Skocz do zawartości

HKK

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    2 423
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Zawartość dodana przez HKK

  1. Przecież tego nie da się określić obiektywnie. Jeśli droższy produkt A spełnia czyjeś wymagania a produkt B nie, to jakie znaczenie ma różnica w cenie między A i B? Najwyżej nie kupi żadnego, jeśli nie chce lub nie może zapłacić ceny za A. Albo obniży wymagania i kupi B. Natomiast jeśli oba spełniają wymagania, to tańszy produkt B będzie zwykle lepszym wyborem prawda? W twoim podejściu nie podoba mi się coś innego. Używasz B i starasz się przekonać innych, że twój wybór jest jakoś obiektywnie lepszy. Niby mówisz: każdy kupuje co chce (racja), ale trochę to brzmi jak: każdy kupuje co chce, ale markowe aero to strata pieniędzy. Tak to odbieram. Z drugiej strony możesz odbierac moje stanowisko jako: każdy kupuje co chce, ale chińskie aero to strata pieniędzy. Absolutnie nie mam tego na myśli. Japońskie aerografy typu Procon lub Iwata sa lepiej wykonane i generalnie lepiej malują niż chińskie odpowiedniki. Ale chińskie też są w stanie zaspokoić potrzeby wielu użytkowników. To jaki aero kupic na początek, to kwestia trójkąta: parametry - potrzeby - koszt. I to już jest indywidualne.
  2. Cóż mogę rzec? Śmiało powiedziane. Ja nie czuje sie na siłach wyrokować, co ktoś inny by osiągnął, kiedy i w jaki sposób. Nie sprawdzimy tego, bo nie widzę dla siebie sensu ćwiczenia tego aerografu. Oddam go za darmo, bo nie jest mi do niczego potrzebny.
  3. Moje subiektywne podsumowanie. Nie ma dla mnie znaczenia, czy Fengda kosztuje 50, 20, czy 1 Euro. Nie spełnia moich potrzeb. Do powierzchniowego malowania się niezbyt nadaje, bo ma zbyt mały kaliber dyszy. Do detali się nie nadaje, bo efekty (jak dla mnie) są kiepskie. Wolałbym już jakiegoś chińczyka z dyszą 0.4 bo przynajmniej nadawałby się do tych przykładowych "podkładów i lakierów". Dla mnie, ta Fengda to Hyundai z karoserią wyklepaną na kształt Lexusa. Dla mnie, powtarzam. Czy nadaje się do malowania? Tak. Do przeciętnych zadań będzie ok. Czy polecam początkującym? Cóż, dawni instruktorzy jazdy samochodem mawiali - najpierw się naucz jeździć "maluchem", potem wsiadaj do lepszego samochodu. Ja tej filozofii nie kupuję. Dla jednego taka rada będzie dobra, dla innego szkodliwa. Zależy od zbyt wielu czynników, a przede wszystkim od potrzeb i oczekiwań kupującego.
  4. Testy malowania drobną plamką. Farba MRP RLM 76. więc nie ma kwestii rozcieńczenia. Ta sama ręka, ten sam czas, to samo ciśnienie z kompresora. Oczywiście MAC był w każdym aero ustawiony osobno. W trakcie malowania kilkukrotnie zmieniałem aerografy, żeby za bardzo nie przyzwyczajać ręki, co poprawia rezutaty. Fengda Procon Testów wykonałem więcej niz te dwa i używałem różnych farb. Generalnie. precyzyjne malowanie jest łatwiejsze z Proconem. Ja przynajmniej odczuwałem to za każdym razem gdy zmieniałem aero. Jak widać, Fengda lubi pryskać drobinami farby. Oczyszczenie igły i przedmuchanie na boku na chwilę pomaga, ale nie wiadomo kiedy efekt pojawi się znowu. Próba przejścia do naprawdę cienkich linii na chińczyku mi się nie udawała. Efekt widać. To czego nie widać, to fakt znacznie lepszej kontroli nad plamką w Proconie. Przy Fengdzie musiałem się bardziej koncentrować a ręka szybciej się męczyła.
