Skocz do zawartości
kret69

Kret69 - "MEDEVAC przez wieki"

Rekomendowane odpowiedzi

Szanowni Państwo,

 

co prawda moje umiejętności są jeszcze póki co raczej z dolnej półki, ale modelarstwem interesuję się od dawna i pamiętam modele ze Składnicy Harcerskiej i malowanie tym, co Tata przyniósł ze stoczni. ;) Kiedyś w szkole średniej kleiłem MiGi w 1:72 (miałem ambicję mieć wszystkie jakie były dostępne) a potem, po obejrzeniu na Pro7 filmu "Ogniste Ptaki" i graniu godzinami w "Gunship 2000" - dodatkowo wszystkie modele z tego filmu i gry.

 

Potem nastąpiła długa przerwa a ja robiłem różne rzeczy, między innymi zostałem ratownikiem medycznym. W ramach pasji do historii tego zawodu sięgnąłem do "uczenia się historii rękami", czyli modelarstwa. Wpadłem na pomysł, żeby wymodelować różne sytuacje związane z elementami łańcucha ewakuacji medycznej od zarania dziejów ludzkości i stąd pomysł projektu "MEDEVAC przez wieki". Skala 1:72 oferowała najlepszy stosunek dostepnych modeli, zdetalowania i oszczędności miejsca (gdybym był cyborgiem, robiłbym to w 1:300).

 

Poniżej to, co już mi się udało zbudować. Docelowo wszystkie te elementy chciałbym połączyć w odpowiednie dla epoki łańcuchy organizacyjne i przedstawić na osobnych półkach.

 

Nosze płachtowe

P8120013.JPG

Nosze płachtowe to jedna z podstawowych technik ewakuacji rannego. Nie zapewnia ochrony kręgosłupa, ale jest szybka i zazwyczaj łatwo dostępna. Nosze płachtowe bywają stosowane do dziś w ewakuacji rannych z pola walki na dłuższe dystanse - wówczas 4 członków zespołu przypina się do noszy lonżami ewakuacyjnymi (lub pasami do broni) i może poruszać się zachowując swoje kąty ostrzału (ci z tyłu na pewno łatwo nie mają).

 

UH-60L MEDEVAC

IMAG0341.jpg

UH-60L to śmigłowiec amerykański, który stanowi następce "konia roboczego" UH-1. Wersja do ewakuacji medycznej tu przedstawiona wyposażona była w tzw. "Karuzelę" - obrotowy montaż na 4 nosze pozwalający łatwo je załadować przez drzwi boczne a następnie obrócić tak, aby ranni leżeli w osi maszyny. "Karuzela ma dwa montaże na butle tlenowe wraz z instalacjami do podawania tego tlenu rannym. Nosze to - w moim przypadku - Talon 2 lub wcześniejsze Raveny, lekkie i składane. Paskudztwo, jeśli trzeba rozłożyć w błocie czy w kurzu - lepiej je utrzymywać w czystości.

 

Austin K.2 Ambulance

PB180236.JPG

Austin K.2 był używany jako ambulans nie tylko na lotniskach, ale również w słynnym filmie wojennym "Ice Cold in Alex" - takie kino dla tetryków, grubo sprzed "Szeregowca Ryan'a". ;) Niestety za późno się zorientowałem co do wersji filmowej i wykonałem pudełkową. Winieta została zainspirowana pomnikiem poświęconym roli kobiet w II WS, choć pielęgniarka ma za krótką spódniczkę.

 

Ford T Ambulance

P7054379.JPG

Symbol uprzemysłowienia i nowoczesnej organizacji pracy, nie tylko w zakładach ale także na polu walki. To w I WS rozwinięto system segregacji rannych ("triage"). Pomimo iż wynalazł go - jak większość nowoczesnej ewakuacji medycznej - Larrey, czyli chirurg Napoleona, to dopiero przemysłowa skala zabijania ludzi (okopy i karabiny maszynowe - prawdziwa maszynka do mięsa) wymusiły przemysłowe sposoby segregacji rannych i udzielania pomocy. Dzięki takim sytuacjom jak ta na winiecie medyk nie traci głowy, gdy wychodzi z karetki i widzi 40 rannych osób w wypadku autobusowym.

