Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 385
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. No, jeździ, ale nie ciska! Grunt, że dziura w budżecie ominięta.
  2. Na pewno chcesz? Trochę tego jest ;). Podeślij, albo przypomnij maila to pójdzie.
  3. Konstrukcja z pionierską metalurgią, z rozwiązaniami uwzględniającymi zmiany gabarytów elementów pod wpływem ciepła, gdzie poszycie, czy zbiorniki paliwa dopasowują się i uszczelniają dopiero w locie, umożliwiająca przyjęcie taktyki unikania trafienia przez SAM po prostu przez 'dodanie gazu' jest nudna? W dodatku wyglądająca jak inspiracja do takich wizji jak Gwiezdne Wojny (Lucasa nie Reagana). OK, co tam komu w duszy gra, ale czasem nie chodzi o to, że ma być po prostu brzydki?
  4. Dobry model rozumiemy tu w kontekście redukcyjnym, czyli to taki, który w każdym aspekcie jest realistycznym pomniejszeniem rzeczywistego obiektu, który stał się pierwowzorem miniatury. Pomijając funkcję, bo nie oczekujemy od modelu by latał i strzelał prowadzony przez dwucentymetrowych ludzi. Żadne z Twoich kryteriów nie ma tu zastosowania. To nie znaczy, że są jakieś złe. Tyle, że tezy o których piszę mają zastosowanie przy klasycznym pojmowaniu modelarstwa redukcyjnego. W innym przypadku nie wiem, nie znam się zarobiony jestem... . O 'dobrych modelach' pisywałem trochę na portalu MR i w AeroPlanie. Paru chłopów tu na forum wyraziło zainteresowanie tymi tekstami. Wysłanie ich sprawiło, że odważnie zakładam, iż kontekst rozmowy jest poznawalny :).
  5. O ile się nie mylę spór panów B-K dotyczy moralności, więc mam nadzieję, że to tylko porównanie, bo ja moralności tu nie tykam. Zresztą niekoniecznie zgadzam się z żadnym z nich, i wypowiedzi Zaruka też jakoś niezbyt mieszczą mi się ani w Kancie, ani w podanej tu jego interpretacji. Ale muszę przyznać, że temat znam pobieżnie. Filozofia może być ciekawa, pouczająca i przydatna, ale na koniec to tylko filozofia ;). Lepiej powiedz co z tym naciskaniem, bo ja tu muszę zacząć na te dwa piwa odkładać. Usprawiedliwienia wplecione są w posty Rolanda, Tomka i Twoje. Większość zawarta jest w ostatniej, cytowanej przeze mnie wypowiedzi Kozborna. To powtarzające się w naszym świecie (oczywiście nie tylko, rzecz jest uniwersalna) powody, którymi modelarze tłumaczą sami przed sobą, dlaczego ich praca nie jest i nie może być dobra. 'Dobra' piszę umownie; mam nadzieję, że znaczenie słowa w dyskusji jeszcze się nie zatarło.
  6. OK, z tym trzecim modelem to trochę skrót myślowy, ale sądziłem, że poprzedzające zdanie ustawi go jednoznacznie. Klucz to 'też chciałbym tak umieć', a w domyśle jest, że wzdychający gość zrobił już tych modeli wiele. To przykłady z życia, które pokazują, że robienie wielu modeli nie jest gwarancją rozwoju i że można wejść na wysoki poziom bez długiego stażu. Tak, pewnie trzeba poczuć trochę temat, by podjąć tę decyzję. Teoretycznie można od razu, ale zgoda, że w praktyce wychodzi, że trzeba trochę poznać, którą stroną kaczka wodę pije. To rzecz drugorzędna czy oznacza to dziesięć modeli, czy dwa. Akceptacja tej sytuacji rzeczywiście należy do katalogu trudnych rzeczy w modelarstwie. Moje wypowiedzi tutaj tylko pośrednio dotyczą modelu Tomka. Jestem gotów założyć się nawet o dwa piwa, że nie czuje się przeze mnie naciskany. Ale zdaję się na jego werdykt. Niestety nie pomogę, bo nawet nie miałem pojęcia, że piszę o jakichś usprawnieniach. Tu Ty musiałbyś mi pomóc i wskazać gdzie.
