lord_karton Napisano 8 Lutego Share Napisano 8 Lutego (edytowane) Wycofuję pytanie na podświadomą prośbę Celebryty modelarstwa. Edytowane 8 Lutego przez lord_karton Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Albatros Napisano 8 Lutego Share Napisano 8 Lutego 36 minut temu, lord_karton napisał: Coś kręcisz bo jednak Ci się chciało Przeczytałem nawet 21 Pytam w kontekście tego zdania. Co prawda to o wnętrzu, ale zakładam, że nie zmieniasz podejścia na zewnętrznych powierzchniach. Tematem płóciennych pokryć zacząłem się interesować niedawno, a że występujesz w roli eksperta, to pytam. Na tych i każdym innym krytym płótnem samolocie, od końca WWI do la 50-tych XX w. używano "silver dope" jako "top coat" i na to kamuflaż. Ale zaczynano napinanie płótna od "clear dope". Np. to mi wygląda jak rdza. Drugie pytanie jakie mi się tutaj nasuwa to czy jest jakaś dokumentacja na takie łuszczenie się farby na płótnie czy to tylko taki "freestyle"? Pytam o to zaznaczone miejsce i ogólnie o powierzchnie płaskie tak to nazwę, o krawędzie natarcia nie pytam. Mi to wygląda z kolei na łuszczenie farby na powierzchni płóciennej… nie wszystko co jest w kolorze brązowym (jasnym, ciemnym, rudym) musi być rdzą, równie dobrze może to być odbarwienie. Przykład łuszczącej się farby na powierzchni płóciennej - co prawda obiekt z Wielkiej Wojny, ale widać, że kamuflaż został złuszczony do gołego płótna. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano 8 Lutego Autor Share Napisano 8 Lutego Panie Karton, wiedzę musisz pan uzupełnić. Mówi ci coś nazwisko Dana Bell? Wyobraź sobie, że nie wszystkie samoloty kryte płótnem były malowane w sposób jaki opisałeś. Konsultowałem z nim jak technologicznie malowano skrzydła J2F i innych płóciennych samolotów marynarki z tamtego okresu. Na resztę nawet nie będę odpisywał bo szkoda prądu. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
lord_karton Napisano 8 Lutego Share Napisano 8 Lutego (edytowane) Wycofuję pytanie na podświadomą prośbę Celebryty modelarstwa. Edytowane 8 Lutego przez lord_karton Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano 8 Lutego Autor Share Napisano 8 Lutego (edytowane) O czym mam z tobą dyskutować? Ty nawet modeli nie robisz albo ich nie pokazujesz, co na jedno wychodzi. Dla mnie to teoretyzowanie-gawędzenie. Naprawdę uważasz, że zależy mi, żeby cię do czegokolwiek przekonywać? Zamiast trwonić na to czas, wolę usiąść do modelu. Pozdro. Edytowane 8 Lutego przez Boch 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Baas ArK Napisano 8 Lutego Share Napisano 8 Lutego Czyżby szykowała się nowa książka? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano 8 Lutego Autor Share Napisano 8 Lutego 15 minut temu, Baas ArK napisał: Czyżby szykowała się nowa książka? Tak, jest już dość konkretny pomysł, choć to wczesny etap, zbieranie dokumentacji, literatury, tworzenie całego konceptu. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
