-
Liczba zawartości
4 492 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Tylko widzisz, kwestia spieszenia się jest tu mało istotnym wątkiem pobocznym. W ogóle odnoszę wrażenie, że nie do końca właściwie definiujesz sobie czym jest forum internetowe, szczególnie takie jak to, modelarskie. I stąd pojawiają się, powtarzające się, problemy z komunikacją. Ale alfą i amebą nie jestem, mogę się mylić.
-
Ne wiem dlaczego czasem tak się robi: mogę pisać w tabelce z cytatem, ale poza nią już nie. A chciałem tak: Ciekawe spostrzeżenie. Powiesz dlaczego trudno i dlaczego zwłaszcza?
-
Hurrie - nie wiem jaki to okres, miejsce. A od tego rzecz zależy.
-
Jak mus to mus, ale odradzam. Samolot jest z grudnia 1940, czyli żadnych linek.
-
Czas beztroskiego wandalizmu nieuchronnie zbliża się do końca. Jeszcze chwilę można poszaleć. Jak dobrać się do wnęki podwozia? Ano tak: Najbardziej drastycznych scen, przedstawiających rwanie plastiku szczypcami żywcem postanowiliśmy gawiedzi oszczędzić. Teraz pora się trochę przestawić na inne czynności:
-
Antena prezentuje się dobrze. Ludzie na ogół przesacowują grubość tych linek. Z tym, że nie wiem jaką grubość miały niemieckie anteny, więc oceniam przez analogię.
-
Kolekcjoner WP, czyli Wojsko Polskie i nie tylko
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → Portfolio
66 Sqn. W 349 Sqn pojawił się 7.05.45, więc teoretycznie jeszcze miał szansę. Do Juhasów trafił 24.05.45. -
Kolekcjoner WP, czyli Wojsko Polskie i nie tylko
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → Portfolio
Samolot latał bojowo, ale nie w 317tym. Do tego dywizjonu trafił po zakończeniu działań wojennych. -
Zamiast poradnika polecam ostatni numer Aeroplana (8/2021). Tam krótka relacja z mojej przygody z organizacją urodzin P-51 w muzeum w Chino.
-
To jest nas dwóch. Do młodych adeptów trzeba mieć podejście i specyficzną znajomość tematu. Ani jedno, ani drugie.
-
To już chyba wolałbym o tych pingwinach. Co ja mogę zaoferować młodym adeptom modelarstwa ?!
-
O czym? Kiedyś na jednej stronie pisałem poradnik w odcinkach jak zacząć przygodę z wyścigami motocyklowymi, ale chyba się nie nada.
-
Na pewno mógłby. Ale niech się łajza męczy, ja mu nie żałuję. No ale kleju jest tam tyle co nic, czyszczenie niewarte wzmianki, a na kawałku dolnym skrzydła i tak nieistotne, bo tam dojdzie kawałek poszycia i szpachlowanie łączenia. Klin rzeczywiście świetny jest do spasowania, ale przy montażu podparcia może się przesunąć. Dla pewności trzeba by go jakoś ustalić. Można przykleić tymczasowo, Gonzo wolał patyczek. Moim zdaniem najprościej byłoby to załatwić rozpychając blue tackiem, ale jak rzecz była montowana, to nawet nie przyszło mi do głowy. Aaaa, Ty myślisz, by tym bloczkiem rozpychać skrzydło w głębi, skorzystać z naturalnego docisku jako zabezpieczenia przed przesunięciem i od razu wykorzystać jako stałą rozpórkę. Chyba jeszcze lepiej.
-
Kompas klasa!
-
Na ten aftermarket to jeszcze trzeba będzie sporo poczekać. Dopasowanie profilu skrzydła do belki ogonowej nie jest szczególnym kłopotem, gdy trzeba docisnąć. Trochę trudniej robi się, gdy trzeba odciągnąć.