 

Travois

PB180230.JPG

Travois to bardzo stara metoda transportu różnych rzeczy za koniem. Ta wersja jest na jednego konia, kiedyś chcę zrobić dwukonną. Stosowana zarówno przez Indian Ameryki Północnej jak i - wg niektórych źródeł - np. Wikingów.

 

Ciężki ambulans Larrey'a

P7054373.JPG

Czym dla historyka strategii i taktyki jest Napoleon, tym dla medyka (zwłaszcza zafascynowanego medycyną pola walki) jest Dominique-Jean Larrey - zresztą główny chirurg Napoleona. To właśnie Larrey wprowadził koncepcję "ambulance" na pole walki, przy czym pierwotnie słowo to oznaczało 103-osobową (wg niektórych źródeł, inne, np. z kampanii włoskiej, nie podawały dokładnej liczby a jedynie siłę piechoty i ilość personelu medycznego) grupę wyposażoną w wozy lekkie i ciężkie, zespół chirurgiczny i środki do szybkich zabiegów (głównie amputacji). To na zdjęciu to ciężki ambulans na 4 nosze, model produkcji HaT. Jest tu pewna wątpliwość, czy ciężki był zaprzęgany w 2 czy raczej w 4 konie, logiczniejsze jest faktycznie zaprząc go do tego zaprzęgu, którego używała artyleria.

 

Oprócz wyżej wspomnianych mam rozgrzebanego na tym forum Dauphin'a w malowaniu australijskiej policji (oni dysponują ambulansami) ale spróbuję go najpierw doprowadzić do minimum oglądalności, zanim pokażę w galerii - to taki zawieszony w próżni warsztat, ot - życie. Obecnie pracuję nad Volkswagenem T3 w wersji karetki Libańskiego Czerwonego Krzyża oraz kilkoma niesfotografowanymi jeszcze drobiazgami (głównie techniki ewakuacji indywidualnej).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patrze na to i zazdroszcze... Zaluje ze ze swoja kolekcja nie poszedlem np. sciezka "lacznosc i jednoski propagandowe i korespondentow wojennych II W.S. ". Tak czy siak pozostaje fanem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oglądam, zwłaszcza że od ponad roku mam rozbabranego M-113 w wersji WEM (Trumpeter 1:72 + przeróbki własne).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawa kolekcja;) podoba mi się....ale w koniach nie gustuje.....ale i tak zazdroszczę wykonania pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Oglądam, zwłaszcza że od ponad roku mam rozbabranego M-113 w wersji WEM (Trumpeter 1:72 + przeróbki własne).

 

Nie chciałem naciskać bo sam mam rozbabrany warsztat na tym forum (w sumie to dwa, bo ten BlackHawk to skończony nie jest). Ale czekam, aż go skończysz bo tam sobie czasami zaglądam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rydwan

 

P1126703.JPG

 

Jest to najstarszy znany ludzkości pojazd kołowy służący do przewozu rannych. Logistyka medyczna w okresie sumeryjskim polegała mniej więcej na tym samym przez następne kilka tysięcy lat (aż do Napoleona) - wygrać bitwę, pozbierać rannych i trupy i zwieźć z pola. Prawdopodobnie, choć to niewiarygodne spekulacje w przypadku Sumerów, rydwany były do tego właśnie używane.

 

To jest model HaTa, wykonany przeze mnie dość wcześnie stąd ślady po wypełniaczach itp. Poza tym wydaje się strasznie mały (wzorowany jest na jakimś konkretnym malowidle) więc nie wiem, ilu by tych rannych zwiózł na raz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

CASEVAC i MEDEVAC

 

P2116902.JPG

 

P2116929.JPG

 

P2126942.JPG

 

