Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 383
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Wykon, latadło, wstawka... . Model nie zaskakuje, wpisuje się w opis.
  2. greatgonzo

    2 x P-38 1:48

    Nijak. Te konfiguracje się nawzajem wykluczają konstrukcyjnie.
  3. greatgonzo

    2 x P-38 1:48

    Co wyniosłeś to nie wiem, ale wniosłeś awangardową interpretację sposobu mocowania górnego elementu oszklenia kabiny. No i ten superzbiornik w czterdziestym trzecim w 49th FG trochę niekoniecznie. Ale i tak fajny, szczególnie, że Beautiful Lass to jeden z moich ulubionych samolotów i mam go rozgrzebanego.
  4. Humbrol jak Humbrol, ale farba położona jest wyraźnie zbyt grubo. Na łączeniach kolorów powstały konkretne schodki. Niby można to przeszlifować, ale przy tej wielkości schodka grozi to poszarpaniem krawędzi łączenia. Do operacji lotniczych z biurka na pewno nada się doskonale.
  5. Jeśli weźmiemy tylko taką ćwiartkę płata i przeznaczymy zewnętrzne dwie trzecie na testowanie linii, to zakładając, że na luzie, bez spinki - czyli sam fun, możemy tam przeciągnąć ze 70 linii podziałowych wzdłuż profilu skrzydła i ze czterdzieści w poprzek. Na reszcie zmieści się ze dwadzieścia paneli dostępowych. Gdyby zmniejszyć tę liczbę, powiedzmy, o połowę to będzie przestrzeń na pierdyliard linii nitowania, które będzie można przećwiczyć w rygorze zgrania z linią podziałową. Wzdłuż i w poprzek. Potem ta sama ćwiartka może posłużyć do niezliczonych testów malarskich. I zostaje jeszcze reszta zestawu do testowania czego dusza zapragnie. Inwestycja w tak rozumiany model testowy to ile? 15PLN? 20? Z tym, że statystyczny modelarz niemal na bank ma coś takiego w magazynku modeli. A można też zorganizować sobie modelarski złom, za grosze. Albo wpaść do sklepu typu 'wszystko z Chin i tanio' i po wydaniu tych 15PLN mieć jakieś plastikowe miski, buteleczki, sreczki z dowolnymi krzywiznami do testowania po kokardki. Żyjemy w plastikowym świecie, niemal każdy znajdzie w domu jakieś plastikowe śmieci, które sobie odpowiednio połamie i przystosuje do testowania. Możliwości jest bez liku. Korzyści z testów, gdzie nieudaną próbę można odrzucić natychmiast bez żalu są potwierdzone w tak wielu dziedzinach, że szkoda nawet o tym przekonywać. Choć to tautologia, to w modelarstwie jednak powszechnie odrzucana.
  6. A nie, ja to jednak serio... .
  7. Serio? Odpowiedź jest tak abstrakcyjna w kontekście mojego wpisu, że nawet nie wiem jak ją ugryźć i skłaniam się ku wersji, iż powinienem wstydzić się, że nie potrafiłem rozpoznać żartu.
  8. To bardzo piękna ilustracja dlaczego nie należy ćwiczyć na żywym modelu. I dotyczy to nie tylko tych linii, ale wszystkiego. Nawet jeśli efekt nie jest tak spektakularny jak tu, to i tak jest. W tych innych przypadkach, znaczy się. Błędy i pomyłki gonią jedna drugą, nawarstwiają się, ostatecznie robi się jakiś dramat. Próby napraw tylko potęgują obraz nieszczęścia. Istota działań na boku polega na tym, że nieudaną próbę można natychmiast odrzucić i robić od nowa. Że można spokojnie pociągnąć o raz za dużo i wiedzieć, że to o raz za dużo bez żadnych towarzyszących temu strat. Że można nacisnąć nieco za mocno i wiedzieć, że to za mocno, bez żadnych towarzyszących temu strat. Można trzy, pięć razy pod rząd zrobić ten sam błąd i za kolejnym razem zacząć łapać o co chodzi i nie mieć po drodze szeregu fuckupów do naprawy. Można skupić się na uczeniu się techniki zamiast na sztuce poprawiania błędów, które w ogóle nie powinny zaistnieć. Można w pół godziny, godzinę, a niechby i trzy, opanować temat, zamiast zrobić to w trzy, pięć czy ile tam kompletnych modeli. Nierzadko nigdy. Mimo, że gdy uczyłem rysunku ciągle spotykałem się z uporczywym oporem ludzi, gdy starałem się im wpoić np. ideę szkicu, to jednak to byli dość mocno młodzi ludzie - w przypadku modelarstwa nieodmiennie zdumiewa mnie, że dorośli faceci wolą brnąć w kanał i raczej nie umieć, niż umieć. Do tego jeszcze po szyldem, że tak jest fajniej i przyjemniej. Wiem, że każdy się bawi jak lubi, ale mnie dziwi niezmiernie, że tak można lubić i zawsze mam wrażenie, że idea polega na tym, że tak wystarczy by zbierać pochwały. Bez znaczenia czy zasłużone. Dalej dziwne. To nie jest post personalnie skierowany. Ogólny taki.
