Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 384
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Jachud, masz całkowitą rację. Nie wiem tylko czemu akurat tutaj zamieściłeś tę wypowiedź. Widzisz, ja przedstawiam swoją filozofię i mogę wytłumaczyć, jeśli coś w niej jest niejasne. Proszę kogoś, kto ma inną by mi tę jego filozofię wyjaśnił. I to jest wystarczający powód by zarzucać mi ostracyzm, knucie w celu dzielenia środowiska, kłamstwo, ingerencję w czyjąś prywatność i jeszcze parę innych przykrych rzeczy. Szczerze mówiąc nie rozumiem też tego, dlaczego prośba o wyjaśnienie budzi taką agresję, bo rzecz się regularnie powtarza. I zaczyna mnie zastanawiać co leży u podstaw tego, że ludzie zamiast zwyczajnie powiedzieć co im w duszy gra zaczynają koniecznie doszukiwać się drugiego dna. Zaczyna mi to wyglądać na mechanizm obronny. Raczej przed samym sobą. Ale i tak najchętniej przeczytałbym odpowiedź na pytanie. Soris, obcowanie z wyzwaniami nie musi oznaczać ciągłego podnoszenia poprzeczki, a na pewno niekoniecznie po całości. Tę poprzeczkę można sobie ustawiać w różnych miejscach. To co napisałeś to jest wyjaśnienie, ale jednak dość niestandardowe. Trochę jak przykłady HK, gdy pojawia się temat jakiegoś zestawu, który jest tak skomplikowany, że jeszcze się nie narodził modelarz, dla którego nie byłby wyzwaniem. OK, w przypadku tego jednego zestawu mamy rzecz wyjaśnioną, ale nijak nie wpływa to na całą resztę.
  2. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Trochę. Tylko wg mnie to się składa, gdy ktoś robi pierwszy, trzeci, niech tam, piąty model. Przy piątym, dziesiątym, trzydziestym trudno mi dostrzec te wyzwania.
  3. W kwestii formalnej: napisałeś, że twój budżet to 2,5 miliona.
  4. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Generalnie to przedstawiasz scenariusze, które nie mieszczą się w moim niezrozumieniu. Prawda, że o tym nie wspomniałem, ale też nawet ja nie zawsze mam zacięcie, by pisać o czymś setny raz. Modelarstwo juniorskie wykluczam z takich dyskusji - rządzi się ono zupełnie innymi prawami. Nie wypowiadam się też o modelarstwie innym niż lotnicze - nie mam tu żadnej wiedzy. Oczywiście, że pomijam malowanie - mowa jest o sklejaniu gotowych części. Jeśli ktoś uznaje proste złożenie modelu za upierdliwą, ale niestety, niezbędna gehennę by osiągnąć upragniony etap nakładania farby, to to akurat rozumiem bardzo dobrze. To oczywiście hiperbola z tą gehenną, ale podobnie rzecz się ma z tworzeniem kolekcji, gdzie nacisk położony jest na inne aspekty modelarstwa i to one sprawiają, że zajęcie jest fajne. Przynajmniej tak jest to dla mnie zrozumiałe. Ale kolekcje to też niszowy przykład, bo modelarzy rzeczywiście tworzących kolekcje jest niewielu. Empatia i wczucie się w sytuację niewiele tu pomagają. Z preferencją seksualną jest łatwo, bo wystarczy wyobrazić sobie, że jest tak samo, tylko obiekt jest inny. Baza. zrozumienie czym jest pociąg seksualny jest od razu oczywiste. I tu wystarczy ta drobina empatii. Z klejeniem jest gorzej, bo takiej bazy nie mam i potrzebuję by mi ją wyjaśnić. Pamiętaj, że rozmawiamy w kontekście hobby. Mnie też się zdarza zagrać na kompie w głupią gierkę, bo akurat nie chce mi się robić nic istotnego. I owszem, te rzeczy w głupiej gierce są jakoś tam fajne. Ale nigdy w życiu nie powiedziałbym, to jest moje hobby, dziedzina, którą sam sobie wybrałem i której gotów jestem poświęcić sporo czasu i energii. A to oznacza, że zajęcie musi być być ciekawe. By takie było musi zawierać wyzwania i to w jakimś sensie niekończące się. I ja nikomu nie definiuję tych wyzwań. Gdy dostrzegę, że zajęcie jest ciekawe, to nie będzie problemu i z empatią i ze zrozumieniem. A dlaczego coś ma być atrakcyjne, bo było atrakcyjne w dzieciństwie jest też dla mnie poza zrozumieniem. Może i dobrze, bo wygląda jakbyś nie mógł opuścić pozycji, w której lepiej wiesz co siedzi w czyjejś głowie, od właściciela tejże.
