Oczywiście, że problem pożaru znacznie by się ograniczył gdyby pojazd był na węgiel, ale ASU-85, to nie bolid F-1, ani też nie potrzebuje do napędu benzyny lotniczej.
Działo napędzane było silnikiem wysokoprężnym ЯМЗ-206В (W-6) - znanym z PT-76, ZSU-23x4, BTR-50 (tata Topaz’a) czy 2P-16 Luna i w przeciwieństwie do PzKfz’ów I -VI płonących jak pochodnie, samo paliwo stanowiło pewne zabezpieczenie. Po za tym przedział silnikowy oddzielny był od bojowego płytą ogniotrwałą oraz wyposażony w halonowy system gaśniczy. W przypadku pożaru znacznie większym zagrożeniem wydaje się amunicja przewożona wewnątrz…
Nikt beczek w krzakach nie zostawiał, jeśli pojazd idzie do boju, nie zabiera dodatkowych zbiorników z paliwem. Choć jednostka napełnienia to taka ilość paliwa, aby dało się przejechać 500km to w przypadku czołgów (pojazdów gąsienicowych) nie ma to zastosowania. To ogromna odległość i nie koniecznie w linii prostej. Autonomiczność desantu to jakieś 48 godzin, zatem zasięg ok. 200km na 250l ze zbiorników wewnętrznych zupełnie wystarcza. Mało prawdopodobne = niemożliwe jest powodzenie desantu jak w przypadku Barbrossa po 90km na dobę, z resztą nie po to on jest. A co potem? Zrzut uzupełniający – np. na P-101 (Специальная парашютно-десантная тара П-101).
Zapewniam Cię, że wlazłbyś – to tylko kwestia energii włożonej przez kaprali w zmotywowanie Cię.
….ojojoj! a mógł bym też zobaczyć? Nie mam ani jednego zdjęcia w środku, może malutkie udostępnienie?
Bardzo trafna uwaga. Słowem beczki z wachą na górze działa to tylko takie duże kanistry.
O! Mądrego dobrze posłuchać.