  5. Dokładnie. Jak nie ma sprężyny, to wszystko jest luźne i nie ma gdzie wystąpić opór tarcia. Można sobie różnie tłumaczyć. Fakt jest jeden. Procon obojętnie z którą sprężyną jest płynny na spuście a Fengda z dowolną sprężyną nie. Nie wiem. Zapewne tak. Z jakiegoś powodu Procon i Iwata maja łukowaty koniec igły choć jest to chyba trudniejsze do wykonania niż prosty stożek w chińczyku. Bez igły, a ze sprężyną mam też dodatkowy opór pod koniec ruchu spustu. Ale tak naprawdę nie ma to specjalnego znaczenia przy malowaniu. Wskazuje raczej na ogólną precyzję wykonania. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do używania tego czy innego aero. Ale owszem, różnice są i to fakt któy staram sie pokazać. Wnioski każdy sobie wyciągnie.
  6. Twardsza sprężyna z Fengdy nie robi wielkiej różnicy w Proconie. Chyba nie podejrzewasz mnie o sprawdzanie spustu bez sprężyny?
  7. Tolerancji nie jestem w stanie określić liczbowo, a poetycko nie chcę. Różnica jest za to łatwa do uchwycenia. Igła Fengdy zarasta zaschniętą farbą szybciej. Co jest zrozumiałe w przypadku bardziej porowatej powierzchni. Farby MRP które praktycznie nie zasychają na igle w moich innych aerografach, tutaj tworzą osad. Przy Tamiyach rozcieńczonych MLT zarastanie igły farbą jest w przypadku Fengdy-a wyraźnie szybsze. Sam efekt ma głównie znaczenie przy malowaniu niewielkim strumieniem. Przy większych przepływach igła jest intensywniej spłukiwana przez świeżą farbę. Zrobiłem jak sugerowałeś. Sprężyna chińczyka jest sztywniejsza niż w Procon-ie, ale po przełożeniu do Procon-a nie robi jakiejś wielkiej różnicy. Opór pojawiający się w chińczyku pod koniec ruchu spustu jest spowodowany nie sprężyną jak mi się wydawało, ale tarciem wewnątrz mechanizmu spustowego.
  8. Zainspirowany niedawną dyskusją nt przewag (lub nie) tanich chińskich aerografów nad Procon-ami, a ogólnie - markowymi aero, postanowiłem zrobic w miarę obiektywny test. Ponieważ chińskiego aerografu nie miałem w rękach od 20 lat, musiałem go w tym celu kupić. Wydałem całe 20GBP na Amazonie (razem z dostawą). Nie kupiłem pierwszego z brzegu, ale model Fengda FE-180, czyli "full wypas" kopię Iwaty Custom Micron CM-C. W Polsce sprzedawany m.in pod marką Adler model 7700. W UK oprócz marki Fengda taki sam aero można kupić jako AB-180, BD-180, Bartsharp 180 i pewnie kilka innych. Na początku byłem szczerze zaskoczony estetyką i solidnością wykonania chińczyka biorac pod uwagę śmiesznie niską cenę. Dopiero bliższe oględziny pokazały, że niska cena ma swoje uzasadnienie. 1. Poziom wykończenia jest słaby, choć nie od razu dostrzegalny. Widać to we wnętrzu kielicha, ale również na igle. Powierzchnia jest nieoszlifowana i porowata, co w przypadku zbiornika nie będzie specjalnie przeszkadzać, ale przy igle może zrobić (i robi) różnicę. Igła w Proconie: Igła w Iwacie Custom Micron Igła Fengdy: Dopasowanie w chińczyku: Dopasowanie w Iwacie HP-CH 2. Dysza nie jest aluminiowa co było kiedyś typowe dla chińczyków. Stąd zapewne opinia o łatwym ukręcaniu sie dysz. Dysza w FE jest najprawdopodobniej wykonana z wysokoniklowego mosiądzu (tzw. nowe srebro). Materiał jest całkiem ok, ale pod względem twardości i trwałości daleko mu do stopów platynowych z których (wg producenta) wykonywane sa dysze Iwaty . Dotyczy to chyba również wyższych modeli Proconów co tłumaczyłoby nazwę "Platinum". Dysza w Fengdzie mimo małej średnicy otworu (0.25) ma znacznie grubsze ścianki przy wylocie niż Procon. Zapewne kolejna oszczędność, za to pogarszająca jakość strumienia farby. Dysza posiada gumowy oring, co sugeruje niewielkie zaufanie producenta do precyzji gwintu. Japońce mają uszczelnienie w postaci pasty na gwincie. Nawet jak jej zabraknie, to nic złego się nie dzieje. 