HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Oczywiście, że byłoby fajnie. Jestem całym sercem za. Mówiąc, że mam czyjeś negatywne opinie nt. modelarstwa w dupie mam na myśli jedynie fakt, iż nie mają one wpływu na moje postrzeganie tego hobby. Ale zawsze będe modelarstwa bronił i próbował przekonać do swoich poglądów w miarę możliwości. Zreszta nie sądzę, aby modelarstwo (w tym redukcyjne) miało dziś jakiś niski lub ośmieszający status. Uważam, że ogląd modelarstwa jako hobby dla dzieci lub dziwaków należy do przeszłości. I nikt rozsądny ani tego nie ośmiesza ani się juz nie wstydzi. A co do wzrostu popularności i prestiżu cóż... Niewielki mamy na to wpływ. Tacy np. brydżyści i filateliści byli niegdyś prężnym środowiskiem, dziś to cień dawnej potęgi. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Cóż, wydawało mi się, że odczytałem poprawnie Twoją tezę która (ubarwiona nieco sarkazmem) wg. mnie brzmi : Niegdyś (Polska, lata 70-te?) modelarstwo plastikowe siedziało w piwnicy albo w dziecinnym pokoju i wstydziło się, że istnieje. Dopiero dzięki staraniom Wielkich Modelarzy, wyszło na świat i zostało oficjalnie pobłogosławione przez władze i organizacje społeczne typu LOK, APRL itp. Już nie musiało się wstydzić, mogło czuć się równie docenione jak szybownicy, motocrossowcy i filateliści. A potem nastapił regres i dziś znów zamiast Mistrzostw Polski, Świata i Układu Słonecznego oraz Błękitnych Skrzydeł przypiętych do dumnej piersi musimy urządzać festiwale w jakichś Psich Wólkach i przemykać się pod ścianami z modelami za pazuchą, bo nas wyśmieją, Nie kupuję tej filozofii i o tym był mój post. Może jestem dziwny, ale nie mam potrzeby by kłaniano mi się w pas na dzwięk słów "modelarz redukcyjny", jeśli to ma być prestiż. Mam też gdzieś, co myślą o tym hobby inni. Nie uważam, by czyjakolwiek opinia (a tym bardziej oficjalna) decydowała o tym, czy pewna dziedzina działalności jest słuszna, poważna i powinna być popierana. Bo o tym decydują TYLKO i WYŁĄCZNE sami zainteresowani. Jeśli zbudują wokół tego swój świat wypełniony organizacjami, zawodami i popularnością, to ok. Jesli nie są w stanie - to niech nie narzekają. Ale w żadnym przypadku nie stanowi to o "prestiżu" czy "wstydzie" z powodu bycia modelarzem plastikowym, drewnianym lub porcelanowym. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Są liczne strony i aplikacje które wczytują zdjęcia lub skany tekstu, przetwarzają na faktyczny tekst i tłumaczą. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
A dlaczego jego miejsce było w aeroklubach i czy w ogóle gdziekolwiek indziej miało być przyklejone? To bzdurne realia PRL-u sprawiały, że wszystko musiało być koncesjonowane i odgórnie zatwierdzane. I tylko stąd wynikały te starania. W normalnym świecie nie ma znaczenia, czy ktoś uznaje modelarstwo plastikowe za sport, sztukę, czy dziecinną zabawę. Jeśli sa ludzie którzy się tym zajmują, chcą się zrzeszyć i hobby promować to proszę bardzo i nikomu nic do tego. Nie potrzeba żadnego oficjalnego "uznania". No i co z tego? Czy modelarzy, gołebiarzy, miłośników pieców kaflowytch lub grania na ukulele powinno obchodzić co myślą o nich inni? Czy opinia innych uniemożliwia zrzeszanie się, promowanie, organizowanie zawodów, rankingów itd? Znowu - jeśli czyjekolwiek złośliwości miały moc pozbawiania modelarstwa plastikowego prestiżu, to nienajlepiej świadczyło o modelarzach. Widać sami nie wierzyli w to, co robią. Mówię o czasach w których można już było dowolnie się zrzeszać i działać wedle życzenia. -