  7. Zgoda. z tym, że ja mówię o modelu, nie o modelarzu. Niby to niuans, ale chodzi o to by zacząć rozważania od gotowego modelu. Nie mówię tutaj o kwestii przyjmowania krytyki, choć ta jest też ciekawa i istotna. Gdy patrzymy na ukończone dzieło nie wiemy i nie interesujemy się szczególnie kwestiami charakteru twórcy. Nie wiemy czy zrobił go pięciolatek, czy mistrz redukcji. Interesujemy się modelem i ten jest dobry, albo nie jest. Tak należy podejść do efektu swojej pracy. Jeszcze przed jej rozpoczęciem :). To takie teoretyczne założenie, ale potrzebne, by podejmować już konkretne decyzje podczas budowy. Chodzi o to jak powstaje dobry model. Jeżeli w proces powstawania wpleciemy te wszystkie usprawiedliwienia, które w tej dyskusji znalazły się w postach Rolanda, Zaruka i Twoich, to bez wątpienia odbije się to na modelu. Oczywiście nie istnieje żaden obowiązek robienia dobrych modeli i taka zabawa nie dla każdego musi być zabawą. Akurat modelarstwo jest takim zajęciem, gdzie robienie 'najlepiej' jest o tyle prostsze w porównaniu do innych dziedzin, że nie jest obciążone dodatkowymi barierami np. finansowymi, budową ciała itd. Dlatego mówię, że to kwestia świadomej decyzji, a nie ilości zrobionych modeli, bo tylko ta pierwsza dzieli nas od uzyskania efektu na rzeczywiście wysokim poziomie. Zresztą, na forach nie brakuje przykładów modelarzy z wieloletnim stażem i setkami modeli na rozkładzie, którzy budują bardzo przeciętnie. I wcale nie tak rzadko zdarza się wypowiedź w stylu: '...to twój trzeci model? Nie do wiary, chciałbym tak umieć!'. I to też jest OK, o ile pamiętamy, że... Gdy patrzymy na ukończone dzieło nie wiemy i nie interesujemy się szczególnie kwestiami charakteru twórcy. Nie wiemy czy zrobił go pięciolatek, czy mistrz redukcji. Interesujemy się modelem i ten jest dobry, albo nie jest.
  8. W tych akapitach Tomek opisał kilka rzeczy, które sprawiają, że zrobić dobry model jest faktycznie trudno. Potem jeszcze pisał o testowaniu jakichś technik na modelu. Pogodzenie się z tym, że nie tędy droga, nawet gdy ma to być, jak tutaj, rzeczywisty test - też można dodać do listy trudnych rzeczy w modelarstwie.
  9. Odszczekuję, hau hau. To ja pomyliłem Sky Grey i Sky Gray. Przepraszam za zamieszanie.
  10. Ale skąd tu, u diabła, miał się wziąć Sky Grey?! Zresztą chyba Sky Gray jeśli już, tylko nadal skąd amerykański kolor w FAA?
  11. Cisną kolejne wydania kolekcjonerskie. Zachowają sobie odpowiednią część produkcji i na emeryturę będzie jak znalazł ;).
  12. Skąd wiadomo, że się nie odważyli?
  13. Model jakby ambitniejszy, to może w takim razie warto pomyśleć o podstawce ekspozycyjnej, takiej by można było zerknąć na spód. Np. z wykorzystaniem luster.
