Banny
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Banny
-
Niemiecki pilot w kabinie Spitfire z 303go, prawdopodobnie RF-A Kołdyńskiego (czytaj historię poniżej). Swoją drogą, czy ktoś jest w stanie rozpoznać tego lotnika? Twarz jest mi znana, ale jakoś nie mogę skojarzyć... Poniżej, dla równowagi, już Jan Zumbach we własnej osobie, też w Spitfire! Trochę historii 27 kwiecień 1942, godzina 14:40. 11 maszyn Spitfire z Dywzjonu 303, dowodzonych przez S/Ldr. Kołaczkowskiego, startuje z bazy Northolt do operacji Circus 141. Spotkanie z osłanianymi bombowcami nastepuję o 15:04 nad Southend. Dywizjon lecąc na wysokości 17,000 stóp mija francuskie wybrzeże w okolicy Dunkierki o 15:30. Na 10 mil przed osiągnięciem celu z zachodu nadlatuje grupa FW 190 i kieruje się ku bombowcom. Polskie dywizjony 303 i 317 natychmiast interweniują. F/Lt. Zumbach i P/O Glowacki zgłaszają prawdopodobne zestrzelenia FW 190. Pojawiają się Bf 109, które zmuszają Polaków do uniku. Zresztą niemieckich maszyn cały przybywa i wkrótce cała osłona się angażuje w odparcie ataku ponad 40 przeciwników. W zabawę włącza się intensywny FLAK nad Lille. Walka rozbija się na szereg pojedynków rozgrywających się na sporym obszarze i trwa do czasu wycofania sie bombowców znad kontynentu. Dzięki poświęceniu Spitfire'ów łupem Niemców pada tylko jeden Boston (zwycięzca to Hptm. Johannes Seifert, Stab I./JG 26, 15:50-16:00), dwa inne mimo uszkodzeń dociągają angielskiego wybrzeża. Ma to swoją cenę, Niemcy zgłaszają zestrzelenie aż 7-u Spitfire. Ofiarą ataku asów z JG 26 (wśród nich byli np Hptm. Joachim Müncheberg ze Stab II./JG 26 czy Maj. Gerhardt Schöpfel ze Stab/JG 26) pada m.in. pilot Dywizjonu 303 F/O Kołodynski. Tak opisuje to Jan Zumbach: "Prowadziłem mój dywizjon na wysokości 18.000 stóp, gdy w odległości około 5-8 mil od Lille dostrzegłem z mojej prawej strony 12 FW 190 lecących na wysokości między 20.000 i 22.000 stóp. Gdy nieprzyjacielskie samoloty rozpoczęły nurkowanie w strone bombowców wydałem mojemu dywizjonowi rozkaz zaatakowania ich. Ja oddałem krótkie serie z odległości 300 yardów w stronę pierwszego i drugiego FW 190, chcąc je odpędzić. Całą formacja nieprzyjacielska wykonała wówczas zakręt w lewo w górę, tam została zaatakowana przez Dywizjon 315. Trzecia maszyna wrogiej formacji, którą zaatakowałem gdy zakręcała, otrzymałą ode mnie krótką serię z 300 yardów. Nieprzyjaciel zakręcił w lewo i zaczął się wznosić pionowo w górę. Ponownie go ostrzelałem i wykonał pół beczki. Ponownie go ostrzelałem kiedy był w pozycji plecowej, po czym poszedł korkociągiem w dół. Wraz ze skrzydłowym (F/O Kołodyńskim) poleciałem za nim i oddałem jeszcze dwie serie. Na wysokości 10.000 zostawiłem przeciwnika spadającego nadal korokociągiem, bo byłem już poniżej pułapu bombowców. Razem z F/O Kołodyńskim wspięliśmy się na 18.000 stóp. Wtedy zaatakowały nas czołowo 4 Bf 109, które leciały nieco wyżej. Z odległości 100 yardów otworzyły ogień. Natychmiast znurkowałem. Lecący za mną F/O Kołodyński zgłosił że został trafiony i że zamierza ratować się skokiem ze spadochronem. Z jego silnika wydobywał się niewielki biały dym. Po chwili powiedział, że ma zamiar lądować we Francji." Stefan Kołodyński ląduje przymusowo i trafia do niewoli (wrak jego Spitfire Vb RF-E AA840 ilustruje seria niemickich zdjęć powyżej). To jedyna strata Dywizjonu 303go w tej akcji. Nie zmienia to faktu, że operacje Circus były nader kosztowne dla RAF, tracono wiele maszyn i wielu doświadczonych pilotów (jak np Łokuciewskiego, którego historię