Dziękuję. Konkretne uwagi i zastrzeżenia. są zawsze mile widziane. Ale oczywiście mam również prawo je zignorować Czasem ze względu na zbyt wysoki (w moim odczuciu) stosunek kosztu do zysku z jakiejś operacji, czasem ze względu na inny poziom wrażliwości na pewne niedociągnięcia niż krytykujący. Masz rację, że model nie jest przyjazny. Zreszta spodziewałem się tego, więc nie narzekam. Swoja drogą, jeśli zaczniemy przyglądać się gotowym modelom z bliska przez lupę, to starsze lub mniej składalne zestawy zawsze będą ustępować tym nowym z najwyższej półki. Bez względu na ilość pracy włożonej w detalowanie przez modelarza. Np. tak chętnie stosowane nitowanie. przy odpowiednim zbliżeniu wygląda słabo w porównaniu do fabrycznych, wklęsłych nitów widocznych w zestawach Eduarda czy AH. Przykłady można mnożyć. Oczywiście pomijam tu dzieła modelarskich mistrzów gotowych spędzić nad projektem kilka lat intensywnej pracy. Jeśli ktoś, jak np. A. Ziober jest gotowy do wykonywania każdego z tysięcy nitów osobno, przez precyzyjne nakłucie, to tylko chylić czoła.
-
Edit. Nie potrafię dostrzec ich wężykowania na żywo, choć może mam nie tak ostre kryteria wężykowania. Druga linia od lewej nie była dotykana i nie pokrywa się w zestawie. Machnąłem ręką, bo w szczelinę przyjdzie antena która to optycznie ukryje. Przesunięcie wynosi mniej niż 0.2 mm.
-
Ale z wybrzeży znajdujących się pod kontrolą Ukrainy do Sewastopola jest 300 km. Chyba żaden Harpoon nie ma takiego zasięgu. A ten duński to Block I z zasięgiem bodajże niecałych 100 km.
-
Ocenianie takich szczegółów na zdjęciach bywa zawodne. Tym bardziej, że robię zdjęcia bez obiektywu makro, bez odpowiednio rozproszonego oświetlenia itd. Zapewniam CIę, że linie które zanikają na zdjęciach, w rzeczywistości są bardzo wyraźne. Natomiast tam gdzie są wyraźne, to akurat mogłyby być płytsze Niesety, nacinanie dłuższych linii podziału w uprzednio szpachlowanych miejscach to jest sztuka, której jeszcze nie opanowałem do końca. Jednolitą szerokość linii jeszcze jakoś ogarniam. Ale głębokość niestety potrafi się wahnąć. Tam, gdzie jest tylko samo tworzywo, to wielkiego problemu nie ma. Ale na granicach cjanoakryu i tworzywa - to inna sprawa. P.S. Przy czym, oczywiście mówimy o problemach które bez lupy lub w odległości 40 cm od modelu są niedostrzegalne. Co nie znaczy, że nie należy z nimi walczyć.
-
Powiedz gdzie. Może czegoś nie dostrzegłem.
-
Ale tych zaniedbań w większości nie dało się uniknąć. Cofnijcie się te 20, 25 lat i wyobraźcie sobie polityka który mówi: Musimy sie zbroić, bo wojna z Rosją tuż, tuż. Niestety to będzie kosztować kupę pieniędzy, więc nastawcie się ludzie na deficyt budżetowy, wyskie podatki i inflację. Wiem, że były widoki na wzrost gospodarczy i poprawę warunków życia ale niestety musimy teraz zacisnąc pasa w imię obrony niepodległości. Co prawda cała Europa zmniejsza wydatki na zbrojenia, ale to głupcy którzy nie potrafią przewidziec co będzie za 20 lat a my tak. Oczywiście taki polityk spotkałby sie z owacją i wygrywałby wybory w cuglach prawda?
