Banny
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Banny
-
Widzę że obrodziło dziś Dorami! Model podoba mi się, choć mam dwie drobne uwagi. Jedna dotycząca technicznego wykonania - rozmycie na przejściu kolorów na skrzydłach jest zdecydowanie przesadzone. Druga merytoryczna - ster kierunku nie był jednolicie żółty! Ta "12"ka to dość dobrze obfotografowany egzemplarz:
-
Hmmm, teraz kiedy wyszedł naprawdę świetny (i tani!) Airfix, brać się za Italeri z mnóstwem błędów, to zakrawa na masochizm... Edit: Jesus! Modelożerca, daj sobie spokój z wykopywaniem tych starych tematów!
-
Oooo! Cześć Karol! Cieszę się się żyjesz i miewasz się dobrze, a nawet wróciłeś do modelowania! A wiesz, że takie "szlaczki" to ja ostatnio z powodzeniem macham pędzlem? Tylko że sprawdza sie to w 1/72. Przy 1/48 musisz jednak podciągnąć wykonanie kreski na aero... Wyszło ciut przygrubo. Tak w ogóle to ja maluje zawsze przy stałym ciśnieniu. Od czasu jak kupiłem kopresor mam ustawione 2 atmosfery i tego się trzymam. W każdym razie czekam na gotowy model!
-
Łeeee... Moim zdaniem na rynku dość jest współczesnych wybajerzonych opracowań, aby takie cenne perełki z dawnych lat kaleczyć poprawkami, ale... już milknę!
-
No nie wiem, czy takie poprawki pomogą czy zaszkodzą... W każdym razie na pewno straci swoje oryginalne piętno (piękno?) starego modelu. Ja bym złożył z pudła i ładnie wymalował. No, ewentualnie dodał olinowanie.
-
Focke Wulf FW-190D-9 W.Nr. 210194 ze Stab I./JG2, operacja "Bodenplatte", 1 stycznia 1945, pilot FW. Werner Hohenberg. Trochę historii "Dowódca mojego dywizjonu I./JG2 Hptm. Hrdlicka, którego byłem bocznym, późnym popłudniem w Sylwestra 1944 roku przekazał mi do przeczytania tajny rozkaz opatrzony kryptonimem "Bodenplatte". Zgodnie z jego brzmieniem nasza jednostka miała zaatakować rankiem 1 stycznia 1945 roku samoloty alianckie stacjonujące na lotnisku St. Trond w Belgii. Do ataku na to lotnisko wyznaczono wszystkie sprawne samoloty JG2, które miały otrzymać wsparcie ze strony maszyn należących do SG4." Werner Hohenberg jako niespełna 20-latek zgłosił się jako ochotnik do Luftwaffe 20 stycznia 1940. W przeciwieństwie do młodego narybku z ostatnich lat wojny przeszedł gruntowne przeszkolenie w kilku szkołach lotniczych (od kwietnia 1940 do czerwca 1942). Skierowany w lipcu 1942 do 8./JG52 miał też możliwość doszlifowania swoich myśliwskich umiejętności latając jako boczny Otto Deckera (40 zw.), Hermana Grafa (212 zw.) czy Gunthera Ralla (275 zw.). Największy swój sukces Hohenberg osiągnął 5 lipca 1943 zaliczając 5 zwycięstw w jeden dzień. Jednak jego dobrze zapowiadająca się kariera została zastopowana już 4 dni później. Został ciężko ranny kiedy jego Bf-109 G-4 zapaliła artyleria plot. Spędziwszy wiele czasu w szpitalach do akcji wrócił dopiero w listopadzie 1944, kiedy przydzielono go do JG2. "Po szybkiej porannej toalecie i lekkim śniadaniu pojechalismy na lotnisko. Dwaj pozostali piloci naszego roju już na nas czekali. Zupełnie przypadkowo otrzymałem maszynę z oznaczeniami "Major beim Stab". W tym czasie szeregowi piloci nie mieli juz zwykle własnych maszyn, przed lotem bojowym każdy otrzymywał samolot, który akurat udało się doprowadzic do użytku. Omówiliśmy czekające nas zadanie i wystartowaliśmy około godziny 08:00. Za nami leciały samoloty należące do wszystkich czterech eskadr naszego dywizjonu. Jako boczny pilot dowódcy leciałem w składzie prowadzącego roju. Nieco później przyłączyły się do nas również samoloty II. i III. Gruppe oraz maszyny należące do SG4. W sumie na wysokości około 500 metrów leciało nas około 80 do 100. Samoloty stacjonujące w St. Trond stały w długich, równych szeregach. Przeprowadziliśmy dwa ataki. Nasz pierwszy atak się powiódł, zaskoczenie było