Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 492
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Aa jakie to mają być kolory?
  2. greatgonzo

    P-47D Eduard 1/144

    To jednak specyficzna skala. Gołym okiem nic nie widać, a zdjęciowe powiększenia są tak drastyczne, że nie sposób utrzymać poczucie skali. W rezultacie na pierwszy plan wyciągnięte są deformacje kształtu i proporcji, w zasadzie dyskwalifikujące modele w większych podziałkach. Pewnie, że ciekawe modelarskie doświadczenie i solidna modelarska robota; zapewne satysfakcjonujące dla autora. Dla widza to raczej, gdy mamy do czynienia z modelarską manifestacją, jak ma to miejsce np. w przypadku Łosia Andrzeja Ziobera. Nie wiem, może OK, gdy tworzymy kolekcje tematyczne obszerne gabarytowo i mamy ograniczenia miejsca - coś w stylu: box B-17 z osłoną myśliwską. Moim zdaniem, oczywiście. Konsultacje urwały się trochę za wcześnie... .
  3. Nie spróbujesz, się nie dowiesz ;). Nie znam gradacji. Delikatna jest. Najczęściej używam przy wykończeniówce warstw farby i przy procesie kształtowania faktury powierzchni malowanych. Czasem do korygowania śladów eksploatacji. Ale przy plastiku też czasem się przydaje.
  4. Na podłodze, ściankach, fotelu.... .
  5. A co, z kolei, mają przedstawiać brązowe plamy w kabinie?
  6. To wszystko prawda. Ale to uzasadnienie brzmi jednak inaczej niż Te sytuacje to nie był standard. To znaczy oczywiście rzecz się powtarzała w różnych okolicznościach i w różnych krajach, jednak rzadko był to typowy spontan, gdzie trzeba było coś nagle zaradzić na poziomie malarza. Na ogół rzecz się rozgrywała na linii zamawiający - wykonawca, w ostateczności w samej wytwórni, ale oficjalną wewnętrzną instrukcją. Dodatkowo, takie kłopotliwe, czy nieszablonowe okresy są na ogół dość konkretnie rozpoznawalne. Np. wprowadzenie Sky type S, czy Medium Sea Grey, jeśli rozmawiamy tylko o RAF. Chodzi o to, że nie należy takich sytuacji traktować, jako uniwersalnych, bo dla konkretnego samolotu w konkretnym czasie odstępstwo od regulaminowego malowania może być zupełnie nierealne. Moim zdaniem lepiej mieć gotową podkładkę, gdy chce się przedstawić nieregulaminowe kolory na samolocie i raczej niech nie będzie to, że przecież 'mogli malować czym mieli pod ręką'. Zaznaczam, że nie posądzam Cię o takie podejście. Po prostu ono się czasem pojawia, a Tobie zdarzyło się napisać na tyle ogólnie, że skojarzyło mi się to z nim, tym podejściem. To jest taka teza-wytrych, tyleż kusząca, co ryzykowna. A Spitfire, jak to Spitfire - sam w sobie jest źródłem licznych wątpliwości, także w temacie malowania. Kwestię chipów i różnic odcieni na poziomie dostawców farb tutaj pomijam, bo to zupełnie inny temat.
  7. Początek seryjnej produkcji Spitfire to połowa 1938. Czyli jak? Twierdzenie dość popularne wśród modelarzy, ale przez lata studiowania historii samolotu (nie tylko tego) nie udało mi się dowiedzieć co oznacza. Jak realistycznie wpisuje się w proces produkcyjny samolotu, jak się ma do dywersyfikacji produkcji? Która to jest ta farba, co była zamiast tej właściwej i skąd się wzięła? Czy oznacza to, że latały Spitfire wymalowane w Yellow Bahama, czy ograniczamy się do problemu odstępstw tonalnych związanych z różnymi źródłami zaopatrzenia? Czasami mam wrażenie, że magazyny lakierni, w tym przypadku, brytyjskich wytwórni lotniczych z okresu IIwś wypełnione były wszystkim oprócz regulaminowych farb MAP. Reasumując - poproszę o materiał dowodowy na poparcie tezy.