3. Zresztą wszystkie gwinty w Fengdzie są wykonane z dużą tolerancją i są po prostu luźne. W efekcie, niemal wszędzie mamy uszczelki, nawet tam, gdzie uszczelniać nie trzeba. Z wyjątkiem komory powietrznej, gdzie uszczelka zmieniałaby odległość na jaką dysza wystaje z osłony. Tu zastosowano jakąś klejącą maź lub smar. Jesli go zabraknie to albo powstanie nieszczelność, albo osłona będzie się luzowała. Albo jedno i drugie. 4. To samo dotyczy zaworka MAC, który co prawda działa, ale niezbyt liniowo i ustawienie odpowiedniego przepływu jest trudniejsze niż w Procon-ie. Na dodatek musiałem to ustawienie kilkukrotnie poprawiać w trakcie malowania, co w japończykach mi się nie zdarza. 5. Na gwincie regulacji maksymalnej wielkości plamki tez zastosowano uszczelkę, ale powoduje ona ciężką pracę gwintu. W efekcie przy odkręcaniu regulatora, trzeba przytrzymywać tylną część korpusu, bo inaczej odkręca się razem z regulatorem. 6. Uszczelka igły wygląda na teflonową, ale czy nią jest nie mam pewności. Jest dość twarda i niezbyt dobrze uszczelnia nawet po mocnym dokręceniu. Może to kwestia nieoszlifowanej igły. 7. Dekielek na zbiorniku jest słabo dopasowany i po dociśnięciu zawsze leży krzywo. W Procon-ie jest dużo lepiej, a w Iwacie wzorowo. 8. Spust pracuje kiepsko. Częściowo z powodu sprężyny która nie jest specjalnie twarda ale wydaje się nieliniowa. Początkowo miękka, szybko sztywnieje w miarę ściskania. Regulacja twardości spustu działa dość słabo, no ale w Procon-ie jej w zasadzie w ogóle nie ma. Natomiast niedoskonałości obróbki i precyzji dają o sobie znac w inny sposób. Ruch spustu do tyłu jest mało płynny, bo mechanizm spustowy pracuje ze sporym tarciem. To co napisałem powyżej można skwitować stwierdzeniem - kosmetyka. Tu się podszlifuje, tam nasmaruje i będzie ok. Ważne, jak aerograf sprawdza się przy malowaniu. O tym powiem w następnym "odcinku". Na razie stwierdzę, że komfort pracy i obsługi jest dużo gorszy w Fengdzie w porównaniu z japońskim sprzętem. Do niedoskonałości sprzętu można się przyzwyczaić, a czy owe niedoskonałości są równoważone dużo niższą ceną, to kwestia indywidualnej oceny. CDN
  9. W Szczecinie z dostawami zachodnich modeli było tak: 1973 czerwiec - modele Revella. Pamiętam jedynie myśliwce. M in. P.11c, I-16, brytyjskie i amerykańskie. Japońskich nie kojarzę, choć mogły być. Ta data jest na 99% pewna, bo dostałem swój pierwszy model (Spitfire) na urodziny i w tym celu poszliśmy do CSH. Chyba pojawiły się też wtedy po raz pierwszy farby Humbrol-a, choc nie dam głowy. 1973 jesień - modele Airfix-a na corocznym targowisku. Ja tego nie pamiętam. Tak twierdzi mój kolega, choc nie jest pewny roku. To mógł być równie dobrze 1974. 1974 późna jesień - pamiętam modele Heller-a i Matchbox-a. Data całkiem pewna. 1975 wiosna - kolejne dostawy j.w. Również Airfix. Także w większych skalach. Są też farby Humbrol-a. 1975-78 - okazjonalne dostawy z różnych firm. Wtedy pojawiły się czołgi z Tamiya, lokomotywy, modele z Monogram-a. Potem doszły Italeri i Polistil. No i czeskie KP. Oprócz farb z Humbrol-a są również kleje i szpachlówki. To były złote lata modelarstwa w PRL, bo pojawiły się również zachodnie silniki modelarske, aparatury RC, balsa itp.