pełne. Podczas drugiego zainkasowałem trafienie w ogon mojego samolotu. Natychmiast przerwałem akcję i zawróciłem w stronę Niemiec. Zaraz po otrzymaniu pierwszego trafienia dostałem drugi raz. Lecąc z maksymalna prędkością przydusiłem maszynę do ziemi. Kiedy przelatywałem nad jakąś większą miejscowością minęły mnie serie pocisków. Ledwie zabudowania pozostawiłem za sobą, zostałem trafiony w silnik. Natychmiast wyłączyłem zapłon i przygotowałem się do przymusowego lądowania. Pode mną rozpościerała się płaska przestrzeń przedzielona ogrodzeniami z drutu. Ogrodzenia te pozwoliły mojej maszynie wytracić prędkość, kiedy pędziła na brzuchu po zamrożonym i pokrytym śniegiem polu. Niemal natychmiast pojawił się Jeep. Tak trafiłem do niewoli." Werner Hohenberg został zestrzelony w rejonie Dorff pod Stolberg, na południowy wschód od Aachen (Akwizgranu). Podczas wojny wykonał on przeszło 200 lotów bojowych, w których uzyskał 33 zwycięstwa powietrzne. Zmarł w roku 2004. Zródło: relacja pilota (skrócona przeze mnie), zdjęcia, dane biograficzne i oznaczenia do modelu zaczerpnąłem z publikacji Kagero "Asy Lotnictwa 3", autorzy Marek J. Murawski i Peter Neuwerth, strony 22-26. O modelu Zestaw Dory Academy ma pewne braki merytoryczne, ale nie jest tak zły jak Anton tejże firmy. Choćby dlatego, że jest dobrze spasowany i składa się bardzo przyjemnie. Przypadkiem miałem do tego zestawu blaszkę zooma eduarda, także model ma drobne uzupełnienia (głównie w kokpicie, czego zresztą kompletnie nie widać!), ale poza tym nie ingerowałem zbytnio w bryłę i poprawki, skupiając się na wymalowaniu i wykończeniu. Ot taki zestaw treningowy. Dlatego też interpretacja maszyny jest dość luźna. Z wielu wariantów kolorystycznych sugerowanych przez różne źródła zdecydowałem się na malowanie RLM 81/82. Użyłem emalii Model Mastera z serii autentyków, do tego wash i bardzo delikatne okopcenia (samolot był praktycznie nowy, JG2 otrzymała Dory w połowie grudnia). Kalkomanie mieszane, oznaczenia z książeczki Kagero, krzyże z pozostałości ścinek, parę stencilsów z pudełkowych kalek Academy. Mam nadzieję, że modelik przypadnie Wam do gustu!
-
Z drugiej strony szkoda że tak doświadczony modelarz nie stosuje washa nawet wtedy, kiedy model aż się o to prosi! Nawet jeśli nie linie podziałowe, to są fragmenty modelu którym aplikacja washa bardzo by się tu przydała (zresztą dotyczy to praktycznie wszystkich Twoich modeli, hadzi). Unikanie techniki washowania w każdej sytuacji tylko dlatego, że czasem są sytuacje niezbyt się do tego nadające jest nonsensem. W efekcie modele hadziego, skądinąd całkiem porządnie złożone, wiele tracą jeśli idzie o odbiór. A ołówek jak najbardziej, sam często stosuje, szczególnie przy modelach z wypukłymi liniami podziałowymi. Ale żeby zaznaczyć lotki i stery to wash jest i tak niezastąpiony!
-
Nie słyszałem o takim pilocie... Model OK, choć mnie akurat rażą przerysowane osmalenia od km-ów, natomiast brak ich przy działkach. Karykaturalnie to wygląda. Ach, i co to za biała łata na spodzie prawej opony???
-
Może i firmy lepsze, ale modele nie zawsze, że przypomnę zapożyczonego z Hasegawy kiepskiego Miga-23 albo jeszcze gorszego FW-190A... Anyway, nie zaśmiecajmy wątku!
-
Rzadko bywa taki luksus, aby mieć samolot obfotografowany ze wszystkich stron, zresztą to też nie rozwiązuje wątpliwości bo wygląd maszyny zmieniał sie w czasie. Przerabiałem to robiąc P-47 Gabreskiego, który w okresie miesiąca-dwóch zmieniał się bardzo istotnie... Pasami bym się przejmował. Zapewne były w formie regulaminowej w okresie inwazji (czyli góra i dół), bo takie były rozkazy. Później z reguły je zamalowywano na górnych powierzchniach. Ustaliłeś datę z kiedy pochodzą zdjęcia? Jeśli są z czerwca 1944, to pasy bym przyjął także na górze.
