Skocz do zawartości

Hubert Kendziorek

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 342
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    10

Zawartość dodana przez Hubert Kendziorek

  1. Tematem galerii jest Sd.Kfz 161 PanzerKampfwagen IV Ausf.D, inspirowany maszyną użytkowaną w 4-ym Batalionie 11-ego Pułku Pancernego 6-ej Dywizji Pancernej Wehrmachtu, której wizerunek został utrwalony podczas ćwiczeń w Prusach Wschodnich w maju 1941 r., tuż przed inwazją na Związek Sowiecki. Numer "421" na wieży identyfikuje wóz dowódcy 2 plutonu – niestety, nie dysponowałem ani kalkomaniami ani maskami odpowiedniej wielkości, aby to porządnie odtworzyć. Dwa żółte "X" na przedniej płycie obok wizjera kierowcy są oznaczeniem 6. Dywizji Pancernej wprowadzonym na krótko przed Operacją Barbarossa. Na błotnikach i burtach widać dość ciekawe i bogate wyposażenie dodatkowe oraz osprzęt: światła drogowe i notek, gaśnicę, podnośnik, pręty do czyszczenia lufy, skrzynkę na amunicję, zapasowe ogniwa i najfajniejsze: cztery kanistry utrzymywane przez pręt przytrzymujący oznaczony znakiem Dywizji. Kolorowe zdjęcia prezentowane w galerii to wybór z wręcz unikatowej kolekcji stworzonej w latach 1940-1944 przez pułkownika Helmuta Ritgena podczas jego pierwszej tury służby frontowej. Zdjęcia robiła aparatem Leica III i użył to tego kolorowej kliszy. Żona Ritgena, wówczas pielęgniarka szpitala wojskowego w Paderborn, była wcześniej pracownikiem firmy Agfa, a dzięki wynikającemu z tego osobistemu kontaktowi z firmą Ritgen uzyskał dostęp do nowej i bardzo rzadkiej Agfy 35 mm, umożliwiającej wykonywanie zdjęć w kolorze. Naświetlone klisze Ritgen wysyłał pocztą polową z Rosji do Agfy, a wywołane zdjęcia – przyznajmy: jak na warunki wojenne, wręcz doskonałe – były przechowywane przez jego żonę w Niemczech – i tak dotrwały do naszych czasów, dzięki czemu miałem inspirację, aby wykonać model w bardzo ciekawej konfiguracji. Model to bardzo już leciwa Tamiya, do której dołożyłem metalowe lufy (armata + kaemy), prawidłowe gąsienice 360 mm i metalowe koła napędowe od Friula oraz część blaszek ze starego zestawu Abera. Światła i niektóre detale „pożyczyłem” z resztek z zestawu StuG III Ausf. B Tamiyi oraz kolejnego zestawu tejże, z kanistrami i skrzynkami na amunicję. Oczywiście, poprawek by było trzeba jeszcze wiele wnieść, żeby to w pełni wyglądało na czwórkę w wersji D, ale nie było to moim celem, biorąc pod uwagę mankamenty zestawu wyjściowego. Model był robiony relaksacyjnie, łącznie będzie coś około cztery lata. Jako przerywnik i odskocznia od innych modeli, stał sobie zawsze gdzieś na podorędziu – uznałem jednak, że czas już uznać prace za zakończone. Z efektu jestem w miarę zadowolony, ciekaw jestem Waszych opinii. Z pozdrowieniami Hubert
  2. Nr katalogowy: flyARTM72003, producent: Fly
  3. Po dłuższej przerwie wróciłem do Łosia A. W zasadzie jest przygotowany do malowania. Zrobiłem zamianę wydechów z Łosiem B z IBG: w pudle Fly są wydechy od późnej wersji B, w pudle Łosia B od IBG wydechy typu wczesnego. Trochę pomieszane. Do tego wykorzystałem drzwiczki skrzydłowych komór bombowych od IBG - w Łosiach od IBG komory zrobię zamknięte. Z pozdrowieniami Hubert
  4. Większość gotowych modeli czołgów RC z obecnych czasów, nawet tych za ciężkie setki złotych, do pięt mu nie dorasta. Dobra robota!
