Czyli generalnie byłoby lepiej, gdybyśmy jednak nic nie kupili (jak to w ostatnich kilkunastu latach było), bo wtedy bazy by się nie likwidowało i ludzie mieliby robotę.
Tymczasem spadające samoloty raczej dalej będą spadać, bo to stare, postsowieckie rzęchy, których nie ma już jak remontować za sensowne środki. Zresztą latające Su-22 z maszynami NATO budziłyby zrozumiałe zainteresowanie zachodnich pilotów, w końcu u nich nawet w muzeach nie zawsze takie maszyny da się spotkać w ich krajach.
Ja jednak pozwolę sobie nieśmiało cieszyć się moją małą radością laika, że jednak i mimo protestów ekspertów, coś kupimy. I fajnie, że kupimy samoloty które mają przyszłość.