Skocz do zawartości

Marcin Rogoza

Super Moderator
  • Liczba zawartości

    4 824
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Marcin Rogoza

  1. Marcin Rogoza

    Yamaha XV1600

    popularny alle-drogo, ewentualnie Plastic Group w wielu miastach Polski - polistyren lub polistyren HIPS
  2. Małe sprostowanko: 1720r. to XVIII wiek
  3. Marcin Rogoza

    Proszę o POmoC

    Tak, ale myśle, ze nie mając wsparcia w postaci jakiejs modelarni, zaawansowanych kolegów pod ręką to w wieku 12 lat sobie najprawdopodobniej nie poradzi.
  4. Marcin Rogoza

    Proszę o POmoC

    Z RC sobie chyba nie poradzisz więc proponuję, zrezygnuj z tego pomysłu. Oszczędzi to tobie nerwów a rodzicom wydatków. Poza tym, kuter w skali 1/35 to dobry pomysł jak na początek.
  5. Tamiya Masking Tape!! Only Tamiya!!
  6. Chętnie popatrzymy . Proponuję, dla większej przejrzystości tematów, umieścić jako relację w nowym wątku. EDIT: Mó.głbyś zarzucić tutaj jakimś fragmentem tego opracowania, rysunkiem, schematem lub jakimiś innym fotkami? Byłbym wdzięczny
  7. Witamy i dzięki za "wstawkę". Każda uwaga i sugestia jest dla mnie na wagę złota - pozwala rozwiać mi ewentualne wątpliwości i znajdować rozwiązania, na które sam niejednokrotnie bym nie wpadł. Bardzo interesująca uwaga. Chętnie zapoznam się z tą dyskusją - zapuść jakiegoś linka. Sądziłem, że kwestię pancerza burtowego mam rozwiązaną. Nie natknąłem się nigdzie na wzmiankę o dodatkowych, cieńszych pancerzach chroniących komory amunicyjne. Wstawione przeze mnie zdjęcie i fragment projektu pozwalają stwierdzić bez wątpliwości, że pancerz burtowy sięga aż do początku wierzy nr 1. Być może (wszak zdjęcia mają już swoje lata i mogą mylić obserwatora) jest tak jak mówisz czyli, że to najprawdobodobniej pas blachy pancernej będący "podkładem" pod właściwy pancerz, chociaż ciężko mi jest uznać tę argumentację, gdyż nawet na starej fotografii, pewnie jego płaszczyzna nie odznaczałaby się tak wyraźnie od reszty poszycia burt. Zasiałeś ciekawe ziarno - będę musiał jeszcze raz przeanalizować dostępne mi materiały w kierunku twojej sugestii. Ciekaw jestem dyskusji, o której wspomniałeś...
  8. Przeprowadziłem próbę ze "skrobaniem" w arkuszu polistyrenu. Każdy rowek nacinany był 3-krotnym pociągnięciem tępej końcówki noża OLFA. Odległości między liniami wykonane na "oko" poprzez zwykle przesuwanie ekierki. Następnie lekkie przeszlifowanie 1200 i pokrycie podkładem. Jak dla mnie, efekt lepszy niż w przypadku układania pokładu z żyłki... Potwierdzam
  9. Mam nadzieję, ze nie każesz nam czekać tak długo jak się czeka na nową część "Skazany na śmierć"
  10. Powróciłem do dłubaniny nad duperelami wyposażenia pokładu. Do szlifowania poszły żurawie szalup i kotwice - praktycznie tylko one zostały do wykonania (nie licząc drobnej artylerii oraz elementów PE tj. relingi pokładu dziobowego, rufowego, pomosty wzdłuż burt i galeria na rufie)... No i olinowanie Poniżej dwie fotki (żeby nie było, że tylko suchym tekstem częstuję ) z konwersji kotwic głównych... objaśniać raczej nie trzeba. Ze zdjęć nie widać, więc dodam jedynie, że kotwice mają długość 10 mm...
  11. Zgodnie z zapowiedzią, zrobiłem nowe doświadczenie wykonania pokładu od podstaw. Wykorzystałem do tego... żyłkę wędkarską No i pewnie wszystko jasne. Nie spotkałem się jeszcze z tą metodą, a dzisiejsze próby należą do moich pionierskich w tym zakresie. Nie mniej wygląda to tak: Żyłka 0,5 mm - w skali 1:350 daje deskę o szerokości 17 - 20 cm (kolor brązowy) - została nawinięta na kopytko; po przecięciu otrzymałem całą stertę odcinków dł. ok 7 cm. Następnie, na papierze samoprzylepnym zostały ułożone fragmenty "deskowania". Efekty końcowe pokazują, że na tym etapie bardzo ważne jest dokładne dociskanie żyłki do papieru tak, by się dobrze przykleiła, a całość tworzyła równą powierzchnię. Mi niestety, nie udało się tego ułożyć tak dokładnie. Zresztą, nie wysilałem się zbyt mocno by tego pilnować. Chodziło mi bardziej o wybranie jednej z dwóch technologii układania takiego żyłkowego pokładu. Poniżej dwie fotki z procesu układania "deskowania": Dalszy etap to dwa różne sposoby zespolenia w całość. 1 Sposób Powierzchnia ułożonych żyłek została pokryta klejem CA - nadmiar kleju został wytarty krótki, sztywnym pędzlem - po wyschnięciu całość przeszlifowana - następnie odkleiłem papier samoprzylepny. Otrzymałem w ten sposób dwie powierzchnie - jedna pokryta CA, lekka przeszlifowana dla zniwelowania krągłości przekroju żyłki; druga pozostała bez jakiejkolwiek ingerencji. Obie powierzchnie pokryte Surfacer'em 1200. Poniżej powierzchnia z żyłką nie szlifowaną. Zdjęcia pokazują prostoliniowy przebieg poszczególnych odcinków, efekt zdaje się zadowalający jednak w rzeczywistości wyraźnie widać, że powierzchnia wykonana jest z "wałeczków". Druga powierzchnia przeszlifowana. Nie prezentuje się najlepiej, głownie ze względu na to, że została pokryta CA. Zeszlifowany profil żyłki jest zdecydowanie lepszy niż w poprzednim przypadku, lecz nie jest to jakość, która może być wykorzystana do budowy docelowego pokładu na modelu... 