-
Właśnie miałem mały dysonans poznawczy śledząc tę relację. Z jednej strony mnogość i różnorodność tematów, po które sięgasz i pośpiech przy budowie wskazywały na potrzebę mnożenia modeli na półce bez szczególnego wnikania. Mówiąc pośpiech nie mam na myśli jakiejś niedbałości przy poszczególnych czynnościach, a ogólne podejście, gdzie rano pojawiała się jakaś wątpliwość, a wieczorem już następny etap na tapecie i po nas choćby potop. Z drugiej strony widzieliśmy gotowość i realizowaną praktycznie chęć wprowadzania zmian i poprawek w modelu tak, by zbliżyć go do rzeczywistego wyglądu oryginału. Te postawy są sprzeczne. Model, o ile nie ma być sztuką zapełniającą półkę wymaga trochę oddechu. Chwila na podjęcie decyzji , czy jej potwierdzenie może wyjść tylko na dobre. To nie oznacza, że trzeba siedzieć i nic nie robić. Owszem, trzeba co nieco poplanować proces budowy, ale w przypadku modelarza o tak szerokim spektrum zainteresowań i skali przerobu to nawet niekoniecznie . Kolorów z zasady bym się nie czepiał. Zdjęcia kłamią. I te modelu i te z epoki. Na niektórych fotach modelu kolory wyglądają mocno podejrzanie, na innych lepiej. Cholera wie co tam jest w rzeczywistości. Łączenia kolorów? Krysia to nie moja bajka, nie wiem, czy była przemalowywana. Jeśli nie, to ostre łączenia są jak najbardziej prawidłowe. Oczywiście można dyskutować jak powinny wyglądać ostre przejścia otrzymane w wyniku stosowania mat do kamuflażu w danej skali, ale to już temat na inną rozmowę. Za to przebieg kamuflażu w takim przypadku niezupełnie zgadza się ze standardem CBAF. Wart czepnięcia się jest sposób przedstawienia erozji farby. To dość częsty, dla wielobarwnego kamuflażu, błąd modelarzy którzy zastosowanie techniki przedkładają nad analizę wyglądu i dostosowanie sposobu malowania do uzyskanych wniosków. Zabiegi malarskie w modelu odbywają się tu w ramach plam kamuflażu, w oderwaniu od układu paneli poszycia. W rezultacie wszelkie zmiany powłok malarskich kończą się wraz ze zmianą koloru, z wyraźnie zaznaczaną granicą. Tak, jakby proces erozji farby natrafiał na fizyczną przeszkodę na łączeniu barw i nie mógł w ogóle zaistnieć w tych miejscach. Widać to na kamuflażu, widać na kokardach. Anteny IFF wchodzą w kadłub w dziwnych miejscach, mniej więcej tylko w okolicy właściwej lokalizacji. W dodatku różnie po obu stronach kadłuba. Podobnie asymetrycznie umieszczone są kadłubowe kokardy. To są błędy geometrii, czyli raczej z tych zasadniczych i po prawdzie łatwe do uniknięcia. Trudno je usprawiedliwiać. Nie zawsze widoczne na pierwszy rzut oka, ale z gatunku tych nie do odzobaczenia, gdy już się je dojrzy. Klapy, nie wiem, jeżeli mowa o niezgodności rzędu jednego stopnia, to nie dyskutuję - ja takiego niuansu na przedstawionych zdjęciach nie jestem w stanie zauważyć. Zacieki na spodzie, to nomen omen, śliska sprawa. Pomijam już fakt, że samolot napędzany silnikiem Griffon jako wzór dla modelu przedstawiającego Spita z Merlinem wczesnej generacji to ryzykowny wybór. Inna konstrukcja motoru i jego zachowanie, inny system drenażu. Chodzi o to, że samo takie zdjęcie jest niewystarczającym źródłem. Dawno temu, znakomity skądinąd, modelarz zbudował, świetny skądinąd, model Mk.IX. Ale na spodzie przedstawił ślady wycieku oleju tak obfite, że wyglądało to wręcz absurdalnie. Natychmiast pojawiły się