  5. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Bardzo Ci dziękuję za te słowa. To, że ktoś dostrzega znaczenie tego aspektu modelarstwa sprawia, że czuję, iż warto było mówić o tym nawet te sto razy. Taki komentarz cenię sobie dużo bardziej niż ogólną popularność wątku. No, może gdybym miał jakiś popularny wątek gadałbym inaczej, ale wątpię. Przy okazji. Wspomniałem wcześniej jak rzeczy z czasem nabierają innej perspektywy. To, że skrytykowanej kilka postów wyżej podstawy przedniej goleni nie chciało mi się od razu poprawiać, nie znaczyło, że nie wiedziałem dobrze, iż po czasie robienie nowego elementu nie będzie żadnym problemem. Wiedziałem i w międzyczasie element powstał na nowo. Być może pierwsza wersja urosła w trakcie montażu (raczej to), a może była wymiarowo OK. Jednak zamontowana w modelu wyglądałaby nienaturalnie i przez to nierealistycznie. I tak trzeba by ją było zmniejszać. Albo zrobić nową mniejszą. I lepszą. Czy na pewno? Cóż, nie ma chyba bardziej precyzyjnego narzędzia do wyłapywania niedoskonałości niż oko kolegi modelarza, więc tym razem pokażę tylko jak ten element będzie widoczny. Na zdjęciu widać uproszczone, tym razem, prawidło na karcie. Goleń z pierwszego podejścia do modelu do demontażu. Jako ciekawostkę dodam, że kołeczek zasłaniający nowy element to właśnie jest dokładnie ten element zaproponowany przez producenta zestawu. Moim zdaniem Twój znajomy był po prostu dobrze wychowanym człowiekiem i posługiwał się przytoczoną maksymą by nie mówić zwyczajnie spie....laj! Moim zdaniem ukończenie modelu jest integralnym elementem procesu budowy i bez tego cała zabawa jest bez sensu. Oczywiście, modelarz może wpaść pod autobus i takie tam, ale pomijając takie przypadki - cała organizacja procesu zakłada ukończenie. Ale to wszystko nijak nie tłumaczy dlaczego klejenie idealnie dopasowanych gotowych części jest fajne. A cytat sugeruje, że Ty rozumiesz. Bo wiesz, mimo wielokrotnego poruszania tego tematu jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś mi to wytłumaczył. Komuś bardziej wrażliwemu, na wszelki wypadek wyjaśniam - jeśli czegoś nie rozumiem, to nie znaczy automatycznie, że to jest złe. Ani dobre, ani neutralne. To znaczy tylko, że klocki mi się w głowie nie układają.
  6. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Analogia wydaje się być specyficzna, ale jednak trafiona. Akurat pływanie jachtem uważam za zupełnie nudne .
  7. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Całkowicie słusznie, tylko to nie jest mój tok rozumowania. W moim wcale. Można ewentualnie rozważyć możliwość, że skoro pogarda jest dobrze zawoalowana, to w rzeczywistości wcale jej tam nie ma. Ale przymusu też nie ma.
