Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 492
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. To czarne dookołą wylotów luf, to co to jest?
  2. Fotel będzie OK. Z wyposażeniem już niekoniecznie. Wątpliwe są celownik K-14 i cały system AN/APS-13. Szczególnie z czasu służby w 4th FG. Zintegrowany panel IFF na pewno nie. Podobnie sterowanie rakietami. Tabliczka sugerująca, żeby się kulić przed odrzuceniem limuzyny też nie.
  3. Linka, istotnie, zbędna. Ale Moonbeem miał zamontowaną litą wersję limuzyny, nieprzewidującą w ogóle takiej opcji. Limuzynę z dziurą na antenę i zaślepką miał za to HJGB. Powszechnej maniery malowania pokryw komór uzbrojenia w wyróżniającym się odcieniu zupełnie nie rozumiem.
  4. Też prawda. Ale okładkę chcę zrobić, żeby była rozpoznawalna i powtarzalna, bo jak zażre to jeszcze mam pomysł... .
  5. To OK. Nie znam kalkomanii Eduarda. Po prostu te oznaczenia są dość specyficzne i biorąc pod uwagę różne efekty propozycji producentów kalkomanii, zwróciłem na to uwagę na wszelki wypadek.
  6. Wg mnie to jest efekt zacienienia i zabrudzenia. I trochę ciemnej wersji tego zdjęcia. Taki efekt powtarza się na zdjęciach Mustangów. Szczególnie w mokrawych warunkach, jak na zdjęciu Detroit Miss. Na kolorowych zdjęciach łatwiej jest to zdefiniować. Jest cała seria kolorowych fotek samolotów z 339 FG gdzie da się to dostrzec. Szczególnie na tym ujęciu Punkie II, gdzie wyjątkowo światło było uprzejme pokazać metaliczność felgi. Nie znam innych zdjęć samolotu Drew z widocznym podwoziem, więc nie bardzo da się to udowodnić. Jak ktoś widzi tu farbę, to widzi. Fabrycznie goleni nie malowano. Przy okazji. Budując model Mustanga Urbana Drew, warto zwrócić uwagę na charakterystyczną formę oznaczeń zwycięstw.
  7. Mam tu poważne wątpliwości. I to pomijając mój średnio przyjazny stosunek do obecnej formy akademii sztuk pięknych w ogóle. Nie bardzo wiem (ale chętnie się dowiem) jaką wartość dodaną modelarstwo mogłoby wnieść do treści już tam istniejących. Bo według mnie modelarze korzystają bardziej, lub, częściej, mniej świadomie z informacji tam wykładanych. Możliwe, że w całkiem szerokim zakresie, ale są tylko biernym odbiorcą i tylko zapożyczają z istniejących już dziedzin.
  8. Jako powszechnie znany Andrzej odpowiem ;). To jest sztuczny problem. 1. To co jest możliwe dla większości z zasady nie stanowi wzorca w danej dziedzinie. 2. Rzecz może być problematyczna jedynie w modelarstwie internetowym. Jeśli ktoś uważa, że zdjęcie zamieszczone w sieci jest ostatecznym celem budowy modelu, to faktycznie jest się nad czym zastanawiać. Jeśli jednak celem wciąż pozostaje model w realnym świecie, problem przestaje mieć istotne znaczenie. Tu, bowiem mamy do czynienia z sytuacją, gdzie istnieje naturalna bariera możliwości ludzkiego wzroku. Na tym poziomie możliwość wydruku wyrazu zdziwienia na twarzy marynarza w skali 1:10 000 nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli ktoś będzie chciał przenieść poziom na oko uzbrojone, to owszem, ale wtedy oglądając obiekt przestaniemy podziwiać model, a zaczniemy podziwiać możliwości danej technologii przemysłowej. Staniemy dokładnie przed tym samym dylematem, gdy przyjdzie nam ocenić model wydrukowany przez AI, gdzie udział modelarza ograniczy się do wydania komendy: drukuj. A w ogóle, to właściwie po co drukować? Jest cyfrowy model, wiadomo, że druk to tylko formalność. Na konkursach mogą rywalizować ze sobą cyfrowe pliki :). Sam oglądając zdjęcia detali staram się przy ocenie brać poprawkę na powiększenie. Dla mnie w modelarstwie liczy się doskonałość w ludzkiej skali. Od strony technicznej, trzeba pamiętać, że by osiągnąć doskonały efekt w tym normalnym, niewirtualnym modelarstwie, trzeba zejść trochę głębiej, niż to co jednoznacznie widać. Zadziała mechanizm, o którym pisał Albatros, gdzie gotowy element robi lepsze wrażenie, gdy składa się z detalików, samych w sobie niedostrzegalnych, ale budujących wrażenie perfekcji. Jak to działa w praktyce można dostrzec np. zadając sobie trud zapoznania się z powstającym właśnie Vulcanem Andrzeja.