  8. Owszem, ale istniejąca organizacja jest już w strukturach międzynarodowych i nowa jej nie wypchnie.
  9. W zasadzie cały amerykański sprzęt trafił do nich w mniejszym, czy większym stopniu. Nie, żeby wielkie lotniskowce ;).
  10. Stowarzyszenie już jest. Nazywa się IPMS. Potrzeba nie tyle ojców założycieli, co Konradów Wallenrodów, albo innych reformatorów. Tu nie bardzo jest miejsce na kontrorganizacje ze względu na istniejące i ustalone modelarskie struktury światowe. Toteż i ja jestem sceptyczny. Bez zmiany pokoleniowej raczej nie ma szans. Ze zmianą, być może, ale entuzjazm jakoś mnie nie rozsadza.
  11. Dwa w jednym, wash & go.
  12. VF-27 z Princetona. Idealne zaprzeczenie tego co napisałem :).
  13. Ogląda się to znakomicie! Spróbuj może zaopatrzyć się w wełnę metalową. Syf straszny, siepie się to okrutnie, ale do różnych prac ścierno, polersko, matujących dla mnie niezastąpiona. Także, a może nawet szczególnie, przy działaniach okołomalarskich.
  14. Te oznaczenia nie były określone w regulaminie, więc ich aplikacja była przeróżna. W PFT sytuacja była specyficzna. To był rzeczywisty cyrk lotniczy, grupa wyselekcjonowanych pilotów, gdzie nie sposób było wydzielić standardową dla dywizjonów PSP grupę uznanych lotników, którzy mieli 'prawo' do indywidualnych samolotów. Niemal wszyscy aspirowali do takiej grupy. Zespół miał też nadmiar personelu w stosunku do wysyłanych w powietrze myśliwców jeśli porównać ze standardami z Wysp Brytyjskich. To wszystko sprawiło, że myśliwce były wspólne. Chyba, bo to jednak tylko moje przemyślenia, a więc zwykła spekulacja. W lotnictwie amerykańskim różnorodność stosowania symboli zwycięstw jest chyba największa ever. Można zauważyć zasadę, że im bardziej rejon sprzyja starciom powietrznym, tym mniejszą wagę przywiązuje się do oznaczeń innych niż zestrzelenia w walce z samolotami wroga. Nawet, gdy VIII AF oficjalnie zrównała w swojej ocenie zwycięstwo powietrzne ze zniszczeniem sprzętu na ziemi piloci na ogół to rozróżniali, zaznaczając je oddzielnie. Tym bardziej im bardziej 'weterańska' była jednostka z całkowitą rezygnacją z oznaczania killi naziemnych włącznie. Samoloty czołowych pilotów na ogół nosiły symbole tylko ich osiągnięć, choć wiadomo przecież, że te uzyskiwane były na różnych furach, a i inni potrafili coś ustrzelić akurat lecąc osobistym samolotem danego pilota. W grupie pilotów, którzy nie byli 'jeszcze' związani z własnymi samolotami mogły pojawiać się oznaczenia właściwe dla danego aeroplanu. W Navy historia była nieco inna. Tu w ogóle oznaczenia inne niż taktyczne prawie nie występowały. Jeśli dywizjon służył na stałym lądzie, to jeszcze coś się działo. Na lotniskowcach niemal wcale. Zaokrętowany dywizjon VF w późniejszym okresie wojny prawie nie miał zapasu personelu latającego (wcześniej w ogóle go nie miał). Czterdziestu kilku pilotów przypadało na około 40 samolotów. Ale na lotniskowcach sprzęt wykruszał się szybko - straty bojowe, awarie i wypadki, czy wreszcie specyfika operacji pokładowych, gdzie zupełnie naprawialne sztuki trzeba było spychać za burtę, by umożliwić ciągłość działań. Już to tworzył się nadmiar personelu, już to trzeba było przesiadać się na nową furę. Blachy z nosów samolotów USAAF z namalowanymi godłami można było odkręcić i przenieść na nowy sprzęt pilota. Często nawet tych zkraksowanych. W Navy sprzęt frunął za burtę w mgnieniu oka i nikt nawet nie zdążyłby wyciągnąć śrubokrętu. Szkoda zachodu. Nawet dowódcy grup lotniczych często nie mogli pochwalić się swoim samolotem i po prostu przypisuje się im te, o których wiadomo, że były przez nich 'latane'. W rezultacie oznaczenia zwycięstw na samolotach US Navy, szczególnie tych pokładowych, są często efektem zdjęć propagandowych, albo przygotowywanych dla rodzin i znajomych back home 'pamiątek z wojny'. Znane są całe serie zdjęć, gdzie w kabinie tego samego myśliwca pozuje kolejno kilku różnych pilotów. Burta samolotu ozdobiona jest niezmiennymi oznaczeniami zwycięstw a zmieniają się tylko gęby i nazwiska wymalowane pod kabiną. Oczywiście są wyjątki. Amerykańskie dowództwo z zasady promowało wiązanie samolotów z załogami, a Navy przecież rozpoczynała z reguły: jeden samolot - jeden pilot. Tym niemniej zdjęcie jakiegokolwiek pokładowego myśliwca z indywidualnymi oznaczeniami pstryknięte w czasie normalnych działań , w 'akcji', jest rzadkie jak levelling thinner ;).
