-
Liczba zawartości
4 385 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Foty są coraz lepsze, ale to ciągle nie to. Nie wiem, może po prostu są za małe. Powiększone szczegóły w warsztacie oglądało się całkiem komfortowo. Na zdjęciach całego modelu bardzo brakuje ostrości, wygląda jakby robiono je na ekstremalnie wysokiej 'czułości' i wszystko się 'rozziarnia'. To sprawia, że wciąż nie sposób zobaczyć jak rzeczywiście pomalowany jest model. W sensie, że nie wiadomo, czy to co widać odzwierciedla rzeczywistość, czy może jednak nie całkiem. A to istotne, bo bez wątpienia wspinasz się na kolejne stopnie modelarskiego rzemiosła i stajesz, przez to, przed nowymi wyzwaniami. Takim wyzwaniem będzie np. zachowanie spójności prezentacji modelu. Jeśli chcemy, by model prezentował się jako pomniejszony samolot, a nie efektownie pomalowany plastikowy samolocik, to taka spójność jest niezbędna. Sama w sobie nie gwarantuje sukcesu, ale jej brak jest niewątpliwą gwarancją porażki. To temat raczej szeroki i trzeba ograniczać się do przykładów, ale generalnie chodzi o to, że gdy model ogólnie prezentuje wysoki poziom, ale zawiera też słabsze elementy, to w odbiorze te słabsze elementy zawsze wychodzą na pierwszy plan. Tym silniej, im większy jest kontrast. Niezwykle częstym przykładem jest montaż wiatrochronu. To miejsce wymaga staranności, a często dodatkowych, bywa że kłopotliwych zabiegów. Ilość zupełnie fajne wykonanych modeli z byle jak zmontowanym wiatrochronem nieodmiennie mnie zdumiewa. Tu tego problemu nie widać, ale spójrz na bomby. Toporne brzechwy zestawione z filigranowymi szczegółami kabiny, hamulców itd. natychmiast rzucają się w oczy jak psia kupa na torcie. Model może być robiony w dowolnie prostej konwencji, ale w jej ramach wszystko musi być zrobione na tym samym poziomie! Oczywiście równamy w górę :). Zasada dotyczy również malowania. Jeżeli np. na dobrze pomalowanej powierzchni modelu pojawią się nieumiejętnie wykonane okopcenia od broni pokładowej to będzie to pierwsza rzecz jaka rzuci się w oczy. I tego się już nie odzobaczy. To znów często spotykany, ogólny przykład. U Ciebie te nieszczęsne zdjęcia utrudniają spojrzenie na model pod tym kątem. Ale jedną rzecz widać. To wyciągnięte na pierwszy plan napisy eksploatacyjne. Wiem, że użyty produkt tu nie pomaga. Intensywna czerń w połączeniu ze zbyt grubą czcionką robią złą robotę. Ale z tym też trzeba sobie poradzić. Gdy patrzysz na zdjęcia jakichkolwiek samolotów z okresu to obecności napisów eksploatacyjnych na ogół trzeba się domyślać. Można te kalkomanie przygasić laserunkami, częściowo zatrzeć, czy wykorzystać jakiś inny pomysł. Ale coś trzeba z tym zrobić. W ogóle w czasie trwania prac malarskich trzeba brać pod uwagę tę spójność. A szczególnie pod koniec, gdy pojawiają się elementy potencjalnie niebezpieczne - ślady eksploatacji, kalkomanie... . Wtedy nie raz i nie dwa warto podczas pracy spojrzeć na model krytycznym okiem. Im częściej, tym lepiej - będzie łatwiej korygować :). Co prawda to 'pod koniec' potrafi bardzo wydłużyć się gdy malowanie podejmuje kolejne wyzwania na drodze do realistycznej prezentacji modelu. Złote lufy Browningów to niewątpliwy plus do lansu. Mają fantazję chłopaki z Navy! Edyta: Widzisz? Już chłopaki 'hejtują' te bomby. Słusznie.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
No popatrz, kolega miał TT i w końcu doszedłem do tego, że mu zazdrościłem. HO robiła spory problem gabarytem. Ja swoją rozkładałem na podłodze z różnymi dodatkami luzem - domki, przejazdy, latarnie, auta itd. Ale inny kolega mieszkał w sporym metrażu i niby miał miejsce na stałą makietę. Byłą zgrubna, w zasadzie zupełnie bez terenu z poustawianymi na płycie gadżetami, tyle że z podłączoną elektryką - semafory odcinające prąd na odcinku dojazdowym - takie sprawy. Ale gabaryt wciąż był problemem. Plan torów był przeraźliwie prosty. Zabawy takie jak w Panu Samochodziku z tomiku o zamkach nad Loarą były o lata świetlne i nie dałoby się nawet udawać czegoś w ten deseń. TT dawała tu szanse na choćby namiastkę rozmachu. Ale o problemach z dostępnością nie wiedziałem. Choć pamiętam, że bywało, iż jakiś element występował do TT, a nie było go do HO. Co prawda co to znaczy, w czasach gdy 'dystrybucja' to było abstrakcyjne słowo, kompletnie wypaczone w praktyce ? :). No i kto tam wtedy słyszał o jakimś dwudziestym pierwszym wieku?! -
Ale ja o malowaniu, nie o konstrukcji.
