grzesioj
Użytkownicy-
Liczba zawartości
662 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez grzesioj
-
Ale też można (i trzeba) dobrze wkleić zdjęcia. Bo nie każdemu chce się to robic, co proponujesz . pozdrawiam Grzesiek
-
Po pierwsze, to że jest, jak to nazwałeś, urządzenie wylotowe, nie znaczy, że lufa nie może się okopcić. Tak wygląda po jednym strzale: Zdjęcie pochodzi z naszego forum z TEGO wątku. Po drugie zaś, nie wygląda mi to na okopcenie, lecz po prostu pomalowanie hamulca wylotowego na czarno, jak to czasem miewało miejsce. Ale - niech autor wypowie się, co miał na myśli. pozdrawiam Grzesiek
-
Harley WLA Lend-Lease z moździerzem w 1/72 - scratch build
grzesioj odpowiedział Marudek → na temat → [M]Warsztat
Super są te Twoje motorki. Chciałbym je kiedyś zobaczyć na żywo, ale to tak samo prawdopodobne, jak to, że zrobiłbym sam takie cudeńka. pozdrawiam Grzesiek -
StuG IV wczesny późny - Dragon 1/72 + Eduard + inne
grzesioj odpowiedział Panzer4 → na temat → [M]Warsztat
Jak zwykle miodzio. Oceniam jako ignorant - po prostu bardzo ładnie. pozdrawiam Grzesiek -
Szukanie dobrego rozwiązania polega na zastosowaniu w praktyce iluś tam rozwiązań, z których na samym końcu będzie wybrane to jedno, resztę zaś uznamy za niedobre. Gdybyśmy to wiedzieli na początku, ale niestety... Powodzenia . pozdrawiam Grzesiek
-
Oczywiście, że przesadzasz. Czy uważasz, że unikając wykonywania pewnych operacji, które z założenia poprawiają wygląd modelu zrobisz go w ten sposób lepiej? Przecież to przeczy jedno drugiemu. A co ma wspólnego szpachla i klej cyjanoakrylowy z malowaniem aero? pozdrawiam Grzesiek
-
Zamiast zastanawiać się bez końca, po prostu spróbuj któregokolwiek ze sposobów, wymienionych w swoim pierwszym poście. Jeśli będzie nie tak, jak sobie wyobrażałeś, drugą stronę spróbuj innym sposobem itd. Ja w swoich modelach próbowałem najrozmaitszych sposobów: i sklejania gąsienic z dwu kawałków: górnego biegu i dolnego, z jednej sklejonej wstęgi ze szczeliną, jak i zakładałem całkowicie sklejoną gąsienicę. To wszystko zależy po pierwsze od typu podwozia i możliwości założenia gąsienicy, jak i od przyjętego przez Ciebie rozwiązania. Co do malowania - zawsze malowałem po sklejeniu a przed założeniem. Późniejsze miejsca montażu już nie problem albo ukryć, albo zretuszować. pozdrawiam Grzesiek
-
Albo przesadzasz, albo zmień hobby... nie można się wszystkiego bać . pozdrawiam Grzesiek
-
Dlaczego Ty na 99% sugestii co zrobić, odpowiadasz "nie"? Chociaż spróbuj. Skąd wiesz, jak to będzie, skoro nigdy tego nie próbowałeś robić? pozdrawiam Grzesiek
-
Tak, być może to jest powodem mojego odczucia pociapania farbą. Podłoże jest po prostu nierówne, a wygląda to tak, jakby na farbie były zacieki. pozdrawiam Grzesiek
-
Że wygląda trochę tak, powiedzmy, jakby nie był pomalowany, tylko oblepiony farbą. Ale może to wina nierównego podłoża i tak to wygląda na zdjęciu. pozdrawiam Grzesiek
-
Od razu lepiej. Ale jakiś taki strasznie oblepiony paprochami i kurzem . No i, niestety, farbą... pozdrawiam Grzesiek
-
Tak, z ręki bez maskowania. Po prostu wziąłem pędzelek w rękę i to wymalowałem. pozdrawiam Grzesiek
-