  14. Ciekawie będą się prezentować samolotu Phila De Longa. F4U-4 z Korei (VMF-312) z paletą osiągnięć pilota z tej i poprzedniej wojny. Chyba jeszcze fajniejszy jest F4U-1A z okresu służby w Cherry Point z przemalowanym kamuflażem. Nieźle prezentują się też -1D z VMF -512 z niezłymi oznaczeniami geometrycznymi i wyjątkowo bogate w nose arty jak na standardy USMC. Samolot Deana Harleya (F4U-1A) z VMA-321 wyglądał by świetnie, ale tu trzeba budować jego wygląd na domniemaniach w znacznym stopniu. Niewątpliwie znaczne pole do popisu dają Korsarze z VF-17, zwłaszcza z drugiej tury, po naprawach dokonanych w czasie urlopu personelu w Australii. Albo: Zbiorniki paliwa to były dość delikatne urządzenia i jakoś trzeba było o nie dbać. W dodatku mogły być użyte więcej niż jeden raz, więc i troska większa. Bomby, do momentu uzbrojenia były upierdliwym, ciężkim złomem. Składowanie, przenoszenie itd odbywało się bez szczególnego szacunku :). Machnąłeś się. Ale tu nie było żadnych pokryw. To były po prostu skrzynki amunicyjne licujące się z poszyciem skrzydła. Można było ewentualnie pokazać to trasując odpowiednie linie. To bardzo typowyy dla korsarzy element. skrzynki były częścią wymienną i używano takich jakie były, ne przejmując się kamuflażem. Stąd często pojawia się tu charakterystyczna szachownica z polami białymi, Sea Blue i Blue Grey. Warto patrzeć na zdjęcia, bo modelarze raczej tego nie dostrzegają, a jak się trafi to można dodać sobie do lansu ;). Z Korsarza należy się cieszyć i by nie mącić tego stanu widoczne błędy można przemilczeć. Poza anteną, bo co Cię podkusiło do takiego układu drutów to zupełnie nie wiem. To nawet nie miało prawa działać.
  15. Miłość i nienawiść - dwa oblicza tego samego świata :). Trzeba będzie uważać - nigdy do końca nie wiadomo, czy cokół nie okaże się być betonowymi butami.
  16. Tu zgoda, ale z ostatnich wypowiedzi zrozumiałem, że 'adwersarstwo' było zwykłym nieporozumieniem i z Rolandem jesteśmy koledzy. Tu niezgoda. Ja nie twierdzę, że w modelarstwie wszystko jest proste. Nawet wręcz przeciwnie, uważam, że zrobić dobry model jest niezwykle trudno. Natomiast twierdzę, że techniczne czynności jakie wykonuje się w modelarstwie nie wymagają lat studiów i ćwiczeń i są rzeczywiście dość proste. Chcąc zrobić ten dobry model trzeba zająć się tym właśnie - robieniem dobrego modelu, a nie wykonywaniem jakichś technik. Autor jest pozbawiony albo niechluj albo... nie jest zainteresowany zrobieniem dobrego modelu. Nie w sensie deklaracji i marzeń. W sensie podjęcia tej decyzji z konsekwencjami. Tu nie ma miejsca na jakieś oceny moralne, to po prostu jest inne hobby. Problem pojawia się dopiero gdy ktoś twierdzi, że właśnie nie jest i próbuje równać ze sobą te dwie zabawy. Problem nie jest obowiązkowy, jak kto woli. Akurat ja go mam. Z Tomkiem gada mi się bez problemu, mimo że modele robi, nie tylko nie po mojemu, ale jeszcze głośno to deklaruje. Właśnie dlatego, że nie ma on żadnego problemu z realnym spojrzeniem na obie wersje modelarstwa i nie wprowadza jakichś dziwnych relatywizacji wartości.