  5. Dzięki za miłe komentarze, cieszę się że się maszyna podoba. W sumie złapalem chyba coś w rodzaju bakcyla, bo dokupiłem jeszcze "siostrzyczkę" - Mark I Female. Podstawek nigdy nie robiłem, kompletna terra incognita. Chodzą mi po głowie różne pomysły, typu uliczka w jakiejś wsi lub miasteczku nad Sommą, zobaczymy. Z pozdrowieniami Hubert
  6. Francuski pułkownik Jean Baptiste Eugène Estienne niedługo przed wybuchem I Wojny Światowej wypowiedział słowa, które okazały się być proroczymi: "Panowie, to, kto wygra wojnę, zależy od tego, kto pierwszy umieści działo kalibru 75 mm na pojeździe, który może się poruszać w każdym terenie." Zdanie to wypowiedział 23 sierpnia 1914 r–2 lata i 23 dni przed pierwszym atakiem czołgów. Pułkownik Estienne został w ten sposób ojcem francuskiej broni pancernej, ale to nie Francuzi zbudowali pierwsze czołgi - przyjmuje się, że jako pierwsi uczynili to Anglicy, latem 1915 roku. Oczywiście, pojawiały się wcześniej różne projekty, ale nie udało się ich przekuć w dającą się użyć broń. Historia Po udanych próbach terenowych w styczniu i lutym 1916, które wykazały, że Mark I sprawnie pokonywał 2,5 metrowe okopy i zasieki z drutu kolczastego, pojazd został skierowany do produkcji. Angielska nazwa czołgu – Tank oznaczająca zbiornik, została użyta, aby zmylić wywiad wroga. Dodatkowo zakamuflowano przedsięwzięcie, twierdząc oficjalnie, że zakłady produkują zbiorniki na zamówienie Rosji. W sumie wyprodukowano 150 czołgów Mark I w wersji „żeńskiej” (wyposażone w 5 ciężkich karabinów maszynowych) i „męskiej” (wyposażone w 2 armaty kalibru 57 mm i 3 karabiny maszynowe umieszczone w sponsonach). Największą wadą czołgu była jego awaryjność – po kilku godzinach walki pojazd nadawał się do kapitalnego przeglądu. Dodatkowo odczuwalny dla załogi był brak amortyzacji, wyciszenia oraz skutecznej wentylacji. Na podstawie czołgu Mark I skonstruowano brytyjskie samobieżne działo polowe Gun Carrier Mark I, które weszło do służby w 1917. Zastosowanie bojowe 15 września 1916, 49 czołgów Mark I miało wspomagać atak piechoty brytyjskiej w bitwie nad Sommą. Na linię frontu dotarły tylko 32 czołgi, z czego 5 ugrzęzło w podmokłym terenie, a 9 uległo awarii. Pozostałe 18 wozów nie odegrało decydującej roli w przebiegu walk. Atakowały w znacznym rozproszeniu (w grupach po dwa, trzy wozy) na nieprzyjaznym terenie, pomimo to były zaskoczeniem dla Niemców. Użycie ich zaowocowało znacznym zmniejszeniem strat. 17 września w sztabie brytyjskiego dowódcy, generała Douglasa Haiga, znaleźli się: pułkownik Ernest Swinton i porucznik Albert Gerald Stern, obaj zaangażowani w rozwój broni pancernej. Generał Haig był jednak sceptycznie nastawiony do nowego wynalazku i nie spowodował szerszego i bardziej celowego wykorzystania czołgów. Okazało się to błędem, ponieważ ich pojawienie się na linii frontu zaskoczyło Niemców w równym stopniu, jak generała Haiga ich skuteczność. Gdy okazało się, że czołgi zrobiły we froncie wyrwę o szerokości kilkunastu kilometrów i głębokości kilkudziesięciu, wojska Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego nie mogły wykorzystać powodzenia, ponieważ zaopatrzenie pozostało daleko w tyle i czołgi z braku amunicji wycofano na tyły. Źródło: Wikipedia **************************************************************** Model Takoma nawet prosto z pudła robi dobre wrażenie, w zasadzie nie wymaga dodatków. Ja jednak pokusiłem się o dwie zmiany: lufy od Abera oraz wykonaną we własnym zakresie osłona przeciw granatom. Poprawki wymagałaby jeszcze nadbudowa stanowiska kierowcy (jest zbyt wąska i są dostępne żywiczne zamienniki), ale to zostawiłem w spokoju. Malowanie akrylami AmmoMig, brudzenie - różne oleje i pigmenty oraz specyfiki, co tam było pod ręką. Reprezentuje pojazd z okresu Bitwy nad Sommą we wrześniu 1916 roku. Malowanie - tzw. Solomon camouflage, szybko okazało się nieskuteczne, niepotrzebnie zbyt kolorowe. Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić jego wygląd. Zapraszam do galerii: Z pozdrowieniami Hubert
