-
Liczba zawartości
492 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Herod
-
Sprawdzałem jakie kolega wykonał modele i w sumie pytanie jest co najwyżej "półwkrętem". Modele są ok. Ale ja zrobiłem dopiero raptem trzy samoloty i dopiero ćwiczę różnicowanie odcieni kolorów lotniczych kamuflaży.
-
Tu chodzi tak naprawdę o rozjaśnianie, cieniowanie i washowanie.
-
Ja mam Dentaline, w dwóch rozmiarach. Czubek może odpaść gdy wystąpi zmęczenie materiału i się go "ukręci". Dlatego się nim za bardzo nie kręci, a poza tym dopiera się rozmiar. Dzięki tej miękkości materiału nie ma szans coś uszkodzić wewnątrz, a gdyby "główka" pozostała w kanaliku... wystarczy ją wypchnąć iglicą. Nie zakleszczy się wewnątrz.
-
- Za grubo nałożona farba. Widać, że malujesz pędzlem i do tego masz mało doświadczenia w tej sztuce. Jest ona trudna, wymaga mnóstwa cierpliwości bo trzeba pracować z bardzo rozwodnionymi farbami. Trzeba wypracować technikę pracy pędzlem, pociągnięć, aby zniwelować smugi. Te bywają idealnie widoczne na płaskich powierzchniach... - Lakier błyszczący (np. sidolux) pod kalki, a na nie (i cały model) potem lakier półmatowy bądź matowy. - Jakiś wash by się przydał. - .... oraz większa precyzja.
-
Wyciorki bym jednak brał. Nie ma sensu z tego rezygnować. https://allegro.pl/oferta/100-x-mikro-aplikatory-microbrush-2-mm-100-szt-13553509124?utm_feed=aa34192d-eee2-4419-9a9a-de66b9dfae24&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_uzsd_uroda_hb_beauty_pla_pmax&ev_campaign_id=17996266263&gad_source=1&gclid=CjwKCAiAjrarBhAWEiwA2qWdCIp__uNsC5mKQ4cJIkfRk_ENZ1x0PUJB9oQvHb0l4MqbtPz1unoCtBoCNI8QAvD_BwE I po sprawie. Możesz oczywiście z jednego korzystać wielokrotnie. Kilka złotych, a nie trzeba się głowić jak usunąć jakieś dziadostwo.
-
Piszę to co mówi mi ta książka: Mam ją. Tam malowanie zostało wyłożone. Pewna standaryzacja była. Można to zobaczyć np. w Histoire de Guerre, francuskim magazynie w którym potrafią opisać nie tylko dzieje całego batalionu ale nawet starają się ukazywać wizerunek każdego czołgu. Natomiast dwóch farb zielonych na czołgi francuskie raczej nie nakładano. Nie kojarzę takiego wariantu. Regulamin malowania zmieniał się, a przed wojną zalecano malować w kolor jasny (niebo), ciemny (ziemia) i jakąś zieleń. Czasami oddzielano to linią białą bądź czarną. Wyjątkiem są niektóre S35, które faktycznie miały dwie zielenie... ALE dochodził tam brąz, a czasami też błękit. S35 były specyficzne bo z powodu wysokości starano się optycznie wóz "pomniejszyć". A tutaj stare Renault D2, które malowano we wcześniejszym okresie:
-
Polska dostała do testów trzy najnowsze (wówczas) H39, z działkiem SA18 (krótkie), z serii 401-600. Ta była malowana w dwa kolory. Zieleń&brąz bądź zieleń&szarość. https://thumbs.worthpoint.com/zoom/images4/1/0315/13/osprey-book-fall-gelb-1940-airborne_1_a98329d9b31d8963496c351dfcac2d18.jpg Obstawiam ten drugi wariant (znany z Norwegii). Oczywiście wszystkie wozy (R35) nosiły podczas walk kamuflaże francuskie i do tego (R35) żadnej standaryzacji w obrębie batalionu nie było.
-
Tak. Dwa kolory, które opisałem. Do numeru 40220 (wozy) stosowano taką kolorystykę (pośród czołgów kawaleryjskich jak te z regimentów kirasjerów bądź dragonów): Oczywiście były wyjątki: Im wozy młodsze tym większa prostota i jednolitość.