  9. Myślę, że Mosesowi może chodzić o fakturę powierzchni, którą można podejrzeć na niektórych fotkach w miejscach, gdzie model łapie światło. Wygląda to podejrzanie. Co prawda uważam, że tu z wnioskami trzeba ostrożnie, bo oprócz możliwości przekłamań zdjęć dochodzi kłopot z odbiorem skali na powiększeniach. Ale na koniec, Ty widzisz model na żywo i możesz ocenić te sprawy. O stosowaniu różnych technik malarskich piszę nieco w AeroPlanie 3/2015. Mam wrażenie, że kilka zdań mógłbyś uznać za warte uwagi przy Twoim podejściu.
  10. Mogą to też okleić ludzie od reklamy. Na ogół mają spore doświadczenie z oklejaniem większych powierzchni. Tylko pytanie na jak długo to ma być w 'w miarę bez rys'. Bo jeśli to będzie blat roboczy to materiał musi być odpowiedni. Np laminat blatowy, ale przy tych sterczących cybantach to wyjdą z tego puzzle. Nadałby się sztuczny kamień typu corian, staron itd. Tu z kolei ograniczeniem będzie kolorystyka i cena pójdzie w tysiące. A jak ma tylko wyglądać i nikt tego nie będzie dotykać to można opryskać jakąś renowacyjną. Tylko rzeczywiście warto najpierw spróbować na jakimś kawałku, albo gdzieś w środku by sprawdzić na ile występują problemy, o których pisze Myszaty.
  11. Ja nie mówię o technikach podrywu, co zresztą brzmi wg mnie raczej fatalnie, tylko o tym co to jest piękna kobieta. To jest niezależne od tego co się tam robi w tym temacie. Pisząc o drogach docierania do celów w modelarstwie nie wyznaczam granic. Te wyznaczy sobie modelarz. Chodzi o metodę i Moses ładnie ujął to innymi słowy. Ale jeśli ktoś chce robić dobre modele i koniecznie zależy mu, by to się stało jak najpóźniej, to też jego sprawa. A o obieraniu celów to już w ogóle nie piszę, bo to są te prywatne kwestie co do spędzania czasu.