Witam po ponad trzytygodniowej przerwie urlopowej. Bardzo trudno przestawić się na cokolwiek w pracy , również na przeglądanie zakurzonych nieco for internetowych . Ale do rzeczy. Chciałbym pokazać kolejny model, tym razem Sd. Kfz. 138 Bison firmy UM, wykonany tradycyjnie w skali 1:72. Model ten powstał w tej samej "sesji produkcyjnej", co przedstawiony już przez mnie Sd. Kfz. 138 Marder III, zawiera więc te same niedociągnięcia, które posiada wspomniany Marder oraz, niestety, nie stanowi w stosunku do wspomnianego modelu żadnego specjalnego postępu. Żeby się bardzo nie rozpisywać, to napiszę, że to typowy model UM, wszystkie uwagi dotyczące Mardera odnoszą się również do niego. Model w całości malowany pędzlem farbami najpierw olejnymi (Humbrol 84) - jako podkład, następnie farbami akrylowymi Pactry. Kalkomanie nie najlepsze - pomimo, że dość cienkie, to i tak je widać (tzn. widać film). I to chyba tyle. Czas na zdjęcia. Najpierw makrofotografie: Teraz zdjęcia wykonane ze zbliżenia: Na koniec zdjęcie porównawcze: I tyle . pozdrawiam Grzesiek
-
Ciągle moje "niedoróbki" tłumaczę jednym - szkoda tego wszystkiego robić, bo jak na razie modele kończą tak: Nie znaczy to oczywiście, że są niszczone w jakikolwiek sposób w czasie tych zabaw, a dowódca jest na tyle rozsądny, że nie używał nigdy w zabawach Jagdpanzer'a IV ze względu na ryzyko uszkodzenia fototrawionej antenki - i to z własnej inicjatywy. Z drugiej jednakże strony na razie nie potrafiłbym skleić modelu i nie pozwolić synowi bawić się nim - ot, tak, aby stał na półce. Przyjemność przynosi mi sama budowa modelu, zaś co się później z nim dzieje - no to sami widzicie. pozdrawiam Grzesiek P.S. Marder III, jak i niedawno przedstawiany Pz.Kpfw. 38(t) Ausf. C już ruszyły do boju.
-
Truj, truj, może się wreszcie przełamię. To znaczy - zmienię filozofię sklejania modeli. pozdrawiam Grzesiek
-
Dzięki za opinie, w gruncie rzeczy odbierane przez mnie pozytywnie. Przy robieniu obić starałem się jak najmniej o nich rozmyślać (dziwnie to brzmi...), aby wyszły właśnie jak najbardziej przypadkowe, ale wyszły... jak zwykle. Podziwiam waszą spostrzegawczość. Teraz zobaczyłem to i ja. W rzeczywistej rzeczywistości oczywiście moje oczy tego nie dostrzegły . Zgodnie z zapowiedzią w czasie weekendu zrobiłem jeszcze kilka zdjęć w naturalnym świetle. Może dostrzeżecie na nich jeszcze coś pozytywnego... Pierwsze cztery zdjęcia - robione późnym popołudniem. Kolejne zdjęcia - w ostrym, porannym słońcu (troszkę problemów z głębią ostrości...). I to już wszystko... pozdrawiam Grzesiek
-
Jak w temacie, czyli Sd. Kfz. 138 Marder III, UM, skala 1:72. Kontynuacja serii, opartej o przedstawiony już przez mnie wcześniej Pz. Kpfw. 38(t) Ausf. C, również firmy UM. Model, jak na tę chwilę, sklejony prosto z pudełka, bez trzech elementów, o których wspomina instrukcja montażu - młota, łomu oraz elementów wyciora. Powód - elementy wyciora nie za bardzo chcą pasować na miejsce przewidziane przez autora modelu, a mnie od kombinowania, jak je tam zmieścić, odstrasza panująca od kilku dni aura, tym bardziej, że warsztat mam na stole w... kuchni . A zatem, chwilowo prace nad modelem uważam za zakończone. Model tradycyjnie malowany w całości przy pomocy pędzla farbami olejnymi Humbrola (jako podkład i brudzenie) oraz akrylami Pactry. Jak wspomniałem kilka zdań wcześniej - model na razie bez dodatków, gdyż nie znalazłem żadnego ciekawego zdjęcia, co mógłbym wpakować na stelaż, z