opisałem niedawno). Tak na marginesie to Zumbach też zdążył zostać jeńcem wojennym! Jednak okoliczności tego wydarzenia, jak i przbieg jego niewoli miały poniekąd dość zabawny charakter... Ale to już zupełnie inna historia. Zumbach w akcji z 27 kwietnia 1942 leciał na Spitfire Vb RF-D BM144. Samolot ten zastąpił oznaczoną identycznie maszynę Łokuciewskiego, utraconą 13 marca (więcej tu: http://www.modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=37934 ) . Chociaż Zumbach na BM144 nie miał więcej sukcesów, to samolot dość długo służył i w tym czasie wielokrotnie zmieniał swój wygląd. Model przedstawia "późnego" BM144, po całkowitym przemalowaniu. (zdjęcia: internet, tekst na podstawie http://orb.polishaf.pl/unit/303sqn oraz książki Jan Zumbacha "Ostatnia walka") O modelu To klasyczny Airfix, opracowany w roku 1971. Bryła poprawna, słabe zdetalowanie, wypukłe i delikatne linie podziałowe (oprócz części silnikowej, która z kolei ma wklęsłe i grube). Zrobiłem go bez poprawek, jedyne moje ingerencje w oryginalny wygląd to dorobienie charakterystycznego lusterka wstecznego oraz użycie kalkomanii Techmodu. Airfix przez wiele lat oferował ten zestaw jako maszynę Zumbacha, aktualnie także jest dostępny ale już w innym oznakowaniu. W sumie nie polecam, Tamiya oferuje znacznie lepszy produkt w skali 1/72. Chyba że ktoś (jak ja) lubuje się w historii modelarstwa i zabawie vintage. Jak zwykle czekam na Wasze uwagi!
-
Ja tam nie jestem wybitnym specem od Mustangów, ale tej linki od anteny w europejskim Mustangu to jesteś pewien?
-
Mam nadzieję, że wena powróci i będziemy mieli możliwość podziwiania Twojej produkcji! Oczywiście. Kwestia indywidualna, co kto lubi w modelarstwie, jakie ma możliwości, umiejętności itp. Jeden modelarz może poświęcić 1000 godzin na zrobienie jednego modelu, inny przez ten czas zrobi 50 modeli. Przy tym obydwaj mogą się przy tym równie dobrze bawić i moim zdaniem o to chodzi w hobby!
-
Witaj! Właśnie pokazałem model wykonany z tego zestawu w galerii, także życzę powodzenia, bo nowy Mustang Airfixa to dość wdzięczny temat. Co do spraw kolorystycznych to polecam książkę z serii "Osprey Frontline Colour - F-51 Units over Korea". Mnóstwo archiwalnych barwnych zdjęć, które mogą stanowić wiarygodną podpowiedź. Na modelach wykonanych przez innych zdecydowanie się nie wzoruj. Taka uwaga natury ogólnej. Mustangi w Korei miały juz długą służbę, z reguły były po remontach, w różnych warsztatch, w różnym czasie. Są przecież wątpliwości nawet do wykończenia fabrycznego, bardziej zestandaryzowanego. A tu tym bardziej oczekiwanie, że elementy wewnętrzne zawsze były malowane w jakiś jeden określony sposób we wszystkich egzemplarzach, jest naiwnością. Np kokpity oczywiście były przemalowywane na czarno, ale żaden znawca tematu nie stwierdzi, że dotyczyło to absolutnie wszystkich Mustangów w Korei. Co do wnęk podwozia to trudno sobie wyrobić zdanie, bo miejsce słabo widoczne na zdjęciach archiwalnych, ale pokrywy od strony wewnętrznej zazwyczaj były srebrne, choć zdażały się zielone, co wyraźnie można zauważyć na barwnych fotkach.
-
Ślicznie rozebrany Mustang! Domyslam się że to Tamiya wsparta zestawem Airesa? (z takich absolutnych drobiazgów, to korek w podwieszanych zbiornikach z reguły był malowany na czerwono) Kwestia decyzji modelarza. "Maksymalne wierne odtworzenie obiektu" niezbyt mnie pociąga, bo oznacza maksymalnie duży nakład pracy i maksymalne wydatki na dodatki jak żywice, blaszki itd. Ale z niecierpliwością czekam na Twojego Mustanga Robert!