  12. Kozborn, znaczy się model, w którym nie wykorzystano wszystkich elementów fototrawionych jest zły? Przecież nie rozmawiamy o tym, co kto potrafi, tylko co jest dobre. Gdyby spytać kogoś jak wygląda piękna kobieta, to niekoniecznie spodziewalibyśmy się odpowiedzi: '...nooo, ja do tej pory podrywałem taką nie teges, ale jakby była mniej podobna do faceta, to bym wolał.' Ale ja już nie naciskam, bo zaczyna to trącić nękaniem. Tylko dla chętnych :). O tym Korsarzu to nawet nie wiem co powiedzieć. F4U-1 To mój drugi ulubiony samolot ever i trudno mi patrzeć nań jak na inny model. A na inny model to ja ledwie patrzę i, jak z tego widać, średnio nadaję się do oceniania modeli. Mogę tylko wypowiedzieć się w kontekście dążenia do robienia dobrych modeli i raczej wbrew powszechnie lansowanym teoriom. Otóż w tym kontekście budowa tego modelu to czas stracony. Nie ma żadnego powodu by już pierwszy model robiony przez w miarę dorosłego psychicznie człowieka nie stał na przyzwoitym poziomie, a biorąc pod uwagę internetową średnią był po prostu dobry. Trzeba tylko chcieć to zrobić. Na prawdę chcieć, a nie tylko mówić, że się chce. Kwestia podejścia, filozofii. Mogę tu podrzucić krótki tekst na ten temat z MR. Ale podkreślam kontekst, bo jeśli celem jest fajne spędzenie czasu, to ja nie mam nic do powiedzenia. To jak kto lubi spędzać czas w ogóle nie jest moją sprawą i dopóki nie gwałci dzieci, czy coś w tym stylu - w zasadzie niczyją. Co nie znaczy, że koniecznie trzeba się tym interesować :). To będzie najkrótszy poradnik na świecie. Nie umywają się do niego popularne podręczniki typu Jak nauczyć się opływać świat w trzy dni. Wyłuszczę, czym kierować się, wybierając swój pierwszy model i by przyswoić tę wiedzę, potrzeba będzie o wiele mniej czasu, niż trzy dni. Chociaż…, niektórym nie wystarczy pewnie całego życia. Jest tylko jedno zastrzeżenie. Ten tekst kierowany jest wyłącznie do osób dorosłych. Do modelarzy wracających do dawnej pasji lub rozpoczynających nową, ale zawsze wolnych od typowych dla bardzo młodych ludzi cech związanych z wychowaniem, zachęcaniem, działaniami prewencyjnymi itd. Słowem, do ludzi już świadomie kształtujących swój los. Rzecz bowiem nie w tym, jaki model spełnia kryteria tego pierwszego, ale w tym, do czego ten model ma służyć wykonawcy. Tu właśnie jest pies pogrzebany. Jakże często spotkać się można z twierdzeniem, że modelarz-nowicjusz chce się na tym modelu nauczyć tego, czy tamtego i w związku z taką potrzebą wybiera zestaw. A jak nie wyjdzie - to nie będzie szkoda. Tymczasem najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie jakie modele chcę robić, a dokładniej - czego szukam w modelarstwie. Jeżeli odpowiedzią będzie chęć poznania technik, by swobodnie posługiwać się nimi podczas budowy, to można działać według przytoczonego schematu. Jeżeli jednak celem będzie wykonywanie dobrych modeli, to takie podejście jest zwykłą stratą czasu. Gdy autor skupi się w pierwszym modelu na malowaniu, w następnym na śladach eksploatacji, w kolejnym na dorabianiu drobnych detali itd., to na końcu tej drogi będzie miał interesujący zestaw modeli, z których żaden nie będzie go satysfakcjonował. Niechętne spojrzenie na wcześniej wykonane prace jest, niestety, normalną koleją rzeczy w modelarstwie, ale po co jeszcze uprzykrzać sobie życie, pogłębiając ten problem? Zabierając się za pierwszy model, nie ma na co czekać - najlepiej od razu między bajki włożyć twierdzenia takie jak to, że malowanie decyduje o ostatecznej wartości dzieła. Nic podobnego! Przyłożyć się trzeba do wszystkich elementów modelarskiego rzemiosła i najlepiej jest zrobić to od razu. Właśnie wyrobienie sobie nawyku zadbania o możliwie WSZYSTKO jest odpowiednim celem do osiągnięcia podczas pierwszej budowy modelu. Jak więc wybrać ten pierwszy model? To w zasadzie bez znaczenia. Ważne jest tylko, by starać się wykonać go - ze wszech miar - dobrze!
  13. AeroPlan 1/2014 'Ekspresja modelarska'. Fragmenty artykułu dotyczą tematu. Trochę o niego zahaczam w AeroPlanie 3/2015 (Nasza modelarnia), ale tylko trochę, bo tu jest bardziej o podejściu do realistycznego malowania. Portal MR (modelarstwo redukcyjne) zniknął z sieci, więc mała szansa, by ktoś to miał :).