  9. Ależ zważa. Tylko niekoniecznie w świadomym procesie odbywającym się w danej chwili. Ale odruchowy, czy podświadomy dobór kryteriów oceny opiera się na podstawie wcześniej zebranych doświadczeń i dokonanych wyborów. To nie jest losowy mechanizm. Ale rzeczywiście, im mniejsze znaczenie dla kogoś ma dana dziedzina, tym zbiór tych kryteriów do zastosowania będzie większy, a ich dobór mniej przewidywalny, luźniejszy. Także odpowiednio mniej wnoszący do tematu. Ja z kolei byłem przekonany, że oczywistym jest, iż kwestia publicznego wyrażania opinii to jest temat innej rozmowy.
  10. Wskaż mi tego, który tak uważa. Też się chętnie z nim nie zgodzę. Reszta - tak. To dalej jesteś jedyny na świecie. Poza Tobą każdy widząc gotowy model myśli sobie: fajny, podoba mi się, eee tam... itd. A w kwestiach ogólniejszych, to Twoja postawa jest zrozumiała, w sytuacji, gdy modelarstwo to coś, co dzieje się z baraku dostępu do miecza.
  11. To jesteś jeden na świecie. Choć w takim razie nie mam pojęcia skąd wiesz, którzy to są Ci co robią lepiej niż Ty. Gdy dwóch ludzi spotyka się przy modelu, i chcą o nim pogadać, to już pojawia się potrzeba ustalenia kryterium do jakiego będą odnosić swoje opinie. Można, oczywiście, zrezygnować z wyrażania ich na głos, ale w takim miejscu jak forum modelarskie, z definicji i z natury rzeczy, wymiana opinii o modelach jest istotnym jego elementem. Jeżeli kryterium tej oceny nie będzie narzucone z góry, to ukształtuje się samo. To jest komunikacyjna potrzeba społeczna. Kiedy zerkam na dzisiejsze modelarstwo w swym całokształcie to zauważam, że dotychczasowe, powszechnie uznawane kryterium się chwieje i transformuje. Ze szkodą dla modelarstwa. Ta opinia, jest niewątpliwie subiektywna, co nie znaczy automatycznie, że nietrafiona. I opiera się na , jakże by inaczej, przyjętym kryterium - tych fundamentalnych wartości.
  12. To nie jest kwestia mojej potrzeby, bo te rzeczy i tak się dzieją. Dla mnie ta rozmowa zahacza o kontekst wartości modelarstwa redukcyjnego i ten temat interesuje mnie najbardziej. Jeżeli tu pytanie wciąż stoi i brzmi: po co ci rozmawiać o wartościach, to jesteśmy na fundamentalnym poziomie światopoglądu i poruszamy się wśród brutalnych faktów i aksjomatów.