-
Nity wklęsłe to umowna prezentacja nitów wpuszczonych, z łbem płaskim. Tak się przyjęło, może źle, może dobrze. W wykonaniu różnych producentów różnie z tym bywa, czasem wygląda to karykaturalnie, rzadko lepiej niż dobrze zrobione nitowanie ręczne. Część ogonowa kadłuba wczesnych Spitfire kryta była blachą na zakładkę, montowaną do konstrukcji nitami z łbem wypukłym.
-
Nie zaszkodzi wziąć pod uwagę, że Gladiatory (o ile mowa o Glosterach z połowy lat 1930) malowano srebrną farbą.
-
PZL P-23 Karas B , jaki kolor ?
greatgonzo odpowiedział Marsk909 → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Czasem można się zdziwić. O polskim kolorze nie mam pojęcia, ale wiadomo, że np. drugowojenny lotniczy Olive Drab ma tendencję do erozji z dość powszechnie znanego odcienia zieleni do konkretnego brązu. Pół biedy, gdy mamy do czynienia z całym samolotem, bo te erozja postępuje trochę jak rdza i widać gdzie jest zmieniona, a gdzie zachowana farba. Gdy jednak mamy do czynienia z kawałkiem blachy spokojnie możemy trafić 100% brąz na całej powierzchni. Akurat tonacja kolorystyczna jest tu zbieżna z polskim khaki, ale to przypadek. Chyba ;). W temacie walącego się świata to nie mam takiej pewności jak pmroczko, ale faktycznie warto wyrobić sobie zdanie na podstawie znanej dokumentacji i trudno liczyć na więcej. Wtedy uzyska się takie zdanie, które będzie warte szanowania. -
Sugerowałbym orczyk z podwójną półką. Zmiana jest z września 1940, dłuuugo przed wyprodukowaniem tego egzemplarza. Moim zdaniem wszystkie seryjne MkII mogły mieć te nowsze pedały, ale to jedynie spekulacja. Jednak pojedyncze też da się bronić, bo takie są w instrukcji do MkII. Fotel plastikowy, mam nadzieję? O pierwowzór pytam, bo ten tu to chyba wiem ;).
