Po krótkiej przewie urlopowej wyciągnąłem mojego męczennika z szuflady.
Jeszcze przed wyjazdem pogmerałem przy pasach identyfikacji. Niestety, kartka z ostrzeżeniem o umiarze gdzieś spadła i popłynąłem.
Otwarcie przyznam, że lubię robić obicia. To był jeden z aspektów przyciągających mnie do robienia pojazdów. Mam podejrzenie, że tutaj pasy wyszły zbyt wyeksploatowane. Mogę spróbować je nieco odnowić, jednak chciałbym najpierw posłuchać Waszych opinii.
Reszta samolotu też będzie podniszczona, jednakże bez obłażących płatów farby i kilometrów aluminium wystającego spod spodu.
Może jednak takie przetarcia farby mogą zostać?
W międzyczasie zajmę się pozostałymi obszarami. Kartkę znalazłem, podniosłem z podłogi i na powrót powiesiłem.