  13. Tak. Ale zagadnienie staje się mniej oczywiste, gdy usuniemy to indywidualnej. Gdy ocena obejmuje więcej niż jeden model, jednego wykonawcy, to pojawia się kwestia ich porównania. I wtedy sama intencja autora nie wystarczy, bo w takim razie dochodziłoby do absurdalnych efektów. Wtedy pojawia się potrzeba ustalenia kryterium. W praktyce konieczne jest jakieś kryterium powszechnie uznawane, bo ustalanie go przy każdej ocenie jest niewykonalne. Do tego nawet jeden człowiek może oceniać ten sam model stosując różne kryteria. Na swój użytek zrobi to bez problemu. W przestrzeni publicznej nie szło by się dogadać. Mnie ciekawi to powszechne kryterium, które wydaje się powoli zrywać kotwice trzymające je w dotychczasowej pozycji i przymierzać się do jej zmiany.
  14. To jest topic wielowątkowy. Ocena modeli to ciekawe zagadnienie. Póki co, przynajmniej na forum, jeszcze mało kłopotliwe, bo tradycyjne spojrzenie na modelarstwo redukcyjne wciąż jest dominujące i automatycznie przyjmowane, gdy o tę ocenę chodzi. Drobne różnice są do wyjaśnienia w dyskusji, ale baza jest. To widać, choćby w tym, że gdy cel prezentacji jest inny to autor na stracie, czy później to tłumaczy. Jeżeli utrzymuje się w consensusie, to jest to zbędne. I taki kontekst, taki consensus jest niezbędny, gdy oceniamy modele. W przeciwnym razie, to rzeczywiście okaże się, że każda ocena musi być poprzedzona elaboratem wyjaśniającym stanowisko zabierającego głos. Jeśli ktoś powie, że prezentowany model Beaufightera jest znakomity, bo on uwielbia wszystkie modele na B, a inny oświadczy, że uważa model za beznadziejny, bo jest krzywy i zaglutowany klejem, to obie opinie będą w pełni zasadne, choć przecież całkowicie sprzeczne. Tłumaczenie celów autorów w galeriach byłoby niewątpliwie pomocne, ale tez obarczone problemami. Nie bardzo do przeprowadzenia praktycznie, bo wymagałoby to zapisów regulaminowych i dodatkowej uwagi moderatorów. Inaczej trudno oczekiwać, że stanie się to powszechne. Do tego ów consensus, jako obowiązujący układ odniesienia, ma tę zaletę, że mamy jakieś czytelne i stałe kryteria oceny. To ma szansę eliminować kuriozalne motywacje autorów i jest niezbędne, jeśli mówimy, że dane miejsce ma służyć także temu, by modelarze rozwijali się i by modele były lepsze. Pisząc lepsze, oczywiście zamykam koło, bo robię to w kontekście tradycyjnego pojmowania modelarstwa. A w tym kontekście definiowanie lepszego, dobrego modelu nie jest bardzo trudne. Przy zachowaniu podstawowych założeń co do jakości warsztatu, lepszy model to taki, który trudniej zrobić. Wątpię, by zgromadzeni tu chcieli oglądać galerie będące efektem absolutnej tolerancji i braku kryteriów bazowych. To byłaby degrengolada jakości. Czy tradycyjne kryterium się utrzyma? Wolałbym, żeby tak. Obawiam się, że nie. Symptomy już widać.
  15. Za wszystkie reakcje dziękuję. Książki jeszcze nie ma, jakby to nie było jasne. Jest gdzieś może połowa roboty, także chwilę trzeba będzie poczekać. Wolałbym, żeby tytuł nie był zrozumiały tylko dla jakiejś grupy wtajemniczonych, ale ogólnie zrozumiały i niezawierający w sobie długich zdań. I póki co wychodzi mi paradoks ciastka. Okładkę machnąłem w pół godzinki na potrzeby wątku. Na pewno będzie inna, ale też nie uważam, by okładka miała szczególne znaczenie. Sytuacje, gdy jest inaczej nie bardzo dotyczą takiego wydawnictwa. Dzięki raz jeszcze.