-
Ten zestaw pochodzi z czasów kiedy Academy kopiowało produkty FROGa, dodając wgłębne przerycie i parę detali (inne takie "rodzynki" to np P-40B, Avenger, Wildcat). Niestety, jak to z kopiami bywa przy okazji skaszanili bryłę i mam wrażenie że mimo wszystko stary FROG bardziej przypomina XIVke niż Academy. Tak BTW to całkiem niedawno robiłem Lacey'a, którego masz na kalkach: http://www.modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=34856.
-
Łoooo, masz 3 zdjęcia, w tym jedno kolorowe i jeszcze za mało?
-
Model całkiem przyjemny i cieszy oko (oczywiście pomijając te zacieki za silnikami) bo rzadko ludziska pokazują B-17. Coś więcej trudno powiedzieć, bo brakuje zbliżeń, a na planach ogólnych tak wielkiego samolotu detale się zacierają. No właśnie. A może wiesz coś na temat tej konkretnej maszyny?
-
Hehe, może to byc jakieś wyjaśnienie, ale z drugiej strony nie są na forum od wczoraj...
-
[IN-BOX] Heinkel He-111 H-6, Italeri 1:72
Banny odpowiedział Ostach → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Hmmm, nic chyba w tym odkrywczego, sam autor in-boxa napisał: -
Bardzo fajnie, że pokazałeś te modele Wachmistrz! Historii i swoich modelarskich korzeni nie ma się co wstydzić, wręcz przeciwnie należy darzyć sentymentem! I tak odbieram tę galeryjkę, w której zarówno same modele jak i sposób ich wykonania jest mi wyjątkowo bliski. Moją specjalną uwagę przyciagnał P-61. Mam go dokładnie w takim samym oznakowaniu, zrobionego w podobnym czasie! To nader dziwne, bo kalki do niego wykonałem we własnym zakresie. Przypuszczam, że obaj wzrorowaliśmy się na tym samym zdjęciu opublikowanym w Skrzydlatej Polsce. Może też kiedyś wyciagnę z półeczki, odkurzę i pokaże!
- 40 odpowiedzi
-
- lotnictwo polskie
- 1:48
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
46) Heinkel He-219 A-0 W. Meurer 1/72 Dragon: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=36062 Przy okazji krótki modelarski remanent noworoczny. Rok 2012 był u mnie wyjątkowo obfity! Wykonałem dokładnie 20 modeli (od nr 26. w portfolio do nr 46.). Statystycznie daje 1,66 modelu na miesiąc. Dominowało lotnictwo z okresu II WŚ, choć pojawiły się 2 współczesne rodzynki w postaci polskiego F-16 i Su-22. Rozbijając na państwa, to Japonia miała 6u przedstawicieli (30%), Wspólnota Brytyjska - 5 (25%), Niemcy - 3 (15%), USA - 2 (10%), Polska (współczesne) - 2 (10%). Po jedym przedstawicielu (5%) miały Rumunia i Włochy. W trakcie prac jest FW-190D Academy (gotowy w 90%) oraz F-15E Revell/Hasegawa (gotowy w 30%). W najbliższym czasie przewiduję budowę P-40N i P-39Q (oba Academy).
-
Tak dla ciekawości, to cóż się takiego wydarzyło że zdecydowaliście się skomentować model po ponad 6u latach jego obecności w galerii?
-
Merytorycznie nie jestem w stanie ocenić, ale technicznie wykonanie BARDZO mi się podoba. W ogóle brawa za podjęcie trudu odtworzenia tego wielkolorowego wielokątnego pokrycia materiałem. Większość modelarzy stara się tego uniknąć, bo czy malowane czy kładzione kalką jest to wymagające i pracochłonne zadanie. A wygląda to nader efektownie! Także uznanie nie tylko za model, ale także za odwagę. Warte zanotowania jest odtworzenie łat w okolicy kabiny. Z tym, że jest to działanie zawsze problematyczne przy słabej dokumentacji i pojedyńczym zdjęciu. Jest niemal pewne że łaty występowały także w innych fragmentach płatowca, ale nie sposób określić ich położenia. A model z odtworzonym tylko fragmentarycznie realizmem (uszkodzeniami itp) nie jest właściwie zbalansowany pod względem śladów eksploatacji.
