Tleli
Użytkownicy-
Liczba zawartości
197 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Tleli
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 8
-
Skleiłem skrzydła, co wymagało nieco gimnastyki. Jako bazę pasowania przyjąłem krawędź natarcia i końcówkę płata. Trzeba było trochę podpiłować przód górnych połówek skrzydeł przy kadłubie. Z tyłu zostały +/- milimetrowe szpary, ale da się je sensownie wypełnić. Przed sklejeniem skrzydeł umieściłem w nich golenie podwozia. Nie spodobał mi się pomysł sposobu ich zamocowania w modelu - dwie niewielkie spoiny pracujące na rozciąganie/rozrywanie. Póki więc miałem dostęp, wzmocniłem ich mocowanie w dolnej połówce płata, żeby bez obaw wytrzymały ciężar modelu. Pozostaje mi mieć nadzieję, że ich nie utrącę w dalszych fazach budowy Natomiast rozczarował mnie Part. Jak widać, chcę wykorzystać fototrawione klapy. Radośnie odciąłem więc klapy plastikowe i skleiłem blaszane, po czym zmartwiłem się przy (spóźnionej) przymiarce. Wewnętrzne klapy pasują, ale zewnętrzne za bardzo się zwężają przy lotkach. Co więcej, z jakiegoś względu Part nie dał żeber do stałej części płata, a tylko do klap. Wcześniej kombinowałem, że wychylę klapy na mały kąt i nie będzie tego braku tak widać. Tylko że wtedy będzie widać złą szerokość klap. Mogę je wychylić bardziej licząc, że oszukam oko, ale wtedy będzie widoczna pustka nad klapami. Wreszcie mogę próbować to poprawić... Coś wymyślę. Co też kuriozalne, Part przysępił na żeberkach, ale dał komory bomb oświetlających (za komorami podwozia)!? Aha, mam pytanie, bo im dłużej się gapię na zdjęcia, rysunki i modele, tym głupszy jestem. Jak wyglądały światła pozycyjne w płatach - kolorowe żarówki w bezbarwnych osłonach, czy całe osłony kolorowe?
-
W międzyczasie zamknąłem kadłub. Wnętrze bez wodotrysków, chociaż wykorzystałem tablice Yahu. Osadziłem też dolną część płata z dopasowanymi komorami. Dałem też kilka zaślepek, żeby zmniejszyć przeciągi wewnątrz modelu. Dzięki dwóm warsztatom kolegi Huberta wiedziałem mniej więcej, co mnie czeka. Spasowanie jest short-runowe, czyli całkiem dobrze pomyślane, tylko trzeba uważać. Pora na dopasowanie górnych połówek skrzydeł...
-
Gratulacje! Brawo za temat, przeróbki i wykonanie.
-
W zestawie P.24G jest arkusz blaszek, pośród których znajdują się pręty mocujące widoczne przed silnikami. No to odrysowałem kształt tej części i na powstałym w ten sposób szablonie zrobiłem układankę z drucików. Przymiarka wygląda obiecująco, chociaż cała prawda wyjdzie dopiero po pryśnięciu kolorem.
-
No to mam odlewy. Resztę dorobię - chwyty powietrza, te pręty widoczne przed silnikami. Muszę też zmasakrować jedno śmigło, bo silniki miały przeciwne kierunki obrotów.