-
Tych linii do zaszpachlowania na skrzydle w sumie nie ma wiele i przecież można to zrobić, to łatwa robota. Osobiście uważam że linie podziałowe, szczególnie w skali 1/72 mają w ogóle charakter umowny. Często ich nie widać na zdjęciach. Szczególnie jeśli samolot jest kamuflowany, to wiele z podziałów zanika i nawet na dobrych zdjęciach archiwalnych trudno je wypatrzeć. Czy w związku z tym należałoby te linie także zamaskować? Skoro linie podziałowe mają charakter umowny, a model ma z natury rzeczy charakter uproszczony, to myślę że można je pozostawić nawet jeśli w rzeczywistości nie były widoczne. Pokazują strukturę techniczną wykonania płatowca, bo przecież te podziały blach istnieją, nawet jeśli są ukryte pod szpachlą, farbą, albo są tak wąskie że niewidoczne nawet z bliska. Zresztą wiele samolotów było szpachlowanych, np. niemieckich i nikt jakoś z tego halo nie robi. Rzadko też widuje Me-262 wykończone na gładko...
-
Mściciel jest gotowy na malowanie, ale na razie musiałem go odłożyć. Ruszę z nim jak tylko skończę maszyny PSP, czyli za jakieś 2-3 tygodnie. Ale warto będzie poczekać, bo Avenger będzie naprawdę z dramatyczną historią!
-
Dzięki za wpis Mikołaj. Faktycznie, mam kilka dodatkowych zestawów Eagle Cals i Xtradecali do P-51D, także zastanawiałem się nad maszynami z bardziej bojowym rodowodem. Tym bardziej, że Mustang z 303go wymagał jakiś tam ingerencji w zestaw, a amerykańca dałoby radę wprost z pudła. Ale jest Polak i to całkiem ciekawy, z kontem zestrzeleń i intrygującym lustrzanym odbiciem seriala na spodzie. Modeli robię dużo i mam wrażenie że troszkę zaniedbałem naszych pilotów... Nadrabiam to, wkrótce zobaczycie w moim wykonaniu także maszyny Zumbacha, Horbaczewskiego i Gabszewicza.
-
Hej Robert! Co do farby to miałem nauczkę przy moim poprzednim Mustangu http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=32485 , któremu poświęciłem znacznie więcej czasu i uwagi, a wyszedł... jak wyszedł. SM Gunze tanie nie jest, ale jak się wkłada ileś tam pracy, inwestuje w dodatkowe kalki, to nie warto oszczędzać. Jeśli idzie o linie podziałowe, to poprawianie ich w Airfixie jest zupełnie bezsensowne. Tamiya ma je delikatne i jest równie dobrym (moim zdaniem nadal nawet lepszym zestawem). Tak przy okazji to ciekawie wygląda porównanie tych zestawów, skleiłem oba także mam porównanie. Projektant formy Airfixa bez wątpienia inspirował się świetnym modelem Tamki, widać to na każdym kroku. W sumie to dobrze, bo wzór był dobry i mamy kolejny bardzo przyzwoity model Mustanga. Przy tym trudno nazwać Airfixa kopią, bo można znaleźć pewne usprawnienia jak np wydzielone klapy czy ster kierunku. Jednak technologicznie Airfix nadal ustępuje, detale nie są tak perfekcyjnie odtworzone. Wszystkie drobne części wyglądają gorzej (np. golenie podwozia, zbiorniki podwieszane, maszt anteny w ogóle nie nadaje się do zastosowania). Plusem jest fakt, że oba modele są w dużej cześci kompatybilne i wiele części można między nimi wymieniać bez większych ingerencji. Jakbym miał podsumować to uważam Airfixa za poprawny, a nawet za dobry model, ale gdybym miał jeszcze kiedykolwiek złożyć późnego Mustanga, to wolę produkt Tamiya mimo wyższej ceny. Opuszczane klapy nie są dla mnie na tyle istotne. Tak na marginesie, to przy jakości i cenie Airfixa tracą rację bytu inne zestawy P-51D w 1/72 np. Hasegawa, Italeri, o Academy nie wspominając. Można je wywalić do kosza!
-
Aha, no to sorki za niezrozumienie. Co by nie robić, to może być kłopot z żaluzjami. A przy tej żywicy dojdzie jeszcze problem ze spasowaniem spodu silnika, także nie wiem czy to lepsze rozwiązanie od mojego "domorosłego".
