Myślę, że doświadczony pilot, taki jak Rudel, miał więcej wiedzy i mniej powodów, żeby sobie przypisywać nieistniejące rozwałki. I te jego 500 czołgów, w porównaniu do intensywności kariery szturmowej jest rozsądna.
Co do systemu szkolenia.
Gdyby amerykanie musieli walczyć tak jak niemcy po 42 w warunkach przewagi ilosciowej wroga. I to sporej przewagi. I jednocześnie z ciągłym niedoborem paliwa żercia i ogólnie wszystkiego, to tez stawialiby na jak najlepsze wyszkolenie. Czytając wspomnienia takich asów jak Papa Boington , czy nawet wielu naszych asów, trudno nie odnieść wrażenia, ze byli to farciarze. I w warunkach dużej intensywności działań wojennych dopiero zaczęliby jako myśliwcy dojrzewać. Mam wrażenie, ze niemieccy experten prowadząc walkę mieli nad nią większą kontrole . I to głównie ze względu na ilość lotów , w których dochodziło do walki.Bo przecież szykowne mundury zaprojektowane przez Hugo Bossa, nie dodają punktów do statystyk myśliwskich ,-))