  16. Fajne foty. Takie z ZTSowej epoki. Modelu wprawdzie w ogóle nie widać, ale galerią klimatyczna.
  17. Pomysłami na tytuł nie pogardzę. Mam problem wymyślić coś, co nie wyglądałoby jak naukowy elaborat statystyczny, albo pamiętnik uczestnika wojny trzydziestoletniej. Elwentualnie krótki esej.
  18. Trochę z innej beczki. Czy, Panie i Panowie, bylibyście zainteresowani taką pozycją? Tytuł i okładka tylko robocze, Wydawane własnym sumptem, więc spokojnie graficznie. Miękka okładka, ok 40-50 stron w formacie B5. W żadnym razie nie ostateczna odpowiedź na pytanie jak naprawdę wyglądał Ocean Grey, czy jakikolwiek inny kolor, ale bardziej opowieść o historii, zapleczu, logistyce, pomyłkach i ugodach związanych z wprowadzaniem i służbą drugowojennych farb lotniczych. Szacowana cena to 25- 30 PLN. Odpowiedzi na zadane wyżej pytanie nie utożsamiamy z jakąkolwiek deklaracją.
  19. Z tym jest trochę jak z nowymi samolotami. Nie wyglądają jak diecasty , ale w galerii ze zdjęciami modelu wyglądającego w ten sposób zawsze jest komentarz, że jest OK, bo może jest nowy. Podobnie opony. Nowe połyskują. Ale opony są nowe tylko chwilę. I nawet wtedy nie ma mowy o połysku modelarskiej farby, tylko jest to dość specyficzny efekt, typowy dla opon. Raczej nie do uzyskania samym malowaniem. Jeszcze pozostaje wersja mokra opona, ale wtedy trzeba to zgrać z całym samolotem. To znaczy zawsze trzeba :). Taja dygresja tylko... .
  20. Specjalnie zaznaczyłem, że mowa o konkursie, gdzie zgodność historyczna ma znaczenie. Ty mówisz, o takim, gdzie nie ma. Nie jest i nie powinno być tak, że zgodność historyczna modelu miałaby być oceniana na bazie eksperckiej wiedzy sędziów. To byłoby zupełnie absurdalne założenie. Podstawą do oceny takiej zgodności jest dokumentacja do modelu. I sędziowie jakoś dotąd potrafili i wciąż potrafią poradzić sobie z nią. I to nigdy nie funkcjonuje tak, że niekompletna dokumentacja działa na korzyść modelu. Nie mówiąc już o tym, że konkursy niezbyt są tematem dyskusji. Modelarz, sam przed sobą, bez żadnego problemu stwierdzi gdzie jest zgodny z historią, a gdzie nie. Jeśli postanowi nie być z nią zgodny, to jego sprawa. Ale dalej nie ma tu miejsca na dylematy. A niby dlaczego ten historyczny model ma mieć ślady łączenia form kiepskie malowanie, a ten fantastyczny ma być sklejony poprawnie i pomalowany znakomicie? Dlaczego nie odwrotnie? By porównanie miało sens, oba modele muszą być na jednym poziomie. Inaczej to jest jedynie porównanie modelu dobrego i złego. Chyba nie ma sensu zakładać tematu: Robić modele dobre, czy złe?