greatgonzo Napisano 8 Lutego Share Napisano 8 Lutego 5 godzin temu, lord_karton napisał: Wycofuję pytanie na podświadomą prośbę Celebryty modelarstwa Przynajmniej jedno zdążyłem przeczytać. Skąd jest informacja o malowaniu płóciennego poszycia samolotów w okresie ( w poście było chyba, że to przez kilkanaście/dziesiąt lat?) wg schematu bezbarwny - srebrny- kolor kamuflażu, zawsze i wszędzie? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Czwartek o 06:59 Autor Share Napisano Czwartek o 06:59 (edytowane) Część III - działania lotnictwa USCG w 5th Naval District w 1942 roku. Po przedstawieniu ogólnego zarysu historii, czas na konkretne wydarzenia lotnicza z okresu ofensywy niemieckich okrętów podwodnych w roku 1942. Całą część historyczną będę opierał na dziennikach i raportach bojowych, pokazujących działania lotnictwa w Piątym Okręgu Marynarki Wojennej USA. To właśnie ten obszar obejmował między innymi działalność jednostek z Elizabeth City. Główne dowództwo okręgu znajdowało się w Norfolk i to tam powstawały zbiorcze raporty operacyjne. Uzupełniając je dziennikami bojowymi z Elizabeth City, możemy uzyskać dość pełny obraz sytuacji — zarówno w kontekście działań lotnictwa Straży Przybrzeżnej, jak i zaangażowania lotnictwa Marynarki oraz Armii. Na początek przyjrzyjmy się ogólnej aktywności niemieckich okrętów podwodnych w tym rejonie. Szczyt ich działań przypadł na trzeci tydzień stycznia 1942 roku, kiedy pierwsza fala U-Bootów rozpoczęła intensywne operacje u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Po krótkim okresie względnego spokoju w lutym, Niemcy powrócili z typową dla siebie determinacją. Norfolk Kulminacja strat nastąpiła w trzecim tygodniu marca — wówczas zatopiono aż trzynaście jednostek. System konwojów dopiero się organizował, a zespoły „killer team”, łączące działania lotnictwa i jednostek nawodnych, znajdowały się jeszcze w fazie wdrażania. Mimo rosnącej liczby ataków na przeciwnika, ich skuteczność była początkowo ograniczona. Elizabeth City Przełom nastąpił na początku kwietnia. Wprowadzenie zespołów „killer team” oraz rosnące doświadczenie załóg zaczęły przynosić wymierne efekty. Od końca marca liczba zatopień wyraźnie spadała, a inicjatywa stopniowo przechodziła na stronę aliancką. Szczególnie widoczne było to w drugiej połowie czerwca, kiedy liczba ataków na okręty podwodne znacząco przewyższała liczbę zatopionych statków. W tym okresie działania były już agresywne i konsekwentne — każdy wykryty kontakt traktowano jako potencjalny cel. W pierwszych tygodniach kwietnia notowano regularne zatopienia okrętów podwodnych, co potwierdza skuteczność nowej taktyki. Najbardziej wymownym dowodem były wraki oraz wydobyte ciała załóg U-85 i U-701. Z czasem Niemcy zmuszeni zostali do zmiany taktyki. Działali coraz ostrożniej, często z dala od wybrzeża, co świadczyło o rosnącym respekcie wobec alianckich sił. Kolejna część raportu pozwala spojrzeć na relację pomiędzy działaniami lotnictwa a siłami nawodnymi. Do kwietnia liczba ataków lotniczych i nawodnych była zbliżona i malała wraz ze spadkiem aktywności przeciwnika. W maju i czerwcu aktywność lotnictwa utrzymywała się na stabilnym poziomie, natomiast działania jednostek nawodnych zaczęły wyraźnie rosnąć i od tego momentu dominowały aż do końca analizowanego okresu. Można to tłumaczyć zarówno zwiększeniem liczby jednostek w rejonie, jak i rosnącą agresywnością oraz doświadczeniem załóg, które coraz lepiej radziły sobie z wykrywaniem i zwalczaniem przeciwnika. Najciekawsze wnioski płyną jednak z analizy samych działań lotniczych. Lotnictwo Marynarki osiągnęło szczyt aktywności w lipcu. Straż Przybrzeżna, która od początku prowadziła intensywne działania, utrzymywała stabilny poziom aktywności od wczesnej wiosny. Lotnictwo Armii osiągnęło maksimum już w kwietniu, wykonując imponującą liczbę ataków. Jeśli chodzi o efekty, Marynarka może przypisać sobie zniszczenie dwóch okrętów podwodnych i uszkodzenie trzech. Straż Przybrzeżna