Nic z tego. To już jest znak naszych czasów, że drukarki 3D wygenerowały stada domorosłych producentów którzy uważają, że znajomość jakiegoś programu wystarczy. Nie twierdzę, że to jest złe lub dobre, ale okazuje się, że zwyczajnie jest target na takie modelo-miniaturki. Nie wiem na ile tutaj jest brak świadomości, że jakość tych projektów oscyluje na poziomie projektów w grach wojennych, a na ile niewygórowane wymagania. Jednak nic nie wskazuje na to żeby rynek wymusił lepszą jakość. Co prawdę mówiąc mocno mnie dziwi kiedy przypomnę sobie jak ludzie potrafili kiedyś tasować się nad jednym milimetrem różnicy w stosunku do oryginału. I nie mam na myśli tutaj jakichś drobnych błędów bo takie trudno uniknąć, ale o kompletnym ignoranctwie bryły, detali i estetyki.