-
Dwa Łosie latały z cywilnymi rejestracjami do celów promocyjno-propagandowych. Oba pochodziły z początkowej partii zaliczanej do wersji PZL.37A bis. Mnie interesuje tutaj egzemplarz 72.13, na którym zabudowano silniki Gnome-Rhone z myślą o uzyskaniu wersji na eksport (co nie było możliwe z "normalnymi" silnikami brytyjskiej proweniencji). Stąd ten samolot oznaczono PZL.37/III jako prototyp zamierzonej wersji eksportowej Łosia C. Z rejestracją SP-BNK odbył rajd promocyjny przez Rumunię, Bułgarię i Grecję do Turcji, z załogą Bolesław Orliński i Stanisław Riess. Po zabłądzeniu Orliński lądując w terenie przygodnym złamał goleń podwozia, co zakończyło karierę tego samolotu. Było to w sierpniu 1938 roku. Istnieje bodaj tylko 6 zdjęć PZL.37/III i chyba wszystkie są w Monografii Lotniczej 100 AJ-PRESSu. Stamtąd pochodzi też poniższa plansza barwna. Oczywiście nie ma takiego zestawu do sklejania, więc czekają mnie przeróbki - poważne, ale ograniczone tylko do silników, bo reszta płatowca nie wykazuje istotnych różnic. Jako bazę wziąłem ten short run od FLY, o ten. Z dwóch powodów: w przeciwieństwie do IBG zapasowe magazynki karabinów maszynowych są osobno, dzięki czemu nie muszę ich usuwać z wnętrza, po drugie zaś niedawno w łapki wpadły mi blaszki do modelu FLY i pewnie coś z nich wykorzystam. Co do silników - 14-cylindrowych podwójnych gwiazd, to są one bardzo zbliżone do jednostek napędowych PZL P.24G - w skali 1:72 praktycznie bez różnicy. Ponieważ mam ten zestaw od IBG, to postanowiłem bezczelnie skopiować potrzebne elementy. Tak chałupniczo - odcisnąłem natłuszczone części w silikonie, powstałe w ten sposób formy po stężeniu (i natłuszczeniu) zalałem żywicą (właściwie dwuskładnikowym klejem epoksydowym) i odstawiłem na kolumnę głośnikową do stwardnienia. No i tak będę powoli "tworzyć" i od czasu do czasu zamelduję, czy coś z tego wychodzi.
-
W sumie nie. Użyłem części zestawowych, trochę doszlifowanych.
-
Dzisiaj 87 rocznica przelotu Skarżyńskiego przez Atlantyk. W czasie 20,5 h ustanowił światowy rekord odległości dla samolotów turystycznych o masie własnej do 450 kg z wynikiem 3582 km. Co też bardzo ważne - na samolocie polskiej konstrukcji RWD-5bis. Modelik popełniłem już jakiś czas temu (był nawet na dwóch wystawach), ale tu czekałem na upamiętnienie dokonania, zgodnie z nazwą wątku:
-
Rozciągnij zdjęcia w poziomie i będzie ok.
-
Są jakieś postępy? Mam zamiar zrobić własnego i chciałbym mieć kompletną ściągawkę ?
-
Gratulacje ukończenia tego modelu. Z pewnością kosztowało to również sporo wysiłku psychicznego.
-
Oczywiście, że można - dla mnie to zaszczyt, dziękuję. W moim portfolio ("Rocznicowo") są jeszcze zdjęcia "Afrykanki", a tu daję zdjęcia drugiego (znaczy pierwszego, bo prototyp):
-
Dziękuję Co wezmę następnego, to się zobaczy, bo wiele pomysłów czeka w kolejce (pewnie jak u niemal każdego z nas). Aktualnie jednak odkurzam tory:
-
10 dni temu minęła 88 rocznica ukończenia rajdu afrykańskiego przez Stanisława Skarżyńskiego i Andrzeja Markiewicza. Waga tego dokonania jest tym większa, że był to pierwszy rekordowy przelot na samolocie polskiej konstrukcji - lekko zmodyfikowanym PZL Ł.2:
-
No i tak to wyszło. Niedoróbek jest sporo - ot, zrobiłem, jak umiałem i może kogoś zainspiruję do lepszego wykonania. Na konkursy te modele jeździć nie będą, a bardzo chciałem je zrobić - jako uzupełnienie kolekcji tematycznej o Orlińskim i może zaczątek kolekcyjki o Skarżyńskim (dobra, przyznam się, że w pudełkach już czekają RWD-5bis i Wellington). Dziękuję wszystkim za otuchę i dobre rady.
-
Robota troszkę podgoniona. Maskowanie zdjęte - nawet nic się urwało przy tej okazji. Trzeba jeszcze dorobić wiatrochrony i cięgna sterów. Wtedy będzie można składać wszystko do całości.