  17. A nie wiem. To jest hobby i ma być przyjemnie. Jak Ci przyjemnie jest się obrazić, to koniecznie!
  18. Oj, przegiąłeś i to zdrowo! Nie trzeba opuszczać tego forum, by znaleźć bez trudu modelarzy, którym należy się miano mistrza. Może tylko im się nie chce za bardzo gadać. A mnie jakby wręcz przeciwnie . W dodatku bywam znany z tego, że piszę półsłówkami w narcystycznym celu chodzenia w glorii sławy. Wprawdzie mentorem nie sposób się stać, można najwyżej zostać przez kogoś do tego wybranym, toteż zalecam ostrożność przy wyborze. Ja zdaję sobie sprawę, że mam pewną przewagę nad statystycznym modelarzem, bo zasady prezentacji form, czy kształtowania barw towarzyszą mi przez całe życie i zastosowanie ich w modelarstwie to stosunkowo niewielki wysiłek. I tu mogę mieć dowolną ilość wyrozumiałości, bo ogarnięcie tego może być dla kogoś rzeczywiście trudne. Natomiast gdy mowa o technicznej stronie działań modelarskich, to są to na ogół dość proste zadania, gdy mowa o poszczególnych czynnościach. Wprawienie się w nowych sztuczkach nie wymaga lat studiów. Kwestia, powiedzmy, 'dyspozycji ich zastosowania' to już inna sprawa. Ale jak nie patrzeć, to jeśli celem jest dobry model, to trzeba robić przy nim rzeczy dobrze. I nawet jeśli trzeba poświęcić więcej, czy nawet dużo więcej czasu na opanowanie jakiegoś działania, to tough shit! Trudno liczyć na to, że na modelu wyjdzie dobrze, skoro się tego działania nie umie. To są właśnie jedne z wspomnianych konsekwencji ewentualnego wyboru. I przecież ja tylko mówię jak jest, ale nie każę nikomu robić dobrych modeli ;). Czekaj, a to nie Ty pisałeś, że nie podoba Ci się arogancki ton moich wypowiedzi, czy jakoś tak? To OK, wiadomo, że każdy ma prawo do swoich ocen i jak ktoś kogoś widzi, tak widzi. Po prostu starałem się oszczędzić Ci dyskomfortu i nie gadać w Twoich wątkach. Ale teraz, no, to dopiero zrobił się dysonans! Ja też nie mieszkam na lotnisku. I też nie o to tu chodzi. Ludzie robią coś takiego jak wyjazdy wakacyjne, wypady weekendowe, spotkania z odległymi znajomymi itd. Zamiast jednego, czy w ramach drugiego można zorganizować okazjonalne spotkanie z samolotami. Okazjonalne wystarczy, o ile skupić się na odpowiednich sprawach. Oczywiście, że poznawanie konstrukcji i historii oraz macanie samolotów trzeba lubić, ale znów, nie ma mowy o zmuszaniu. Się lub kogoś. Michał, przyznaję się, że mam mega zastój. Rozgrzebany model leży na wierzchu i mam nadzieję, że w końcu zrobi mi się go żal na tyle, że budowa ponownie ruszy. Ostatnio nawet czuję jakieś takie swędzenie, jakby mi znowu zaczynało się chcieć, więc mam nadzieję, że może coś z tego będzie. Jak będzie, to chyba pokażę to tutaj. Marcin, Irek, Tomek (o, macie tu tych mistrzów) prowadzą relacje na MW, to i ja mogę dołączyć do kolegów na przyczepkę. W dodatku ostatnio mam kosę z hostingami, a tu można foty wrzucać bezpośrednio, więc... może, może. Kozborn, bo Ty jesteś niezwykle wdzięcznym forumowiczem do gadania. Można się po Tobie przejechać, a Ty jeszcze podziękujesz. Ze świecą szukać!
  19. Hai!
  20. Tak i jednopoziomowe pedały. W instrukcji do Mk IIa/IIb też tak jest na zdjęciach i dopiero w tekście pojawiają się rysunki TR-1133 obok TR-9D. To kwestia czasu, na początku 1941 nie bardzo byłoby jak gadać przez radio HF, gdy cały Fighter Command od pół roku działał już na VHF.
  21. Były. Radio UKF. Sterownik - prostokątna skrzynka z przyciskami na górze.
  22. W normalnym układzie zawsze. Pewnie można wejść głębiej w psychikę i doszukiwać są jakichś 'wyparć', czy czego tam, ale ja i tak piszę tylko o mechanizmie postrzegania obiektów, nie o radzeniu sobie z tym co się zobaczy. Niestety na ogół nie z czasem, tylko od początku. Z mojego punktu widzenia, niestety. Na serio! Uważam, że sam fakt, że bardziej kocham samoloty niż modele załatwia większość problemów, o których pisałem. Człowiek przede wszystkim poznaje konstrukcję, zasady jej funkcjonowania, a także zasady i historię użytkowania. To pozwala konstruktywnie patrzeć na zdjęcia i filmiki, doszukiwać się interpretacji tego co się widzi. Szczególnie, że producenci i odbiorcy samolotów z okresu potrafili bardzo starannie zagmatwać sprawy, zastawiając pułapki na modelarzy, którym zależy na odzwierciedlaniu rzeczywistości. Dodatkowo łatwiej przezwyciężyć lenistwo, by wybrać się na lotnisko by obejrzeć i obfotografować odpowiednie samoloty. Zobaczenie na własne oczy śladów eksploatacji, dotknięcie faktur powierzchni to co innego niż tylko patrzenie na fotki. Oczywiście trzeba je robić, te zdjęcia. Patrząc na nie łatwiej przypomnieć sobie jak wygląda rzeczywistość. Wiadomo, że trudno o funkcjonujący egzemplarz jakiegoś samolotu z dawnych czasów, ale są obiekty o podobnej konstrukcji, zrobione z podobnych materiałów. W sumie masz rację, że to proces i w tym sensie może i nie da się od razu. Z tym, że 'ten sens' oznacza, że mówimy o dochodzeniu do wspomnianych wcześniej decyzji. To prawda, do tego trzeba dotrzeć, ale czas dotarcia może być tak krótki, że moje uproszczenie, że 'da się' wydaje mi się być zasadne.