-
Gdy wchodzi się w rozważania o historii, to warto pamiętać przynajmniej o dwóch sprawach. A gdy się publikuje to już koniecznie. Jedna to postawienie wyraźnej granicy między tym co wiadomo, a spekulacją. Nawet jeśli podpartą materiałem źródłowym i bardzo przekonującą, to wciąż spekulacją. Gdy zajmujemy się jakimś tematem bardzo szybko okazuje się, że zbiór tego co jest wiadome nie jest jakoś szczególnie duży i bez wchodzenia w spekulacje nie bardzo da się coś sensownego napisać. Z doświadczenia wiem, że pokusa forsowania swoich preferencji bywa trudno do opanowania, a w sensie ogólnego przekazu w zasadzie nie do wyeliminowania. Dlatego ważne jest konkretne podkreślanie tej granicy, by nie prowadzić odbiorcy na manowce. Nierzadko powszechnie znani autorzy mają z tym poważny problem. W zwykłej rozmowie rzecz jest w ogóle nie do wyeliminowania i warto o tym pamiętać, choćby w forumowych dyskusjach. Z tego powodu pytanie o źródła należy traktować jako zupełnie naturalny element dyskusji, całkowicie neutralny w sensie etykiety. To po prostu narzędzie i warto go używać. Drugi temat to rozumienie historii w ogóle. Historia generalnie to nie jet wiedza, ale dążenie do niej. Historia to nie jest historia, tylko spór o historię. Zrozumienie tego ułatwia jej eksplorację na każdym poziomie. Tu idealnym przykładem będą te zwycięstwa powietrzne. W zależności od tego jak zdefiniujemy te zwycięstwa ich liczba może różnić się nawet kilkukrotnie i wciąż pozostawać prawdziwa w każdej wersji. I rzecz nie zmieni się, gdy za zwycięstwa powietrzne podstawimy zniszczone samoloty. Zupełnie inna kategoria, ale zmienią się jedynie proporcje, zasada pozostanie bez zmian. Do tego dojdzie jeszcze klasyczny dla historii spór wynikający z niedoskonałości danych. Źródła bywają niekompletne, sprzeczne, czy zwodnicze. Osiemdziesiąt lat temu ludzie potrafili napisać bzdury w oficjalnym dokumencie, jak w dowolnym czasie zresztą. Nie da się z tego wyjść ponad spór o historię. Ze zwycięstwami to w ogóle jest fajny temat. Odruchowo przyjmujemy przyswojoną przez siebie definicję za tę właściwą, ale przecież nie ma ku temu żadnych obiektywnych podstaw. W takim razie racjonalne jest traktowanie innych systemów definiowania zwycięstw jako, właśnie innych. Nie gorszych. Takie podejście na serio pomaga gdy bawimy się w historię. Np prowadzi do potrzeby definiowania terminów, a chyba zawsze lepiej jest gdy wiadomo o czym się dyskutuje :).
-
O, matko! A jak on teraz dobierze się do tych karterów?
-
[W] Vought F4U-1D Corsair // VMF- 112 - Hasegawa -1:72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Warsztat
Koniecznie! Krzywe zeszpeci model. Nowy maszt mierzył 24 cale. -
Może i pisałem pod twoim postem, ale jednak do Kozborna :).
-
[W] Vought F4U-1D Corsair // VMF- 112 - Hasegawa -1:72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Warsztat
W modelu wstawiłeś 'pierwotny', wysoki maszt anteny. Te maszty permanentnie się łamały. Stąd m.in. przeróżne konfiguracje układu drutów na wcześniejszych Korsarzach. Tu już jest późniejszy maszt, skrócony. -
Jasne, skrzydło było czarne. Jasne i czarne ;). Ale późniejsza wersja z częściowo czarnym centropłatem i czarną obwódką na kokardzie wyglądałaby znakomicie!
-
Górne zdjęcie jest przejarane. Choć nie nadaje się jako wzorzec wyglądu do naśladowania, to jest za to fajną mapą poglądową pokazującą rozmieszczenie śladów eksploatacji. Ale takich efektów o ile mają być realistyczne, nie robi się na podstawie jednego zdjęcia.
-
Jeżeli naprawdę o to chodzi, to lepiej będzie założyć warsztat. Luźne uwagi o gotowym modelu w galerii będą mało pomocne, szczególnie, gdy okaże się, że niektóre z nich będą się nawzajem wykluczać. A już szczególnie szczególnie przy okazji zdjęć, gdzie trudno doszukać się ostrości i modelu w zasadzie nie widać. Warsztat oznacza reakcję na konkretne problemy w procesie budowy. Oczywiście by maksymalnie z tego korzystać pod kątem rozwoju, trzeba ten warsztat odpowiednio prowadzić. Nie lecieć do przodu, przewidywać problemy, zrozumieć konieczność wykonywania prób nie na modelu itd, ale zawsze będzie to łatwiej. Inną, na ogół pomijaną rzeczą jest zastanowienie się jakie modele chcesz robić. Modelarze mają różne cele, nawet jeśli to zafałszowują (całkiem często), a osiąganie ich oznacza zupełnie inną pracę nad modelem. Jeżeli będziesz potrafił to określić, to może nawet lepszą metodą na postęp jest zakolegować się z modelarzem, którego prace traktowałbyś jako wzór i molestowanie go kanałem prywatnym. Na ogół takie podejście jest na tyle 'łechczące' dla twórcy, że chętnie pomoże. W takiej relacji odpada Ci wyłuskiwanie właściwego kierunku z nie zawsze zgodnych, czy wartościowych, warsztatowych porad. Ale określenie celu przydaje się zawsze, także w klasycznym warsztacie. Choćby po to, by eliminować wskazówki zmierzające do innego efektu końcowego. Udzielane na ogół w dobrej wierze i prawdziwe, ale Tobie zupełnie zbędne. Jeżeli natomiast chodzi o to, by lidzie napisali Ci, że zrobiłeś fajny model, to popraw tło i zdjęcia. Myślę, że to wystarczy, by zebrać pozytywne opinie. Zakładam, że brak ostrości nie jest celowy i nie ma za zadanie ukryć jakichś tragicznych wtop malarskich, czy montażowych.