-
Jeśli wydruk na atramentówce, to z pewnością tak. Ja drukowałem na laserowej i po wydruku na próbę trochę pocierałem paluchem - nic złego się nie działo, więc darowałem sobie lakierowanie i nie było z tego powodu kłopotów. Natomiast inni w większości przypadków radzą lakierować.
-
Kalkomanie kładły się dobrze. Na zdjęciu stan przed lakierowaniem, w trakcie zapuszczania linii. No cóż, na tyle starcza moich umiejętności.
-
No dobra - powiedzmy, że literki pomalowane. Teraz etap, którego się najbardziej obawiam, czyli kalkomanie wyrobu własnego. Porwałem się na nie, gdyż w grę wchodzi tylko czarny kolor. Znalazłem logo PZL, a nawet anglojęzyczną nazwę wytwórni z literami o odpowiednim kroju, który widać na zdjęciu oryginału pod kabiną. Wydrukowałem na zwykłej laserówce, na arkuszu czystej kalkomanii i spróbuję to położyć na modelu...
-
-
Fakt, że moje szwy okazały się ślepą uliczką. Ale zostaną na jednym kadłubie jako memento... Tymczasem wstępnie pocieniowałem ugięcia płótna i trysnąłem jedną warstwę tamiyowego sreberka. Po naniesieniu drugiej warstwy powinno to już jakoś wyglądać.
-
A ze skrzydłami było trochę roboty z uwagi na szerokie rowy przed lotkami i klapami. Na zdjęciu widać też, że stateczniki pionowe były zwichrowane (na sztorc w klamerce). Naniosłem już warstwę podkładową i myślę, że skrzydła trochę zyskały na moich wysiłkach. Stateczniki dało się wyprostować w ciepłej wodzie. Widać też efekt szwów - czy lepszy od fototrawionek, nie wiem, ale przynajmniej przekrój mają okrągły. Uwidoczniło się jeszcze trochę małych skaz powierzchni i teraz je wyrównam przed dalszymi operacjami malarskimi.
-
Może i racja - zmniejszę. Mam niezłą zagadkę z malowaniem prototypu. Na tej stronie napisali, że "Był kremowy z czerwonymi akcentami". Czy przez "akcenty" rozumieją cały przód? Z kolei tutaj dali barwę niebieską. Potwierdza to p. Glass (3 minuta), ale podaje, ze reszta była srebrna! Chociaż na tej fotce kolor sprawia wrażenia bardzo jasnego w porównaniu z nakładkami śmigła, więc czy rzeczywiście srebrny? Czarno-białe zdjęcia bywają zwodnicze i co innego farba, a co innego goły metal - więc nie wiem... Kolejna kwestia, to barwa rejestracji. Niby wydaje się, że czarna, jak na rysunku sylwetki, ale to zdjęcie sugeruje jaśniejszy odcień (niebieski?). Umiecie coś poradzić? I na deser dwie ciekawostki, które trudno traktować jako źródło: czekolada i zapałki
-
Zobaczyłem, że nowy Modelwork w końcu pozwolił mi na logowanie, więc wracam do tematu. Dorobiłem "Afrykance" pierścień Townenda i metalowe śmigło. Oba modele przygotowane do malowania - wyraźniejsze zdjęcia dam, gdy położę pierwszą warstwę i będzie wyraźniej widać niedoróbki.
-
Zrobiłem je z nici z rajstop. Najpierw porozpinałem je na widocznym na zdjęciu stelażyku uzyskując kratkę z wielu nici poprzecznych i kilku wzdłużnych (jak to czasem robią szkutnicy plotąc takielunek) - gęstość i kąt nici poprzecznych decydują o późniejszym wzorze szwów. Potem trzeba było odebrać niciom elastyczność. W tym celu przetarłem je paluchem lekko moczonym w kleju do plastiku, a potem jeszcze prysnąłem farbą olejną. Na skrzyżowaniach dałem też po kropelce cyjanoakrylu. A potem to już tylko porozcinałem kratkę na pojedyncze ciągi szwów i wkleiłem je do rowków wytrasowanych na kadłubie, żeby jak najlepiej zagłębić wzdłużną nić. Czy to rękodzieło się obroni, to będzie widać po pryśnięciu pierwszej powłoki...
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 8