zniszczyła jeden i uszkodziła dwa. Lotnictwo Armii wykazało się największą liczbą uszkodzeń — aż siedemnaście — oraz zniszczeniem dwóch jednostek. Choć dane z jednego okręgu nie pozwalają na wyciąganie daleko idących wniosków, jedno jest pewne — lotnictwo odegrało kluczową rolę w walce z U-Bootami. Mimo mniejszej liczby wykonanych ataków w porównaniu z siłami nawodnymi, jego skuteczność była znacząca i miała realny wpływ na przełamanie niemieckiej ofensywy. Przechodząc do bardziej szczegółowych danych, warto sięgnąć bezpośrednio do raportów operacyjnych z samej stacji Elizabeth City. Pierwszy istotny wpis pochodzi z 22 stycznia 1942 roku. Tego dnia do stacji dotarło pierwszych pięć samolotów zdolnych do przenoszenia uzbrojenia. W dokumentach zostały one wyszczególnione jako Grumman J2F-5. Warto podkreślić, że w tym okresie nie wszystkie egzemplarze tego typu były przystosowane do działań bojowych. Część z nich pełniła wyłącznie funkcje transportowe i ratownicze. Tym większe znaczenie miało pojawienie się pierwszych maszyn zdolnych do przenoszenia uzbrojenia — nawet jeśli była to niewielka liczba. Samoloty te mogły przenosić dwie bomby głębinowe Mk 17, które wkrótce staną się podstawowym środkiem walki z okrętami podwodnymi w tym rejonie. Z dzisiejszej perspektywy może to wydawać się zaskakujące, ale fakt, że zaledwie kilka przestarzałych dwupłatów zostało odnotowanych w raporcie jako istotne wzmocnienie sił, mówi bardzo wiele o stanie przygotowania Stanów Zjednoczonych w pierwszych tygodniach wojny. Elizabeth City nie była wyjątkiem. W całym Piątym Okręgu Marynarki brakowało zarówno nowoczesnego sprzętu, jak i odpowiednio rozwiniętej doktryny działania. W tych warunkach nawet sześć uzbrojonych maszyn rozpoznawczo-ratowniczych mogło realnie wpłynąć na zdolność prowadzenia patroli i reagowania na zagrożenie. To właśnie w takich realiach rozpoczynała się amerykańska walka z U-Bootami u własnych wybrzeży — improwizowana, fragmentaryczna, ale z czasem coraz bardziej skuteczna. Kolejny raport prowadzi nas do dnia 27 stycznia 1942 roku — momentu szczególnie istotnego dla naszej opowieści. To właśnie wtedy dochodzi do pierwszego udokumentowanego ataku lotnictwa Straży Przybrzeżnej na okręt podwodny w rejonie Piątego Okręgu Marynarki Wojennej. Dwa dni wcześniej niszczyciel USS Ingraham przeprowadził pierwszy atak na nieprzyjacielskie okręty podwodne w tym obszarze. Teraz do akcji wkracza lotnictwo. Tego dnia samolot Straży Przybrzeżnej nr 00718, model Grumman J2F-5, pilotowany przez Logana, patrolował obszar około 20 mil na południowy wschód od Cape Henry. W pewnym momencie na południowym horyzoncie dostrzegł cel — znacznie bardziej obiecujący niż wcześniejsze kontakty zgłaszane przez jednostki nawodne. Był to okręt podwodny w pozycji częściowego zanurzenia, podążający śladem tankowca. Zachowywał się zgodnie z typową taktyką niemieckich U-Bootów — czekając na dogodny moment do ataku. Warunki nie sprzyjały jednak działaniu. Ograniczona widoczność uniemożliwiała dokładną ocenę sytuacji oraz przeprowadzenie ataku zgodnie z obowiązującą procedurą. Mimo to Logan podjął decyzję o natychmiastowym działaniu. Samolot przeszedł w nurkowanie, a pilot zrzucił dwie bomby głębinowe. Według jego oceny spadły one w jednej salwie, uderzając w wodę około 75 stóp przed znikającym dziobem okrętu podwodnego. Obie eksplodowały pod powierzchnią, wywołując charakterystyczny efekt wybuchu. Chwilę później na powierzchni pojawiła