  7. Tamiya dała do pudełka gąsienice o ogniwach szerokości 400 mm, które montowano dopiero od wersji F. W mojej D wymieniłem je na komplet od Friula, łącznie z kołami napędowymi. Moja próba wpasowania Magic Tracków na zmodyfikowane (czyli zwężone do gąsienic 360 mm) koła napędowe Tamiyi się nie powiodła, rozstaw zębów nie pasował u mnie do odległości odpowiadających im otworów w ogniwach. Być może pasowałyby na koła napędowe od Friula, zestaw AW-03? Oczywiście, jest to dodatkowy koszt, ale ledwie kilkanaście złotych. Skoro idziesz w przeróbki, warto doinwestować. Z pozdrowieniami Hubert
  8. Podają. Fakt. Zignorowałem to świadomie. Lecz rok ów ma się już ku końcowi. Zresztą, jaki miałby być ów szary, przecież jest tyle odcieni szarości i wariacji? Ja jestem tzw. "stara szkoła", zostanę sobie więc przy khaki i srebrnym. Z pozdrowieniami Hubert
  9. Samoprzylepna folia aluminiowa, niezły patent - myślę że warto spróbować, zwłaszcza w większej skali. Używałem w przeszłości kalkomanii lub taśmy maskującej, w czasach gdy malowałem modele pędzlem - był to dla mnie najlepszy sposób na uzyskanie schludnych ram oszklenia. Odkąd używam aerografu, zasadniczo przeszedłem na maskowanie i zmieniłem skalę na większą, co sporo ułatwia. Ta drobnica w 1:72 to już nie na moje nerwy i oczy. Z pozdrowieniami Hubert
  10. 1. Kolor wnętrza 2. podkład 3. kolor zewnętrzny. Wtedy wszystko się zgadza od środka i od zewnątrz To jest słuszna koncepcja, w kolejnych Łosiach tak zrobię ale z podkładem akrylowym; tu poprawię paseczkami taśmy maskującej, zwłaszcza że ramki oszklenia FLY są słabo zaznaczone, więc będzie dodatkowa korzyść. Dopasowanie szklarni nie jest niestety perfekcyjne, niby coś poprawiłem, ale mogłem jeszcze popracować nad tym. W wersji A będzie dokładniej, przynajmniej wiem na co uważać. Z pozdrowieniami Hubert
  11. Góra była zapuszczana, ale ciemny brąz na trochę jaśniejszym brązie, po starciu niewiele widać. Jak zaznaczyłem jednak, to nie koniec pracy. Postaram się więcej z niego wyciągnąć Z pozdrowieniami Hubert
  12. Ha! Przeglądnąłem zdjęcia, rzeczywiście - po prawej stronie tych numerów ewidencyjnych nie znalazłem (aczkolwiek lewa strona jest znacznie lepiej obfotografowana). Nie mam żadnych innych danych poza instrukcją modelu FLY i zawartością dołączonego doń arkusika kalkomanii - nimi się sugerowałem. Dzięki za kibicowanie, za Twojego "MikroŁosia" też trzymam kciuki. Z pozdrowieniami Hubert
  13. Z grubsza pomalowany, nałożone kalkomanie. Kolorki z zestawu Hataki, akryle. Góra: ciemny khaki (jakiś taki nieciemny wyszedł), dół: mieszanka 50/50 szaroniebieskiego ze srebrnym. Kolektory i wydechy burnt steel od Vallejo + różne pigmenty, jeszcze do dopieszczenia. Trzeba jeszcze popracować nad ramami oszklenia, nie wyszło to dobrze... zastanawiam się nad naklejeniem na to, co wyszło z malowania, nowych ramek z cieniutkiej taśmy maskującej, pomalowanej na odpowiedni kolor. Poza tym trzeba go jeszcze nieco dobrudzić (trochę jeszcze pyłu i kurzu na dole, jakieś ślady spalin, dokleić śmigła, okienka strzelca i resztę drobnicy, bomby, anteny. Jak widać, nie ma kafelków ani marmurka - chciałem uzyskać efekt dosyć nowej, nie wymęczonej maszyny (no bo niby kiedy miała być wymęczona?), użytkowanej jednak na lotnisu polowym, stąd brudniejszy dół. W planie jest jeszcze trochę zabiegów upiększających, jakieś cieniowanie i rozjaśnienia, ale z umiarkowaniem. Kalkomanie okazały się być koszmarnie kłopotliwymi w nakładaniu (trudno je