Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 381
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Myślę, ze trochę naciągasz. Fakt, nie ma nic na tacy. Z drugiej strony, gdy ktoś już robił model znanego mi samolotu i coś tam mnie podpytywał, to nie zdarzyło się, by zawarty w modelu program choćby zbliżył się do dostępnego pakietu informacji. Oczywiście zawsze były białe plamy, bo np. jeśli będziesz chciał wiedzieć dokładnie jak malowane były wszystkie elementy kabiny w konkretnym samolocie to możesz poświęcić na to i dwa życia, a nadal będziesz wiedział najwyżej nieco więcej niż to, co możesz dowiedzieć się w tydzień. I wciąż z licznymi białymi plamami. Ja generalnie lubię pomagać przy budowie modeli, bo przy okazji często odkrywam nowe rzeczy, które wynikają przy okazji. Czasem w ogóle mało związane z tematem. A, również przy okazji, widzę, że autorzy często niechętnie 'kupują' informacje - te mogą psuć im koncepcje, do których się przyzwyczaili, albo obnażają niedoskonałości modelarskiego planu. Opisuję mechanizm, nie narzekam. W sumie i tak jesteśmy chyba o dwie wiorsty dalej, niż kwestie zdeklarowane w założeniach do budowy tego F4U.
  2. Do ataku jeszcze daleko, ale nie ukrywam, że wolałbym unikać ataków z powodu ujmujących walorów mojej osobowości ;). Problem ze źródłami, cóż, masz rację. Ale to znów nie ma nic wspólnego z Korsarzem. Dla mnie ten samolot to pasja, ale na pewno bym nie potrafił weryfikować informacji na tym poziomie, gdybym przymierzał się do budowy jakiegoś innego modelu. Z czasem wiem coraz więcej o bodaj ze trzech samolotach i coraz mniej o wszystkich innych. Przy czym o tych trzech wiem głównie to, że coraz więcej nie wiem . Ale ogólna dostępność źródeł idzie w parze z rozrostem strefy dezinformacji. Dewizy modelarskie to tematy, o których bardzo lubię dyskutować, ale nie wiem, czy to czas i miejsce. W tym temacie, w skrócie, to moim zdaniem właściwą drogą jest dowiedzieć się jak najwięcej i dokonać świadomych wyborów. Wtedy nie ma mowy o jakimś udowadnianiu przez kogokolwiek. A to jak najwięcej - wyznacza sobie, naturalnie, sam modelarz.
  3. Ja mówię dokładnie o takich planszach. Kiedy Urbanowicza historycy i pasjonaci pytali o szczegóły malowania i wyposażenia jego samolotu wzruszał ramionami i mówił, że barmankę z Orchard może jeszcze da radę sobie przypomnieć, ale malunki na jakichś samolotach...? Piloci w zdecydowanej większości, jeśli nie wszyscy, przywiązywali wagę do kompletnie innych rzeczy niż modelarze. Mylili swoje samoloty, łączyli ich cechy w jednym, albo zwyczajnie nie pamiętali. Ani to szaleństwo, ani sceptycyzm. Ot, życie. Ale 123; czemu nie, mnie nie przeszkadza. Nie ma co mirmiłować. Corsair nie różni się niczym od innych samolotów z okresu. Tak samo był modernizowany i zmieniany na liniach produkcyjnych, w centrach uzupełnień i na froncie jak wszystko. Jeżeli jakiś samolot nie budzi jakichś wątpliwości, to pewnie dlatego, że nikt nie wniknął szczególnie w temat. A o Korsarzu wiadomo akurat bardzo dużo. A że generuje to również wątpliwości w pojedynczych przypadkach to już jest tych wiadomości konsekwencja. I jaki to detal w modelu sprawi, że różnica między -8, a -8W rzuci się w oczy?
  4. Mity, nie mity. Odznaczony samolot to 122 i to on ma 100 oznaczeń misji na kadłubie. Gość wystaje z kabiny jakiegoś F4U, o którym nic nie wiadomo. Np silnik może mieć inny osprzęt. 123 na pamiątkowej planszy to marne źródło. Widziałem takie plansze okolicznościowe z ewidentnymi błędami, albo w ogóle tylko okolicznościowe bez szczypania się z historią. Zamalowane taśmy, to wg mnie brak taśm i zamalowane ubytki po ich zrywaniu. Zapewne po prostu świeżą farbą kamuflażu. Do zdjęcia, żeby pan nie wystawał z uchechłanego samolotu na pamiątkowej fotce. Ale mnie tam nie było. Można kombinować inaczej. Za to 122 z okresu bytności w 224th też ma takie ślady, tylko z nowymi, zakładam, ubytkami. Aha, iskrownik. Na tych silnikach montowano iskrownik Scintilla, taki jak na zdjęciach powyżej. Może on i mniej prosty od Bosha... .