się boja — przypominająca te stosowane przez okręty podwodne. Był to jedyny ślad, jaki pozostał po ataku, ale wystarczający, by wzbudzić przypuszczenie, że przeciwnik mógł odnieść uszkodzenia. Logan nie przerwał jednak działania. Kontynuował patrol, wypatrując kolejnych oznak trafienia. W tym czasie wykonał również fotografie unoszącej się na wodzie boi — dokumentując jeden z pierwszych epizodów lotniczej walki z U-Bootami u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Był to atak daleki od podręcznikowego. Ale w realiach początku 1942 roku liczyło się coś innego — szybkość reakcji, inicjatywa i gotowość do działania mimo niedoskonałych warunków. I właśnie w takich okolicznościach rodziła się nowa jakość w działaniach lotnictwa przeciw okrętom podwodnym. Aktualizacja warsztatu - J2F-5 Duck - Lukgraph 1/32 Bardzo dawno nie było aktualizacji warsztatu modelu Grumman J2F-5 Duck firmy Lukgraph w skali 1:32. Mam jednak na to pewne usprawiedliwienie. W pewnym momencie stanąłem przed etapem budowy silnika. Docelowo planowałem wykonać dwa egzemplarze — jeden zamontowany w modelu, drugi jako element podstawki, umieszczony na wózku serwisowym. To uruchomiło lawinę decyzji. Skoro powstaje wózek serwisowy pod silnik, warto przygotować również wózek transportowy pod sam samolot. A skoro buduję już elementy sceny, naturalnym krokiem stało się dołożenie motocykla, który również znajdzie swoje miejsce na podstawce. Na tę decyzję wpłynął także fakt przygotowywania materiałów do artykułów dla AK Interactive, w których wykorzystuję AK Real Colors Markers. Od początku planowałem użyć ich właśnie przy takich elementach jak wózki, silniki czy motocykl. Była to więc dobra okazja, aby na chwilę „odpocząć” od samej kaczki, jednocześnie pchając cały projekt naprzód — tylko z nieco innej strony. Z tego względu ten etap warsztatu będzie nieco ograniczony. Nie będę pokazywał szczegółowo wszystkich kroków budowy silników, wózków czy motocykla. Pojawi się kilka ujęć, natomiast pełne opracowanie znajdziecie w publikacji, która powinna ukazać się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Mimo to nie mogę nie zostawić kilku komentarzy do tego etapu prac. Zanim jednak przejdziemy do dodatków, wracamy na chwilę do samego modelu. Pojawiła się konieczność przygotowania powierzchni sterowych — elementu, którego wcześniej nie prezentowałem. Powstały lotki oraz stery wysokości, a na zdjęciach można dostrzec również część zastrzałów. Pracowałem dokładnie tymi samymi metodami, co wcześniej — poprzez budowanie powierzchni z kilku nakładających się warstw, które ostatecznie tworzą odpowiednią fakturę. Przygotowałem także zastrzały górnego płata. Zdecydowałem się wkleić je wcześniej, aby móc dokładnie opracować ich połączenia ze skrzydłem. To oczywiście podniosło poziom trudności na etapie malowania — pojawiła się konieczność dodatkowego maskowania i bardziej precyzyjnego prowadzenia prac. Ostatecznie jednak wszystko udało się opanować i przygotować zgodnie z założeniami. Czas na silnik. Sercem modelu jest Wright Cyclone R-1820-50. Nie jestem specjalistą od amerykańskich silników gwiazdowych, ale właśnie dlatego ten etap był dla mnie szczególnie interesujący. Sam silnik robi ogromne wrażenie i już na etapie przygotowania elementów widać było jego potencjał. Budowa wymagała bardzo dokładnego przygotowania wszystkich części. Każdy element musiał zostać oczyszczony, opracowany pilnikami i papierami ściernymi, tak aby uzyskać idealne powierzchnie i spasowanie. Cały proces zajął około miesiąca. Może się to wydawać długo, ale biorąc pod uwagę, że każdy z silników składa się z niemal stu elementów, czas ten wydaje się w pełni uzasadniony. Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolony. W trakcie malowania szeroko wykorzystałem markery AK, które okazały się świetnym narzędziem do pracy nad detalem i bardzo dobrze uzupełniły klasyczne techniki. Równolegle z pracą nad silnikami ruszyły oba wózki. Jeden — transportowy pod silnik, drugi — docelowo pod samolot, jako element całej sceny. Wózek transportowy pod samolot był w dużej mierze inspirowany jedną z fotografii przedstawiających transport maszyny na pokładzie statku handlowego, najprawdopodobniej OS2U Kingfishera. Z kolei wózek pod silnik to już bardziej swobodna interpretacja — bez bezpośredniego odniesienia do konkretnej fotografii, ale oparta na logice konstrukcji i funkcji. W obu przypadkach, obok klasycznych metod malarskich, szeroko wykorzystałem AK Real Colors Markers, które bardzo dobrze sprawdziły się przy pracy nad detalami i wykończeniem powierzchni. W tej części warsztatu pozwalam sobie głównie na prezentację efektu końcowego — zdjęcia mówią tu znacznie więcej niż szczegółowy opis. Czas na wspomniany wcześniej motocykl. To Indian 741B w skali 1:35 od Thunder Model. I tutaj muszę przyznać — mam wobec tego modelu dość mieszane odczucia. Z jednej strony świetne spasowanie, bardzo wysoki poziom detalu i ogromna liczba części. Sam zestaw to ponad 80 elementów, a po mojej waloryzacji liczba ta wzrosła do około 120 — wszystko w modelu o długości zaledwie kilku centymetrów. Z drugiej strony — bardzo wymagająca obróbka. Każdy element wymagał oczyszczenia z nadlewek, a cienkie rurki były szczególnie problematyczne. Największym wyzwaniem okazał się jednak sam plastik, który był niezwykle kruchy. Zdarzało się, że części pękały w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach. W efekcie sporą część elementów zastąpiłem własnoręcznie wykonanymi częściami z mosiężnych rurek. Model wzbogaciłem także o dodatkowe przewody, siatki oraz detale silnika. Również tutaj znaczącą rolę odegrały markery AK. Motocykl najprawdopodobniej stanie się częścią osobnego artykułu, dlatego na tym etapie ograniczam relację do kilku ujęć. Tym samym wracamy do głównego bohatera — „Kaczki”. Przede mną stanął moment montażu silnika w kadłubie. Ze względu na to, że jednostka napędowa miała być otwarta i wyeksponowana, całość wymagała zupełnie innego podejścia niż to przewidziane przez projektanta. Największym wyzwaniem okazała się gródź ogniowa oddzielająca wnętrze kadłuba od silnika. Element ten był zaprojektowany do montażu „na styk”, co niosło duże ryzyko przesunięć — szczególnie że musiał zostać umieszczony pomiędzy przekładnią a samym silnikiem. Proces montażu wymagał więc bardzo precyzyjnej kolejności działań. Najpierw należało złożyć silnik, umieszczając wewnątrz niewklejoną jeszcze grodź, następnie osadzić całość w kadłubie, a dopiero na końcu precyzyjnie ustawić i zamocować grodź w odpowiedniej pozycji. Postawiłem sobie za cel wykonanie tego fragmentu możliwie najlepiej, zwłaszcza że jest to element w pełni odsłonięty i przyciągający uwagę. I właśnie tutaj rozpoczęła się najtrudniejsza część dotychczasowej pracy. Cały proces zajął mi około dwóch tygodni. Wielokrotnie poprawiałem łączenia — zalewałem je klejem cyjanoakrylowym, odtwarzałem linie podziału, ryłem nowe detale, rekonstruowałem śruby, szlifowałem… i zaczynałem od nowa. Na końcu przyszło malowanie, które w tej konfiguracji okazało się wyjątkowo wymagające. Maskowanie przy użyciu maskolu i taśm wymagało sporej cierpliwości i precyzji. Ostatecznie jednak udało się doprowadzić ten etap do końca. To tyle na dzisiaj. Do następnego. ŁB Edytowane Czwartek o 16:35 przez Boch 12 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