  10. Malowanie łyżeczek może pomóc w ocenie metalizerów, ew. błyszczących farb. Przy matowych farbach taki test jest mało użyteczny.
  11. Nie zgodzę się z tym. Wezwany do tablicy przez @socjo1, wypróbowałem rozcieńczanie farby MMP-066 (jedynej jaką mam) z różnymi rozcieńczalnikami. Firmowego nie posiadam. 1. IPA 70% - całkiem dobrze się rozcieńcza. Jeszcze lepiej czyści się tym aerograf po farbie MM. Malowanie też wychodzi nie najgorzej. Rzekłbym, całkiem nieźle. 2. Revell Aqua Color Mix (spirytus etylowy, glikol i woda). Zachowuje się podobnie jak ten powyżej. Nieco gorzej mi się malowało cienkie linie, ale może za bardzo rozcieńczyłem. 3. MLT. Rozcieńcza farby ale nie tak agresywnie jak typowe akryle Tamiyi czy Gunze. Dość szybko sie rozwarstwia, ale niespecjalnie to przeszkadza w malowaniu. Malowało mi się taką mieszanką mniej więcej tak samo jak z IPA, może nawet ciut lepiej. 4. Hataka Orange. Podobnie jak MLT, ale malowało mi się nieco gorzej. Reasumując - da radę, ale czy jest lepiej niż z firmowym, tego nie powiem. Poza tym, moje testy były robione na szybko, przy użyciu arkusza polistyrenu. Modelu tymi farbami nie robiłem i nie zamierzam. To są dobre farby, ale specyficzne. Rozcieńczają się inaczej niż używane przeze mnie. Po rozcieńczeniu mają inną konsystencję, wymagaja nieco innego ciśnienia i trzeba się ich po prostu nauczyć. Przy naprawdę drobnym detalu, MRP i AK RC zachowują mi się lepiej, choć znowu, może to kwestia treningu. Również odpornośc powłoki jest gorsza niż MRP. Do farb MM można dodać specjalnego medium opartego na żywicy poliuretanowej. To podobno znacznie poprawia odporność na ścieranie.
  12. HKK

    Literaturka lotnicza

    Ja jestem ciekaw, w jakim stopniu ta książka jest powieleniem treści publikacji "Caudron Cyclone 714. The ultimate story". Ci sami autorzy, podobna objętość i format. Ale co tam, najwyżej sprzedam wersję angielską, bo moja szafka z książkami zaczyna się uginać.
  13. Ja też, ale jak pojawia się nowy i lepszy to i tak kupuję. Potem starego z wszystkimi dodatkami żal wyrzucić a kupić nikt nie chce nawet za grosze. Choć swego czasu kosztował majątek.
  14. E tam, zaraz grubi i niedołężni...
  15. Pozostaną kolekcjonerzy unikalnych zestawów. Coś jak dzisiaj filatelistyka, choc znaczków już nikt nie nakleja ani (prawie) nie produkuje. A jak znajdzie się chętny do sklejenia modelu, to kupi plik cyfrowy i zamówi sobie wydruk 3D
  16. Pewnie masz rację. Ja po prostu zapamiętałem, że gdy kupiłem "Muchę" to Łosia juz od jakiegoś czasu miałem. Fakt, że wówczas miałem już inne oczekiwania wobec zestawów. W moim ówczesnym magazynku roiło się od ambitnie rozgrzebanych modeli w których starałem sie wykonać od podstaw większość elementów. W końcu uznałem, że nie tędy droga. Prace się ślimaczyły, bo miałem problem z dostępnością materiałów i narzędzi. Np. jedną wiertareczkę PICO i komplet miniwierteł pożyczaliśmy sobie z kolegami jak jakiś skarb. Wodny papier ścierny też był na wagę złota. W dodatku, zaczęło brakować czasu na modele. Uznałem, że od podstaw to mogę dłubać ekstra detale, ale podstawowe rzeczy w zestawie muszą być na przyzwoitym poziomie. Pewnie trochę za surowo oceniałem te szybowce. Miały rzeczywiście nie najgorszą fakturę powierzchni. O ile pamiętam, "Mucha" miała za wąski kadłub i brakowało pomysłu jak zdetalowac wnętrze, żeby to się nie rzucało w oczy. Najbardziej byłem załamany grubym i nieprzejrzystym oszkleniem, które już na dzień dobry było pełne mikropęknięć. Myślałem nawet je szlifować na cieńsze, ale zapowiadało się beznadziejnie.