2 Sposób Ułożenie żyłek na papierze samoprzylepnym - naklejenie poszycia na płytkę polistyrenową za pomocą CA - odklejenie papieru - przeszlifowanie powierzchni w celu usunięcia krągłości przekroju żyłki. Wygląda to całkiem przyzwoicie, choć nie uniknąłem niedociśniętych odcinków, które w efekcie końcowym są nie do zaakceptowania. Na zdjęciu, gdzie powierzchnia została pokryta Surfacer'em 1200 widać fragment, który prezentuje się - rzekłbym - bardzo przyzwoicie. Niestety, jest to niewielka powierzchnia z tej którą wykonałem. Myślę, że przy wykonywaniu pokładu "na gotowo" i większym staraniu się, nierówności można uniknąć. Najważniejsze jest, zdaje się, dokładne przyciśnięcie przyklejanej żyłki do papieru samoprzylepnego. Co sądzicie o tej metodzie? Macie może jakieś pomysły na zmodernizowanie tej metody, jakieś sugestie? Mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda się opracować nową, dającą świetne efekty, metodę wykonania deskowanego pokładu od podstaw
  12. Witamy w gronie!. Załóż odrebną relację - napewno uzyskasz dużo pomocy. Nie warto zawalać jednego wątku różnymi tematami (czyt. różnymi relacjami).
  13. Może forma 1/700 jest lepiej zrobiona i tych wgłębień nie ma a tym samym pokład jest prawidłowy czyli jednopłaszczyznowy na całej powierzchni. Nawet jeśli by te wgebienia były to przy tak dużej skali pewnie nie są widoczne.
  14. No tak... to tłumaczy wszystko
  15. Super... Jakąś relację byś zapuścił tutaj na forum (bo jakoś nie mogę znaleźć) - z chęcią byśmy wszyscy popatrzyli
  16. Ból to może nie jest taki wielki, bo przeróbki i budowa pewnych fragmentów od podstaw daje pewną satysfakcję. Niestety, do budowy całych okrętów od podstaw potrzebne są dobre plany szczególnie kadłubów, a o nie raczej ciężko na rynku - szczególnie że często dotyczą jednostek mniej popularnych. Kolekcja obiektów mniej znanych też oczywiście ma swój urok... Jednak brak dostatecznej ilości materiałów jest uciążliwe. Nawet tak znana jednostka jak Yamato dzieli modelarzy i badaczy nad konkretnym wyglądem w danym okresie. To jednak pokazuje, jak bardzo modelarstwo jest kwestią indywidualną, nad którą się nie dyskutuje
  17. Dzięki za uznanie. Być może komuś kiedyś przydadzą się te rozważania i będą pomocne przy budowie modelu. Jestem dopiero na etapie analizy pokładu, a też zaczynam mieć takie wrażenie
  18. Kontynuując... D. Za duża „głębokość” przybudówki Przy okazji kontroli pokładu dziobowego, wyszła, zupełnie przypadkiem, kwestia głębokości przybudówki. Niestety, porównując ten wymiar z opracowaniem USS Astoria, okazuje się, że jest ona zbyt duża (przybudówka na zdjęciu luzem). E. Połączenie pokładu z burtami Ciekawa sprawa pojawiła się na wysokości pierwszej (licząc od dziobu) osłony AA 5”, gdzie pokład dziobowy łączy się z burtami oraz całe łączenie na długości... Konstruktorzy zaskoczyli tym mnie, pewnie wielu innych modelarzy, a może i nawet samych siebie... Zupełny brak logicznego podejścia do tego miejsca... Zresztą, spójrzcie sami, jak to się prezentuje (przymiarka na sucho) – na szczególną uwagę zasługuje miejsce w zaznaczeniu: Zaszpachlowanie połączenia i szlifowanie skutkować będzie zeszlifowaniem delikatnie zaznaczonych „rynienek” nad bulajami. To akurat nie ma dla mnie większego znaczenia, bo i tak od początku nastawiony jestem na ich poprawę. Bez szpachlowania, miejsce połączenia pokładu z burtami, wyglądać będzie niezdarnie. Tak więc modelarz w tym momencie stoi przed dylematem: a) wykonać połączenie wg instrukcji. Efekt: niezdarny wygląd wyraźnie wpływający na negatywną ocenę wizualną; b) szpachlować połączenie, usuwając konsekwentnie wszystkie „rynienki” nad bulajami. Efekt: poprawnie wyglądająca burta lecz bulaje pozbawione charakterystycznego detalu. W świetle dalszych rozważań nt. bulajów, rysuje się kolejna alternatywa: c) szpachlowanie połączenia (uzupełnienie burty) wraz z wykonaniem bulajów od nowa. Decyzja, jak zwykle, jest kwestią indywidualną... F. Bulaje Kolejne miejsce, które konstruktorzy Trumpetera potraktowali „po macoszemu” - bulaje na obu burtach. Nie pasują do żadnego z posiadanych zdjęć, dostępnych planów i, w dużej części, nie odwzorowują stanu z listopada 1942 r. Przyznać należy, że na podstawie posiadanych materiałów trudno jest ustalić ich prawidłową liczbę oraz umiejscowienie względem charakterystycznych elementów pokładu. Poszczególne źródła (zdjęcia, plany różnego rodzaju itp) różnią się w tym zakresie, dlatego warto oprzeć się na jedynych wiarygodnych zasobach czyli archiwalnych zdjęciach USS San Francisco z 1942 roku (ewentualnie z lat