barszczo Napisano Czwartek o 07:16 Share Napisano Czwartek o 07:16 Rys historyczny na początku super, robota nawet nie wspominam . 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Czwartek o 08:58 Autor Share Napisano Czwartek o 08:58 1 godzinę temu, barszczo napisał: Rys historyczny na początku super, robota nawet nie wspominam . Dzięki Barszczo 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marek K Napisano Czwartek o 16:59 Share Napisano Czwartek o 16:59 Super warsztat , zastanawia mnie kolor kabli na silniku , może ktoś wie jakie powinny być. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
zaruk Napisano Czwartek o 18:04 Share Napisano Czwartek o 18:04 Silnik i gródź pięknie pomalowane. Podziwiam rzadko spotykaną wytrwałość. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Czwartek o 18:04 Autor Share Napisano Czwartek o 18:04 dzięki bardzo. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
stratocaster Napisano Czwartek o 18:27 Share Napisano Czwartek o 18:27 Godzinę temu, Marek K napisał: Super warsztat , zastanawia mnie kolor kabli na silniku , może ktoś wie jakie powinny być. Cały Łukasz. Nie przygotuje się, nie sprawdzi, tylko maluje jak leci. Pewnie jadł banana i to go zmotywowało. Na szczęście czujni jak zawsze Koledzy. Sami nie wiedzą, ale ziarno niepewności zasieją. Czuwaj! 3 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Albatros Napisano Czwartek o 18:51 Share Napisano Czwartek o 18:51 1 godzinę temu, Marek K napisał: Super warsztat , zastanawia mnie kolor kabli na silniku , może ktoś wie jakie powinny być. Dlaczego zakładasz, że nie są w takim kolorze, w jakim zostały pomalowane? Głęboki i niesamowicie dokładny research, część historyczna, raporty, która to całość może być traktowana jako pełnoprawny artykuł lub fragment książki, analiza fotografii, która poprzedza w zasadzie każdy etap budowy modelu w wydaniu autora, wielka dbałość o każdy detal i fantastyczne wręcz umiejętności modelarskie… dzieło sztuki tu powstaje 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Marek K Napisano Czwartek o 20:06 Share Napisano Czwartek o 20:06 (edytowane) Nie zakładam tylko się pytam. Na amerykańskich silnikach rożne kolory kabli na zdjęciach widziałem . https://pl.wikipedia.org/wiki/Wright_R-1820 https://airplanes3d.wordpress.com/2018/07/29/the-r-1820-cyclone-versions/ Edytowane Czwartek o 20:12 przez Marek K Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
greatgonzo Napisano Piątek o 10:53 Share Napisano Piątek o 10:53 14 godzin temu, Marek K napisał: Nie zakładam tylko się pytam Nie łajam, tylko się odpowiadam :). Przewody zapłonowe otoczone były czarną, lub brązową izolacją. Zwykle na to szła koszulka z miedzianej lub srebrnej plecionki. Ta plecionka potrafiła się brudzić i śniedzieć dając różne efekty kolorystyczne. Zwyczajnie brudnociemnoszary, ale i np. zielonkawo żółty trochę w kierunku ZCY. To na ogół. Wyjątki możliwe, bo kolor kabli i oplotu w żadnym razie nie podlegał regulacjom. 3 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.