HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Drugi płyn to mieszanina ciężkiej benzyny, (50%), acetonu (25%) i octanu etylu (25%). Farby akrylowe rozpuszczane są przez dwa ostatnie składniki, przy czym znacznie agresywniejszy jest aceton. W efekcie, do czyszczenia aerografu jest nieco bez sensu, bo lepiej sprawdzi się sam aceton, a jeszcze lepiej aceton z octanem butylu lub z IPA. https://www.dragon.com.pl/produkty/rozcienczalniki/dodatki-chemiczne/plyn-do-czyszczenia-pedzli/dpcp_karta-charakterystyki.pdf "Bierze wszystko"? A sprawdzałeś z farbami poliuretanowymi, z epoksydowymi, z ftalowymi czy czysto winylowymi? To akurat przepisałeś z informacji sprzedawcy. Która jest nb bez sensu. Konia z rzędem temu, kto poda definicję farb "celulozowych" oraz "solwentowych".
-
Myślę, że możesz śmiało mieszać. Oczywiście sprawdzić zawsze trzeba. Ja nie próbowałem, ale Gunze C z Tamiya X owszem. Obie są akrylowe, a ich rozpuszczalniki są kompatybilne. To samo powinno dotyczyć Gunze C i H. Co może nie działać, to rozcieńczanie takiej mieszanki wodnymi rozcieńczalnikami. Gunze C zawiera MIBK jako rozpuszczalnik, a on nie lubi się z wodą.
-
Zgoda, mi też się dzisiaj bardziej podobają boxarty klasycznego Airfix-a. Ale sentymentalnie wygrywa Matchbox. Ten komiksowy styl robił na dzieciakach (w tym na mnie) niesamowite wrażenie. Szczególnie, że dookoła panowała przygnębiająca szarość PRL-u.
- 18 odpowiedzi
-
- 4
-
-
- matchbox
- roy huxley
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
sparmax-usuwanie firmowego smaru (zabezpieczenia) (?)
HKK odpowiedział golf czarny → na temat → Aerograf
Może to smar silikonowy, choć nie powinien zastygać. Jeśli tak, to płukanie w gorącej wodzie powinno go usunąć. A skoro próbowałeś acetonu i benzyny, to został Ci alkohol i płyn do mycia szyb na bazie amoniaku. Warto najpierw ich spróbować. -
Rozumiem. Ja tam niespecjalnie poważam firmę Mig-Ammo, bo rebrandując produkty innych marek nie raczą o tym wspomnieć. Ok, nie muszą ale po co kłamać jak w tym przypadku: Choć w następnym zdaniu: Czyli sami te farby "wyłącznie zaprojektowali" ale produkowane są przez doświadczoną ekipę w UK? Taaa.
-
Tutaj https://www.youtube.com/watch?v=Q09WDYw2R-0&t=1202s Jest powiedziane, że te A-Stand to sa Alclad-y tylko w innym "przyjaznym" opakowaniu. Nb. film Mig-a milczy o tym. Na czym przyjazność ma polegać, nie wiadomo. Nikt jeszcze nie pokazał, jak te buteleczki się otwiera, co jest denerwujące, skoro chwalą się lepszym opakowaniem a nie pokazują go w akcji.
-
Tamte zdjęcia to tylko pewna ilustracja problemów a nie pełne porównanie. Robiłem testów więcej, różnymi farbami. I doszedłem do wniosków (częściowo subiektywnych, częściowo obiektywnych), że chińczyk pracuje gorzej. Obiektywne to: plucie drobinami farby nawet po przetarciu igły, oraz niemożność zejścia do tak samo cienkiej i płynnej linii co w Proconie. Subiektywnie to poczucie znacznie lepszej kontroli nad uzyskanym efektem. Większa pewność, że po odciągnięciu spustu, strumień pojawi się w tym samym momencie i będzie taki sam co poprzednio. W chińczyku musiałem często prysnąć gdzieś na boku, zanim zacząłem malować kolejny element. Albo kilka razy, plus przetarcie igły i podregulowanie ciśnienia. W Proconie sporadycznie, raczej kontrolnie i bez regulacji ciśnienia. Ale muszę powiedzieć, że problemy z chińczykiem zaczynały się gdy chciałem uzyskać precyzyjne (dla mnie) efekty, tzn. elementy o średnicy kilku mm malowane plamką o średnicy poniżej 2 mm. Przy malowaniu większym strumieniem, efekt był zadowalający, choć i tak wygodniej kontroluje mi się Procon-a, a jeszcze lepiej Iwatę CM-B choć tutaj głównie chodzi o ciężar i rozmiar.
