Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 492
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Rzeczywiście! Świetnie sprawdza się, jako przedmiot z masą, dociskający lekką linijkę do elementu ;).
  2. Jako, że wszystkie Spitfire'y były kamuflowane fabrycznie, to trudno mówić o zasadach w przypadku samolotu w kolorze srebrnym.
  3. W kwestii formalnej. Zadając pytanie w tej formie, ograniczasz odbiorców wyłącznie do ludzi dobrze znających zestaw, który wybrałeś do budowy. Nie wiem, czy świadomie... .
  4. greatgonzo

    Frajdolarzerka

  5. Opowieść o Elce zostawiłem na inną okazję. Gdyby w galerii było tylko jedno zdjęcie, najlepiej pierwsze, to zgodziłbym się, że przesadzam. Tak jak jest, to niekoniecznie, choć pamiętam taż, że w tej kwestii zdjęcia mogą namieszać. Jednak całość prezentacji i zapisy w relacji sugerują wyraźnie, że nie i zdecydowałem się zaryzykować. 'Kot' jest środowiskowy jak sądzę.
  6. Chciałbym, by okazało się, że zrobiłeś literówkę i miało być 'zyskają'. Bo faktycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak się stało. Teraz te oznaczenia wyglądają jak namalowane od specjalnego szablonu. Ale trudno nie dostrzec, że jest tu spory potencjał.
  7. Model ogólnie prezentuje się świetnie. W ogóle trzeba się trochę postarać, żeby się przyczepić. Niekoniecznie zgadzam się z interpretacją malowania wnęk podwozia, stawiam jednak na limuzynę bez zaślepki. Pozostałe ewentualne zagrożenia giną w zadanej rozdzielczości zdjęć :). Jedno co denerwuje, to sposób malowania niezgodny z historią. Brak podkreślenia różnicy między farbą, a metalem i niezasadne odróżnienie powierzchni paneli dostępowych. Wciąż jeden z lepszych P-51 prezentowanych nie tylko tu, na forum. Wolałbym jednak, by w kwestiach zgodności z oryginałem poprzeczka była umieszczona nieco wyżej. Li'l Abnerowe postacie to źródło licznych nose artów z okresu. Co prawda nie wiem, czy cześć będzie tu najlepszym określeniem, ale w przypadku panny McSwine nie będę się upierał ;). Fakt, że charakter pasków komiksowych, różnorodność i barwność postaci oraz graficzna swoboda wizerunków czyniły je atrakcyjnymi tematami. Chyba nie przypadkiem komiks publikowano przez ponad 40 lat. W dodatku odrealnione postacie komiksowe dawały większe szanse polowym artystom. Ich zmagania z realistycznymi wizerunkami pin upów rzadko przynosiły coś więcej niż opłakane rezultaty. W 56th FG latał cały klucz solidarnie oznaczony postaciami z Małego Abnera. Zawsze brakowało mi odwzorowania postaci Moonbeam na tym P-51, ale wygląd myśliwca wpasowywał się w styl prezentacji samolotów z 487 FS. Przy okazji: dywizjonu jednak, nie eskadry. Walka z dobrze już ponadpółwieczną tradycją tłumaczenia słowa squadron nie ma chyba przed sobą udanej przyszłości. Edyta: Zapomniałem dodać coś o Whisnerze. W piętnastu killach zawiera się tytuł Ace in a day, za pięć pewnych FW-190 i dwa postrzelane Me-109 w jednej misji. Niedługo będzie rocznicowo w temacie noworocznej walki przy okazji Bodenplatte - 4 potwierdzone. Do kompletu tytuł asa w Korei za 5,5 piętnastek strąconych za sterami Sabre'a. Rzekłbym, że megakot!
  8. Tak.
  9. Mam teraz dostęp do bazy i mogę wrzucić wspomniane trzecie zdjęcie.
  10. Być może robiłoby się go trudniej, gdyby chcieć zadbać choćby o spasowanie limuzyny. Taka jak jest od razu rozbija wizerunek modelu. Ciekawostką jest błąd w malowaniu pasa antyodblaskowego. Szczególnie w części nosowej. Odchyłka jest niewielka, w modelu to pewnie z pół milimetra, ale akurat w takim miejscu, że nienaturalność wyglądu tego pasa od razu rzuciła mi się w oczy i zacząłem sprawdzać, czy coś jest nie tak, czy to ja mam coś z oczami. No, oczy jeszcze jakoś radzą. Podejrzanie wygląda kolor wnętrza. Śmigło pomalowane jest błędnie - piasta powinna być w naturalnym kolorze. I w ogóle śmigło jest nie od tego samolotu. Ślady eksploatacji jak na moje podejście nieco zbyt modelarskie (choć tu zdjęcia mogły nieco nakłamać), oderwane tu i ówdzie od rzeczywistości, oraz od znanych zdjęć Torrid Tessie i Thunderboltów z 350th FG. Za to powierzchnie metaliczne prezentują się znakomicie. I gdyby nie ta nieszczęsna limuzyna to model całościowo prezentowałby się całkiem całkiem.