zarzuty, na które autor odpowiedział zdjęciem oryginału. Niestety to nie załatwia sprawy bo pozostają dwa problemy. Pierwszy to interpretacja zdjęcia. Na fotce widać czarną plamę. Ale co w niej jest świeżym wyciekiem, co nawarstwionym brudem, co niedomyciem po ostatnim czyszczeniu, a co śladami wycieku innych niż olej płynów? Tego ze zdjęcia nie wiadomo. Wielka plama odpowiada może temu co widzimy na zdjęciu, ale niekoniecznie temu co było w rzeczywistości. Drugi to fakt, że co by nie mówić i jak by nie interpretować fotki, to i tak wciąż wygląda to absurdalnie. Bywa tak, że dany efekt jest skrajnie trudny, lub wręcz niemożliwy do realistycznego przedstawienia. Choć formalnie zgodny z rzeczywistością, to wciąż absurdalny w wyglądzie. Warto jest rozważyć jakie malarskie wyzwanie towarzyszy planowanej wersji wyglądu samolotu i czy jesteśmy w stanie mu sprostać. Czasem lepiej jest poszukać dokumentacji pokazującej obiekt w innej fazie lotu, gdzie ślady eksploatacji są bardziej jednoznaczne, bardziej czytelne i potencjalnie bezpieczniejsze. Pokazane zdjęcie Mk.XII nosi właśnie cechy takiej miny. Obfitość zabrudzeń wymaga analizy. Mazanie mniej więcej jak na zdjęciu nie sprawdzi się. Co jest konstrukcyjnym wyciekiem z drenów, a co niepożądanym poceniem się silnika przenikającym przez łączenia poszycia? Co wycieka z jednej rurki, a co z drugiej? Czy aby niektóre ślady nie idą znikąd, albo idą z miejsc, z których nie mają prawa iść? I znów co jest świeże, a co niedomyte... . To się da ogarnąć. Nie zawsze, ale nawet jeśli, to samo się nie zrobi. Pewnie, wyzwanie kusi, ale czasem bezpieczniej jest ugryźć mniejszy kąsek. Tylko, że to wszystko dotyczy tej drugiej opowieści z mojego dysonansu poznawczego, bo przy tej pierwszej całe to pisanie jest bez znaczenia.
-
Słuszna rada. Gdyby chcieć zrobić linkę w skali byłaby praktycznie niewidoczna. Ale ta 0,4 daje w realu ponad 2 cm średnicy. Tu już zdecydowana przesada. Niełatwo o taki pręt zbrojeniowy. Linka musi być ewidentnie cienka, ale jednak lepiej gdy widoczna.
-
Wypowiedź o tym, że słabe chyba herbu państwa nie dotyczyła. Ale słusznie, herb państwa i od tego trzeba by zacząć. Jeszcze lepiej wpisuje się w mój post. Tylko te barwy... . Druga część , to klasyczny chochoł. Cholera wie po co, także bez komentarza.
-
Ech, referencje, referencje... . Jak żyć?
-
Alianci zachodni malowali/naklejali swastyki, krzyże, japońskie bandery i flagi, włoskie znaki, ale także sylwetki samolotów. Niemcy już zupełnie inaczej, a oznaczania na myśliwcach Rieczkałowa, czy Pokryszkina nie świadczyły o tym, że ci panowie strzelali wyłącznie do kolegów z WWS. Tradycje są różne, akurat wschodnia jest taka. W Ukrainie tryzuby to symbole organizacji walczącej z sowiecką rosją, która (organizacja) miała też jakieś epizody z Polską. Dla nas ważne, bo jedyne; dla Ukraińców mniej istotne.
-
Wypowiedź znaczy, że podejrzewam, iż moja opinia o modelu (nie 'konstruktywna', w powszechnym, modelarskim sensie rozumienia) jest Ci zupełnie zbędna.
-
Mam mieszane uczucia przy tym modelu i wobec przebiegu budowy zwyczajnie nie wiem jak się zachować. To może tak: Mk IIA to mój ulubiony Spitfire, toteż nie bez przyjemności zerknąłem na galerię.
-
W RAF używano druty antenowe z rodzaju plecionki ze stali nierdzewnej. Nie wiem, czy w środku był jakiś rdzeń, ale i tak go nie widać :).