  15. Andrzej rzeczywiście zawsze dążył by modelarstwo redukcyjne było doceniane przynajmniej proporcjonalnie do jego potencjalnej wartości i promował odpowiednią do tego formę dobrego modelarstwa. Dobrego nie w jakimś absurdalnym sensie moralnym, ale w pewnym uproszczeniu rozumianego tak, że model jest tym lepszy im trudniej go zrobić. Jednak nie zwalczał innych form tej działalności. Czytam jego artykuły od kilkudziesięciu lat i zawsze wkurzały mnie w nich ciągle powtarzające się zastrzeżenia, że przedstawiane przemyślenia dotyczą określonego fragmentu plastikowego hobby. Nie mogłem zrozumieć po co marnować czas i miejsce w gazecie na pisanie takich oczywistości. Dopiero kiedy sam zacząłem wyrażać publiczne opinie zorientowałem się, że bez tego się nie da, Bo nawet z tymi zastrzeżeniami nie sposób pozbyć się ludzi, którzy i tak będą ci wciskać w gębę wyimaginowane poglądy. Lepszy modelarz to ten co robi lepsze modele. Wydawało by się, że to naprawdę oczywiste i język polski nie daje tu pola do interpretacji. Nie wiem, jakoś w innych dziedzinach ludzie łatwo godzą się z tym, że pan Lewandowski lepiej od nich kopie piłkę, a pan Schwantz lepiej od nich zapierdala wyścigową pięćsetką. W modelarstwie to nie przechodzi i trzeba równać w dół. A przecież te działania Andrzeja i innych modelarzy, o których tu wyżej jest mowa doprowadziły do tego, że modelarstwo redukcyjne stało się częścią sportów lotniczych, że lotniczy modelarz redukcyjny mógł odebrać 'Błękitne Skrzydła', nagrodę za najwybitniejsze osiągnięcia w lotnictwie polskim, stając tym samym w jednym rzędzie z lotnikami i konstruktorami lotniczymi, wreszcie że dla modelarza redukcyjnego znalazło się miejsce w 'Księdze Lotników Polskich', encyklopedycznym zbiorze wydawnictwa Bellona. Wiadomo, że nie każdy zechce iść taką drogą i nie jest tak, że każdy powinien. Szkoda jednak, że ten dorobek został zaprzepaszczony. Korzyści z tego mogły być wszelakie: od wystawienia oficjalnej reprezentacji Polski na zawody modelarskie (to funkcjonuje u modelarzy okrętowych), po codzienne sprawy, jak to żeby pmroczko rwąc lekarkę 'na modelarstwo' nie stał od razu na zupełnie straconej pozycji :).