CASEVAC to skrót od "CASualty EVACuation", czyli ewakuacja poszkodowanego. Od MEDEVAC'u (MEDical EVACuation) różni się tym, że może być realizowana środkami przygodnymi i uzbrojonymi (np. czołg T-72 jadący z rannym na pace to CASEVAC). MEDEVAC nie może być uzbrojony a załoga nie może mieć broni ofensywnej - to jest warunek użycia znaku czerwonego krzyża lub półksiężyca. Wbrew pozorom problem jest spory, bo Międzynarodowy Czerwony Krzyż ma prawa do tego znaku i wymaga spełniania warunków konwencji, a z kolei siły zbrojne różnych krajów albo celowo używają ambulansów do dezinformacji lub infiltracji przeciwnika albo ochrony własnych sił, że już pomijam zamachowców używających ambulansów jako VBIEDów. A jeszcze osobnym problemem jest logistyka - posiadanie dedykowanej maszyny do MEDEVACu w przypadku szczupłości sił jest niezbyt opłacalne. Pamiętam, że czytałem kiedyś całe opracowanie na temat dostosowania floty śmigłowców operujących z lotniskowców do ewakuacji medycznej - oni nie mają dedykowanych maszyn.

 

Ten model to oczywiście science-fiction, trochę odpowiedź na wizję twórców czy fascynatów filmu "Aliens" jak miałby wyglądać medyczny lądownik UD-4L "Cheyenne" - fikcyjna maszyna z tego znanego i lubianego przeze mnie filmu. Oryginalna koncepcja z albumu "USCM Field Manual" zakładała dedykowany lądownik medyczny z czerwonymi krzyżami i zasobnikami na rannych zamiast podwieszanego uzbrojenia. Popuszczając nieco wodze fantazji można założyć, że ewakuacja medyczna na orbitę z pola walki przebiega w dwóch fazach - do miejsca lądowania lądownika a nastepnie na orbitę. Sam lot na orbitę trwa pomiędzy 10 a 40 minut (zależy co to za orbita), drugie tyle zejście dedykowanej maszyny. Ewakuacja na ziemi to może być 20 minut a może być 2 godziny (ale obecny czas dolotu to realistycznie nawet 40 minu). Trzymanie w odwodzie dedykowanego lądownika byłoby więc bez sensu w sytuacji, gdyby do operacji była ograniczona ich liczba ze statku-matki (USS "Sulaco" miał bodajże 6 czy 8 takich lądowników - jeden by był stale wykluczony z działań bojowych). Alternatywna koncepcja zakładałaby normalny, uzbrojony lądownik i dedykowany, wyposażony do kilkugodzinnego podtrzymywania życia dla kilku rannych, oznaczony czerwonymi krzyżami APC w wersji MEV (Medical Evacuation Vehicle). To do APC zbierano by najcięższe przypadki i leczono lżejsze, on mógłby dojechać do miejsca podjęcia i podczas ewakuacji na orbitę utrzymywać ciągłość opieki medycznej (choć czasami jak solidnie trzęsie to ta ciągłość jest trochę fikcją).

 

A dropship mógłby spokojnie być wykorzystywany do zadań bojowych.

 

Lądownik to model Halcyon'a a APC - żywiczny odlew żeleźniaka Aoshimy, bo tylko taki był. Oczywiście w barwach polskiego kontyngentu rotacyjnego na jakiejś zbuntowanej kolonii LV-[tu wstaw liczbę] a APC z 4 BKPanc w Orzyszu (choć nie wiem, czy rejestracja się zgadza). Uwielbiam "Aliens" - musiałem ich jakoś wcisnąć do projektu. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ładne te modele i temat ciekawy, wręcz rewolucyjny, bo sprzęt do ratowania życia na forum modelarskim to niezbyt częsty widok, w modzie jest raczej szatkowanie, krew i kał czy smar

Dobrze wiedzieć czym się różni CASEVAC od MEDEVAC, choć tak jak piszesz ktoś to wymyślił by pomagać a wpadnie "małpa z brzytwą" i użyje w przeciwnym celu.

 

Brakuje mi jednak najprostszej i najstarszej chyba metody ewakuacji, czyli targania za nogę/rękę/ubranie czy niesienie rannego na plecach, w tym przypadku mógłbyś zestawić nawet neandertalczyków wycofujących się z nieudanego polowania z jakimś współczesnym polem walki i parą żołnierzy którzy się wycofują, to by była dopiero scenka

 

Kilka moich przemyśleń.

Co do Aliensów to poszedłeś w dobrą stronę z tym medycznym sprzętem, tak trzymaj.