  8. greatgonzo

    Frajdolarzerka

  9. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    E tam. Jak się penetruje nieznane rewiry, to nie ma co oczekiwać, że wszystko będzie wychodzić od razu. A jak się jeszcze ma tendencje, by od razu robić i potem patrzeć co wyjdzie, to już w ogóle :). Ale najistotniejsze są dwie sprawy. Przy długotrwałej budowie jest czas na to by rzeczy nabrały innej perspektywy. Początkową i odruchową niechęć do poprawek łatwo jest przeczekać. A doświadczenie mówiące, że po czasie przyjdzie moment, gdy owa niechęć będzie zupełnie nieistotna pozwala to robić bez stresu. Druga sprawa, to fakt, że bardziej zaawansowanej budowie konieczność robienia poprawek, wykonywania elementów parę razy itp zdarzenia towarzyszą z definicji. To nie są wpadki, to jest istota zabawy. Dzięki temu modelarstwo jest interesującym hobby. To oczywiście indywidualna kwestia, ale dlaczego sklejenie do kupy kilku gotowych, idealnie dopasowanych części miałoby być fajne jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Poprawki robili i robią wszyscy świetni modelarze. I nie kryją tego, tylko zwykle pokazują efekt końcowy, ostateczną wersję, którą zaakceptowali. Jako, że nie wiem, czy jest dla mnie miejsce w tym gronie to pomyślałem, że korona mi z głowy spaść nie może i przedstawienie procesu robienia błędów oraz zawalczenia z nimi będzie ciekawe, a kto wie, może nawet inspirujące. Może ktoś, spróbowawszy jakiegoś ambitniejszego działania w modelarstwie, nie zrezygnuje widząc paździerz jaki mu wyszedł, gdy będzie wiedział, że to zupełnie normalna sprawa.
  10. Możliwe. Skala niepodana.
  11. Fotel liczy się jako drobnica?
  12. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Ogólnie fajne narzędzie. Wolałbym tylko, żeby ruchomy przymiar był dłuższy i szerszy, tak na długość noża. To pierwsze pozwoliłoby ciąć powtarzalne kawałki mniejsze niż te pół centymetra bez stosowania dystansów, to drugie ułatwiłoby cięcie wąskich pasków i formatowanie płytek. No dobra, pod but to jednak była przesada. Cały problem polegał na tym, że ubzdurało mi się, iż otwór wnęki poszerza się na koło tylko z jednej strony, a z drugiej jest prosty. Poszerzenie z tej drugiej strony jest niewielkie i na zdjęciach wnęki znikało. A szanujący się kot nie będzie przecież sprawdzał takich rzeczy na planach i innych fotach ;). Element ściany wnęki został wykonany jako prosty, ale nie trzeba na niego skakać i można go jednak wykorzystać. Rozciąć i..., no nie już. Poszerzenie sprawia, ze trzeba skorygować kształt dolnej krawędzi. Długość też się zmieni, ale bardzo niewiele i z tym sobie poradzimy. Także z tadammmm trzeba będzie jeszcze poczekać. Zaznaczone miejsca cięcia ścianki: Korygowanie kształtu dolnej krawędzi: Krawędź skorygowana, ze sfazowanym już brzegiem. Fazowanie wykonane jak uprzednio: Usuwanie nitów: Teraz trzeba przygotować podstawę dla bocznej ścianki. Z drugiej strony wykorzystana będzie ścianka zestawowa. Tu ścianka ta miała być usunięta, a zastąpić ją miał element z płytki, Plany trzeba było trochę zmienić. Element z płytki będzie pominięty, przestrzenne ściany wnęki zostaną doklejone bez pośrednika. Tylko jak zachować geometrię po usunięciu zestawowej ścianki? Trzeba wykonać konstrukcję pomocniczą. Najpierw rząd kołków wklejonych we fragment poszycia. Kołki zapamiętają kształt ściany wnęki: Doklejona konstrukcja wzmacniająca kołki i zapobiegająca ich ewentualnemu przesunięciu. Na wszelki wypadek: Teraz można odcinać ściankę. Żyletką można tylko częściowo: Trzeba tak: Gotowe do dalszych działań: Kolejny etap to wyznaczenie miejsc montażu kształtownika, do którego umocowana jest przednia goleń. Najpierw przyklejony został kawałek, zbędnego już elementu do zastąpienia ścianki wnęki z zestawu. Być może ktoś pamięta, że zawierał w sobie miejsce, wyznaczające oś obrotu owej goleni, a tym samym oś kształtownika. Element jest pocięty, ponieważ posłużył do rozpoznania bojem, czy miejsca cięcia są OK co pozwoliło bezpiecznie podzielić przestrzenną ściankę wnęki. Fragment ścianki heftnięty tylko klejem CA, bo to łączenie tymczasowe i trzeba go będzie usunąć. Cały element został wklejony w gondolę pilota. Też delikatnie, bo i jego trzeba będzie odłączać i to nie raz. Ponieważ konstrukcja kołeczkowa wypadła niebezpiecznie blisko dziurki wyznaczającej oś kształtownika sprawdzono przy okazji, czy nie będzie jakiegoś konfliktu. Wyszło, że nie. Można zatem wetknąć w otworki rurkę i ostatecznie przekonać się, czy wyszło jak trzeba: Jak widać jest krzywo jak diabli i to we wszystkich kierunkach. Rozumiem, iż może zdarzyć się, że przy takich pracach drobne błędy się nałożą i wyjdzie niedobrze. Ale tu przecież jest byk jak stąd do Rynu, a nie jakieś małe błędy! Nic to, trzeba będzie inaczej.