  23. Nie chodzi o to, od czego zaczyna oglądać się model. Chodzi o dysonans. Pewnie, że bywa tak, że nie zauważy się jakiegoś marnego elementu. Ale gdy się go już zauważy, to zawsze będzie działał jak ta psia kupa. Dla ogólnej prezentacji modelu lepszą decyzją byłoby zrezygnować z montażu bomb. Tak, czasem taki dysonans ukryje się przed obserwatorem, szczególnie w kwestiach malowania (podkreślam, okopcenia to jedynie przykład, wybrany, bo akurat bardzo czytelny), gdzie rzecz jest dużo bardziej oparta na niuansach. Inaczej będzie gdy zestawimy ze sobą dwa modele i będziemy zastanawiać się, który jest lepszy. Wtedy te niuanse zagrają, nawet jeśli nie będziemy potrafili ich nazwać.
  24. W naturze człowieka. To typowe zjawisko, także w innych dziedzinach. Np. w rysunku i malarstwie. Radzenie sobie z tym problemem jest jednym z istotnych elementów procesu nauki w tych dziedzinach i z doświadczenia wiem, jak kłopotliwym. Nie trudnym, a kłopotliwym. W rysunku metodą jest odejście od kartki na kilka kroków i spojrzenie na pracę z dystansu. Zmienia się perspektywa i błędy od razu wyskakują na pierwszy plan. Wydawało by się - gdzie tu kłopot, co jakiś czas zrobić kilka kroków do tyłu? A spróbowalibyście to wymóc na adeptach sztuki poskromienia ołówka! To po prostu jest wbrew naturze i trzeba to sobie sztucznie narzucać. W modelarstwie odpowiednikiem jest przerwa. Czasem dobrze, gdy potrwa dłużej niż czas potrzebny na sen i śniadanie. Tyle by opadły emocje i można było spojrzeć na model bez bagażu zupełnie naturalnego zakochania się w bieżącej pracy. Gdy buduje się zaawansowany model to często rzecz dzieje się sama. Poszczególne etapy pracy są tak rozciągnięte, że na ogół jest aż nadto czasu by wrócił obiektywizm. Taka budowa generuje za to innego rodzaju problemy związane z naturą ludzką. Przykład pojawił się w wątku o FM-2, ale to inny temat. W typowej, szybkiej budowie bywa, że może to wpływać na efekt końcowy. Gdy komuś nie zależy na modelu i jaki by nie był to niech idzie na półkę; liczy się następny! - to nie ma o czym gadać. A jeśli zależy, to owszem, jest. Tu niezbędnym elementem jest to by wiedzieć jak ma wyglądać ostateczny efekt pracy zanim w ogóle się ją zacznie. To kolejny element wspólny dla rysowania i modelarstwa. Jeżeli ktoś chce, by model wyglądał jak pomniejszony samolot, to niestety, ale musi dowiedzieć się jak ten samolot wyglądał. I znów, zarówno adepci modelarstwa, jak i sztuk plastycznych bardzo niechętnie się tym zajmują. Stąd powstają różne trendy w modelarskich prezentacjach, powszechnie uznawane za realistyczne, choć do rzeczywistego obrazu samolotów bywa im bardzo daleko. E, tam. Ja się po prostu bardziej kocham w samolotach, niż w modelach :). Da się. W przypadku normalnej, dorosłej osoby to jest kwestia decyzji. Oczywiście decyzje oznaczają konsekwencje, ale odważnie zakładam, że normalna, dorosła osoba podejmując decyzję jest tego świadoma. Zresztą, autor wątku jest tego przykładem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.