-
Rozkręć zawór jak na zdjęciu powyżej. I pokaż jak wyglądają u Ciebie te wszystkie TRZY (z uszczelką 4) elementy. Wtedy będzie można coś powiedzieć. Jeśli powietrze leci bez względu na położenie spustu, to po prostu uszczelka nie domyka kanału. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest niewiele. Brudna lub wadliwa uszczelka, brudny kanał zaworu, zacierająca się iglica zaworu, za słaba lub słabo dokręcona sprężyna. To wszystko. Pęknięcie kanału/gniazda zaworu jest mało prawdopodobne.
-
Szpachlowanie, rycie linii, szlifowanie, polerowanie, wygładzanie. Potem szlifowanie, polerowanie, szpachlowanie. Potem szlifowanie... No dobra. Na koniec Surfacer 1200 który prawdę Ci powie. A potem od początku... Na razie dosyć. Mogę sie zabrać za detalowanie przedziału zbiornika. Przy okazji uchwyciłem wnętrze gondoli podwozia. Nic tam specjalnego, ale nie jest przynajmniej pusto. W tylnej części gondoli też chyba coś dodam.
-
P.S. Przepraszam doświadczonych modelarzy za komentowanie i ilustrowanie rzeczy dla nich oczywistych. Chciałbym, aby ta relacja była przydatna również dla tych mniej lub bardziej początkujących.
-
Sklejanie kadłuba muszę robić etapami, by pilnować na ile się da, spasowania. Miejscami cienki klej Tamiyi, a tam gdzie szpary, cjanoakryl. Ale mimo tego, nawet jak w jednym miejscu pasuje, w drugim robi się schodek. Zwróćcie uwagę jak zbiegaja się linie podziału. Nierewelacyjnie, prawda? No to teraz patrzcie z drugiej strony: Z tyłu jest schodek, a tu go nie ma... Skoro już o schodkach. Ich bezśladowe usuwanie na łączeniu połówek jest wredne. Ten kawałek zajął mi jakieś 15 min. szlifowania i polerowania. U góry widać wycięcie i wklejony kawałek przeźroczystego tworzywa. Większość He-219 miała tam "okienko". W zestawie jest jedynie zamarkowany panel. Pasowanie wanny podkadłubowej też trzeba sprawdzić na tym etapie. Jakikolwiek większy schodek między burtami wanny a burtami kadłuba byłby ciężki do usunięcia. Panel nad stanowiskiem działek "schreage musik" jest zabawny. Nie dośc, że jest za niski i słabo pasuje, to jeszcze jego jedna strona ma wypychacz: ...za to druga jest kompletnie płaska. Coś trzeba z tym zrobić. Zestawowa osłona kabiny została delikatnie przyklejona na wikol jako ochrona wnętrza w czasie obróbki kadłuba. Pasuje kurna, rewelacyjnie. Dla małej odmiany, zająłem się wyprowadzeniem na gładko przeźroczystego panelu. Da radę, choć to jeszcze nie koniec.
-
Hans Werner Grose był w czasie wojny pilotem myśliwskim (m.in. Me-262) a w latach 60-tych i 70-tych legendarnym mistrzem i rekordzistą szybowcowym. W trakcie mistrzostw świata w 1974 pytano uczestników, czy latają bardziej dla siebie, czy dla kraju który reprezentują. Jego młodszy kolega z reprezentacji, Helmut Reichmann odrzekł, że zawsze startuje dla Niemiec. Grose natomiast powiedział mniej więcej coś takiego: Zawsze dla siebie. Nie ma znaczenia z jakich krajów są przeciwnicy. To ja chcę wygrać. Również z niemieckimi pilotami. Walka dla kraju? Mieliśmy tego g..wna wystarczająco dużo w młodości. Wszyscy wiemy, do czego to doprowadziło.