-
Ze śmigieł łatwiej dostępna jest Pavla i to 3 rodzaje w jednym komplecie, np http://www.mojehobby.pl/products/P-51-D-K-3-typy-smigiel-kolpaki-nap.ekspl..html . A żaluzje... No wyżej napisałem, że są takie sobie. Element jest drobny i przekracza moje zdolności manualne. Nie mam takiej sprawności ani cierpliwości jak Kolega Mikołaj heh, miałem nawet ochote odpuścić ten detal. Ale jest, nawet jak nie idealny. Tak na marginesie to nie wątpie Grzesiu, że znalazłbyś patent na wykonanie lepszych!
-
Farba, nawet z pobłyskiem na pewno nie odbija światła tak jak aluminium. U mnie pas był nawet matowy bo wymalowany Humbrolem, ale po satynowym werniksie faktycznie wygląda jak wypolerowany. Generalnie tego typu wątpliwości można mnożyć, bo dlaczegóż np kokardy czy litery kodowe miałyby się błyszczeć jak reszta powierzchni?
-
Cieszę, że Mustang się spodobał! Śmigło pochodzi od F-51 Tamiya. Jest tam alternatywne śmigło z szerokimi końcówkami łopat, które opiłowałem do kształtu Aeroproducts. Zresztą któraś z edycji Airfixa też zawiera identyczne dodatkowe śmigło. Oprócz śmigła konieczna była jeszcze jedna zmiana, brytyjczycy mieli jakąś własną modyfikację na wlocie do gaźnika, zamiast "durszlaka" były tam "skrzela". U mnie są wykonane z pasków aluminiowej folii. Parszywie to się robiło, próbowałem kilka razy i mimo to efekt jest daleki od ideału. Ale lepszego pomysłu nie miałem. Tak, to błąd wydawcy kalek (pochodzą z książki "Polish Mustang Units" wydanej przez AJ-Press). Nawet miałem to poprawić (zamierzałem zrobić podmalówkę czarną farbą, bardziej zaokraglając wnętrze literki) ale... zapomniałem! No prawda. To lenistwo. Kiedyś jednak się zawezmę i pociągnę bezbarwnym matem oponki we wszystkich swoich wykonanych modelach! Jeszcze raz dzięki za wszystkie opinie!
-
Dzięki za miłe słowo. Aluminium to Super Metallic Gunze (SM01). Świetna farba, znakomicie się trzyma i daje lustrzany pobłysk. Malowałem nawet bez podkładu, na goły plastik.
-
Niemieccy żołnierze oglądają wrak Spitfire RF-D BL656 Łokuciewskiego. Kolejnym RF-D w dywizjonie 303im będzie świetnie znany BM144 Zumbacha z "Kaczorem Donaldem" (ten model pokaże wkrótce!) Trochę historii Witold "Tolo" Łokuciewski to dobrze znana postać, szczególnie z okresu Bitwy o Anglię, gdzie odniósł swoje największe sukcesy. Ale tym razem nie będę pisał o zwycięstwach powietrznych a i tak powinno być ciekawie! 13 marzec 1942. Dywizjon 303 o godzinie 14:10 startuje do operacji Circus 114. Zadanie to bliska osłona Bostonów mających zbombardować węzeł kolejowy Hazebrook. Formacja mija brzeg francuski w rejonie Gravelines. Operacja przebiega spokojnie, nawet flak nie jest zbyt intensywny. Bombowce zrzucają swój ładunek i zawracają. Nagle 8 mil na zachód od Hazebrook pojawia się kilkanaście Bf-109. Niemcy mają przewagę i bez zwłoki atakują od tyłu z przewyższenia około 1000 stóp. Piloci 303go podejmują walkę w wyniku której S/Ldr. Kolaczkowski i F/O. Drobinski zgłaszają pewne zwycięstwa, a F/O Lipiński prawdopodobne. Lekkie uszkodzenia odnosi maszyna F/O Horbaczewskiego. Wodującego w kanale F/O Wróblewskiego odnajdują służby ratunkowe. Najmniej szczęścia miał dowódca eskadry "A" F/Lt Witold Łokuciewski. Jego Spitfire RF-D BL656 został uszkodzony. Kiedy silnik odmawia posłuszeństwa ranny w nogę pilot decyduje się na przymusowe lądowanie. Łokuciewski trafia do szpitala, gdzie austriackiemu lekarzowi udaje się uratować mu nogę. Polski pilot zapewne był nielicho zdziwiony kiedy odzyskawszy przytomność po operacji zobaczył przy swoim łóżku trzech oficerów Luftwaffe z butelkami wina w rękach. Jeden z nich wyjaśnił mu po angielsku, że to właśnie oni go zestrzelili, a teraz go odwiedzili aby uczcić swoje zwycięstwo i... fakt że udało mu się uniknąć śmierci. Wino i rozmowy o samolotach zapewne nieco uśmierzyły Łokuciewskiemu ból po porażce w walce powietrznej i odniesionych ranach, tym niemniej wojna się dla niego zakończyła. Swoją drogą ciekawe, któż tam odwiedził naszego asa... W tym dniu między godziną 16:09 a 16:29 zestrzelenie po jednym Spitfire zgłosiło aż 8u pilotów JG26, w tym z doświadczonych pilotów byli to Hptm. Johannes Seifert (Stab I./JG 26, S.W. Dünkirchen 4.500 m., 16:15) i Hptm. Joachim Müncheberg (Stab II./JG 26, Wirre Effroy N.E. Boulogne, 16:17). "Tolo" nie należał jednak do tych, co łatwo się poddają. Po rehabilitacji zostaje skierowany do obozu Stalag Luft III w Żaganiu. 