-
https://www.mojehobby.pl/products/La-5FN.html Szukam figurek pilotów w skali 1:48, które mogły wam pozostać po budowie modeli i kwalifikujecie je jako "odpady". Chętnie przyjmę kilku. Mile widziani piloci niemieccy, sowieccy, brytyjscy. Powyżej przykład takiego zestawu.
-
"Nowerskie" H39 (z których potem część przeszła na wyposażenie Wolnych Francuzów, wyzwalała Gabon, a potem została wytłuczona przez lojalistów w Syrii) były malowane w dwa kolory. Oliwkowa zieleń & błękitnoszary. Coś jak u mnie. https://archive.armorama.com/features/6711/index.htm Dioramka. Błękitnoszary kolor pojawił się właśnie w najpóźniejszych seriach. Nieco wcześniej w jego miejsce używano jednego z odcieni brązu. Warto pamiętać, że zaprzestano stosować czarne / kremowe linie rozgraniczające kolory.
-
Ilość kamuflaży zależy od wozu i roku. Im bliżej końca tym bardziej uproszczano kamuflaż. H35 były dość stare więc - podobnie jak R35 - miewały bardzo różnorodne kolorystycznie kamuflaże. Bardzo. Tutaj mój H39. Jeden z najmłodszych egzemplarzy, który na wyposażenie wszedł już w trakcie majowo-czerwcowej kampanii.
-
Wygląda Ok. To jeszcze 1939 czy już 1940?
-
Myjka ultradźwiękowa to ostateczność. W większości przypadku nie ma za bardzo czego usuwać aby aż tak moczyć aero. Nawet możesz odkręcić śrubkę z tyłu ultry (ta pomiędzy spustem, a zbiornikiem) i wyczyścić kanał wyciorem. Ja właśnie cofam się (z przymusu) z Iwaty do HS Evolutiona. Czekam na nowy sprzęt i pewnie kilka tygodni z "Evo" mnie czeka. To cofnięcie się w rozwoju na drabinie ewolucji gdy mowa o precyzji malowania. Nawet atomizacja jest wyraźnie gorsza. Zatem część problemów to właśnie wina Ultry, a konkretnie tego co zalega w tej wielkiej dyszy. W zwykłych aero farba zbiera się w kanale ale dysza zazwyczaj jest dość czysta i jakoś można malować. Na tych samym farbach mam plucie, nierówne krycie, a w połączeniu z "płynnością" pracy (spust, płynność iglicy) jest ogólnie mówiąc ciężko. Malowanie jest nieprzyjemne. Pewnie za kilka dni jakoś się przyzwyczaję. W końcu przez kilka lat pracowałem wyłącznie na Evo i jakoś to było. Jestem w stanie nawet uwierzyć iż świeży chinol FA-180A maluje przyjemniej. Ostatecznie kopiuje chyba Microna.
-
Musze powiedzieć iż tak dziwnej konstrukcji ja jeszcze nie widziałem. Dla beki można by wypróbować.
-
Przydałoby się więcej ujęć całego modelu. Ale i tak jest fajnie.
-
HP-BH to jakieś 9 stów (ebay / amazon). Trochę więcej jak przywalą cło i vat. Wolałbym mieć 900 PLN w kieszeni... ale ta Iwata to faktycznie dobry sprzęt. Co widać po moich pracach. Nauczyłem się nią pracować i robić rozmaite rzeczy, a jeszcze więcej mógłbym pewnie "wykombinować". To praktycznie przedłużenie mej ręki. Szkoda, że dysza trzyma się na ostatnim "pierścieniu" w głowicy. Być może gdybym jej nie uszkodził te 4 lata temu to sprzęt posłużyłby dłużej. Warto zauważyć, że dysza jest jak "nowa" (mikroskopem jej nie sprawdzę). Przyjrzę się tym produktom. Wykręcana głowica dobrze brzmi... Mym zdaniem dyszę najlepiej czyścić pędzelkiem 0, który wcześniej namoczy się np. w izopropanolu. To łagodny rozcieńczalnik / rozpuszczalnik. Sam kanalik głowicy (a także dyszę w Evo) dobrze mi się czyści mikroaplikatorami.
