widzę na żartach się nie znasz, także pozwolę sobie dalej nie uczestniczyć w tej ignoranckiej konwersacji.
-
Hehe, faktycznie to pikuś w porównaniu z wnioskowaniem w oparciu o samolot który widziałeś
-
Tak tak, to jest z pewnością szeroko zakrojony spisek, w którym macza palce także Airfix... Dzięki za info, że byłeś, widziałeś, dotknąłeś... Szkoda tylko, że nie był to 1940.
-
A to sorki, nie jestem w stanie śledzić wszystkich warsztatów. Autor mógłby choć podać link do warsztatu skoro nie chciało się opisać jaki to model. Swoją drogą jeśli to 1/48 to... zdjęcia są jeszcze gorsze niż myślałem!
-
Na drugim zdjęciu jest raczej VY-C, zresztą na pierwszym też nie wiadomo czy to VY-C czy VY-G. Co do typu skrzydła, to na pierwszym zdjęciu jest raczej płócienne. Zwróć uwagę na nieco jaśniejszy odcień DE tam gdzie jest płótno w porównaniu do miejsc krytych blachą. Ale to wszystko dywagacje teoretyczne. Większość wcześniej wyprodukowanych Hurricanów miała zmienione skrzydła w początkach roku 1940, także te same egzemplarze występowały zarówno z jednym jak i z drugim typem poszycia.
-
Hmmm, a dlaczego nie podałeś producenta/skali? Mogę się tylko domyślać, że to stary zestaw Airfixa w skali 1/72??? Z jednej strony fajnie, że sięgnąłeś po klasyka, a z drugiej... nie wygląda to na produkt doświadczonego modelarza. Śmigło robione zapewne własnym sumptem i łopaty wyraźnie odbiegają od oryginału. Litery kodowe zbyt niskie (załączam zdjęcie oryginału poniżej). Za małe kokardy na górnej powierzchni skrzydeł (ciekawa dyskusja a propos tej maszyny w tym kontekście była na nPWMie: http://www.pwm.org.pl/viewtopic.php?f=14&t=14443&start=45 ). Także oznaczenia też pewnie kombinowane? W sumie szkoda tych oszczędności, mogłeś tanio kupić nowe wydanie Airfixa nawet tylko dla śmigła i kalek (to samo oznakowanie, poza tym kalki są świetne jakościowo w tych nowych edycjach). Spodu nie ośmieliłeś się pokazać, także trudno ocenić model całościowo. Mimo otwartej i zapewne nieźle zdetalowanej kabiny, model niczym specjalnym się nie wyróżnia (może to wina zdjęć, które są co najwyżej przeciętne). Fiedotow, sorki, dla mnie rozczarowanie, szczególnie jak na pracę "spitfireloga". Ale czekam na kolejne produkcje! A na tym lepszym jakościowo zdjęciu widać "zamalówkę" numeru seryjnego, ciekawie by było odtworzyć taki detal (co zresztą można jeszcze zrobić), tym bardziej że przy kokardzie kadłubowej jednak się pobawiłeś. Zwraca uwagę też jaśniejsza lewa lotka od spodu (aluminium?).
-
Hej Gerd! Dzięki za wpis. Pamiętam te czasy i zawrotne ceny modeli wynikające z przelicznika $. Heh, Fine Molds obecnie też do najtańszych nie należy, ale w każdym razie nie jest to pół miesięcznej pensji!
-
Gratulacje, ale przeskalowałbyś te obrazki na jakiś mniejszy format...