Jesteś na bieżąco w kwestiach medyczno/logistycznych i przez to chyba za mocno się sugerujesz aktualnymi tendencjami a przecież to SCI- FI.

To że odchodzi się od sprzetu dedykowanego ratowaniu ludzi, to kwestia która jest podyktowana aktualną sytuacją polityczno-ekonomiczną.

Jakby dowolną ilość lat wstecz, przed prywatyzacją służby zdrowia, ktoś Ci powiedział, że prywatne firmy będą wozić ludzi karetkami to nie byłbyś sceptyczny?

(to w sumie tacy rządowi najemnicy, czy są już ratownicze korporacje? )

 

To co pisałeś o lądownikach Sulaco ma sens, zwłaszcza kiedy chodzi o bogatą korporację, która może sobie pozwolić na sprzęt tylko ratowniczy do ochrony cennych naukowców/inżynierów w podbramkowych sytuacjach.

A jesli rozwijalibyśmy się analogicznie do tego co mamy teraz, to kto powie że nie mogły by powstać całe firmy i floty specjalizujące się w ratownictwie i być wynajmowane przez firmy/strony konfliktu?

Wtedy i cały wielki Sulaco-podobny statek mógłby być takim szpitalem.

 

Dlatego mam nadzieję że będziesz kontynuował medyczny temat w uniwersum obcego i poza nim.

 

pozdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Brakuje mi jednak najprostszej i najstarszej chyba metody ewakuacji, czyli targania za nogę/rękę/ubranie czy niesienie rannego na plecach, w tym przypadku mógłbyś zestawić nawet neandertalczyków wycofujących się z nieudanego polowania z jakimś współczesnym polem walki i parą żołnierzy którzy się wycofują, to by była dopiero scenka

 

Nooo, to pojechałeś. Rzeczywiście, pomysł jest przedni. Ja zamiast neadertalczyków mam Wehrmacht co prawda, ale teraz zapodałeś słuszną koncepcję. Neadertale są do kupienia, tylko akurat sytuacja gospodarcza nie zachęca do zakupów zagranicznych. ;)

 

Ale nie jest tak, że zapominam o podstawach. Mam chwyt strażacki i wsparcie na ramieniu, pracuję nad ewakuacją na tarczy (jest rewelacyjna figurka ewakuowanego w ten sposób z pola walki wodza Zulusów, niestety nie w skali więc muszę dłubać). Mam wyciąganie za rękę (Vietcong). Trochę tego jest - niestety rozbabrane.

 

Jesteś na bieżąco w kwestiach medyczno/logistycznych i przez to chyba za mocno się sugerujesz aktualnymi tendencjami a przecież to SCI- FI.

To że odchodzi się od sprzetu dedykowanego ratowaniu ludzi, to kwestia która jest podyktowana aktualną sytuacją polityczno-ekonomiczną.

Jakby dowolną ilość lat wstecz, przed prywatyzacją służby zdrowia, ktoś Ci powiedział, że prywatne firmy będą wozić ludzi karetkami to nie byłbyś sceptyczny?

(to w sumie tacy rządowi najemnicy, czy są już ratownicze korporacje? )

Słuszna uwaga, ale z kolei Aliens był trawestacją logistyki medycznej lat '80 (i lotniskowców). Tak, są ratownicze korporacje - od prywatnych karetek na których pracuję co jakiś czas jeszcze, przez prywatne łańcuchy ewakuacji medycznej od karetek po szpital (np. Medicover w Warszawie) , potem firmy wyspecjalizowane w międzynarodowym MEDEVACu (np. Canadian Air Ambulance) aż po korporacje najemników robiące zbrojne ekstrakcje (kiedyś Blackwater, teraz to nawet nie wiem).

 

W sumie sama różnorodność form organizacyjnych ewakuacji medycznej jest ciekawa, np. w Polsce LPR podlega bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia, w Australii - policji (ten Dauphin co go lepię) a w East Anglia jest to ochotnicza formacja finansowana z darowizn niczym nasz WOPR (jeszcze gorzej w sumie).