  11. Dzięki.
  12. We wszystkich znanych mi źródłach jest tylko jeden Big Mac. W obu wersjach nose art jest identyczny co do szczegółów i co do przebiegu. Malcolm to zmiana polowa, więc zestrzelono samolot z tego typu limuzuną, naturalnie. Jakby do puli dodać trzecie zdjęcie, to nie byłoby już 'raczej' i znalazłby się ten brakujący procent. No dobra, 0,999999999%.
  13. Nadal stoi pytanie dlaczego? Jest coś u przyczyn, poza Twoimi subiektywnymi oczekiwaniami?
  14. Mogę mieć problem... :). Jak sobie poanalizować zdjęcia, to spokojnie można wyciągnąć zasadny wniosek, że opony się nie zmieniły. W zasadzie to można nawet powiedzieć, że na pewno pozostał taki asymetryczny układ w wersji z Malcolmem. Bo przecież mówiąc o drugim mówimy o zmianie limuzyny (to by nie wprowadzać w błąd początkujących mustangofilów :). Kiedy budowałem swojego P-51 bardzo chciałem mieć taki właśnie układ opon. Zdjęcia mojego egzemplarza nic nie mówiły, ale chciałem mieć jakąś słomkę prawdopodobieństwa, której można by się uchwycić. Kilka dni przeglądałem zdjęcia zanim udało mi się znaleźć Mustanga z dalekiego wschodu z dwoma różnymi oponami. To już zapaliło zielone światło. Taka modelarska wspominka przy świętach.
  15. Dlaczego? Kompletnie się na tym nie znam i sam nie wymyśliłem.
  16. To jest fragment zjawiska rozmywającego obraz. I w argumentacji i w odbiorze forumowego życia pojawiają się klisze, niekoniecznie konfrontowane z rzeczywistością. To nie neguje istnienia negatywnych zjawisk, np. tych wymienionych wyżej form krytyki. Ale jeśli autor styka się z powtarzającymi się uwagami, których nie chce widzieć w swoich galeriach to sytuacja nie jest wcale jednoznaczna. Jeżeli ktoś pisze uwagi i otrzymuje od autora info, że te są w jego galeriach niepożądane, to powtarzając je w kolejnej prezentacji rzeczywiście jest namolny. Ale jeżeli robi to inny forumowicz, to dla niego jest to zupełnie nowa sytuacja. Autor może mieć niepożądane komentarze w dosłownie każdej galerii, ale to nie oznacza, że ktokolwiek zachował się nieelegancko. Już nawet nie wspominam o przypowieści o ośle i siodle, ale taka powtarzająca się sytuacja powinna chyba skłonić autora do podjęcia jakichś kroków, jak np. wklejanie na początku każdej galerii komunikatu, o który postulował HK. Rzucenie się na podłogę i walenie o nią nogami i rękami nie jest w takim przypadku uzasadnione. A co gdy niechciane uwagi w kolejnych galeriach wpisuje ten sam komentator? Też może być różnie. Jeśli np. nowa galeria pojawia się po pół roku, to typ może zwyczajnie nie pamiętać co wydarzyło się sześć miesięcy wcześniej. Ludzie z dobrymi intencjami załatwiają takie sprawy w dwóch prostych zdaniach. Kto, jak nie modelarz, łatwo zrozumie, że można popełnić błąd? Inną taka kliszą jest, z mojego punktu widzenia, fetysz zakazujący uwag merytorycznych w galerii i rezerwujący dlań miejsce wyłącznie w warsztacie. Pomijając nawet wszystkie scenariusze, w których krytyk za brak uwag w relacji z budowy jest w pełni usprawiedliwiony ( a jakoś nigdy przy zaistnieniu problemu nikt tego nie weryfikuje, tylko od razu wprowadza ten fetysz jako aksjomat), nie rozumiem dlaczego model w galerii nagle staje się uświęcony, a kanonizacja zasłania wszelkie niedoskonałości całunem nakazu milczenia. Z mojego punktu widzenia to w ogóle jest samo zło, ten fetysz, bo ogranicza rozwój modelarstwa i zmniejsza mi szansę na oglądanie dobrych modeli. W jakimś tam tylko stopniu, naturalnie, ale jest to jeden z elementów zdejmujących z modelarza odpowiedzialność za efekt końcowy jego działań. A to na nim ciąży obowiązek zadbania o jakość swojej pracy. Nie na tym, czy jakiś forumowicz będzie miał czas czy ochotę śledzić jego warsztat i w ogóle w nim pisać. Przy tym warto pamiętać, że modelarze oczekujący pomocy w swoich wątkach raczej mogą mieć problem z opędzeniem się od niej, niż z brakiem zainteresowania.