  17. Jestem przykładem. Takich modeli nasklejałem się w dzieciństwie i kompletnie nie kręciło mnie rzeźbienie tych koszmarków. Szybowcami się interesowałem, latałem na nich i gdy pojawiły się modele natychmiast kupiłem sobie "Muchę" i "Bociana". Okazało się, że nawet geometrycznie nie bardzo zgadzają sie z oryginałami, a poziom zdetalowania to lata 50-te. Skoro parę lat wcześniej można było zrobić całkiem przyzwoitego na owe czasy Łosia czy 7TP, to dlaczego szybowce były tak beznadziejne? Nie istniało dla mnie żadne wytłumaczenie tego faktu jak takie, że producent ma w głębokim poważaniu klienta który każde g... kupi, bo nie ma wyjścia. Czułem, że ktoś chce mnie jakby to ująć... wystrychnąć na dudka. No i wyjście już wtedy istniało. Italeri, Hasegawa, ESCI itp. były bez problemu dostępne. To była przepaść jakościowa przy której nie miałem problemu ze znacznie wyższą ceną. I wcale nie chodziło o to, że zachodnie... Matchbox-y czy stare Airfix-y też już mnie wtedy nie interesowały.
  18. HKK

    Roy Huxley - album boxartów

    To było w Polsce? Jesli tak, to ciekawe, bo w PRL prawnego zakazu swastyki nie było. Ustawę wprowadzono dopiero w 2009r. Chyba, że inicjatywa własna głąba z cenzury.
  19. HKK

    Roy Huxley - album boxartów

    No to jeszcze raz, dla porządku Zmiana obrazków nie była podyktowana jakąś "poprawnością" a polityka marketingową. W UK swastyka nigdy nie była zabroniona. Była natomiast zabroniona w Niemczech Zachodnich czy w Austrii. Jak pisze Huxley - niektórzy sprzedawcy w tych krajach nie chcieli brać modeli ze swastyką na pudełku. Co ciekawe, niektórzy niemieccy sprzedawcy nie chcieli również brać pudełek z obrazkami płonących niemieckich maszyn! Zauważcie, że Matchbox zaczął zmieniać pudełka w 1979r. Wcześniej nikomu nie przeszkadzało? Podejrzewam, że wcześniej Matchbox sprzedawał modele na tony w samym UK i jak jeden czy drugi dystrybutor za granicą nie chciał brać, to się nie przejmowali. Ale pod koniec lat 70-tych Matchbox/Lesney zaczął mieć problemy i liczył sie każdy grosz. Wtedy też nastąpiło usuwanie scen przemocy z pudełek (zakaz w Skandynawii) oraz przedstawianie tylko jednego zamolotu na box-arcie. Zaczęto się bowiem przejmować debilami, którzy reklamowali zestawy, bo na pudełku były np. dwa samoloty a w środku jeden model. Możliwości cyfrowych wówczas nie było, więc po prostu zamalowywano tło na oryginałach. Co ciekawe, Roy Huxley przywracał później oryginalny wygląd niektórych malunków na zamówienie kolekcjonerów. W przypadku obrazka poniżej, Roy Huxley sam przyznaje, że nieco przesadził z efektami.
  20. Nie znalazłem żadnej wzmianki o tej książce na forum, więc wrzucam. Album ukazał się w 2020r czyli już nie taka nowość, ale ja kupiłem go dopiero teraz. Dla wszystkich miłośników klasycznego Matchbox-a lektura obligatoryjna 128 stron nostalgii.