 

To co pisałeś o lądownikach Sulaco ma sens, zwłaszcza kiedy chodzi o bogatą korporację, która może sobie pozwolić na sprzęt tylko ratowniczy do ochrony cennych naukowców/inżynierów w podbramkowych sytuacjach.

A jesli rozwijalibyśmy się analogicznie do tego co mamy teraz, to kto powie że nie mogły by powstać całe firmy i floty specjalizujące się w ratownictwie i być wynajmowane przez firmy/strony konfliktu?

Wtedy i cały wielki Sulaco-podobny statek mógłby być takim szpitalem.

 

Ależ mogłyby, i pewnie powstaną. Mnie interesuje "złota godzina" i ewentualnie utrzymanie przy życiu przez 48h bo to są zadania ratownictwa. Koncepcja kosmicznego statku szpitalnego jest co prawda dyskusyjna (bo Kosmos to nie morze, floty w nim niekoniecznie muszą się sprawdzać) ale taki model też posiadam. Nie traktuję go jako część mojego portfolio bo nie jest mój i jest ogromną pamiątką (to model pana Skulskiego), no i nie jest w 1:72 (chyba raz go widziałem w tej skali wykonanego, jest taki jeden modelarz w Polsce, ale to jest wielkości motocykla - ja nie wiem, gdzie on to trzyma) ale proszę:

 

P1236809.JPG

 

Tam miałbyś OIOM, rehabilitację, zestaw specjalistów. Na odpowiedniku "Sulaco" raczej coś jak MASH wraz z opieką podtrzymującą do ewakuacji na tyły. To oczywiście bazując na flocie morskiej, która miała statki szpitalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo fajna kolekcja. Nareszcie mogę obejrzeć nieco z Twojej "medycznej" kolekcji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak przegladam Krzychu to Twoje portfolio ktorys raz i stwierdzam ze to forum to troche za malo jak na Twoja wiedze i tworczosc. Powinienes pomyslec o czyms absolutnie wlasnym w necie i na wieksza skale. Na przyklad jakiegos bloga. Chlopie, Twoja wiedza, talent do opisywania, plus foty oryginaln,e plus Twoje ulepki i mysle ze naprawde byloby zainteresowanie. Pomysl o tym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pisze tutaj bo nie wiem czy maile docieraja (wlacznie ze zdjeciami). Temat Double Deckera o ktorego sie pytales rzucilem swojemu znajomemu w pracy ktore jest bus spotterem, obiecal zglebic temat. wstepnie mam info ze bylo cos "niskiego" budowane na tym samym podwoziu co "pietrusie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szanowni Czytelnicy, nie szukajcie w poniższej opowieści politycznego czy światopoglądowego przekazu. To nie historia o bohaterach, tchórzach i oprawcach.

 

To prosta historia o zbombardowanych karetkach.

VWT3_3.jpg

 

 

AXP Quana 2006

 

Jest taka wieś Tibnine. Albo Tebnine, zależy od tłumaczenia. Oryginalnie nazywa się تبنين i leży w południowym Libanie. Ładne miejsce - jest tam historyczny zamek krzyżowców i zdaje się że także las jako atrakcja turystyczna (sic! - taki bardziej sad-samosiejka ale dla nich to las i wielka atrakcja). 25 km dalej w linii prostej (30 km drogami) leży nadmorskie miasto Tyr a 104 km dalej - Bejrut. Generalnie Liban to małe miejsce więc wyobraźcie sobie, że z tego Tibnine jest nad morze mniej więcej tyle, co z Lęborka do Ustki.

 

23 lipca 2006 roku około godziny 21:30 czasu lokalnego w Tibnine wybuchł pocisk artyleryjski. Nie żeby jeden i to samo w sobie nie było niczym niezwykłym biorąc pod uwagę, że Liban został właśnie zaatakowany przez Izrael. Jednak ten szczególy pocisk zapoczątkował historię, którą chcę opowiedzieć.