15 sierpnia 1943 roku wraz z grupą 25 innych jeńców podejmuje próbę bezczelnej i... niemal udanej ucieczki. Dwóch jeńców przebranych w niemieckie mundury używa podrobionych przepustek i wychodzi z obozu prowadząc za sobą kolumnę jeńców. Ucieczkę wykryto dopiero podczas wieczornego apelu. Kilka dni później Niemcy ujęli Łokuciewskiego w Legnicy i odesłali z powrotem, gdzie za karę trafił do karceru. Druga próba miała mieć miejsce podczas słynnej "Wielkiej Ucieczki" w nocy z 24 na 25 marca 1944 roku. Tunel okazał się jednak zbyt krótki i do świtu zdążyło opuścić obóz znacznie mniej jeńców niż planowano. Łokuciewski wylosował dość późny numer i nawet nie zdążył wejść do tunelu. To zresztą prawdopodobnie uratowało mu życie, bo większość uciekinierów wyłapano i rozstrzelano. Trzecia i w końcu udana próba ucieczki była kwietniu 1945 roku, kiedy podczas ewakuacji obozu Łokuciewski skorzystał z zamieszania i ukrył się w jednym z opuszczonych domów w Lubece. Wkrótce odnalazł oddziały brytyjskie. Po 3 latach wrócił do Dywizjonu 303. Oczywiście musiał przejść przeszkolenie na Mustangach. 303i otrzymał pierwsze Mustangi IV 4 kwietnia 1945 i był jedyną polską jednostką wyposażoną w ten model. Odbyto tylko dwie misje bojowe na Mustangach IV. Pierwsza miała miejsce 23 kwietnia 1945. Ramrod 1552, eskorta 150 Lancasterów atakujących Flensburg. Udział wzięło 8 maszyn prowadzonych przez S/Ldr. B.H. Drobińskiego. Ostatnia akcja bojowa odbyła się 25 kwietnia, Ramrod 1554. Osłona 250 Lancasterów bombardujących Berchtesgaden, kwaterę Hitlera. Tym razem udział wzięło 10 Mustangów IV. Po zakończeniu wojny Mustangi IV zostały na wyposażeniu Dywizjonu 303, zmieniło się jednak oznaczenie kodowe z "RF" na "PD". W styczniu 1946 roku Łokuciewski otrzymuje stopień majora, a od 1 lutego zostaje dowódcą dywizjonu, z którym był związany przez całą swoją karierę. Funkcję tę sprawuje do rozwiązania jednostki 9 grudnia 1946 roku. W 1947 "Tolo" powraca do kraju gdzie wegetuje imając się różnych zajęć do roku 1956. Na fali odwilży dostaje propozycję wstąpienia do lotnictwa wojskowego. Doświadczonemu pilotowi opanowanie MiGa-15 nie sprawia najmniejszych problemów. Powoli wspina po szczeblach kariery wojskowej. W 1969 zostaje attache wojskowym w Londynie. Ma okazję spotkać tam wielu towarzyszy broni, którzy jednak traktują go jako zdrajcę wysługującego się komunistom. Powszechny ostracyzm okazywany przez kolegów bardzo dotknął "Tola", choć trudno się temu dziwić: funkcja "attache wojskowego" przy większości ambasad na świecie z reguły wiąże się z działaniami wywiadowczymi i szpiegowskimi. Tylko jedna osoba traktowała "Tola" jak dawniej. Był to Jan Zumbach. Miał w nosie politykę, poza tym byli zawsze przyjaciółmi. Zresztą to właśnie Łokuciewskiego, Zumbacha i Fericia nazywano "Trzema Muszkieterami". "Tolo" Łokuciewski zmarł 17 kwietnia 1990 roku. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. (tekst na podstawie http://orb.polishaf.pl/unit/303sqn oraz http://blogbiszopa.pl/2010/11/tolo-muszkieter/. Zdjęcia pochodzą z internetu.) Poniżej znane zdjęcia Mustanga IVa "PD-D" KM112, osobistej maszyny ostatniego dowódcy 303go. Pod wiatrochronem widoczne konto zwycięstw "Tola": 8 pewnych i 3 prawdopodobne. O modelu Wstępniak dziś potężny, także żeby Was nie zanudzać, to króciutko część modelarska. To nowy zestaw Airfixa zrobiony prosto z pudła, z drobnymi zmianami we własnym zakresie mającymi go upodobnić do brytyjskiego P-51K. Jak zwykle czekam na Wasze opinie!