  13. Ostrożnie podchodzę do takich działań. Obawiam się problemów ze spójnością. Raz, że linie podziałowe ruchomych elementów mogą wyjść wyraźnie inne niż pozostałe, dwa - czy uda się zrobić mechanizm działający i wyglądający jak w oryginale. Mam też trochę wrażenie, że jak ruchome tu, to i tam powinno być. Z niechęcią dodaję, że motywacją dla powyższego akapitu była wyłącznie zazdrość, bo robótka - mistrz! Dawno temu, przeglądając TBiU toczyłem wewnętrzne boje: czy robiąc model P-51B wybrałbym Shangri-La, czy Bald Eagle z niebieskim kamuflażem. Nijak nie mogłem się zdecydować. Mój wewnętrzny spór był i tak akademicki, bo o maniu modelu Mustanga nie mogło być mowy. Nawet rzucenie Matchboxów na półki CSH nic nie zmieniło, bo wiadomo - Dooleybird. Myślę, że o statecznie skończyłoby się na Gentile, ale gdy po latach budowałem w końcu tego P-51 to poniosło mnie na wschód i wyszedł mi Lope's Hope 3rd Lopeza. Jednak ciepłe miejsce w serduszku dla Shangri-La zostało.
  14. Temat w ogóle wydaje mi się dziwny do debaty, to trochę zainteresowałem się kto się podjął. Pewnie słowo debata potraktowano nieformalnie... . Wykład Wojtka Matusiaka pewnie bym nawet wolał, ale niestety, za daleko. Jakby ktoś się wybrał, to mógłby skrobnąć dwa zdania komentarza.
  15. Jak trzeba poświęcić dwa razy więcej czasu na to szlifowanie, to mamy zupełnie inny zarzut. Ani mieszczący się w tym co piszę, ani spotykany w takich rozmowach. To, że szlifowanie jest super pomijam ;). Ale, owszem, produktywne.
  16. Dwa razy napisałem, że nie wiem czy to źle. To znaczy w pewnym kontekście, owszem, źle, ale ja tu tego kontekstu nie przytaczam. To i tak sprowadza się do tego, że szybko. Ale nie zależy mi, bo te inne charakterystyki kończą się i tak tym że najlepiej byłoby znaleźć gotowy model, byleby dostępny bez problemu. Dychotomia polegajca na tym, że albo po linii najmniejszego oporu, albo pół życia za króliczkiem jest niezasadna, toteż nie sposób się do niej odnieść. A to, że ktoś przygotowuje produkt, wyznacza mu cenę i poddaje osądowi rynku nie dziwi mnie wcale. I myślę, że gdy kogoś to faktycznie dziwi, to chłop musi chodzić zdziwiony 24 godziny na dobę. Co najwyżej mógłbym być trochę zaskoczony, gdyby produkt dostał jakąś odjechaną cenę, ale też nie bardzo.