  17. My bad. Tym razem mam wrażenie, że różnimy się tylko na poziomie formy opisu przekonań. Powyższa teza jest słuszna, ale wg mnie o krok zbyt radykalna. Ograniczenie krytyki pojawia się tu jako element z zupełnie innego spectrum relacji międzyludzkich. Dotyczy ogólnych zasad zachowania, które w tych relacjach są nadrzędne. Ograniczenia wprowadzane są przez konieczność stosowania empatii i szacunku dla drugiego człowieka. To są rzeczy zasadnicze dla nas, ludzi, jako gatunku utrzymującego więzi socjalne. Wolność krytyki musi tu odrobinę ustąpić. Nie sądzę, bym się mylił w przekonaniu , że myślisz podobnie, a różni nas tylko, jako się rzekło, forma przekazu. Analogia nie może być nadużyciem i nie może być fałszywa. Może błędna strukturalnie, ale to jest do dyskusji. Analogia nie jest argumentem. Jest narzędziem mającym ułatwić odbiorcy zrozumienie tezy. Jeżeli ten odrzuci analogię, nie da się jej obronić i to niezależnie od przyczyny odrzucenia. Można tylko ją skorygować tak, by odbiorca ją przyjął, zamienić na inną, przez odbiorcę uznawalną, albo zrezygnować z tej metody argumentacji.
  18. A szachownica częścią godła polskiego nie była. Mieszanie pojęć zagraża powstaniem absurdów. W Niemcach obowiązuje przepis zabraniający publicznej prezentacji swastyki i penalizujący taką działalność. Jeszcze wiele wody upłynie w Renie zanim ktoś odważy się tam grzebać w tym przepisie. To jest prawo wynikłe z lokalnych potrzeb i okoliczności, dla których zupełnie bez znaczenia było to, jakie oznaczenia miało lotnictwo fińskie, co nazistowskie symbole oznaczały w Indiach przed wiekami i czy da się wyprowadzić jakąś analogię do PSP w Wielkiej Brytanii. W skali światowej prawo jest unikalne. Np. w Polsce, mimo ustawy zabraniającej propagowanie systemów totalitarnych, publiczna prezentacja oznaczeń nazistowskich Niemiec, czy komunistycznej Rosji jest dozwolone. Tu istotny jest kontekst tej prezentacji.
  19. greatgonzo

    -

    Wiem, że wiesz, iż nie ma lepszego sposobu by zapewnić sobie wywołanie cytatem :). Moim zdaniem tylne skrzydła nie są problemem. Każdy z nas dysponuje niewielkim wycinkiem wiedzy i nieskończoną przestrzenią niewiedzy. Dopóki za tylnymi skrzydłami podąża chęć ograniczenia tej niewiedzy, to mnie wszystko styka. A jak tej chęci nie ma, to w zasadzie też jest OK, tylko tracę zainteresowanie kontaktem z delikwentem. Problem sposobu komunikacji na forum modelarskim funkcjonuje od momentu, gdy taki twór powstał. To zresztą nie jest rzecz typowa tylko dla hobby. Co jakiś czas regularnie wypływa w tej czy innej formie. I podobnie jest na tych anglojęzycznych forach, gdzie mimo przyjętego założenia, że chwalimy, co jakiś czas kwitną dyskusje o tym, jak należy wypowiadać się w galeriach, co to jest konstruktywna krytyka itd. Zupełnie jak u nas. To się raczej nie zmieni, raczej będziemy to sobie wyjaśniać znowu i w miarę potrzeb. Mam wrażenie, że HKK i chyba Ty też robicie założenie, polegające na rozdzieleniu modelu i modelarza. Mogę się mylić, ale i tak takie założenie funkcjonuje. Że skoro krytykujemy model, to automatycznie modelarz nie jest ruszany. To jest teoretycznie zasadne podejście, ale nie wytrzymuje zetknięcia z rzeczywistością. Twórca i dzieło to nie są zupełnie oddzielne byty, ponieważ człowiek inaczej podchodzi do istotnych dla niego rzeczy. Utożsamia się z tym co kocha i wówczas traci na tym racjonalność jego oceny (zakładając dość odważnie, że taka racjonalność w ogóle nie jest mu obca, ale to dygresja ;). Oczywiście może zdarzyć się, że ktoś zaprze się, iż jest absolutnie zawsze obiektywny, ale ja mu nie uwierzę. I nawet jeśli jakimś cudem nie będę miał racji, to sytuacja będzie statystycznie pomijalna. Związek twórcy z dziełem wpływa w różnym stopniu na racjonalność podejścia, ale warto pamiętać, że np. oceniając czyjś model ingerujemy także w tę delikatną materię. Nawet, jeśli uważamy, że na tę materie nie