-
Nie wiem, czy mówisz o kokardzie, czy czarnym spodzie, bo jedno i drugie jest poza obrysem obracającego się śmigła. Jeżeli przyjmiesz czarną obwódkę na kokardzie, to skrzydło będzie nie wymienione, tylko tak wymaskowane. Tak jest prościej, szybciej - nie trzeba babrać się z chwytem do gaźnika, światłem. Pod presją czasu mogło się zdarzyć. Ja bym w to poszedł, bo fajna ciekawostka i wyjaśnia kokardę. Wtedy przyjąłbym standardowy znak na spodzie, czarną obwódkę, a to co pomiędzy - żółte. Lotka jednolita, bez elementu kokardy. Przy wymienionym skrzydle (za tym przemawia brak czarnej lotki, ale to najwyżej sugestia, żaden dowód) to zupełnie nie wiem jak zinterpretować kokardę.
-
No właśnie. To są niestandardowe efekty i można się najwyżej spierać co kto tam widzi, o ile ma się ochotę :). Ja na przykład widzę pozostawiony czarny fragment pod kadłubem... . Odcień to zupełnie inna sprawa.
-
Ciekawe jak zinterpretujesz malowanie spodu.
-
[W] Vought F4U-1D Corsair // VMF- 112 - Hasegawa -1:72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Warsztat
Na Engine Grey jednak za niebieski. Modelarze miewają tendencję do zaniebieszczania tego koloru, ale to raczej droga do silników w kukuruźnikach :). Odcień SB bardzo ciężko jest ocenić po zdjęciach. Pozostaje uwierzyć autorowi. -
To chyba faktycznie znak czasów, ale w tym stwierdzeniu jest zawarty podstawowy błąd. Samodzielne wykonywanie elementów, lub nawet całych modeli, to nie jest generalnie kwestia niepożądanej konieczności i nigdy nie była. Takie coś istnieje, ale to margines. Żeby poćwiczyć malowanie to w ogóle żaden model nie jest potrzebny.
-
-
North American PBJ-1D Mitchell // Italeri 1/72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Warsztat
Jeśli masz na myśli stałą część osłony za limuzyną, pojawiającą się w przypadkach, gdy osłona jest wieloczęściowa, to o ile się orientuję nazywa się ona 'stała część osłony za limuzyną' :). Wiatrochron - tak. Terminy bywają płynne, np, wiatrochron może być odsuwany do przodu, albo osłona może być jednoczęściowa, coś może być odejmowane itd. Ale ogólnie to widać, że Moses się tym razem lekko rozpędził ;). ZC - Zinc Chromate ZCY - Zinc Chromate Yellow, IG - Interior Green, AGD - hmmmm... ? A jak już zainteresowałeś się terminologią lotniczą, to Ci naskarżę, że ludzie na forum namiętnie używają słowa 'płatowiec' wymiennie ze słowem 'samolot', co jest denerwującym błędem. Płatowiec to, najprościej, samolot bez silnika. -
North American PBJ-1D Mitchell // Italeri 1/72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Warsztat
Podoba mi się poprawka z płytką. Wydaje mi się, że pamiętam czasy, kiedy nie tykałeś takich sposobów. Może coś mi się myli... . Limuzyna - odsuwana część osłony kabiny, łącząca się z wiatrochronem. -
Czasem tak, czasem nie, skąd mnie wiedzieć :).
-
Masz żółty? domieszaj do tego IG i będziesz miał ZCY.