  5. Gorzej, że są zdjęcia tego 122, właśnie pod palmami. Chociaż ja wiem, czy gorzej? ;) Wystawowo propagandowy Korsarz pewnie był wzięty skądkolwiek. Normalna praktyka wówczas. Np. Gentile włóczył się po stanach z pięknie odmalowanym specjalnie na ten tour P-51D w gentile'owych barwach. Rzeczywiście w temacie goleni nie musisz zmieniać. W pełni obciążony Korsarz charakteryzował się odległością między osiami 'nożyc' stabilizujących wynoszącą 3,5 cala, czyli na oko z podwoziem niemal 'dobitym'. Podczas kołowania amortyzowała go tylko niewielka poduszka powietrzna. Lądowanie to inna sprawa, po owa poduszka nie będąc dociążona masą samolotu wypychała tłok zwiększając skok i przepychając olej. To właśnie olej odpowiadał za tłumienie sił powstałych przy lądowaniu. Ale jeśli chcesz, to spokojnie możesz zmienić, bo liczne zdjęcia samolotów zarówno na lotniskach ziemnych, jak i na pokładach pokazują je z odciążonymi amortyzatorami. W przypadku F4U to trochę kłopot, o ile dbać o takie szczególiki, bo tłoczysko amortyzatora było 'rurą' profilowaną na końcu i formującą od razu geometrię podwozia. Musiałem sobie sprawdzić, bo Hello słusznie napisał, a wydawało mi się, że zakres pracy przy pełnym obciążeniu, był jednak nieco większy. Dodatek: Łatwiej będzie znaleźć R-2800-21 z P-47 niż wczesną ósemkę. Osprzęt taki sam pomijając tuleję z zasilaniem do śmigła CE i governor ale te i tak na tych fotach nie występują:
  6. Serial jaki znalazłem to 55813. Nie weryfikowałem nijak. Jeśli się zgadza, to trochę kłopot. Samolot zasłynął jako ten, co to przeszedł całą służbę w VMF-111 na jednym silniku. Przy tym serialu byłby to jeszcze R-2800 - 8 ze starszą wersją zapłonu z rurowym kolektorem przewodów i rozdzielaczami w o kształcie kropli w rzucie z góry. Znane bardziej z wczesnych P-47. Po przejęciu przez VMF-224 silnik raczej wymieniono i ten miał już ciśnieniową instalację, taką jak na zdjęciu powyżej. Przynajmniej tak można wnioskować ze zdjęć, bo jest parę z tego okresu. Ale sterownik śmigła stałoprędkościowego ze zdjęcia powyżej nie nie występował na Korsarzach. Był on typowy wówczas dla R-2800 z hydraulicznymi śmigłami, z charakterystyczną nastawą kołową. Amortyzator, to amortyzator. Dobity nie działa. W samolocie, jak i we wszystkim innym.
  7. Robisz 'Ole 122'? Masz serial?
  8. A ja nie rozumiem jakim sposobem można wpaść na to: Za to rozumiem rozumowanie Mariuchy. Jednak rozumiem też, że nie każda rozmowa o rozumieniu jest rozumnie uzasadniona, zatem zrezygnuję z dalszego rozumowania w tym temacie, bo przecież każdy może rozumieć, co zrozumie, albo co chce zrozumieć i niczyje rozumowanie zabronić mu tego, jak rozumiem, nie może. Mimo to rozumiem po co to napisałem.
  9. W silniku widać wszystkie typowe niedoróbki i popełnione błędy co do wersji. O ile wystąpią te błędy i niedoróbki oczywiście. Taka specyfika R-2800.
  10. O panie, gdybym ja miał wersalkę to ino gwizd by szedł!
  11. It's official - zdjęcie jest ważniejsze niż model . Ilość galerii i warsztatów pokazujących nijakie modele mówi sama za siebie - nijaki model jest istotą modelarstwa.
  12. Uff, czyli jednak fotografia. Ja się wprawdzie wygłupiam, ale mój poprzedni wpis i tak się liczy, tyle że w abstrakcji od tego wątku.
  13. No, do budowy modelu to jeszcze nie udało mi się użyć żadnego tła do zdjęć i nie bardzo sobie wyobrażam, jak jego jako jakość może wpłynąć na wynik pracy nad tym modelem. Ale możliwe, że dzisiaj już zdjęcie modelu w necie jest istotą modelarstwa, ważniejszą niż sam model. Że świat jest szybszy ode mnie wiem już od jakiegoś czasu.