ma tu miejsca. Wciąż możemy zranić czyjeś uczucia i rzecz sprowadza się do decyzji, czy chcemy zachować się przyzwoicie. Komunikacja pisana jest na tyle niejednoznaczna w przekazywaniu intencji, że twórca staje wobec podobnego wyzwania. Wypada mu bowiem, wydłużyć smycz oceniającym. Także z przyzwoitości, bo przyzwoitym jest założyć, że adwersarz nie ma złych intencji, jak i rozumieć, że podejście do własnego dzieła w jakimś stopniu obciążone jest nadwrażliwością. Oddzielną kwestią jest to, czy w ogóle powinno się wyrażać krytykę w galeriach. Moim zdaniem taki bezkrytyczny model forum jest śmiertelnie nudny i kompletnie bezproduktywny. Czyli znowu nudny. W dodatku w naszej, polskiej rzeczywistości nie jest intuicyjny. Bezkrytyczne poklepywanie się po plecach na ogół, właściwie zawsze, pojawia się jako wizja negatywnej rzeczywistości. Modelarze chcą by ich modele były pochwalone wraz z dobrodziejstwem kontekstu, w którym na pochwałę trzeba zasłużyć jakością. W którym pochwała owa coś znaczy i nie jest przyznawaną z automatu nagrodą za udział. Tylko nie zawsze potrafią pogodzić się z tym, że jakość wymaga wysiłku. A, że ludzie nie widzą różnicy między wypowiedzią publiczną, a komentarzem w zamkniętym gronie, czy między luzactwem, a brakiem grzeczności to jest jeszcze inna historia.
  20. greatgonzo

    -

    W zasadzie zawarłeś tu odpowiedź na swoje pytanie. Taki sposób robienia modeli dominował zawsze. Tak jest też teraz i w dobie powszechnej dostępności do kanałów do chwalenia się, tego rodzaju modele koniecznie dominują przestrzeń. Bardziej ambitne modele są na tyle rzadkie, że giną w masie i przestają być wyznacznikiem jakości. Tym wyznacznikiem stają się najlepsze prace z masy. To prowadzi też do zaniżenia poziomu potocznie rozumianego modelarskiego mistrza, ale to już temat na inną rozmowę. Nowsze media społecznościowe jeszcze potęgują ten efekt, bo na popularnych kanałach w ogóle wszystko ginie. Ale ten efekt jest powszechny i widać go i na forum i na festiwalach na żywo. To źle. Ale jest i druga strona medalu. Te modele z pudła (czy z kilku pudeł) wyglądają teraz o niebo lepiej niż jeszcze te naście lat temu. Oczywiście niebagatelny udział w tym ma podniesienie jakości zestawów do budowy modeli, rozwój rynku dodatków, narzędzi i specyfików modelarskich. Modelarze opanowali też aerografy i mimo wszechobecnego malowania na patent, na które wielokrotnie się zżymałem i zżymać się nie przestanę, modele we wspomnianej masie prezentują się niezaprzeczalnie lepiej. Te ambitniejsze modele nie mogą dominować w większych społecznościach, jak choćby forum, bo wówczas życie forumowe polegałoby na wpisach pojawiających się raz na kwartał. I bez szczególnej interakcji, bo bardzo dobre warsztaty nie generują większych dyskusji. To też jest normalne. Ludzie piszą tam, gdzie czują się bezpiecznie, gdzie mogą mieć coś sensownego do powiedzenia, zabłysnąć mistrzostwem, albo autentycznie służyć pomocą. Czasem coś ich zdziwi, albo zaciekawi to zapytają, ale relacje z tworzenia zaawansowanych modeli nie tryskają forumową energią, To też nie zachęca do prowadzenia takich warsztatów. Generalnie oczekiwanie od modelarskiego socialmedium promowania rzeczywiście dobrego modelarstwa jest gdzieś w kategorii mrzonek. Może i jesteś początkującym modelarzem, ale piszesz też jak początkujący forumowicz. Użytkownicy są jacy są. Prezentują różne postawy, także gdy chodzi o szacunek dla innych forumowiczów. To są rozpoznawalne rzeczy i tu raczej warto porzucić złudzenia. Przynajmniej... rada Radka :). I, soreczki, po linii najmniejszego oporu jednak... .
  21. Opis HK jest dobry. Wyposażenie radiowe dostosowywano do wymagań rejonu operacyjnego, warunków lokalnych, a czasem do pojedynczych misji. Także do możliwości wynikających z konstrukcji samolotu. Nie ma czegoś takiego ja, radio do P-38, B-25 itd.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.