  16. Metalowy też miał tapicerkę. Blachy okrywające przewody na lewej burcie raczej nie czarne - Grey Green. Blacha osłaniająca przewody w kierunku nosa na zespole dźwigni chowania podwozia też raczej Grey Green. Na lewej burcie za fotelem w modelu jest coś co zapewne imituje zbiorniczek płynu hydrauliki chowania podwozia. Powinien być większy, wystawać ponad krawędź ramy okna i aluminiowy w kolorze. I powinien być zamontowany na przeciwległej burcie. Tylko, że to w samolotach z ręcznym napędem mechanizmu wciągania i wysuwania podwozia. Kiedy mechanizm podłączono do napędzanej silnikiem pompy, zbiornik przeniesiono do nosowej części samolotu. Na zdjęciach nie sposób dopatrzeć się anten radia TR.9D. Wprawdzie zdjęcia są marne, ale w tym czasie stosowano już TR.1133 - radio VHF nie wymagające anteny drutowej. Rzecz w tym, że w modelu jest sterownik radia HF. Napis na drzwiach kabiny powinien być w układzie dwurzędowym: MAKE | SURE | DOOR IS w pierwszym rzędzie i LOCKED | BEFORE | FLIGHT pod nim. Gdzie | to żeberko drzwiczek. I to samo odwrócone na dole drzwiczek (czy tam na górze, zależy jak patrzeć). Srebrny to farba uzyskana przez mieszanie drobinek aluminium z osnową. Gunze C8 nie stosowano. Edyta: Korekta: dla tego okresu napis na drzwiczkach będzie jednak raczej OK tak jak jest.
  17. 638 raczej. Podwozie - tak zupełnie na pewno to nie wiadomo. Powiedziałbym wnęka koła w kolorze spodu, a wnęka na goleń malowana na srebrno. Golenie i wnętrza pokryw raczej srebrne, ale kolor spodu też niewykluczony. Fotel jaki wybrałeś - mało prawdopodobny. Tu lepiej pasowałby metalowy fotel i raczej bez magazynku na race. Jeśli magazynek to w parze idzie pistolet sygnałowy, a przynajmniej olstro z boku fotela. Jeszcze coś dopisze, ale teraz dzwonią, że muszę lecieć :).
  18. Nie podają tam bliższej daty? Jak nie, to sobie sprawdzę. Tam jest trochę więcej zagwozdek niż to podwozie i czas może mieć znaczenie. Serial jest?
  19. Malowanie pudełkowe to DW-K? Z jakiego jest czasu?
  20. Wydawałoby się, że wiadomo jak działa forum internetowe... . Offtopy się tworzą co jakiś czas. Posty stanowiące potencjalne ich zarzewie pojawiają się często. Czasem się nie rozwiną, czasem tak. Wtedy jest już rozmowa i ewentualny nowy wątek, by miał sens, wymaga przeniesienia tej rozmowy. Userzy nie mają możliwości czyszczenia wątków i przenoszenia zawartości. Taką możliwość ma administracja. Na forum hobbystycznym admini to tacy sami userzy jak inni, tylko z uprawnieniami. Oczekiwanie, że nieustannie śledzą wszystkie wątki gotowi do akcji jest nieuzasadnione. Jeśli oczekuje się ich pomocy najskuteczniej jest zwrócić się do nich bezpośrednio. Najprościej poprzez zgłoszenie posta i wyjaśnienie problemu. Offtop odnajdzie nowe życie, albo wyleci w kosmos jako śmieć. Dramatyczne apele w wątku są jedynie manifestacją wobec innych użytkowników. Kwestia tłumaczenia ludziom, że trzeba być palantem, żeby uznać jakiś temat za wart dyskusji tu już rzecz do indywidualnej oceny.
  21. Dobrze się składa, bo i ja Cię nie lubię.
  22. Oczywiście bez problemu mogę sobie stworzyć negatywną definicję nagrodziarza . Ale taką sensowną to już trudniej, bo wersja, że jest to zajmujący się modelarstwem palant nie wyczerpuje zadania. Skoro to ma być zjawisko negatywnie wpływające na hobby to w definicji musi znaleźć się miejsce na ten problem. I tu już jest trudniej. Wprawdzie i tak znam przypadki, które pasują tu jak ulał, ale jestem gotów założyć się nawet o 5 zyli, że autor i rozmówca nie to mieli na myśli. Dlatego dopytuję. Mnie takie rzeczy akurat interesują.
  23. Bardziej liczyłem na definicję 'nagrodziarza'. Bez tego nijak nie sposób wyrobić sobie opinii czy to stety, czy niestety. Zatem doprecyzowuję: co to jest nagrodziarz? Pytam oczywiście Grzesa, jako autora terminu. Ale jeśli ktoś siedzi w jego głowie to też może być.
  24. Na czym polega problem z 'nagrodziarzami'?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.