 

Wybuch uszkodził domostwo mechanika samochodowego pana Ahmada Fawaza, 41-letniego mechanika samochodowego. Cała rodzina słysząc pierwsze wybuchy schowała się w holu budynku ale i tak pięcioro z nich ucierpiało:

 

Ahmad Fawaz, lat 41 doznał obrażeń od odłamków w udo i w ramię;

Muhammad Fawaz, syn Ahmada lat 13, doznał obrażeń od odłamków w paluch lewej stopy oraz w okolice brzucha;

Ali Fawaz, brat-bliźniak Muhammada lat 13, doznał obrażeń od odłamków w nogę

Fatima Fawaz, żona Ahmada (wiek nie podany) doznała obrażeń od odłamków w nogę i w ramię;

Jamila Fawaz, mama Ahmada, lat 80 doznała obrażeń od odłamków i szkła w nogę (m.in. przerwany został jeden z nerwów)

 

Zaraz po ataku Ahmad Fawaz wsadził całą rodzinę do swojego samochodu i pojechał na posterunek lokalnej żandarmerii gdzie dojechali około godz. 22:00. Tam byli obecni funkcjonariusze obrony cywilnej Libanu, organizacji którą darzę wysoką estymą biorąc pod uwagę ile i jak robią i jakimi środkami. Oni zabrali Fawazów do szpitala w Tibnine. Tam udzielono rodzinie pierwszej pomocy ale podjęto decyzję o konieczności transportu rannych do lepiej wyposażonego (na przykład w leki przeciwbólowe które w tej sytuacji by się, prawda, przydały) i zorganizowanego szpitala w Tyrze - niecałe 30 km czyli jak z Gdańska Wrzeszcza do Gdyni. Obok szpitala było biuro LRC, czyli Libańskiego Czerwonego Krzyża (tak krzyża - nie półksiężyca - podkreślenie moje dla tych którzy wypominają mediom, że wyznanie sprawcy nie jest podane ;) ). Oni do tej pory mają kwity na przejęcie Fawazów do karetki - Volkswagena T3 o numerze bocznym 782. Załogę tego ambulansu stanowili Husain Ayyad lat 27, 8-letni weteran LRC i Husain Farhat, lat 21 - piecioletni weteran. Słowo "weteran" nie jest w przypadku Libanu południowego jakimś drastycznym semantycznym nadużyciem przy określaniu ratowników co zresztą pokaże i ta historia.

 

Ratownicy z "782" twierdzą że biuro żandarmerii przekazało im informacje o rannych a oni natychmiast przygotowali karetkę do wyjazdu.

 

"782" to była karetka przewozowa przystosowana do transportu 2 osób w pozycji leżącej na noszach i jednej siedz\ącej na krzesełku kardiologicznym. W przedziale ratunkowo-transportowym było jedno dodatkowe miejsce dla ratownika nadzorującego przewożonych rannych - zajął je Muhammad Burji. Samochód to już wspomniany wcześniej VW T3 w dosyć typowej zabudowie sanitarnej, choć nie znam producenta ani dokładnego modelu samochodu. Nie miały pełnego zestawu do podtrzymywania życia na wyposażeniu, generalnie poziom KPP.

 

To nie ta przyczajka z Bagdadu z 2007 której oberwało się z kilometra z Apaczowego 30mm działka za próbę ratowania dziennikarzy Reutera. Żadne tam CASEVACi na bazie zagarniętego dostawczaka łatwe do pomylenia z transportem terrorystów lub wesołą ekipy budowlano - remontową z Kaszub czy spod Radomia (sam nie wiem, co groźniejsze) - normalne karetki. Świeci, wyje, niektórych nawet skłania do pisania zatroskanych zapytań czy nie można by ciszej.

 

Funkcjonariusze LRC z Tibnine skontaktowali się ze swoimi odpowiednikami w Tyrze. Tyr zdecydował, że wyśle drugi ambulans o numerze bocznym "777" tak żeby spotkał się z "782" w pół drogi w Kanie. Taka procedura nosi formalnie nazwę "AXP" czyli Ambulance eXchange Point - stosuje się ją w logistyce medycznej, zazwyczaj ma ustalone wcześniej miejsce a nie wyznaczane na bieżąco. Idea jest taka, żeby ambulans był jak najkrócej poza swoim terenem działania bo strata jego czasu operacyjnego jest w ostatecznym rozrachunku większa niż strata czasu dla pojedynczej ofiary podczas przeładunku.