przesuwać na papierze, mimo dobrego namoczenia w letniej wodzie, do tego mają skłonność do podwijania się), ale za to są dobrze podatne na Sola i ładnie weszły w linie. Niestety, kilka drobnych napisów eksploatacyjnych zwinęło się przy nakładaniu, zastąpiłem je kalkomaniami z zestawu Techmodu i muszę przyznać, że te ostatnie są dużo lepsze, napisy wyraźniejsze i wykonane cieńszą kreską. Oczywiście wiele detali jeszcze jest do malowania, symulacja wlotów powietrza, komory bombowe i ich drzwiczki (to osobna historia, w Łosiu A chyba po prostu zakleję komory kawałkiem Hipsu z wytrasowanymi drzwiczkami, albo zrobię drzwiczki z Hipsu 0,25, bo to co daje Fly w skali miałoby 7 cm grubości - niezły pancerz by był). Nie wszystko wyszło tak, jak chciałem, jest w tym malowaniu sporo przypadkowości, rzeczy które wyrwały się spod kontroli. Na przykład bezbarwny połysk pod kalkomanie i washa. Używam Gunze z puszki, zawsze wychodzi piękny równy połysk, tym razem pojawiło się jakieś ziarno. Czyżby kwestia temperatury, było w garażu około 20 st. Celsjusza. Trzeba było szlifować. Potem wash (z uwagi na protesty rodziny akrylowy), pod który dałem Sidolux, też jakoś tak dziwnie reagowal i wżerał się miejscami. Matowy akryl na koniec trochę wszystko wyrównał, ale całościowo jakieś to nie takie. Razem z taśmą maskującą straciłem w kilku miejscach ramy oszklenia, fakt że są takie cieniutkie, ech ta skala. Co gorsza, jakieś dziwne mgiełki, ryski i spękania się pojawiły, a przecież kleiłem to nieparującym CA od Roketa, który nigdy mnie jeszcze nie zawiódł. Słowem, walczy ze mną ten Łoś, a ja z nim. Z pozdrowieniami Hubert
  14. A mnie się to podoba. Nawet bym powiedział, że dół nieco zbyt czysty. Brakuje zwłaszcza obfitych we wszystkich modelach Spitfire wycieków oleju i innych płynów. Co prawda nieco późniejszy model, ale wcześniejsze też tak się brudziły. Zróżnicowanie kolorystyczne dołu może leciutko zbyt intensywne, ale tylko leciutko, ja pewnie bym jeszcze dmuchnął po całości mocno rozcieńczonym bazowym przed brudzeniem, ale to już kwestia gustu. Model bardzo ładny. Z pozdrowieniami Hubert
  15. W kwestii magazynków i broni pokładowej, chyba jednak nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z przytoczonych tu i w równoległej dyskusji na PWM źródeł wynika, że Łosie bywały uzbrojone w 3 x Vickers Class F, uzbrojone w 2 x PWU wz. 37 Szczeniak i 1 x Vickers Class F, oraz uzbrojone w 3 x PWU wz. 37 Szczeniak. Projektant modelu zdecydował się wybrać jedną z tych konfiguracji, zarówno dla Łosi A, jak i B. W starszej monografi J.B. Cynka czytamy, że ta mieszana konfiguracja była stosowana "początkowo" i dotyczyła Łosi A oraz A bis, co o tyle miałoby sens, że opóźnienia związane z montażem Szczeniaków na przednim stanowisku nie mogły trwać wiecznie, powody były przecież techniczne, wykonawcze, związane z brakiem komunikacji producentów: wypukłe nity zamiast płaskich, niedostosowane worki na łuski. OK. Można więc decyzję projektanta modelu IBG uzasadnić odwołaniem się do literatury. Ale z drugiej strony, można było zrobić ramkę z magazynkami i karabinami maszynowymi, unikając jamek skurczowych na kadłubie. A znowuż ze strony trzeciej - jest to jednak pewne nawiązanie do naszej skłonności do trwałych prowizorek. Zdecydowanie, mogę z tym żyć. Dzięki! Z pozdrowieniami Hubert
  16. Stare oczy Cię nie mylą. Tak ma być. Zaczynano od montażu trzech Vickersów, a później zamieniano na PWU. Podaję za Jerzym Cynkiem z jego książki "Samolot bombowy PZL P-37 Łoś". PS. Pozwoliłem sobie zastąpić zdjęcia w cytacie wykropkowaniem. Tak, to jest jasne. Chodzi mi o to, czy latały z różnymi typami broni pokładowej z przodu i z tyłu. To by było trochę nielogiczne i niepraktyczne. W kadłubie wersji B I jest tak samo.