  21. Albatros, nie wciskam Ci tych modeli artystycznych. To tylko moja obserwacja rzeczywistości. Dioramy, jak pisałem - inna historia. Tu się nie pospieramy. Trochę niestety, bo kiedyś miałem spore oczekiwania w temacie dioram. Z tym co opisujesz w temacie tworzenia modelu redukcyjnego zupełnie się zgadzam. Nie jest tak, że istnieje tylko jedna techniczna droga do odtworzenia rzeczywistości. I nawet nie jest tak, że jest tylko jeden ostateczny efekt świetnie tę rzeczywistość oddający. Wciąż jednak w kontekście modelarstwa redukcyjnego rozpoznawalność stylu będzie wadą. Niech sobie ten styl nawet będzie, jeżeli nie będzie go widać :). Jeżeli spojrzymy na dwa modele przedstawiające obiekty, które w rzeczywistości są różne, wyglądają inaczej i połączymy je osobą autora ze względu na rozpoznawalny styl, to znaczy że mamy do czynienia z sytuacją, którą w przypadku sztuki, bez wahania nazwalibyśmy manierą. Maniera nie musi być kuriozalna i walić po oczach, by nosić to miano. Oczywiście granica jest tu rozmyta, ale to może być zagadnienie tylko w przypadku oceny konkretnej pracy. W sensie ogólnym to bez znaczenia. I ja wcale nie twierdzę, że uniknięcie pułapki stylu jest łatwe. Przeciwnie to jest spory kłopot z wielu względów. Oczywiście, że każdy przykłada różne miary do oceny. Dlatego ocen dokonuje się w założonym kontekście, szczególnie gdy rzecz dotyczy więcej niż jednej osoby. pmroczko. pierwszy problem trochę przejaskrawiasz. Zobaczenie czegoś i pomacanie konkretnego obiektu nie jest jedynym sposobem zapoznania się z realiami. Rzeczywiście poznanie tematu z poziomu fotela może być zupełnie niemożliwe. Ale nie mówimy przecież o mirażach wyczarowanych przez wróżki w alternatywnych wszechświatach, tylko obiektach podlegających znanym zasadom fizyki, w znany sposób reagujących na chemię. Wciąż latają samoloty skonstruowane podobnie i działające podobnie jak te historyczne. Pewnie, że wymaga to trochę wysiłku, ale też nie jakiegoś z kosmosu, by się z tym bezpośrednio zapoznać. To zupełnie wystarczy, by zrozumieć realizm, który chce się odtwarzać w skali. Łatwiej będzie też interpretować materiały dostępne z fotela. Ale zakres decyzji jest w redukcyjnej wersji modelarstwa jednak ograniczony. Jeżeli decydujesz się przedstawić określony obiekt, to te wszystkie wybory: czysty brudny, zużyty niezużyty itp. zależne są od jego historii. I tu może się okazać, że pojawiająca się czasem przypowieść, że każdy samolot był kiedyś nowy i czysty jest warta funta kłaków. Drugi problem jest sztuczny. Budując model jedynie na podstawie anegdoty z założenia decydujesz się na to, że powstanie coś zmyślonego. Chcesz tym modelem opowiedzieć jakąś historię? Opowiesz. Sukces. Chcesz tym modelem wygrać konkurs, gdzie m.in. ocenia się zgodność historyczną? Nie wygrasz. Porażka. Nie za bardzo jest tu miejsce na dylemat. OK, u nas możesz wygrać ten konkurs. Nie takie cuda widziałem :).