 

"777" wyjechał z Tyru z zespołem: Qasim Cha`lan (kierowca), Muhammad Hasan i Nadir Juda. "782" wyjechał w tym samym czasie (między 22:30 a 23:00) z Tibnine. Obie załogi pojechały na sygnałach przez całą drogę, co jakby nie patrzeć podczas ataku przez obce państwo chyba nikomu specjalnie snu nie zakłócało.

 

"782" jadąc z Tibnine zauważył przelatujące nad nimi samoloty izraelskie, które minęły wieś Haris gdzie nastąpiła potężna eksplozja. Husain Ayyad - kierowca - wywoałał biuro LRC w Tibnine i poprosił o instrukcje. Polecono mu ostrożnie kontynuować. W tym momencie szpital w Tibnine zdecydował się, że nie wyśle reszty rodziny Fawazów drugą karetką bo sytuacja jest zbyt ryzykowna. "782" dojechał do Kany.

 

Kana miała dosyć niechlubną sławę przez ostatnie kilka tysięcy lat. Najpierw pewien mesjasz zrobił tam imprezę po której nikt go już nigdy nie wysyłał po wodę na kaca. Niecałe 2 tysiące lat później, w 1996 roku, Izrael dokonał tam masakry cywilów. Ogólnie miejsce piękne, pełno zielonych tarasów, gaje oliwne i te tematy, ale jak chcecie wyszukać obrazy z Kany w Google to wyskakują głównie martwe dzieci. Trzeba by ich informacji turystycznej podrzucić cynk, że może pora zainwestować trochę w SEO i pozycjonowanie. Ale nie o tym.

 

Jest w Kanie taki pomnik - pojęcia nie mam czego ale jest i jest punktem charakterystycznym. Załogi ustaliły że tam będzie AXP bo łatwo trafić i dojechać - z Tibnine to tylko skręcić w prawo do miasta i po przecznicy jesteśmy. No i był jeszcze jeden element który dla polskiego ratownika nie jest oczywisty - miejsce jest świetnie widoczne z powietrza. Parkujesz na sygnałach, widać Cię z daleka - liczysz, że może przynajmniej dwa razy pomyślą zanim strzelą.

 

Obie karety dojechały na miejsce mniej więcej w tym samym czasie, stanęły tak jak widzicie na winietce, zostawiły włączone sygnały i zaczęły transfer rannych. VW T3 ma silnik na podwyższeniu więc nie jest to ideał dla ładujących. Nosze których używali to były takie proste transportowe, raz widziałem takie w Polonezie - nie mają rozkładanego w dół podwozia a tylko takie małe kółeczka. Trzeba nosić - dlatego takie a nie inne ustawienie aut. Chłopaki zrobiły to szybko po czym wsiedli do swoich wozów. Na zewnątrz pozostał Qasim Cha`lan, kierowca "777" który jeszcze rozmawiał z Husainem Ayyad'em z "782" zbierając informacje o swoim nowym "ładunku". Wszyscy ranni byli już zapakowani do "777". I wtedy coś trafiło w ich karetkę.

 

Nie wiadomo co to było. Armia izraelska odmawia jakichkolwiek wyjaśnień, nie znaleziono też żadnych charakterystycznych śladów. Może był to jakiś pocisk 30mm, może amunicja typu DIME lub SPIKE - no nie wiadomo. Wyglądało to tak, jakby wybuchł nad celem i wygenerował pocisk o wysokiej gęstości lub temperaturze. Ten pocisk amputował natychmiast nogę Ahmada Fawaza, przeleciał przez całe auto i wbił się głęboko w asfalt zostawiając malutki krater (dziurkę wielkości pięści). Sam wybuch zamienił wnętrze "777" w wyjątkowo nieuporządkowane miejsce. HRW prowadząca śledztwo uważa, że był to jakiś eksperymentalny pocisk z izraelskiego drona - ze względu na precyzję trafienia i stosunkowo niewielkie (w sumie żadne) zniszczenia dookoła a także w środku pojazdu musiało to być coś małego i precyzyjnego. Więc raczej na pewno nie Katiusze Hezbollachu.