  14. Raczej aparatów, obiektywów czy lamp, bo chyba o tym hobby mówimy... . ;)
  15. Taki budżet to ledwie 2-3 motki. Jeśli starczą na lata, to trudno mówić o hobby ;).
  16. greatgonzo

    Aerograf cz.2

    Jeżeli celem jest manie lepszego aerografu to rzeczywiście. Jeżeli manie lepszych modeli to już tylko być może. Warto wykorzystać możliwości kontaktów jakie daje internet i dogadać się z kimś by móc spróbować jak maluje się tym lepszym, wymarzonym aerografem. Choćby przy okazji jakiejś imprezy modelarskiej. Może się okazać, że aerograf komuś zwyczajnie 'nie leży', albo że ten ktoś nawet nie planuje poruszać się w rejonach, w których ów lepszy aerograf jest lepszy.
  17. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    To tylko lepiej dla Twojego modelu, moim zdaniem. Słuszność to zupełnie inny temat.
  18. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Masz rację, ale i jej nie masz. Taka schizofrenia . Malowanie modeli to jednak inna bajka niż malowanie, powiedzmy, artystyczne. Taka baza pomaga (choć niektórym może akurat wręcz przeciwnie), ale tylko w sensie, że jest im łatwiej po drodze. To i tak jest nic innego jak szukanie sposobów. Moim zdaniem Twój ruch z Korsarzem to per saldo strata czasu. Każdy kolejny model będzie przynosił nowe zadania i nowe, inne problemy do rozwiązania. Kombinowanie tych konkretnych sposobów pod konkretny model jest lepszym wyjściem. Budowa jakiegoś modelu testowego to zawsze obciążenie. Chęć uzyskania fajnego efektu końcowego musi przeważyć nad swobodą eksperymentów. Te, z założenia, muszą być zawsze, w każdej chwili do wyrzucenia bez żalu. Model testowy nie skusi też do głębszego wniknięcia w niuanse konstrukcji i malowania, więc na koniec diabli wiedzą co tam się testuje. Jeszcze potrafię sobie wyobrazić model testowy jako próbę sprawdzenia jak zgrywają się w całość wypracowane efekty, ale twardziela, którego byłoby na to stać to już niekoniecznie. Może w Japonii... . No i ten model testowy to musiałby być ten sam co docelowy. Przy próbach kontrola i powtarzalność efektu jest kluczowa. Bez tego 'technika' z definicji odpada. Generalnie wszelkie akcje typu post są łatwiejsze do skontrolowania niż te typu pre. Naturalnie nie oznacza to, że pre to śmieć. O nie! Instruktaż, pewnie, ale nawet pomijając, że nie każdemu będzie podchodzić to samo, to znów musiałyby powstawać dwa takie same modele. Jak mówiłem, co samolot to inne wyzwanie. Przecież właśnie o to chodzi, że nie szuka się jakichś uniwersalnych patentów. A tak na marginesie instruktaż osoby, która 'nie śmierdzi' tzw. talentem malarskim, ale ma zacięcie do prób byłby na pewno czytelniejszy Tyle, że fun jest trochę innego rodzaju niż powszechnie uznany. I ze sławą internetową gorzej, bo ja tu mówię, o wyglądzie modelu, nie jego zdjęcia.