-
Zgadza się i powiem więcej: Zarówno procon jak i chinol mogą dać wkurw. ale procon w większości wypadków da większy fun i mniejszy wkurw
-
Nie mogę mówić za niego. Ale jeśli chodzi o KFS, on pokazuje dość szczególne, choć nierzadko spotykane podejście do malowania modeli. Używa bardzo mocno rozcieńczonej farby, niemal zabarwionego rozcieńczalnika jak sam mówi. Kładzie w efekcie delikatne warstwy kilkanaście albo i więcej razy w tym samym miejscu. Przy tej technice, rzeczywiście jakość atomizacji przez aerograf ma mniejsze, lub niemal żadne znaczenie. Taka farba jest jak woda i atomizuje się łatwo. Nawet gdy nadal strumień nie jest jednorodny a odkurz brzydki, nie będzie tego widać, bo liczne delikatne warstwy wyrównają niedoskonałości. To jest zresztą jedna z zalet owego stylu - łatwość poprawy błedów. Jednak tego nie tylko trzeba sie nauczyć, ale powiedziałbym, "dorosnąć" do niego. Większość modelarzy, nawet w miarę doświadczonych preferuje malowanie ciut bardziej kryjącymi warstwami, a początkujący często oczekują krycia już po pierwszej warstwie. Niestety, czasem jestem zmuszony i nie widzę alternatywy No i zdarzają się (nie tak rzadko) sytuacje jak poniżej, gdzie trzeba miejscowo uzupełnić kamuflaż po jakiejś zdradzie. Tutaj w 1/72... A maskowanie dookoła na płasko, spowodowałoby powstanie ostrych przejść. Wówczas możliwość delikatnej poprawki z ręki, jest nie do przecenienia. I wtedy aerograf nie ma prawa zrobić kuku.
-
Na tym polega dyskusja. Na wymianie argumentów i opinii. Nie musi się skończyć całkowitą zmianą stanowiska jednej ze stron, prawda? Myślę, że większość kłótni internetowych bierze się z poglądu, iż dyskusja musi sparawić, że jedna strona poczuje się przegrana a druga będzie triumfować. Tak się nie dzieje i z poczucia bezradności dochodzi do agresji.
-
Wg mnie, nie. Bo efekty które pokazałeś, są (znowu moim zdaniem) nieakceptowalne. Widać, że nie masz problemów z precyzyjnym operowaniem sprzętem, ale najwyraźniej sprzęt Cię tutaj ograniczał, no chyba że robisz jakiś błąd z farbą lub ciśnieniem, w co wątpię. Ale żaden z elementów które namalowałeś, nie powinien znaleźć się na modelu. Cienkie linie sa przerywane i poszarpane, w zasadzie wszędzie. Grubsze smugi mają niejednorodne wnętrze i brzydko rozmyte brzegi ozdobione gdzieniegdzie zaciekami lub kropeczkami. Tu jest jeszcze gorzej i również nie winię operatora. Choć dziwię się, że nie dostrzega (?) rezultatów, któych na modelu by nie pewnie zaakceptował. Wg. mnie nie ma tu znaczenia czy jesteś modelarzem początkującym, czy doświadczonym - kiepskie efekty są niepożądane. Jeśli początkujący (nie mówię o Tobie) nie umie precyzyjnie malować, to powinien tego unikać póki sie nie nauczy, a nie zadowalać byle czym (#misiewydaje). Akceptowalne efekty przy powierzchniowym malowaniu a nawet "marmurkowym" preshadingu można uzyskać niemal dowolnym aerografem, przy niewielkim wysiłku. Większe znaczenie ma tu farba i ciśnienie, niż parametry sprzętu. Ale jeśli budowa i parametry aerografu sugerują, że jest aerografem precyzyjnym, to ma to robić dobrze. Koniec kropka. To jest powiedzmy, jak z przytępioną brzytwą. Co z tego, że nieźle tnie, jeśli do swej podstawowej funkcji, czyli golenia się nie nadaje? Doświadczony fryzjer ma mieć pewny i ostry sprzęt, a początkujący nie tyka się gardeł klientów i jedzie maszynką. Po raz nie wiem który podkreślam - to moja opinia. I dlatego zapytany, będę początkującym odradzał chińczyka. Ale jeśli ktoś stwierdzi jasno, że chce (z takich czy innych względów) kupić jak najtaniej, to zgoda. Kosmicznego błędu nie zrobi i malować modele da radę. Tym bardziej, że absolutnie zdarzają się chińczyki które malują dobrze. No i nie każdy będzie chciał, czy potrzebował malowac precyzyjnie z wolnej ręki.
