Pewnie większość z Was zna moment podejmowania postanowień. Jakiś czas temu ja również do tego dojrzałem. Kolejka modeli czekająca w szafie urosła do ośmiu sztuk (już widzę uśmiechy politowania na wielu twarzach), co przy średniej 2-3 projektów na rok zapewnia mi rozrywkę na 3-4 lata. W tym samym tygodniu, kiedy twardo postanowiłem wstrzymać się z nowymi zakupami, znalazłem w supermarkecie revelowskiego (a właściwie to eduardowskiego) Camela 1:48. Za 40 złotych. Raczej nie zgadniecie co zrobiłem.
W oczekiwaniu na lecącego do mnie nowego Albatrosa (D.V tym razem) otworzyłem go sobie niedawno i muszę powiedzieć, że specjalnie mi się nie spodobał. Nie wiem, z którego roku są te wypraski, ale daleko im do nowego Eduarda. Wszechobecne nadlewki, przesunięcia połówek elementów względem siebie i bardzo miękki plastik (świetnie nadaje się do wyciągania nad świeczką – dowolna grubość i długość). To niechybny znak, że postanowień należy dotrzymywać.
Ubożuchne wnętrze - tak biedne, że nawet nie chciało mi się zbyt wiele tam dorabiać co jest zgodne z ewangelicznym „kto ma, temu będzie dane a kto nie ma, temu zabiorą”. Zatem powoli sobie dłubię, wiercę dziurki na bardzo liczne naciągi i robię niedbale. Taki relaksacyjny projekt. Poniżej silnik rotacyjny Clerget (bardzo ciekawych rzeczy dowiedziałem się o tego rodzaju silnikach, o ich istnieniu dotychczas nie miałem pojęcia, pod tym linkiem https://www.pjvision.nl/ znajdziecie świetne animacje wyjaśniające zasadę ich działania), wiklinowy fotel zakoszony babci, deska rozdzielcza i wnętrze kadłuba.