  17. Zabrzmiało to pejoratywnie. I może nawet tak jest, ale jednak w dość szczególnym kontekście. W rzeczywistości trudno to uznać za zarzut. Absolutna większość modelarzy w najlepszym razie tworzy rozległe kolekcje. Na ogół po prostu realizuje założenie, że to jest hobby i ma być przyjemnie. Z jakichś powodów przyjemnie oznacza po prostu szybko. Jeżeli ktoś skleja prosty zestaw bez szczególnej waloryzacji to ma grubawe oszklenie kabiny, symboliczne jej wnętrze, uproszczone wnęki podwozia i samo podwozie, oraz umowne stery. Gdyby do tego dołożył precyzyjnie oddany silnik, to nie daj boże, gdyby się okazało, że ten motor jakoś widać. Wyszłoby to temu modelu na szkodę. Element tylko podkreślałby wszystkie nagromadzone niedoskonałości. Taki uproszczony zamiennik idealnie wpasowuje się w potrzeby, a niższa cena jest tu naturalnym elementem towarzyszącym. I całkiem istotnym, bo pamiętaj, że mówimy o modelach powstających w parę tygodni, zakładając ograniczony czas poświęcony modelarstwu. Zakupy się nawarstwiają. O samych modelach silniczków nic nie mówię - nie znam, nie wiem, zarobiony jestem... . Mnie w takich dyskusjach niezmiennie dziwi, że na forum modelarskim, gdzie gromadzą się, jak nie patrzeć, modelarze, ludzie otwartym tekstem narzekają, że nadlewka, że kanalik wlewowy nie w tym miejscu, że podział nie taki i samo się nie składa, że za parę złotych nie opłaca się przykleić paru drucików - że w ogóle ogóle źle, bo się samo nie robi. W narzekaniach na zestawy gros zarzutów to są takie właśnie rzeczy, nie będące nawet podstawami modelarskiego rzemiosła. Nie wiem nawet, czy to jest źle. Ale nie umiem tego zrozumieć, bo naturalną konsekwencją takiego podejścia powinna być dyskusja o tym gdzie i jak zdobyć gotowy model z najlepszym stosunkiem jakość cena. Mnie byłoby zwyczajnie głupio przyznać się, że takie rzeczy są dla mnie problemem. Może gdzieś w barze, nad ranem w poszukiwaniu sposobu na zgadanie atrakcyjnej panny, ale za nic w fachowym gronie. Nie mówię, że źle, bo mogę się nie znać, ale dziwnie.
  18. Żebra, jednak.
  19. W zasadzie to jeśli nie zadbasz o przyzwoitą galerię, będziesz musiał się liczyć ze złośliwościami, albo martwą ciszą.
  20. Po czynach go poznacie.
  21. Możesz to jakoś zamieścić, albo chociaż podlinkować? Ale i tak Twoja interpretacja jest błędna. Istniały dwa różne Mustangi BBD. Landers służył w czterech grupach na ETO . Malowania jego samolotów zmieniały się, Pierwszą jego jednostką była 55th FG wyposażona w Lightningi. Grupa przezbroiła się na P-51 w drugiej połowie lipca 1944, więc w czasie D-Day nie istniało coś takiego jak Mustang BBD. Tego Mustanga zabrał ze sobą do 357th FG. Przygodę z 78th FG Landers zaczął po powrocie z krótkiego urlopu w Stanach. To już był grudzień 1944. Dopiero tutaj zaczął latać Mustangiem WZ-I. Bogate oznaczenia nanoszono stopniowo i znane są różne ich konfiguracje. Żadna z nich i żaden wizerunek znany z warbirda nie odpowiada Twojej wersji. Różnice są tak istotne, że nawet trudno zrozumieć skąd się wzięły w sytuacji, gdy widać, że zadałeś sobie trud by sięgnąć do źródeł. Ale ogólny wizerunek sugeruje, że jesteśmy głęboko w 1945 roku. Ta Doll zabrała się z Landersem do 361st FG. Modelu to wszystko nie zmieni, ale skoro już rozmawiamy o Landersie i jego Lalach... .