-
Jako człek doświadczony w pracy z chińskimi aerografami, podziel się wrażeniami z używania Procona jeśli możesz.
-
Święte słowa. Szczególnie jak się zostawi tylko przyczynę i skutek: Tylko to znowu, zależy od egzemplarza. Ja w chińczyku mam dokręconą dyszę "na maxa" i tak było od początku. A problemów opisanych przez autora wątku nie mam i nie miałem. Pomimo kilkukrotnego rozbierania. Btw. końcówka dyszy zawsze musi optymalnie wystawać i nie ma prawa być tak, że stopień dokręcenia dyszy należy sobie wyregulować w zależności od egzemplarza i zużycia uszczelki.
-
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
HKK odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Niezamaco. Ale może w wolnej chwili spróbuję jakichś mniejszych liter z samego czarnego i dam znać. Btw. znalazłem gdzies w sieci czcionkę używaną w znakach kodowych USAAF. Nie wiem jak z merytoryką, ale dla mnie wyglądały ok. Dzięki temu nie musiałem rzeźbic ręcznie -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
HKK odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Wątpię. Na pewno nie w skali 1/72. Przynajmniej nie z mojej drukarki. Ale przy wielkości znaków któe drukowałem, raczej nie będzie widać niedokładności. Jak widać, czarny jest drukowany z użyciem wszystkich tuszów. Sam czarny nie dałby krycia. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
HKK odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Mój jest taki (z Amazon-a): Kupiłem, bo wychodziło w miarę tanio za jeden arkusz, a narzekających w opiniach było niewielu. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
HKK odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
EPSON SX-420W z oryginalnymi tuszami (na wszelki wypadek). Ale nie wiem czy i jakie to ma znaczenie, bo jak mówiłem, to moje pierwsze doświadczenie z drukowaniem kalek. I to z konieczności, bo odkryłem błąd na fabrycznych kalkach i nie znalazłem innej metody by to poprawić, a chodziło jedynie o inne litery kodowe. Ale do rzeczy. Ustawiłem drukarkę w tryb 'photo' i papier 'glossy', 'extra glossy' lub 'photo'. I robiłem próbne wydruki na błyszczącym papierze. O ile pamiętam, tryb 'pgoto'+'glossy paper' był ok. Czarny kolor był nasycony i nieco przesunięty w kierunku granatowego, co mnie zadowalało. Następnie wydrukowałem na docelowym papierze do kalek. Drukowałem w górnej części arkusza, dzięki czemu mogłem odciąć zadrukowany fragment i wykorzystać resztę arkusza ponownie. Potem pokryłem wydruk lakierem Microscale Liquid Decal Film. Pewnie można użyć innych lakierów, ale wolałem nie ryzykować. Lakier nakładałem pędzlem, kilka solidnych warstw. Aby farba nie rozpuszczała sie pod wpływem lakieru, pierwsze warstwy były kładzione delikatnie. Na skutek pedzla, powstały smugi i nierówności na powierzchni. Ale po próbnym nałożeniu kalki i potraktowaniu płynami przestało to być widoczne. Na kolejnym wydruku, spróbowałem nałożyć lakier aerografem. Lakier rozcieńczyłem nieco Revell Aqua Color Mix. Nałożyłem kilkanaście cienkich warstw, aby kalki nie rwały się przy nakładaniu. Powierzchnia powstała równa i nieco matowa. Te kalki były delikatniejsze, ale też dobrze sie nakładały. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