  22. Ten fragment najbardziej podoba mi się w Twojej wypowiedzi. I to w jeszcze szerszym zakresie niż piszesz :). W żadnym razie nie stoję na stanowisku, że modelarstwo powinno być ograniczane w jakimkolwiek kierunku rozwoju. Ani to jest wykonalne, ani pożyteczne. To ograniczanie, znaczy się. Warto przy tym pamiętać, że póki co wszelkie miejsca, gdzie grupują się modelarze, a priori zakładają klasyczne rozumienie pojęcia modelarstwo. Oczywiście mogą być przy tym bardzo liberalne w dopuszczaniu prezentacji i ocenie, ale baza wciąż jeszcze jest jaka była. Dlatego działając w innym kontekście dobrze jest przekazać informację, że tak jest. Coś w stylu tego, o czym pisał HKK, choć jego propozycja dotyczyła bardziej szczegółowego aspektu: relacji model - ocena. Można też to olać, nie mówimy o żadnej formie przymusu. Ale takie przekazanie informacji oznacza też konieczność dokonania uzasadnienia przed samym sobą, co ostatecznie jest tylko korzyścią. Modelarstwo pewnie może być sztuką i w pewnej formie już jest. Moim zdaniem lepszą analogią od fotografii będzie kowalstwo artystyczne. Z całym bagażem, np. warsztatów kowalskich, gdzie artyzm polega na nie robieniu podków i wysokich cenach. Jednak w dyskusji o sztuce zawsze wszystko rozbija się o definicję. Może nie rozbija się, bo taka dyskusja jest możliwa, ale sensowna tylko, o ile na wstępie ustali się definicję sztuki na potrzeby rozmowy. Bez tego nic, bo definicja sztuki zawierająca w sobie wszystkie aspekty tej dziedziny nie istnieje, albo jest tak ogólna, że bezużyteczna. W rezultacie każdy ma własną i jeden o kozie, drugi o wozie. Tym niemniej model artystyczny to nie będzie coś co się zrobiło samo. Tu se dokleiłem, i patrz panie, dzieło sztuki mi wyszło! Taki model to będzie efekt różnych świadomych działań. Takowe rzeczy, oczywiście, już istnieją tylko trzeba sobie uświadomić, że nie bardzo jest na nie miejsce na forach i grupach modelarskich. Styl, maniera, OK, to jest temat gdy rozmawiamy o sztuce. Gdy wrócimy do mojego rozumienia modelarstwa redukcyjnego, to są rzeczy właściwie tożsame. Chyba, że stylem nazwiemy coś takiego, że jakiś modelarz np. świetnie czuje się w metalu i głównie z tego materiału wykonuje różne elementy. Albo wykonuje otwarcia modeli w charakterystyczny, powtarzalny sposób. Ale wg mnie to nie jest styl. Styl to jest ogólna prezentacja modelu, która wskazuje na autora. I to w zasadzie zawiera się w malowaniu. Jeżeli dany styl jest rozpoznawalny na dwóch różnych modelach, to oznacza, że musi on być rozpoznawalny także na oryginałach. A wtedy przestaje być stylem. Ewentualnie widzę przestrzeń na styl w sensie pozytywnym, w tych dziedzinach, doczepionych do modelarstwa. Figury, dioramy... . Ale te, niejako z definicji, wymykają się modelarstwu redukcyjnemu w pojęciu, o którym piszę. Przy tym brak miejsca na styl nie oznacza żadnych ograniczeń w kwestii kreatywności. W klasycznym modelarstwie redukcyjnym przestrzeń na to jest niezmierzona. Prawda, że wtedy jest zdecydowanie trudniej, niż gdy możemy podeprzeć się stylem, wolnością kreacji i temu podobnymi ideami.
  23. Nie zgodziłem, się z Tobą, potem zgodziłem i tak kilka razy :). Nie jestem pewien intencji tej wypowiedzi, bo zależnie od sposobu interpretacji mogę się z nią w pełni zgodzić, albo całkowicie jej zaprzeczyć. I wszystko po drodze, oczywiście. Np. cytatu z Denisa mógłbym użyć jako idealną analogię na poparcie właściwego, wg mnie, sposobu malowania modeli. Niekoniecznie w zgodzie z Twoim wyjaśnieniem. Co wcale nie znaczy, że to wyjaśnienie jest bezzasadne. Może i jest. Ale to oznacza też, że ten autor, działający na pograniczu sztuki przesuwa się w jej kierunku, w coraz większym stopniu przyjmując tym samym kryteria oceny tam obowiązujące. Modelarze niemal zawsze bronią się przed tym kopiąc i wierzgając. Takie chcenie mania ciastka i zjedzenia go jednocześnie. Moim zdaniem to zwykłe zaklinanie rzeczywistości. Ale jeśli ktoś świadomie chce pójść ta drogą, to nie widzę w tym nic złego, a nawet widzę spory potencjał. A mnie akurat interesuje modelarstwo mniej flirtujące ze sztuką i tu ten indywidualny styl jest jedynie zagrożeniem. Kiedy widzę w galerii komentarz w rodzaju: fajny model, widać twój styl, to wiem, że w intencji jest to komplement, ale jedyne co mi przychodzi do głowy, to: O matko! Żeby mnie to nigdy nie spotkało!