następnych, gdyż układ bulajów zdaje się, że nie uległ już modernizacji od tamtego czasu). Ze względu na słabą jakość wielu fotografii, ostateczne wyznaczenie bulajów, może być obarczone pewnym błędem – jednak wykonane wg nich, prawie w 100 % odpowiadać będą stanowi USS San Francisco na rok 1942. W świetle powyższych kilku punktów zdecydowałem się na wykonanie od podstaw pokładu dziobowego wraz z przybudówką oraz bulajów zgodnie z archiwalnymi zdjęciami USS San Francisco. W związku z tym, że pokład dziobowy uzyska zupełnie nowy wygląd, zdecydowałem się również na wykonanie od podstaw pokładu rufowego (by oba były takie same). G. Nachylenie pokładu rufowego Trudno powiedzieć, czy zaproponowane przez Trumpetera nachylenie pokładu jest właściwe. Opracowanie USS Astoria traktuje pokład rufowy jako powierzchnie poziomą, w końcowej części lekko wznoszącą się. Poniższe zdjęcie porównuje oba podejścia do tematu: Uznałem plany USS Astoria za bardziej wiarygodne i w kwestiach wątpliwych skłaniam się do odwzorowania detali wg nich. Tak jest też i w tej sytuacji – wykonany pokład będzie poziomy. H. Dodatkowy pancerz burtowy Pancerz burtowy, w części dziobowej, jest za krótki, o czym świadczy archiwalna fotografia oraz opracowanie, dokumentujące zniszczenia po bitwie o Guadalcanal. Fotografia modelu wyraźnie pokazuje, że pas pancerza burtowego zaczyna się daleko za wieżą nr 1, a nie z początkiem jej podstawy: W związku z tym, fragment pancerza powinien być dorobiony. Granica pasa burtowego w okolicy rufy - można uznać, że odzwierciedla stan faktyczny. >> Kolejna aktualizacja wkrótce <<
  19. Kadłub wraz z pokładem ma kilka nieścisłości merytorycznych oraz parę miejsc bubli konstrukcyjnych: A. Kształt osłon dział 5” - kwestia opisana kilka postów wyżej. Dla przypomnienia - wygląda to w ten sposób: Zdecydowałem się na usunięcie osłon z pokładu, by zastąpić je później elementami z blaszki PE; linie deskowania w miejscach „wycinki” miały zostać odtworzone. Poniżej osłony na prawej burcie całkowicie usunięte; na lewej w trakcie „ekstrakcji”. Po osunięciu osłon okazało się, że stanowiska artylerii 5” są polami lekko zagłębionymi w stosunku do pozostałej części pokładu. Mamy zatem kolejny słaby punkt formy pokładu głównego. B. Zagłębione stanowiska artylerii 5” – dla nieświadomego widza fakt ten nie rzuciłby się w oczy, szczególnie, że dużo miejsca na każdym stanowisku zajmuje działo. Dla mnie jednak ma to znaczenie, tym bardziej, że odtworzone linie deskowania na jednym ze stanowisk spotęgowały efekt załamania powierzchni pokładu. Zacząłem na nowo rozpatrywać kwestię budowy pokładu od podstaw... C. Dzielony pokład główny (część dziobowa) I tu niestety czar i wizja jednoczęściowych pokładów znika, gdyż okazuje się, że pokład dziobowy to tak naprawdę dwa elementy (część główna pokładu oraz dach „przybudówki”); na dodatek – część pokładu przykrywająca „przybudówkę” nie jest deskowana! Różne galerie tego modelu ukazują, że modelarzom nie udało się uniknąć niedoskonałości formy i część pokładu nad „przybudówką” zazwyczaj jest nieco obniżona względem pokładu głównego, tworząc wyraźny uskok... Dostępne materiały, zarówno opracowanie USS Astoria jak i fotki archiwalne USS San Francisco oraz fragment planów bliźniaka USS Tuscaloosa CA-37, zdają się potwierdzać moje wnioski i ukazują pokład dziobowy jako jedną płaszczyznę: Zatem temat naprawy pokładu rozbudował się o dodatkowe deskowanie i połączenie obu części. Coraz mocniej zacząłem rozważać kwestię budowy pokładu od podstaw... >> Następna część teoretyczna w przygotowaniu <<
  20. Cała ekipa stoczniowców w komplecie. Powiem więcej - cały ekipa, wraz z suchym dokiem przeniosła się na dwa tygodnie kilkaset kilometrów od stałego miejsca budowy. Tak więc prace trwały nieprzerwanie, choć ze zrozumiałych powodów, na mniejszych "obrotach". Ale do rzeczy... Ostatnie dwa tygodnie obfitowały w analizę dostępnych materiałów w wersji papierowej; zaowocowały bardzo bogatymi wnioskami związanymi z prawidłowością odwzorowania form Trumpetera. Sporo tego, więc muszę jakoś to usystematyzować - info na pewno pojawi się w niedługim czasie. Tymczasem prezentuję efekt finalny dwutygodniowej pracy: Pośrednie etapy mam nadzieję opisać przy następnej okazji. Generalnie, kadłub prezentuje się teraz dość przyzwoicie, choć zawiera jeszcze miejsca do korekty merytorycznej. Na zdjęciach widać jedynie zewnętrzną część kadłuba - wnętrze chwilowo stanowi "nieodkrytą kartę" - z prozaicznego powodu braku stosownej fotki , i zapewne będzie pewnym zaskoczeniem dla niektórych - ja sam jestem zaskoczony kierunkiem postępu prac w tym zakresie
  21. Witam po przerwie Dedykowane farby WEM - mają kolorki dla różnych kamuflaży różnych flot. Za jakiś czas pojawią się kolejne aktualizacje...
  22. Hahaahah raczej z zegarkiem "na głowie"
  23. Marcin Rogoza