HKK odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Niedawno pierwszy raz zdecydowałem się na drukowanie kalek i zacząłem szukać papieru do atramentówki. Na Amazonie było przynajmniej kilkanaście różnych rodzajów. Wszystkie chińskie i jestem dziwnie przekonany, że przynajmniej większość z nich jest tym samym produktem. Ostatecznie kupiłem najtańszy z tych które miały mały procent ocen negatywnych. To kiepskie kryterium, ale lepsze niż żadne. Uważam, że tak naprawdę kluczową kwestią jest nie sam papier, ale ustawienie drukarki, tusz i lakier którym pokrywamy gotowy wydruk. Ja nie mam kompletnie doświadczenia, ale po kilku próbach uzyskałem zadowalający mnie efekt. Inna rzecz, że potrzebowałem jedynie czarnych liter na przeźroczystym tle. -
Chyba żaden producent szybowców już dziś pasów sam nie robi. Wszędzie sa Gardinger-y, Schrot-y (ładna nazwa) i nie wiem co tam jeszcze. Tu na zdjęciu to chyba Gardinger i o ile pamiętam w egzemplarzu którym latałem były takie same. Natomiast kolor pasów to już do wyboru przez klienta. Ja z szybowcami mam do czynienia na sposób praktyczny, bo latam i jestem właścicielem. Mógłbym Ci przesłac pare zdjęć pasów szybowców SZD - np. Cobry i Jantara 2B. Ale to są szybowce zarejestrowane za granicą i raczej nie mają oryginalnych pasów SZD.
-
Pasy są w szybowcu elementem podlegającym wymianie. Dawniej wg godzin użytkowania. W ramach nowych przepisów, mogą być używane wg stanu technicznego. W efekcie, o ile nie buduje się modelu polskiego szybowca z początkowego okresu eksploatacji, to pasy mogą być w zasadzie dowolne. W przypadku szybowców zagranicznych lub używanych współczesnie tym bardziej, bo prywatny właściciel może sobie kupić takie pasy jakie mu odpowiadają i w 10 min. wymienić. Oczywiście powinny być certyfikowane. Jak zwykle w szczegółach jest to ciut bardziej skomplikowane, bo np. szybowce SZD miały zwykle w instrukcji użytkowania wpisane pasy typu SZD. Czyli teoretycznie innych pasów nie można było stosować. W czasach PRL i przez jakiś czas później w aeroklubach tego przestrzegano. Ale już jaki konkretnie model pasów SZD był stosowany, to bez znaczenia. Póżniej, pasy SZD przestały być produkowane i powstał kłopot. Pasy można jednak remontować. Remont może polegać nawet na wymianie wszystkich elementów pasów i będzie ok, o ile remontujący ma odpowiedni certyfikat. Dotyczy to głównie polskich szybowców zarejestrowanych w Polsce, bo w cywilizowanym świecie inspektorzy machają na to ręką i w praktyce można zamontować dowolne pasy z certyfikatem. A nawet używane bez certyfikatu, bo nikt nie udowodni, że takie nie były w szybowcu od początku. O ile są sprawne technicznie, inspektor podpisze przegląd i nikt nie będzie wnikał. I w ogóle, o ile modelarz nie buduje konkretnego egzemplarza szybowca z konkretnego okresu eksploatacji popartego zdjęciami, ma sporą dowolność w kształtowaniu wnętrza kabiny i układu tablicy przyrządów. Zarówno poszczególne serie produkcyjne szybowców jak i poszczególne egzemplarze w rękach użytkowników moga mieć bardzo różne wyposażenie i aranżację wnętrza.
-
Myślę że nie masz problemów z aerografem, tylko z czymś innym. Musisz rozwiązać je sam. Niestety, nie moge Ci pomóc.