tego, co posiadam (beczki, skrzynki amunicyjne, jeden hełm niemiecki, karabin przeciwlotniczy, który pozostał mi z Sd.Kfz 181 Panzerkampfwagen VI (P) Dragona), ale myślę, że prędzej czy później coś na nim wyląduje. Co do modelu - dość trudny, ze względu na swój rozmiar, konstrukcję samego pierwowzoru oraz konstrukcję modelu. W modelu brak jest jakichkolwiek elementów ustalających, no, może za wyjątkiem dna i tyłu kadłuba i wszystko trzeba kleić na wyczucie, tu i ówdzie coś podpiłowując. Elementy nie zawsze do siebie pasują (np. elementy podtrzymujące lufę - są po prostu za duże, poprzez co lufa zadarta jest nieco do góry), choć ich wzajemne połączenia nie wymagają w zasadzie szpachlowania, lecz jedynie obróbki pilnikiem. Nie można oczywiście tego powiedzieć o tradycyjnych, potężnych zapadliskach tworzywa, które są na najmniejszych nawet elementach. Na podstawie tego, jak również już sklejonych modeli mogę stwierdzić, że między bajki można wsadzić opowieści o jakiejś przysłowiowej kruchości tworzywa, z którego UM produkuje swe dzieła. Owszem, nie nadaje się ono do wyginania, ale bez przesady, nie rozpada się w rękach. Co do kalkomanii na modelu - też tradycja. Bardzo kruche, choć dosyć dobrze się nakładające na gładką powierzchnię, no i dość grube - widać je niestety po nałożeniu. Co do tej konkretnie wybranej przez mnie - wydaje mi się cokolwiek za duża, choć przyznam szczerze, sądzę to tylko po rysunku z pewnej książki, bo zdjęć pierwowzoru nie widziałem, modele wykonane zaś przez innych modelarzy to istny festiwal położeń napisu "Paula" oraz kolorów i rodzajów kamuflażu. Nic, myślę, że dość słów, czas na zdjęcia, choć i im muszę parę słów poświęcić. Pomimo, zdawałoby się idealnej pogody do robienia zdjęć "na żywo", robione są one na kuchennym stole z lampą błyskową. Powód jest dość prozaiczny - nie mogłem za żadne skarby świata zmusić aparatu do wiernego oddania koloru modelu. Może to wina oświetlenia, bo zdjęcia próbowałem robić po południu (praca ), a może... nie wiem co. Zamiast koloru, powiedzmy żółto-szaro-zielonkawego, tak, jak wygląda on w rzeczywistości, wychodził na zdjęciach głęboki żółto-pomarańczowo-brązowy. A zatem - zdjęcia: Teraz trochę zbliżeń z powiększeniem cyfrowym, zatem jakość zdjęć znacznie gorsza: Zdjęcie ze starszym kolegą, Pz. Kpfw. 38(t) Ausf. C: Tradycyjnie na koniec - szokujące porównanie: Myślę, że przez weekend uda mi się nieco popracować nad aparatem i wykonać lepsze zdjęcia na wolnym powietrzu, bo te, przedstawione powyżej, pomimo, że lepiej oddały kolory, to jednak przez użycie lampy bardzo "spłaszczyły" model, który, tak mi się osobiście wydaje, nie prezentuje się najgorzej. Cóż, krytykujcie, oceniajcie. pozdrawiam Grzesiek
-
Linii Konrad, linii... A nawiasem pytając, który to już Twój model w ostatnich dniach? Bo ja się już w tym gubię... pozdrawiam Grzesiek
-
Możesz rzucić okiem tutaj . pozdrawiam Grzesiek
-