  17. To ja może ze zdjęciami, nie są tak profesjonalne, jak w inboxach prezentowanych przez KFS albo na plastikowe.pl, ale mam nadzieję, że kto chce, zobaczy to co ja widzę. Nie pokazuję całości zawartości pudła, po co się powielać - tylko niektóre z miejsc, o kórych sobie tu dyskutujemy. Są to fotografie wersji A. Usterzenie, stery, lotki: Moim zdaniem, bardzo łatwe do usunięcia. Kadłub: Na fotografiach słabo widać jamki skurczowe, ale są - głównie tam, gdzie wewnątrz są magazynki, manetki w kabinie pilota po lewej stronie. Dwie wypadły na łączeniu blach pod pod stanowiskiem bombardiera. Tyle o jamkach. Ciekawostka teraz, przynajmniej dla mnie. Magazynki. Może stare oczy mnie mylą i błądzę, ale jak dla mnie, inne są z przodu, inne z tyłu, mieszanka Vickers F i PWU Szczeniak wz. 37. Same karabiny też różne. Chyba, że tak ma być. A teraz coś dla zainteresowanych kwestią laminarnego profilu płata. Jak dla mnie jest tu nieco dziwny, ale raczej nie będzie tego widać w wykonanym modelu. Ogólne wrażenie całości jest jednak zdecydowanie dobre, chciałbym żeby go powiększyli do 1:48, byłby całkiem fajny, na poziomie HB/Trumpeter, czyli przyzwoita średnia. Niektóre części, na przykład chłodnice, wydechy, wyposażenie wnętrza - naprawdę najwyższej klasy, trudno byłoby lepsze zrobić z żywicy. Oszklenie, jak dla mnie, w tej skali po prostu super. Można zapytać: Jak ma się do modelu FLY? No cóż, to zupełnie inna liga, ale nie podejmę się odpowiedzi na pytanie, który z tych modeli jest lepszym odwzorowaniem Łosia. Każdy z nich ma coś, czego brakuje w drugim, oba nie są idealne. IBG powinien być łatwiejszy i przyjemniejszy w obróbce, także z uwagi na użyte tworzywo, a przede wszystkim technologię. Ale mimo wszystko, nie skreślałbym modelu FLY tylko dlatego, że jest IBG. Z pozdrowieniami Hubert
  18. Kupione w sklepie IBG mają. Przynajmniej moje oba.
  19. Wczoraj dotarły do mnie dwa Łosie z IBG. Nie było czasu zrobić zdjęć, ale niestety - jak widać w już publikowanych in-boxach - jamki skurczowe na sterach, usterzeniu, lotkach - są. W wersji A - bardzo duże. Co gorsza, na kadłubie wersji A niewielkie jamki skurczowe są także na kadłubie, w miejscu gdzie znajdują się detale wnętrza: magazynki itp, w tym niestety na liniach podziału blach - więc wersja tłumaczenia z "ugięciem sklejki" odpada. W kadłubie wersji B praktycznie ich nie ma. Czas kończyć czeskie Łosie i zaraz po nich wrzucam oba z IBG na warsztat. Z pozdrowieniami Hubert
  20. Właśnie zamówiłem dwa, bezpośrednio od IBG. Muszę przyspieszyć z "czeskimi"... Jak dotrą, podzielę się wrażeniami.
  21. Liczba zdjęć mnie nie przytłoczyła. Zdecydowanie, jest ich za mało. To co widać na zdjęciach natomiast... to i owszem, jestem przytłoczony, wbity w kąt, zatkało mnie na chwilę. Silnik. Wydech. Śmigło. I cała reszta. Niesamowity model. Z ukłonami Hubert
  22. RSowego w 1:72 nie macałem, robiłem tylko ich Ki-61 II Kai, ale w 1:48 (zresztą w kolejce czeka też Ki-61 II z wysokim kadłubem) i dramatu nie było. RS to shortruny, mają w tym pewne, choć jednak odległe, podobieństwo do A-Model, więc kto wie?
  23. Fajny, wash może odrobinę za ciemny, ale Hayate zawsze będzie dobrze wyglądać. Fine Molds lub Aoshima. Miałem w ręku Fine Molds przed porzuceniem małej skali, wyglądał bardzo dobrze.
  24. Junkers.
  25. Jeżeli chcesz koniecznie coś od kogoś innego, to proponuję to: Przyjemny model i maszyna ciekawa.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.