-
Nie lubię farb Vallejo i podobnych (winylowych lub winylowo akrylowcyh) bo słabo się zachowują przy precyzyjnym malowaniu. Tzn. przy większych rozcieńczeniach i małym ciśnieniu. Przyczepność i odporność tych farb również przedstawia wiele do życzenia. W związku z tym, już dawno przestałem ich używać. Ale nie przypominam sobie przypadku, aby zachowywały się tak źle jak pokazuje autor wątku. Gdy jeszcze używałem Vallejo Model Air, nie rozcieńczałem jej w ogóle. I nie stosowałem opóźniaczy czy flow improverów. Malowałem przy ciśnieniach 1.5 - 2 bar. I naprawdę, powierzchniowe malowanie nie sprawiało żadnych, ale to żadnych problemów. Owszem, igła po pewnym czasie zarastała, ale wystarczyło ją przeczyścić co parę minut a nie co chwilę. Jestem więc nieco zdumiony niektórymi wypowiedziami powyżej. Aero TG-130 to najbardziej typowy i słaby "chinol" więc to on może być przyczyną kłopotów. A skoro na początku było ok, to może demontaż i montaż dyszy spowodował problemy? Chińskie aero mają zwykle kiepsko dopasowane gwinty zabezpieczone licznymi uszczelkami. Zbyt mocne lub zbyt słabe dokręcenie komory powietrznej lub samej dyszy moze potencjalnie powodować problemy z atomizacją farby. To kolejna przesłanka wskazująca, że tani aerograf niekoniecznie jest najlepszym wyborem dla początkującego. W razie kłopotów trudno jest bowiem dojść do przyczyny, bez pewnego doświadczenia.
-
Nie wiem czy w pełni zrozumiałem o jaki efekt chodzi, ale mieszanie farby z powietrzem musi się odbywać poza dyszą - w okolicach jej wylotu. Jeśli gdziekolwiek pojawiają się bąble, oznacza to przedostawanie sie powietrza do dyszy. Kwestia albo braku uszczelnienia albo uszkodzonej dyszy. W HS Ultra trzeba sprawdzic, czy uszczelka na dyszy jest ok, a sama dysza dobrze przyciśnięta do korpusu przez przykręcaną osłonę. Dla porządku, trzeba sie upewnić, czy w dyszy nie siedzi jakiś paproch.
-
A czy to nie jest po prostu typowy błąd początkujących użytkowników aerografu? Prawidłowo, przy zatrzymaniu malowania najpierw zamyka się dopływ farby, czyli przesuwa spust do przodu, a dopiero potem zamyka się dopływ powietrza zwalniając nacisk na spust. Początkujący zwykle robią to równocześnie albo w odwrotnej kolejności. W ten sposób powietrze przestaje lecieć a farba chwilowo dalej cieknie przez niedomkniętą dyszę i zbiera się na końcówce. Kolejne otwarcie powietrza plunie tym nadmiarem i plama gotowa. Prawidłowa sekwencja: naciskamy spust, zaczynamy ruch aerografu, odciągamy spust, prowadzimy aero, przesuwamy spust do przodu, kończymy ruch i zwalniamy nacisk. To wydaje się na początku dość nienaturalne i trzeba trochę potrenować.
-
Caudrony nad Francją to jak juz wspomniano, polska wersja wydanej dwa lata wcześniej w Stratus-ie angielskojęzycznej pozycji Caudron Renault CR.714 Cyclone - The ultimate story Oprócz języka książki są Identyczne. Mają dokładnie ten sam skład i tą samą liczbę stron. Jedyna różnica jaką znalazłem, to dodatkowe zdjęcie na str. 8 pokazujące odremontowanego Caudrona. Zmieniono oczywiście tytuł, bo zapewne z finansowania przez IPN byłyby nici. Ja broń Boże nie narzekam, ale jak ktoś ma już angielskojęzyczną wersję, to niech weźmie pod uwagę, że będzie miał drugą, identyczną książkę, jedynie z polskim tekstem. Gdybym o tym wiedział, tobym nie kupił, choć cena jest oczywiście super. Teraz muszę jakoś sprzedać wersję angielską, co nie będzie łatwe, bo dla zagranicznego hobbysty samolot zupełnie egzotyczny.