-
Brawa za wybór i wykonanie absolutnie rzadko spotykanego na forach typu! I do tego z polskim akcentem. Podobają mi się naciągi. Podwozie skopane. Reszta zgodna ze stylem wykonawczym autora.
-
Vickers Wellington GR Mk.XIV - 1/72 - Revell/Matchbox
Banny odpowiedział ZIO BY NAITT → na temat → [L]Galerie
Fajny bo polski! Model jak najbardziej vintage, wykonanie także w tym stylu. Żółte przebarwienia do mnie zbytnio nie przemawiają, ale próba postarzenia zauważona i doceniona, bo rzadko Zio prezentuje takie "ekstrasy". O washu już nie będę wspominał, bo wiem że nie warto... -
No bardzo fajny! Tylko dlaczego taka skrócona prezentacja? Chętnie bym obejrzał w galerii więcej fotek.
-
Na forum wszyscy jesteśmy kolegami, których łączy wspólna pasja i hobby.
-
Tankmania, ja też ostatnio odkryłem zabawę, która polega na tym że aktywujesz się w wątkach, w których odzywa się Grzegorz (letalin), przy czym Twoje wpisy są raczej mało merytoryczne. Noszą za to personalne podteksty. Może umów się z gdzieś z Grzegorzem na morodobicie i załatwcie ze sobą porachunki jak faceci? Co do Roberta to sobie świetnie radzi zarówno z modelami jak i z krytyką. Wynikła tutaj dyskusja nie dotyczyła zresztą w żadnym stopniu jego warsztatu czy umiejętności modelarskich tylko aspektów merytoryczno-historycznych, także dla mnie wpis Rafako jest niezrozumiały i nie na miejscu.
-
Łoj tam, fotkami można się przerzucać, tu np wyraźnie jest nowa i zapewne taka była w 99% procent przypadków. Moim zdaniem po prostu świeżutka bombka stanowiłaby ciekawy kontrast dla zmęczonego płatowca, a tak... niczym się nie wyróżnia. Ot taka kwestia artystyczna, może mniej merytoryczna. A tak przy okazji archiwalna fota Twojego egzemplarza: Wygląda że ten egzemplarz nie miał masztu antenowego, przynajmniej przedniego...
-
Dlatego też sam w ogóle nie stosuje tej techniki... Jak chcę coś tam przyciemnić, to wolę ołówkowy postshading. Ale są koledzy, którzy bardzo ładnie "szadują" w 1/72, co u mnie nieodmiennie wzbudza podziw!
-
Shading też chyba nie do końca udany. Widać prześwity plastiku, szczególnie na spodzie. A chyba powinno być tak że spod barwy wyłazi tylko trochę przyciemnienie?
-
No fakt, bombka lepiej by wyglądała świeżutka z magazynu... Ale nie bądźmy drobiazgowi, to takie czepianie się dla czepiania. Korsarz jest naprawdę fajny i do tego relatywnie szybko złożony. Gratulacje!
-
Miałem na myśli stery wysokości... Tak na marginesie wprowadzono je metalowe na liniach produkcyjnych od stycznia 1945, wydaje mi się że bez zmiany oznaczenia wersji.