    Bismarck 1/200

    Życzymy zatem szybkiego powrotu do pełni sił i sprawności "bojowej"
  24. Odpowiem z mojego dotychczasowego doświadczenia:1. Surfacer daje delikatnie chropowatą powierzchnię (1000, 1200) - zerknij na jedne z pierwszych zdjęć mojej Mikasy 2. Szlifowanie małych detali mija się z celem gdyż: a) jest to praktycznie niewykonalne b) powierzchnie są tak malutkie, że nie widać różnicy czy to było szlifowane czy też nie 3. Duże powierzchnie (typu kadłub) warto przeszlifować, by: a) uzyskać większą gładkość b) pozbyć się ewentualnych paprochów Przy Mikasie szlifowałem jedynie podwodną część kadłuba - nic więcej. "Producenci" cywili kładą większy nacisk na szlifowanie kasty po surfacerze, ponieważ idealna gładkość ma potem bezpośrednie przełożenie na jakość lakieru, który musi się błyszczeć i być gładki (szczególnie gdy się patrzy "pod światło". W skali 1:350, w dodatku w wypadku okrętów, których powłoki z reguły były matowe, szlifowanie każdego kawałka wolnej powierzchni nie ma najmniejszego sensu.
  25. Spróbuj - jestem ciekaw jak to wygląda...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.