  24. Jedyny argument, który ma szansę się obronić. Moim zdaniem fake jest problematyczny ze względu na nakład pracy, konieczny do jego stworzenia, w stosunku do uzyskanego efektu. Ale możliwe, że nie doceniam indywidualnej potrzeby zaistnienia w internecie.
  25. Nie sądzę, by taka zunifikowana definicja modelarstwa była możliwa. I w ogóle nie zajmuję się uzyskaniem takiej definicji. Ludzie pojmują i realizują modelarstwo w różny sposób, jak wszystko inne chyba. Tak zawsze byłe, tak raczej zawsze będzie. Co innego kwestia jak być powinno :). Tu przedstawione przez Ciebie moje stanowisko jest prawidłowe. Ale aby wyjaśnić temat musielibyśmy wcześniej ustalić warunki brzegowe co do wartości modelarstwa redukcyjnego jako takiego. Dopiero wtedy, mając punkt odniesienia, można by dyskutować, czy przyjecie danego stanowiska jest zasadne. Bez tego ja jedynie zakładam kontekst klasycznego rozumienia modelarstwa redukcyjnego, jako budowy obiektów odzwierciedlających rzeczywistość w skali. I w tym kontekście się wypowiadam. A jeśli pojawiają się jakieś konkrety, to zawężam to jeszcze do modelarstwa lotniczego - na innym się nie znam. Takie założenie nie znaczy, że wg mnie inne sposoby pojmowania modelarstwa nie istnieją. To jest założenie na potrzeby rozmowy, czy wypowiedzi. Czym innym jest też działanie modelarza, a czym innym efekt końcowy. Jeśli modelarz się nie przyłożył, to nie jest błąd tylko jego sprawa. Ale jeśli model samolotu ma śmigło, którego nie miał pierwowzór, to jest błąd. To istotne w praktyce rozróżnienie. Błąd w modelu, to swoja drogą, jest też ciekawe zagadnienie i I w podejściu jak moje - bardzo istotne. Temat na oddzielną rozmowę. I jeszcze jedna uwaga: moje i podobne im wypowiedzi w temacie modelarstwa i podejścia do niego zwykle wywołują komentarze, które zamykają treść tych wypowiedzi w jakichś infantylnie ograniczonych granicach. Jakby głoszący je mieli klapki na oczach i palce w uszach. Tak nie jest, a przynajmniej nie musi. Do modelarstwa przyczepione są dziedziny, które mają z nim tylko trochę cech wspólnych, jak np. figury. Bidule nie miały się gdzie podziać i gdzieś musiały się przytulić ;). I tak jest, nic w tym złego. To, że klasyczne podejście do modelarstwa nie ma w takim przypadku sensownego zastosowania nie oznacza, że te figury z modelarstwa trzeba usunąć. Tu działa, tu nie działa. Jak nie działa, to nie ma o czym dyskutować i trzeba przyjąć podejście które działa. Podobnie z modelarstwem SF (o statki kosmiczne mi chodzi, nie o wymysły modelarzy przy modelach historycznych obiektów ). Choć tu jednak. o ile się nie mylę, też dominują, a na pewno funkcjonują tematy, które odwzorowują obiekty, w modelarskim sensie, rzeczywiste. Np. taki Falcon Millenium ma szczegółowo rozrysowaną funkcję i konstrukcję, a ilości ujęć pokazujących jego wygląd pozazdrości mu każdy drugowojenny samolot. Klasyczne podejście nie oznacza też, że każdy wykonany model musi być idealny, doskonały, perfekcyjnie szczegółowy itd. Modelarz sam określa cele własnej budowy i te cele mogą wiele z tej doskonałości, z samej definicji, odebrać. Ale wciąż może