-
Skończyłem wreszcie prace nad wnętrzem kabiny. Mówię wreszcie, bo dłubania jest sporo, a efekty nie będa zbyt widoczne. Ołów napchany gdzie się da, dodam jeszcze w gondolach silnikowych. Wnęka przedniego podwozia jakoś tam od biedy wypełniona. Na zdjęciu niewiele widać, na modelu tez nie będzie. Metalowe pasy Eduarda coraz bardziej mnie rozczarowują. Niby są coraz bardziej szczegółowe i rozbudowane, ale po zmontowaniu wyglądają jak sterta złomu rzucona na fotel. Wydaje mi się, że pasy w formie kalek 3D są lepszym rozwiązaniem. Ale tu musi zostac jak jest.
-
Albo nawet gorzej, gdy przyrost ceny jest jedynie zabiegiem marketingowym - np. utrzymaniem prestiżu marki. Tak jak w przypadku porównania Iwaty z Creos-em, gdzie dużo wyższa cena HP-CH i CM-C w porównaniu do odpowiednio PS-289 i PS-770 nie ma żadnego uzasadnienia jakościowego lub eksploatacyjnego.
-
Bez przesady. Nauczenie się posługiwania i obsługi aerografu jest na pewno o niebo prostsze niż nauka jazdy i obsługi roweru.
-
Oraz drugi fakt, że ci początkujący modelarze często zaczynają od farb wodorozcieńczalnych które sprawiają najwięcej problemów z zapychaniem i czyszczeniem. Duża dysza w aerografach H&S tylko pozornie pomaga, bo choć czyszczenie łatwiejsze, to znacznie więcej farby w niej zostaje i zasycha. Małym dyszom zwykle wystarczy dobre przepłukanie bez odkręcania. Dużym niekoniecznie.
-
Źle wyczyszczony po malowaniu. Igła zaklajstrowała się wewnątrz kanału i po odciągnięciu spustu nie wracała na miejsce. Dlatego spust latał luźno. Słów "nie dało się naprawić" nie chwytam. Kto stwierdził, że sie "nie dało"? I kiedy? Po ukręceniu dyszy, czy przed?
-
Też o niej myślałem, bo to oczywiście legendarny egzemplarz, choć szybko dokonał żywota. Zniechęciło mnie dość monotonne malowanie oraz brak dostepnej osłony vacu do wczesnych egzemplarzy A-0. Zestawowa osłona nie jest taka zła, ale jednak mniej przejrzysta.
-
Witam ponownie. Była chwila przerwy, bo zachciało mi się jeszcze otworzyć komorę uzbrojenia. Musiałem poczekac aż przyjdą działka MK-108. Okazało się, że nie jest tak łatwo zdobyć model tej broni w 1/72. Ale czekanie się opłaciło, bo wyrób nieznanej mi firmy GasPatch przeszedł oczekiwania. Wydruk 3D naprawdę zaskoczył mnie precyzją. Bez działek nie za bardzo był sens dłubania komór, bo muszą one (działka) z grubsza pasować do otoczenia. Oczywiście będzie jeszcze trochę czyszczenia i polerowania. Komory mają się otwierać na zawiasach. Będa odwzorowane jedynie przednie komory, bo mi się nie chce Na dodatek, nie jestem pewien, czy He-219 A-2 były często wyposażane w komplet 4xMK-108 pod kadłubem. Moje teoria brzmi, że niekoniecznie, i być może w ogóle zaślepię otwory wylotowe pocisków tylnej pary, tak jak to widać na niektórych zdjęciach, oraz na zachowanym egzemplarzu. Poza tym, niewiele nowego mogę pokazać. Komora przedniego podwozia jest pusta w zestawie a Eduard też jej nie tknął. Więc tykam ja.
-
Zgadzam się, że można srebrny C8 traktowac jako podkład na plastik. Ale nie zgadzam się, że przy stosowaniu srebra surfacer jest zbędny. Wg. mnie, łatwiej przeszlifować i uzupełnić większe nierówności na czarnym (czy jakimś innym) surfacerze niz na srebrnej farbie która daje jednak cieńszą warstwę i gdzie od razu doszlifujemy sie do plastiku. No i surfacer dobrze wypełnia drobne rysy a C8 niekoniecznie. Potem można położyć srebrny jako bazę do odrapań i ostateczne sprawdzenie powierzchni.