-
Zwyczajnie. Dużo malowania farbami pokroju Vallejo (oczywiście mają różny skład). Nie ważne jakiej chemii będziesz używać do czyszczenia... będzie się stopniowo odkładał nagar, który w pewnym momencie zablokuje dyszę bądź pogorszy płynność pracy iglicy. Lepiej tego nie mieć wówczas gdy robi się coś naprawdę precyzyjnego bo cała wcześniejsza praca może pójść na zmarnowanie. Patyczki zasadniczo nie pozostawiają żadnych włókien. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Ale wierzę, że ktoś mógł mieć taką sytuację. Mam Evolutiona z którym nie mam większych problemów. Starszy od Iwaty (ta ma 5 lat). Od 2019 ta sama dysza i iglica. Lepszy od HP-BH? Nie. Po prostu robi mniej roboczogodzin bo służy do nakładania podkładu i lakieru. Do tego nie potrzebuję jakiejś precyzji więc rozbieram go może raz na tydzień. Może rzadziej. Choć też przyznaję iż przy konstrukcji Evo taka sytuacja jak powyższa nie ma jak wystąpić. Prędzej rozkalibruje się dysza. Z jednej strony chciałoby się naprawić ten przód mocowania dyszy do korpusu Iwaty... z drugiej... w sumie kupno nowej majątkiem nie jest. Choć jeżeli po ewentualnym zakupie uda mi się usunąć usterkę w starej to zapewne będę sobie "nówkę" dłuuuugo wypominał.
-
Dopisek - Inna sprawa, że gwint te 4 lata temu uszkodziłem i powolutku się on ścierał. Być może niebawem po prostu zamówię kolejną HP-BH. Aczkolwiek na tym forum ktoś pisał, że w jakiejś Iwacie dał radę naprawić gwint. Niestety ja na tym się nie znam. Póki wosk pszczeli wystarczy to jest ok.
-
Czyli muszę znaleźć jakiś plastyczny wosk pszczeli. Od początku 2020 trochę minęło, a maluję codziennie. Odrobinka za każdym razem, po czyszczeniu i w końcu zacząłem widzieć dno w pojemniczku.
-
Szukałem tamiya nozzle sealant bo kończy mi się zawartość czerwonego pudełeczka. Niestety nie znalazłem go "luzem". Zatem moje pytanie brzmi: Czy ktoś wie co to dokładnie jest bo może mógłbym znaleźć to gdzie indziej, pod inną nazwą. Czerwone, miękkie, świetnie uszczelnia powierzchnię pomiędzy dyszą a areografem.
-
Dziękuję za komentarze. Może pomyślę nad jakimś "kogutem". Następny model będzie Junkersem Ju-87 G-2, od Hasegawy. Ta sama skala.
-
Mój trzeci model lotniczy. FW-190. Zasadniczo nie lubię większości myśliwców z silnikiem gwiaździsty. Foka nie jest tu wyjątkiem. Do tego przyszło mi ją malować w nudnej wersji kamo (1943-1944). RLM od AK, których użyłem, są tak "mrocznoszare" iż się wręcz zlewają w jedno. Model od Eduarda jest dość dobry. Ma dużo detali. Na szczęście miał też dwie wersje owiewek... jedna pękła przy jej czyszczeniu. To jest aż tak bardzo cieniutkie aczkolwiek przejrzystość wyjątkowo dobra. Podwozie oczywiście nie zostało zaprojektowane z myślą o modelach "latających" i musiałem troszkę się nad nim pomęczyć. To niestety nie Zvezda. W instrukcję można by wpleść rysunki do własnoręcznego zrobienia masek. Ale pewnie lepiej je sprzedać "osobno" lub w zestawie "zaawansowanym". W przyszłości lufy działek muszę zastąpić stalowymi pręcikami. Plastik jest do bani (w porównaniu do typowych modeli wargamingowych). Łamie się. Z uwag malarskich to pewnie jeszcze popracuję nad lepszym cieniowaniem przed nałożeniem właściwych kolorów. Zwłaszcza tych "dziurek" po nitach, których Eduard nie żałował. ich washowanie spowodowało iż model wziął chyba za dużo filtra. Nie żałowałem też "osmolenia". Może nawet za dużo... ale testowałem opcję. Następnym modelem będzie chyba w końcu MiG-3. Youtube:
-
Ależ ja na niego czekam. Ciekawe tylko jaką cenę na niego przywalą.