się starać, w ramach swoich założeń. Starać się, nie oznacza, że osiągnie całkowity sukces. Ale to wystarczy. Bardzo dobrze opisał to Barszczo. Z jednym zastrzeżeniem, ale o tym oddzielnie. Albo tworzenie nieistniejących konstrukcji na bazie rzeczywistych obiektów. Wciąż mamy te obiekty ze szczegółami do odwzorowania i wciąż można prześledzić ślady eksploatacji na istniejących konstrukcjach. Przebieg okopceń podpowie aerodynamika, ich charakter zastosowany silnik. Stopień zużycia wyjaśni, zmyślona nawet, historia służby, ślady eksploatacji uzasadni konstrukcja i inne, podobne samoloty. Największy problem jest z inżynierią, bo taka hybryda powinna być podparta prawidłowymi zasadami konstrukcji lotniczych, ale przecież modelarza nikt nie zmusza do wyboru tematu. A jeśli taki model pozbawiony jest tego wszystkiego, to niemal na pewno autor dodaje do warsztatu uwagę sugerującą, że to tylko taka odskocznia, zabawa, żart. Przerwa między prawdziwymi modelami. Autor to mówi, nie zabetonowani w poglądach ortodoksi. I to jest jego sprawa, tego autora, jak spędza czas. Nikt z tego powodu nie próbuje wykolegować go z grona modelarzy. Kwestię użycia słowa klasyczny wyjaśniłem w, cytowanym w pierwszym poście, wątku o B-17. W uzupełnieniu dodam, że do poparcia zasadności jego użycia dochodzi fakt, iż modele dobrze wykonane w założeniach, o których piszę, niezmiennie wzbudzają podziw wszystkich modelarzy, niezależnie od sposobu podejścia do modelarstwa. Pomijam odgrywanie się za jakieś osobiste urazy, co niestety wciąż ma miejsce (np. komentarze pod ostatnim, ósmym, odcinkiem podcastu In Scale - szkoda, że bez sensownej reakcji gospodarzy). Jeszcze Barszczo. Dobra wypowiedź. To jedyne zastrzeżenie dotyczy tego, że wg mnie nawet gdy konkluzja jest słuszna, to błędna argumentacja może prowadzić do niepożądanych konsekwencji. Jak choćby błędna interpretacja wypowiedzi. To, że ludzie różnie postrzegają kolory jest nieistotne, bo oni postrzegają je wciąż tak samo. Przejaskrawiając: jeśli ktoś widzi kolor Dark Green jako różowy, to nadal zmiana odcienia Dark Green na modelu sprawi, że ten ktoś będzie widział inny odcień różowego niż jego różowy Dark Green. To jest w ogóle rozłożysty temat - historyczne kolory i powoli dojrzewam do zamienienia rozpoczętego kiedyś tekstu w wydawnictwo, ale to dygresja. Tu chodzi o to, że dążenie do odzwierciedlenia rzeczywistego koloru wciąż jest możliwe i lepiej jest, gdy sposób malowania jest temu podporządkowany, a nie stanowi zbiór niekontrolowanych działań, gdzie efekt końcowy jest losowy. Ale to w żadnym razie nie oznacza , że istnieje jakiś jedynie słuszny wzorzec dowolnego koloru. I nie ma też jedynie słusznego wzorca zachowań. Wciąż pamiętamy, że modelarze miewają różne cele, które mogą nakładać ograniczenia. I jeszcze raz, dla przypomnienia, bo z doświadczenia wiem , że ile by nie powtarzać, to i tak potem dzieje się tak, jakby to nigdy nie zaistniało. Piszę w kontekście modelarstwa redukcyjnego, rozumianego jako możliwie wierne odtwarzanie obiektów rzeczywistych w skali.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.