 

VWT3_1.jpg

 

Oczywiście w praktyce wyglądało to tak że nagle coś potężnie walnęło, załoga z "782" dostała odłamkami i własną szybą przednią po twarzach i przez chwilę nie wiedziała co się dzieje. Wszyscy ratownicy mieli na sobie kamizelki odłamkoodporne oraz hełmy z kevlaru więc odłamki nie spowodowały u większości z nich ciężkich obrażeń. Tylko Muhammad Hasan został uderzony w hełm odłamkiem tak silnie, że natychmiast stracił przytomność.Chwilę póżniej wszyscy którzy mogli pędzili jak najdalej od miejsca wybuchu ciągnąc za sobą nieprzytomnego Muhammada. Schowali się w budynku nieopodal, zebrali oddech i po paru minutach Ayyad ruszył z powrotem do "782" żeby przez radio zameldować o sytuacji. Dotarł tam i wtedy w jego "782" trafił drugi pocisk - centralnie w środek czerwonego krzyża na dachu, wbijając kopulastą osłonę nawiewu do środka. Uciekający z powrotem Ayyad zobaczył jak mały Muhammad wyczołguje się z "777" i traci przytomność. Ratownik zawrócił, wziął trzynastolatka na ręce i zaniósł do budynku w piwnicy którego ukryły się obie załogi. Dziecko miało dodatkowe obrażenia klatki piersiowej i głowy po trafieniu karetki, do tego oczywiście te które były powodem jego hospitalizacji. Jego taty i babci nie było widać więc ratownicy byli przekonani, że reszta pacjentów zginęła.

 

Spędzili w tej piwnicy godzinę i czterdzieści minut z małym pacjentem. Opatrywali siebie nawzajem i dzieciaka. Próbowali użyć telefonów komórkowych ale żeby złapać sygnał, musieli opuścić schronienie. Udało im się przekazać informację do siedziby LRC. Potem czekali, aż LRC odezwie się do ICRC (Międzynarodowy Czerwony Krzyż) a ten do władz izraelskich z prośbą o bezpieczny przejazd dla karetek na podanej trasie.O 01:15 kolejny ambulans z Tyru dotarł w końcu do Kany i ewakuował ratowników i rannych.

 

Co ciekawe, zarówno Ahmad Fawaz jak i jego mama Jamila przeżyli. Niestety, nogi pana Fawaza nie udało się uratować. Ratownicy mieli mnóstwo obrażeń ciała od odłamków, popękane błony bębenkowe od wybuchów a Muhammad Hasan - najciężej ranny - spędził na OIOMie 5 dni.

 

Możecie sobie po angielsku przeczytać wszystko, co zebrał HRW tutaj: https://www.hrw.org/legacy/backgrounder/mena/qana1206/index.htm.

 

Z całą tą historią jest też związany mocno - choć w tle - wątek polski. Od 1996 roku przynajmniej do wydarzeń opisanych poniżej stacjonowała tam w ramach UNIFIL Polska Kompania Remontowa (znana jako PMC) której zadaniem była pomoc techniczna i medyczna ludności lokalnej zarówno w odbudowie jak i utrzymaniu infrastruktury cywilnej; współpracowała między innymi ze szpitalem w Tibnine. To oni w dużej mierze pomagali w ewakuacji ludności cywilnej oraz rozwożeniu i opatrywaniu rannych.

 

To wszystko się zdarzyło dokładnie 10 lat temu, 23 lipca 2006 roku między 21:00 a 01:30 czasu lokalnego.

 

 

VWT3_2.jpg

 

 

 

Z okazji dziesięciolecia tych wydarzeń wysyłam pojutrze LRC taką oto pocztówkę. Pomyślałem że i w naszym języku warto przybliżyć tą mniej znaną historię.

 

Model to PJ Productions VW T3 w skali 1:72. Warsztat tutaj: viewtopic.php?f=88&t=49520

 

Zdjęcia wykonał Krystian - na co dzień ratownik gdyńskiego SORu, po godzinach motocyklista i fotograf. Bardzo Ci dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wielki szacun za ciekawą opowieść.

 

Przeczytałem całośc na jednym oddechu. Dzięki za to!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawa historia. No i bardzo fajnie przedstawione całe portfolio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.