-
Egzotyczny model. Zbudowano tylko jeden prototyp, jednak po testach w locie program zarzucono. Kwitów wiele nie znajdziesz... Kilka zdjęć np tu: http://oldmachinepress.wordpress.com/2012/11/03/kawasaki-ki-78-ken-iii/
-
Fiedotow, z przyjemnością oglądam Twoje warsztaty, masz świetnie opanowane techniki budowy, z łatwością dajesz sobie radę z przeróbkami, uzupełnianiami itp, nie żalujesz pracy ani też dodatków, ale... Przy każdym modelu który prezentujesz mam wrażenie że umiejętność malowania i finalnego wykończenia odbiega drastycznie poziomem od pozostałych Twoich umiejętności modelarskich. A ma to zasadnicze znaczenie dla odbioru modelu! Na skutek tego giną dla wzroku wszystkie te wypracowane smaczki... Wydaje mi się zresztą, że zmiana skali jeszcze dobitniej i bardziej bezwzględnie to uwidacznia! Już to kiedyś sugerowałem, nadal myślę że wskazane by było machnąć te kilka a może kilkanaście projektów skupiając się jedynie na malowaniu i wykończeniu, aby nabrać większego doświadczenia i pewności w tym zakresie. Zresztą taki miałeś zamiar przy tym Spitfire, a jednak zaaplikowaleś w niego sporo ekstra pracy, dzięki czemu budowa się przedłużyła, a efekt końcowy jest jaki jest czyli... no można uznać że poprawny. Piszę to bez cienia złośliwości. Po prostu jako modelarz potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądałyby Twoje modele wykończone bardziej profesjonalnie (że się tak wyraże) i serce mi się kraje, że nie mogę ich podziwiać...
-
Szczelina jest niewielka i wystarczyłoby pacnąć na połączeniu gęstszą farbą, aby ją zlikwidować. Jednak problem nie leży w tym, tylko cała osłona jest nieco przesunięta do przodu. Na zbliżeniu z profilu zresztą to dobrze widać. Jak kleiłem to nie zauważyłem niestety. Ale może kiedyś poprawię, bo spoina jest tylko na Clearfix a nie np na klej CA... W każdym razie dzięki za uwagę!
-
Dzięki za obszerny wpis Mikołaj. Jak zwykle zgadzam się z Twoimi uwagami. Malowanie jelitek było faktycznie wyzwaniem. Pomijając sporą pracochłonność nie byłem pewien efektu finalnego jaki uzyskam, dlatego miałem trochę rozterek i duszę na ramieniu robiąc te szlaczki... Gdyby ktoś chciał powtórzyć ten sposób wykonania to kluczowe znaczenie ma dobranie gęstości farby. Nie może być zbyt gęsta, bo będzie widoczne zgrubienie na powierzchni, poza tym malunek powinien mieć miejscowe prześwity (w oryginale to był natrysk). Farba nie może też być zbyt rzadka, bo będzie płynąć po liniach podziałowych niczym wash. Utrudnieniem jest fakt, że malowanie trochę trwa (zajęło mi tak ze 3-4 godzinki), a farbę co rusz trzeba rozcieńczać, bo podsycha... Anyway nie żałuję, efekt cieszy oko, choć oczywiście nie jest absolutnie doskonały. Taka stylizacja, próba przybliżenia do rzeczywistego malowania, bo bardzo trudno to odtworzyć, szczególnie w 1/72. Zresztą większość modelarzy sobie ten temat upraszcza i po prostu natryskuje ciemne plamki na jasne tło. Tak dla ciekawości i porównania tak to wyglądało na prawdziwej maszynie:
-
Co do spasowania modelu to przypuszczam, że jest to kopia dostępnego od dawna zestawu Fujimi, zresztą nawet podział technologiczny jest identyczny. Poprawiono nieco zdetalowanie, ale przy okazji pogorszyła się składalność, jak to z kopiami zazwyczaj bywa. "Judy" Fujimi składałem jakiś czas temu, na forum jest gdzieś warsztat i galeria, także możesz Durant podejrzeć, może znajdziesz tam jakąś drobną pomoc w tym dość egzotycznym temacie...
-
Cieszę się, że model sie podoba, podobnie jak historyczne wprowadzenie. Co do osmaleń od wydechów to jak najbardziej są zrobione tylko może mniej się rzucają w oczy, bo są szersze i mniej intensywne, do tego znajdują w bardziej zacienionym miejscu.