  22. Na pierwszym zdjęciu, które zamieściłeś mamy taką sytuację: Maska silnika - pierwszy kolor Panel nad wydechem - drugi kolor Panel pod wydechem i kolejny pod nim - trzeci kolor Dolny panel -czwarty kolor Na drugim zdjęciu: Maska silnika - pierwszy kolor Panele nad i pod wydechem - drugi kolor Kolejny panel - trzeci kolor Dolny panel - pierwszy kolor. Nie wiem jakiej metody używasz, by stwierdzić które z tych elementów są faktami, z którymi nie dyskutujesz, a które dyskusji są warte. Jak zmienić nastawienie, albo zacząć próbkować odcienie na zdjęciach to powyższa lista może się zmienić. Może się też okazać, że ograniczenie koloru do krawędzi panelu jest złudzeniem optycznym. I pozostaje jeszcze pytanie dlaczego wymiana panelu na samodzielnie dorabiany element z materiału niezgodnego ze specyfikacją samolotu jest dobrym wytłumaczeniem.
  23. Widzisz, rzecz polega na tym, że każdy z nas jest ignorantem w większości przypadków. I dlatego potrzeba dużo ostrożności, zanim przyjmie się coś za pewnik. Stąd moje pytanie o pierwowzór, mimo że byłem zupełnie przekonany, że model jest SF. Mustang to już ponad 80 lat historii i nie ma mowy bym mógł znać ją całą. Cholera wie, może gdzieś w jakichś latach sześćdziesiątych latał P-51 w ten sposób ucharakteryzowany na BBD i Ty dotarłeś do takiej informacji? Raczej nie, ale lepiej spytać, zanim człowiek rzuci się w gówno. 6.06.1944 Landers latał jeszcze Lightningiem. Grupa przezbroiła się na P51 w lipcu, czyli w czasie, gdy pasy inwazyjne przestały obowiązywać. Raczej nie malowano ich na nowych samolotach i na znanych zdjęciach BBD z 55th FG ich nie ma.. Tym bardziej, gdy latał w 357th nie było oczywiście mowy o tym, by mógł brać udział w operacjach w ramach D-Day. I ta BBD latała bez pasów. A jeszcze bardziej bardziej WZ-I, bo to już w ogóle pół roku po inwazji, a z pełną dekoracją na samolocie - jeszcze więcej. Ale BBD z pasami istniała. Właśnie do scen z Saving Privete Ryan wykorzystano latające warbirdy pomalowane w barwy 78th FG. Na szybko namalowano na nich pasy inwazyjne, nie przejmując się, że zakrywają istniejące oznaczenia. Jednym z tych samolotów był warbird nawiązujący do barw ostatniej BBD Landersa. Nawet dość starannie nawiązujący. Z tym. że ten Mustang był dwuosobową awionetką i jego malowanie tylko tu i ówdzie pokrywa się z tym co widzimy na modelu. Malowanie modelu jest zlepkiem owego warbirda i elementów wymyślonych. Czasem bez sensu, jak te pasy inwazyjne. Szczegóły techniczne i wyposażenie pomijam. Dla mnie wśród rzeczy składających się na budowę modelu znajdzie się miejsce na szacunek dla historii. Te sprzęty towarzyszyły ludziom prowadzącym heroiczne życie, narażającym się na śmierć i czasem spotykającym ją. Nielekceważenie tego jak wyglądały jest także formą szacunku dla nich. Nie narzucam takiego podejścia, ale przedstawiam je jako przykład pokazujący dlaczego na forum modelarskim możesz zetknąć się z postawami, gdzie przykłada się istotną wagę do odwzorowania rzeczywistości. To jest forum modelarskie i modelarskie sprawy urastają tu do najwyższej wagi. Natychmiast po wyjściu z forum ich znaczenie spada do rozsądnego poziomu :). Zatem przeczytaj raz jeszcze post Woita i żyj i chciej żyć.
  24. O, brzmi to jak szansa by dowiedzieć się czegoś nowego. Czyżby istniał samolot będący pierwowzorem dla tego modelu?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.