  21. Jest dużo lepiej. Co prawda zdjęcia niewielkie i szczegóły nie za bardzo widoczne. Ostrość też mogłaby być lepsza. Ale to raczej kwestia użytego sprzętu, więc się nie czepiam. Model prezentuje sie całkiem przyzwoicie.
  22. 1. Tamiya ew Gunze H. Te pokazane w poście @_OldMan_. Bezpieczny wybór. Farby bardzo podobne do siebie. Tamiya tańsza i łatwiej dostępna, Gunze ma większą paletę. Natywny rozpuszczalnik/rozcieńczalnik w tych farbach to roztwór alkoholu. Zapach dla większości osób odbierany jako łagodny. Przy malowaniu drobną plamką lubia zasychać na igle i generalnie nie zachowują się tak dobrze jak np MRP. Ale dla początkujących zdecydowanie polecam. Po rozcieńczeniu agresywniejszymi środkami stają się jeszcze lepsze, ale bardziej smrodliwe. Niewygodne opakowania (słoiczki). 2. Hataka Orange. Zapach w sumie dość słaby. Jak dla mnie pachną nieciekawie, ale wielu twierdzi, że są pod tym względem obojętne. Nie lubię nimi malować, bo uważam, że są mniej wybaczające niż Tamiyi czy Gunze i nie przewyższają ich właściwościami. Ale w sumie to dobre farby i mają bogatą paletę. Wygodne buteleczki z zakraplaczem. 3. Mission Models. Już pisałem o ich właściwościach. Jeśli cena i dość ograniczona paleta (choć do lotnictwa powojennego może być ok) Ci odpowiadają brałbym w ciemno.
  23. Nie da się odpowiedzieć na to pytanie bez dodatkowych informacji. 1. Jaka tematyka modelarstwa plastikowego Cie interesuje. W zależności od tego, pożądane właściwiści farby mogą być inne. Liczy sie również dostępna paleta. 2. Jakie techniki malowania zamierzasz stosować przy użyciu aerografu teraz lub w przyszłości. Bo inne farby będa lepsze/łatwiejsze do typowego, powierzchniowego malowania a inne do cieniowania, "marmurków" itp. Dam Ci przykład. Farby Mission Models. Są praktycznie bezzapachowe, dają się rozcieńczać i czyścić łagodnymi specyfikami, posiadają bardzo dobre właściwości kryjące. Świetnie trzymają się podłoża. Ale... Paleta jest uboga i w przypadku np. lotniczej tematyki drugowojennej, niewystarczająca. W dodatku cena jest wysoka i dostępność ograniczona. Zawsze sa jakieś za i przeciw które wpływają na decyzję. A zapach jest tylko jednym z kryteróiw.
  24. Masz jakiś problem dzisiaj @myszaty? Jednego nazywasz bufonem, drugiemu każesz sobie coś wsadzić ... Mamy Święta przypominam. Po co ta agresja? Niepodobne do Ciebie.
  25. Proponuję Ci wirtualną zabawę. Ja zbuduję P-51B z AH a Ty z Mistercrafta lub Revell-a. Prosto z pudła. W tydzień. Możesz być dużo lepszym modelarzem ode mnie, ale śmiem twierdzić, że to co Ty zbudujesz w tydzień, będzie karykaturą Mustanga a w zbliżeniu będzie razić topornością szczegółów. W dodatku ja poskładam model na luzie a Ty namęczysz się szlifowaniemi szpachlowaniem, oraz zapewne polegniesz na kalkach. Możesz moje podejście nazywać perfekcjonizmem. Wg mnie to kwestia stosunku wysiłku do efektu. Oczywiście z zestawu Mistercrafta też można zbudowac cudeńko, ale kosztem jakiego czasu i pracy? Jesteś w tym samym wieku co ja. Ile zostało Ci lat zanim problemy ze wzrokiem i dłońmi zakończą Twą modelarską karierę? Jak powiedział Fistach w "Testosteronie" gdy zaproponowano mu "grzdylka" - Na grzdylki szkoda życia. Jak już, to grzdyla. Życzac sobie i Tobie jeszcze długich lat modelowania, także pozdrawiam świątecznie i noworocznie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.