  19. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Nastał Peace on Earth, więc jeszcze odpowiem Mariusze. Nadmienię tylko, że wypowiadam się wyłącznie o modelarstwie lotniczym. Oczywiście. Sądząc po pokazywanych w sieci pracach to symboliczne 90% powstających modeli. To nawet dość zrozumiałe, gdy chodzi o wstępujących w świat modelarstwa, szczególnie młodych ludzi. Zerkną na kilka filmików, na kilka modeli w sieci i nawet nie przyjdzie im do głowy, że może tam być coś więcej. Skąd mają to wiedzieć? Dziś to jest przecież standardowy pierwszy krok w jakiejś dziedzinie - zerknięcie w necie. I nie mówię, że to źle - po prostu tak jest. Ale to nie załatwia tych 90%. Modele malowane inaczej to rzadkość. Możliwe, że stopień skrajności podejścia bywa różny . Żeby nie szukać przykładu daleko spójrz na swoje komentarze: Automatycznie zakładasz, że preshading to równa warstwa farby przyciemniona na liniach podziału. I przeciwstawiasz mu tę modulację. Pomijam już, że colour modulation pojawiła się jako coś nieco innego ale nazwa zaczęła żyć własnym życiem - tak często się zdarza. Ale przecież jedno i drugie to technicznie taki sam preshading. Traktowanie tego pierwszego jako jeden tylko sposób aplikacji jest tym samym, co twierdzenie, że modulation to jedna tylko i zawsze taka sama mapa kolorowych plam. Jednak to jak intensywne będą plamy, w jakich kolorach i jak rozłożone zależy tylko od autora. Tylko, że w klasycznym preshadingu jest dokładnie tak samo i tylko od malującego zależy jaki efekt uzyska. Niestety, patrząc na fora są w zasadzie tylko dwa rodzaje preshadingu. Wykonywany przez początkującego - niemal cały model czarny i przez zaawansowanego - czarne linie dość cienkie i dość proste. I dobra rada, że to bez znaczenia, bo jak sobie odpowiednio zamalujesz, to będzie OK. Paradoksalnie dość słuszna. Przy okazji: preshading początkujący i black basing - niezbyt się różnią, czyż nie? . Czy z modulacją jest inaczej? W żadnym razie. Nikt nie maluje podmalówek do konkretnego, założonego efektu. To po prostu wyższy poziom preshadingowego schematu. Wyobraź sobie, że w ten sposób będziesz malował model, a ja pojawię się w Twoim wątku i spytam dlaczego akurat te panele są ciemniejsze/jaśniejsze i dlaczego akurat te są w tym właśnie odcieniu niebieskiego (a nie innym albo zielone, żółte czy w dowolnym innym kolorze itd). Ja tego nie zrobię, bo tego rodzaju zabawa to coś w rodzaju bicia słabszego. Niefajna. Wiem, bo owszem, parę razy spróbowałem. Perły przeciw kamieniom, że nie doczekałbym się odpowiedzi, gdybym próbował dalej. Tu decyduje moda i ona też decyduje co to jest realistyczny wygląd modelu. Obiekt rzeczywisty schodzi najwyżej na drugi plan. Nawet nie próbuję ważyć, czy to dobrze, czy źle. To chyba w ogóle nie jest rzecz do tego rodzaju oceny. Odpowiadam na pytanie, czy ludzie tak robią. Na pytanie o wartość takiej postawy nie odpowiadam. Modelarze malujący modele inaczej są bardzo nieliczni i wcale nie twierdzę, że musi, czy powinno być inaczej. Trudno też znaleźć ich na forach. Osobiście znam ze trzech. Przy takim malowaniu podmalówki mają ograniczone zastosowanie, z bardzo prostego powodu. Tu podstawowym kryterium jest kontrola efektu, a podmalówkowe malowanie laserunkowe jest pod tym względem bardzo trudne. A naprawdę dużo zadanych efektów można uzyskać łatwiej. Nie w sensie, że koniecznie szybciej i w sposób wymagający mniejszego panowania nad sprzętem, ale w sensie precyzji kontroli nad końcowym efektem.
  20. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Może i teoretyk, ale piszę o rzeczach związanych z malowaniem jako takim, a nie z konkretnymi ludźmi. Zawsze w nadziei, że kogoś czytającego to zainteresuje. I w ogóle uważam, że są sprawy przynoszące większy wstyd niż nierobienie modeli. Możesz poprosić administrację, by posty odbiegające od Twojego wątku zostały przeniesione, albo po prostu usunięte. A mnie ewentualnie wspomnieć, bym przestał marudzić. Działa, no problemo. To wszystko razem, moim zdaniem, to słaby powód by zrezygnować z rozrywki, jaką jest dzielenie się swoim modelowaniem na forum. Wiadomo, można myśleć inaczej. Przepraszam, jeśli poczułeś się przeze mnie niekomfortowo.
