Mały up, czyli bój o być, albo nie być modelu. Zaczęło się niewinnie, malowanie … , później było już tylko gorzej. Model został pomalowany srebrnym Humbro i okazało się, że moja piwata nie lubi się z tym kolorem i na niego z pogardą dla starań modelarza pluje i nic, to jest żadne zabiegi przy gęstości, czy ciśnieniu nie pomagają. Jakoś udało się osiągnąć zadowalający efekt i przejść do malowania blach silnika, maskowanie malowanie, efekt bajka, no cudo. Pełen dumy, zachwycony wręcz efektem na okapotowaniu ściągam taśmy T i 3M i … no tylko iść na strzelnicę sportową i użyć go jako rzutki, unicestwić, zapomnieć i zacząć grać w szachy. 3M z jednej strony zerwała sido, odsłaniając farbę, a z drugiej strony zostawiła ślad, jakby wgryzła się w lakier. Dzień bitwy z myślami i decyzja – RATOWAĆ- po różnych dziwnych zabiegach, gdy było już oki, zadecydowałem po przyjrzeniu się pozalewanym szczegółom – MYCIE. Dalej opisywać nie będę, bo Moder odstawi mnie na hm… rok, karnie oczywiście, a nie ma co ukrywać, że właśnie zaczęty warsztat na forum uratował model przed zapomnieniem. Przez ten cały zamęt nie miałem głowy do zdjęć , dlatego wstawiam tylko dwie fotki robione na szybko, gdy jakoś udało się w końcu ochłonąć i wyjść z najgorszego. W życiu chyba tyle nie napisałem na forum, mam nadzieję, a każdy ją ma, że nie nudzę.
Oby do następnego widzenia -Jarek