  14. Pewnie, że subiektywna, dlatego pytam o Twoją wersję Ciebie, a nikogo innego. A Ty wciąż nie chcesz powiedzieć co to jest dobry model, czyli kiedy poprzeczki są już odpowiednio wysoko. Tylko mówisz w zasadzie, że model będzie dobry, gdy będzie dobry co całkowicie wypełnia definicję tautologii :). Panowie, w sumie pisałem dwa artykuły, które blisko dotyczą tematu dobrego modelu. Jeden chyba szedł w AeroPlanie, a drugi na MR. Jeśli ktoś chce, to poproszę maila. Tam są też zdjęcia i łatwiej będzie mi wysyłać.
  15. Podpytuję Cię o te okołomodelowe rzeczy, bo one są tu wg mnie najciekawsze. Ale chciałbym zrozumieć Cię zanim przyjdzie mi do głowy się wymądrzać, bo może okazać się, że te moje 'mądrości' kompletnie rozmijają się z tym co Cię interesuje. A po modelu nie da się nic wywnioskować. Twoja definicja dobrego modelu jest wg mnie trafna, ale przeraźliwie wręcz rozciągliwa. Można tam wpasować niemal wszystko i tym samym jej wartość znika. Tautologia :). A chodzi o to, jakie cechy ma model, który wg Ciebie wypełnia warunki potrzebne do zaistnienia tego złotego środka. Na temat dobrego modelu pisałem swego czasu cały artykuł. Podlinkować się tego raczej już nie da, więc jeśli wciąż masz życzenie podeślę Ci na priv. Nie chcę zanudzać forumowiczów.
  16. Znaczy się bez czego? I, jeśli mogę prosić, zdefiniuj 'dobry model', bo odnoszę wrażenie, że tu się rozmijamy.
  17. Tak na obie części pytania, choć do prób i błędów można jeszcze dodać cierpliwość i książki. I żebranie w miejscach gdzie można spodziewać się czegoś wartościowego. Jednak te ciekawe źródła są raczej ukierunkowane tematycznie i nie zawsze w jednoznaczny sposób. Jakiegoś supergraala ze wszystkim co dusza zapragnie nie kojarzę. Ale przy Twoim podejściu to raczej niezbyt istotny temat. Ale ciekawi mnie co tutaj chciałeś przećwiczyć i co przećwiczyłeś w temacie, jak to określiłeś, postarzania modelu?
  18. Daj spokój, to taki samolot, że nawet jego wielbiciele nie są w stanie przemóc się i napisać jego nazwę z szacunkiem, wielką literą.
  19. I takich harcerzy popieramy!
  20. `To brawo! Poprawki na skończonym modelu wymagają hartu ducha. W sumie tu trochę zabrakło cierpliwości, tam ciekawości... . W rezultacie niebieski Mustang prezentuje się wyraźnie lepiej, co jest jawną szykaną! Apeluję o więcej empatii dla wielbicieli P-47!
  21. Aż zerknąłem na jakiś inbox i np. Tamiya dorzuca do zestawu 4 śmigła. Nikomu nie zostało takie dla Ciebie? Może tu się ktoś ujawni. Zdarłeś pingwina i wymieniłeś gwiazdy?
  22. A, jasne. To OK, dzięki.
  23. Ale że jak, dwa odcienie zielonego na HV-A?
  24. A skąd tak niestandardowa hipoteza?
  25. Jeszcze o kołpaku. W czasie, gdy zamalowano już pasy, samolot miał wymieniony kołpak. Pomysł na żółty kolor wydaje mi się być naciągany. W tym okresie dywizjony grupy przyjęły oznaczenia polegające na malowaniu kołpaka i pasa za nim na swój kolor. Żółty należał do 381st FS. Oczywiście przy takich zmianach występuje zawsze chaos, a chaos w oznaczaniu jednostek w IX AF w ogóle, to jest zupełnie inny poziom masakry. Jednak pomalowanie samolotu wprost w barwy sąsiedniego dywizjonu to rzecz niespotykana. Kołpak powinien być czerwony, ale ewidentnie nie był. Moim zdaniem to zwyczajnie nowy kołpak w NMF. Pewnie ktoś bardziej siedzący w 363rd FG byłby konkretniejszy... .
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.