  21. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Laserunki stosowane w modelarstwie sprowadzają się w najprostszych słowach do niekompletnego zamalowania poprzedniej powierzchni. Basing, shading, pre, czy post , takie czy inne ...ation - jeden pies. Farba bardzo rozcieńczona, gotowy transparent colour, czy zwykła farba zmieszana z klarem - wciąż ten sam pies. Trochę inne sposoby aplikacji. I można ten efekt zobaczyć w praktycznie każdym współcześnie malowanym modelu. Tylko kontrola malarza bywa różna. Klucz jest nie w jakoś tam nazwanej metodzie, tylko w celu jaki chce się osiągnąć. Do niego trzeba dopasować sposób. Dlatego spytałem o to jaki efekt miał być osiągnięty preshadingiem. I, jak to się często zdarza, okazuje się (także w komentarzu) celem jest dobrze wyglądający model. Czyli cel jest żaden. To czysta abstrakcja i rzecz nie do osiągnięcia. Kiedyś, kiedy preshading był bogiem, okazjonalnie i półżartem propagowałem na forach internetowych KNRZP (kampania na rzecz zwalczania preshadingu). Nie jako metody zbędnej i niewartej stosowania, bo jak pisałem wszystkie wymieniane przez Was metody to taki sam preshading. Ale jako metody stosowanej abstrakcyjnie i bezcelowo. Klasyczny preshading 'po liniach podziału' wymyślono jako metodę która malarską iluzją miała imitować ugięcia blach poszycia. Linie podziałowe to miejsca, gdzie kumulują się cienie wynikające z odkształconych blach i nierówności krawędzi łączenia i twórcy 'techniki' próbowali tak to imitować. Rzecz spopularyzowała się niemiłosiernie, ale co zostało z pierwotnej idei? Żeby to zadziałało trzeba nie tylko przyzwoicie opanować aerograf, ale bardzo konkretnie zaplanować sobie najpierw efekt końcowy, a potem sposób realizacji. I tak będzie przy każdej, stosowanej metodzie, a jeszcze bardziej przy ich kompilacji. Nie ma technik malarskich - uniwersalnych samograjów, które obsłużą każdy efekt, każdy okres, każdy kamuflaż i okoliczności jego erozji, rodzaj farb kamuflażu itd. Jest tylko zamierzony efekt końcowy (najpierw!) i sposób na jego uzyskanie. Oczywiście bardzo duża grupa modelarzy zainteresowana jest wyłącznie efektownie wyglądającym modelem bez przykładania szczególnej wagi do wyglądu rzeczywistego obiektu i problemów z odtworzeniem tego w skali. Tu jakieś uniwersalne rozwiązania mogą się pojawić, bo o 'realistycznym wyglądzie' decyduje przede wszystkim aktualna moda. Tak jest oczywiście łatwiej, ale to są indywidualne wybory. O czyichś prywatnych celach i decyzjach wciąż odmawiam tu rozmowy. Ale fetyszyzować narzucania drobinek pigmentu na powierzchnię modelu z użyciem rozprężającego się powietrza raczej nie warto.
  22. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Dzięki. Chyba nie wszyscy tak myślą... . A przy okazji, przydały się do czegoś uwagi o aero, że tak spytam z ciekawości? Nie, że musiały... ;). GreG, rzeczywiście nie piszę o Twoich modelach, bo to byłby zupełnie inny temat. Chodzi mi o pewien sposób działania, który wg mnie po prostu nie pomaga modelarzom. Np: Jest to typowa dla modelarstwa metoda laserunkowa polegające na 'mieszaniu' farb w oku patrzącego (laserunków grających na efektach głębi i światła jeszcze w modelarstwie nie spotkałem). Jeżeli to mieszanie nie występuje, to i nie ma mowy o żadnym black basingu. Tak samo będzie w przypadku blue-, red-, yellow-, brown-..., czy multicolourbasingu. Zawsze powstanie jakaś zmiana tonalna, albo nie będzie żadnego -basingu. Nienaturalny efekt czego?
  23. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Mój wpis to jest które? Odpowiedź jest dość istotna dla ewentualnej kontynuacji... .
  24. Dzięki.
  25. greatgonzo

    Trzy razy Hurricane

    Black basing to technika laserunkowa. Tylko tak stosowana ma sens, o ile w ogóle akurat go ma. Bez tego to wszyscy modelarze budujący kiedyś modele z zestawów Matchboxa stosowali color basing. Cóż, modelarze bardzo chętnie klasyfikują i stosują różne 'techniki' malarskie, ale bardzo rzadko robią to w jakkolwiek kontrolowany sposób. Jedynym celem zastosowania jakiegoś sposobu jest na ogół tylko jego zastosowanie. Zupełnie brakuje refleksji do czego może służyć dana technika i co konkretnie chce się nią osiągnąć. Przepraszam autora wątku, oczywiście niech maluje tak jak sobie życzy, to jego zabawa. Nie chcę nikogo oceniać. Ot, akurat tu zdarzył się konkretny przykład. Niech jednak modelarze, którzy traktują techniki malarskie jak jakiś zwyczaj, czy regulamin nie dziwią się potem, że model wygląda słabo mimo zastosowania wszystkich sposobów, które są na czasie. Z tego potem rodzą się legendy o tym jak trudno jest osiągnąć przyzwoity poziom w malowaniu modeli i o tym ile to modeli trzeba zrobić jeden po drugim, by na ten poziom wleźć. Zamiast tego lepiej trochę pokombinować i poplanować. O ile komuś zależy, naturalnie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.