Augus z kokotkiem... Cudowne, choć za cholerę nie wiem co to.
Antryj - wiem, jakby z francuskiego trochę (entree). Choć pewnie nie z francuskiego.
Niesamowite, że można mieszkać w jednym kraju i nie zrozumieć rodaka. Można też nie wiedzieć, że się rozumie...
Od pewnych Ślązaków usłyszałem w górach taką historię:
Gdzieś koło 1989 roku pojechali do Niemiec, zobaczyć jak tam jest. Era przedkomórkowa, dobrych map też specjalnie nie było.
Już są w rajchu kiedy kierowca mówi, że benzyna się kończy i muszą zatankować, ino nie wie gdzie.
Drugi proponuje, żeby zapytał autochtona. A ten na to, że niby jak ma zapytać kiedy nie wie, jak po niemiecku tanksztela jest.
Jakby Wam się jeszcze chciało o takich fajnych lokalnych rzeczach popisać, to będę czytał.