Myślę, że to dramatu pod nazwą Pz.Kpfw. 38(t) Ausf. C, UM, skala 1:72 akt chyba ostatni. Pod wpływem Waszych sugestii dokonałem jeszcze próby ubrudzenia pojazdu. Ponieważ w grę nie wchodziły żadne pigmenty (bo pojazd nie stoi na półce i jest omiatany tylko oczami, on bierze czynny udział w walkach na stole i wszystko, co się na nim znajduje, musi się perfekcyjnie trzymać...), do zamarkowania kurzu użyłem bardzo rozcieńczonej mieszaniny Humbroli 103 (kremowy), 106 (szary) oraz 84 (odcień ziemistego brązu), nanosząc ją prawie suchym, ledwo co umoczonym cienkim pędzlem. Mieszaninę tę położyłem na układzie jezdnym, tylnej płycie i pozostałych, poziomych płytach kadłuba. Wieżę oszczędziłem. To wszystko zakryło nieco wykonane wcześniej otarcia i obicia, ale w rzeczywistości jest chyba podobnie. I to tyle, czas na zdjęcia, jak zwykle wiele pozostawiające do życzenia. Mam nadzieję, że widać na nich moje wysiłki . Pierwsza seria zdjęć - wykonane na parapecie okiennym w pełnym, jaskrawym słońcu. Na niektórych zdjęciach (szczególnie na 5 i 6) zwracają uwagę jakby lustrzane odbicia pewnych elementów - na przykład wieżyczki dowódcy na stropie wieży. Ale to nie lakier powoduje taki efekt - to dodatkowy, drugi cień, powstały od światła słonecznego odbitego od szyby... Dalej, zdjęcia wykonane tuż przed zachodem słońca, w świeżo powstałym cieniu... Ciekawe, czy na zdjęciu poniżej ktoś zwróci mi na coś uwagę... Ostatnie zdjęcie wykonane techniką otworkową. Ma swój klimat... I to tyle. Więcej myślę nie zanudzać Was swoim modelem. pozdrawiam Grzesiek
-
Zgadzam się z przedmówcą odnośnie modeli UM. Pomimo szerokiej ich krytyki (a może krytykują ci, którzy ich nie sklejali?) według mnie są dość dobre, a na pewno oryginalne. Sam popełniłem ich już trzy, a dwa mam w zanadrzu. Do samego ich złożenia w zasadzie nie potrzebowałem nawet grama szpachli, niestety - olbrzymie jej ilości idą na wypełnienie wszechobecnych jam skurczowych. Ale, da się to przeżyć, a modele wychodzą obiektywnie naprawdę niezłe (m. in. wspomniany przez przedmówcę BT) - możesz poszukać moich na tym forum . pozdrawiam Grzesiek
-
A jednak... Ulegając sugestiom Andrzeja_LK odnośnie zdewastowania modelu, postanowiłem wykonać na nim nieco obić. Zastosowałem po raz pierwszy metodę "na gąbkę" (do tej pory próbowałem robić to wyłącznie pędzelkiem), przy pomocy mieszaniny Humbroli 160 i 33. Nie powiem, efekt jest dość ciekawy, zdecydowanie inny, niż przy użyciu wspomnianego pędzla, ale daleko mi jeszcze do uzyskania zadowalających efektów na tak małym modelu. Do tych otarć domalowałem jeszcze pędzlem kilka typowych obić, malując najpierw większe, nieregularne plamy mieszaniną Humbroli 106 i 34, następnie wnętrze wypełniając wspomnianą wcześniej mieszaniną 160 i 33. Efekt? Cóż - wykonałem parę zdjęć tak poprawionego modelu, niestety aura nie była łaskawa i zdjęcia są kiepskie : Wyżej opisaną technikę starałem się stosować z dużym umiarem, aby nie przesadzić... Czy nie zeszpeciłem tym modelu, oceńcie sami. pozdrawiam Grzesiek
-
Bandaże - przez analogię do na przykład bandaży w kołach rowerowych - to nic innego jak obręcze. Z tym, że tutaj od razu analogie się kończą, bo w czołgu (lub innych pojazdach) są to obręcze z gumy, stosowane w celu amortyzacji. Jak już zauważyłeś - w jednym pojeździe mogą być a w innych może ich nie być. Wyglądają mniej więcej tak. To czarne obrzeże na kołach jezdnych to właśnie gumowe bandaże. pozdrawiam Grzesiek
-
Nie wprowadzaj kolegi w błąd. Koła nie miały bandaży. Dowód? Choćby zdjęcie1, zdjęcie 2 albo zdjęcie 3. Bieżnia koła powinna być jednakże zdarta do "gołego" metalu, a nie tak, jak w tych muzealnych egzemplarzach - pomalowana farbą. pozdrawiam Grzesiek
