MikeP
Użytkownicy-
Liczba zawartości
304 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez MikeP
-
Wiedziałem, że to kontrowersyjne, ale parę razy temat kolorystyki już gościł na forum: ostatnio przy okazji Mustanga B., http://www.pwm.org.pl/viewtopic.php?f=238&t=14044&p=180057&hilit=+mustang#p180057 wcześniej tu: http://modelwork.pl/posting.php?mode=quote&p=354180 W szczegółach wyglądało to trochę inaczej. W 1942 roku kilku producentów otrzymało zgodę od AAF na odejście od zabezpieczania powierzchni wewnętrznych samolotów. Wśród nich (był w tym towarzystwie też np. Boeing ze swoimi B-17) znalazł się i NA. Odstąpiono wtedy od zasad malowania, jakie dotyczyły Mustangów do tej pory. Można dość bezpiecznie przyjąć, że samoloty z Alisonami wszystkie produkowano wg starego schematu. Od B w górę wdrożono ową 'oszczędność', przy czym jej przyczyną była możliwość przyspieszenia produkcji w obliczu narastającego wysiłku wojennego. Dodatkowo występowały problemy z niektórymi materiałami niezbędnymi do produkcji farb zabezpieczających. Niektóre elementy konstrukcji zabezpieczano jednak chromianem cynku (ZCY). W 1944 roku zaczęły napływać z frontu informacje o problemach z pojawiającą się korozją płatowców, szczególnie w miejscach, gdzie stykały się różne materiały, co w zasadzie sprowadzało się do łączenia konstrukcji i pokrycia. Firmy radziły sobie z tym zabezpieczając elementy konstrukcji, lub spodnią stronę poszycia. Nie do końca wiadomo, jak poradził sobie z tym fantem North American, ale znane jest zdjęcie z linii produkcyjnej P-51D lub K z wnękami podwozia i wnętrzem pokryw całkowicie pomalowanymi ZCY. Nie wiadomo dokładnie kiedy to nastąpiło. Znane są zdjęcia frontowych Bubbletopów z niemalowanymi pokrywami. Można więc spokojnie przyjąć, że właśnie pod koniec wojny przestano 'oszczędzać' na farbie i ostatnie partie Mustangów przybyłe na front miały ponownie malowane wnęki, choć inaczej niż kiedyś. Trudno na tej podstawie jednoznacznie określić wygląd dowolnego egzemplarza, ale jest to niezła podstawa do tzw 'educated guess'. Nie ma tu za wiele miejsca na możliwość występowania koloru IG na dowolnym Mustangu z Merlinem, poza kabiną pilota. Chyba, że zaprzęgniemy do pracy wyobraźnię i zrzucimy wszystko na mechaników w Grupie, którzy mogli pomalować wszystko i wszystkim... Postanowiłem uwierzyć i pomalować tylko to co powinno być w miejscu dźwigara na kolor antykorozyjny. Muszę się przyznać, że miały być żółte, ale miałem pod ręką tylko wściekle żółtą i chciałem ją lekko złagodzić dodając kropelkę czarnej i białej farby. Tym sposobem wyszedł niechcący kolor zielony uzyskany metodą zbliżoną do autentycznej. Dlatego go zostawiłem . Jeszcze słóweczko o zaciekach od korków. Nie wyszedł najlepiej ten na prawym skrzydle - jest tak taki jakiś "schematyczny". Ale, Korniku, znam Twoje zapatrywanie na ten temat z innych wypowiedzi i nie jest ono dla mnie całkiem przekonująco. Mustang nie był napędzany olejem rzepakowym, a benzyną, która paruje bardzo sybko i nie zostawia tłustych śladów. To co widać na prawdziwych samolotach to najczęściej rozmyty nią i zaschnięty brud (chyba żeby przyjąć, że model prezentowany jest chwilę po tym jak ktoś to paliwko rozlał - ale wtedy nie ma sensu smuga wywołana pędem powietrza). Obserwacja okolic wlewu paliwa mojego wiecznie brudnego samochodu zaprowadziłą mnie do wniosku, że zaciek jednak szybko matowieje - tym się kierowałem. Ale chętnie zobaczyłbym zdjęcie zacieków oleistych. Jeśli dysponujesz takim to zapodaj. Póki co rzecz jest jeszcze do poprawienia.
-
Dzięki za wszystkie opinie. Model Tamiyi nie jest doskonały w detalach, a ja muszę przyznać, że nie przyłożyłem się dość dokładnie do jego budowy od strony drobiazgów merytorycznych. Bardziej interesowało mnie pomalowanie go tak, żeby nie wyglądał przesadnie w żadną stronę. Muszę przyznać, że nie wszystko wyszło tak jak chciałem - malowanie na srebrno to trudna sprewa i nie odkryłem idealnego patentu. Tak jak się spodziewałem, lakier na metalicznych powierzchniach zabił trochę efekt, ale nie miałem pomysłu na wykonanie śladów eksploatacji bez lakierowania. Wnęki odpuściłem, może faktycznie należy je po prostu zamknąć, ale nie rozwiązuje to problemu tylnej ściany w tej skośnej części. To jest bardzo kiepskie u Tamki - kiedyś zrobię lepsze. Smuga ze sprężarki jest do poprawienia, także masz szanse naprawić zaniedbanie Korniku i wkleić jakąś przekonującą fotkę spodu. Wydechy pomalowane na stalowo, a potem pomazane olejną czarną farbą rozcieńczoną white spiritem i sychyni pastelami także wymieszanymi z WS. Zapodaję jeszcze kilka zdjęć przy słońu - tym razem porannym: A do Mustanga na pewno jeszcze wrócę, mam kilka pomysłów (paszczaka z Korei, P-51D-5 bez płetwy, a przede wszystkim odrapanego P-51B Texa Hilla) - do tego czsu obiecuję dokładniej zapoznać się z budową P-51.
-
Zrobiłem parę fotek w plenerze. To jest widok z mojego przyszłego okna. Podmieniam zdjęcia w pierwszym poście. Zdjęcia robione przy zachodzącym słońcu więc trochę niedoświetlone, ale tak chyba łatwiej sfotografować to "aluminium". Może jutro będę miał szanse pstryknąć coś z rana. Część robiona tym samym kompaktem, którym wojowałem pierwotnie, część pożyczoną lustrzanką Sony (te ciemne).
-
Rzeczywiście, miałem zamiar wkleić to zdjęcie, ale konfrontacja ujawnia, że mogło być o wiele lepiej.
-
Przedstawiam właśnie skończony (albo prawie skończony) model Mustanga Col. George'a Preddyego - dowódcy 328 sqn. 352 Grupy Myśliwskiej. Na tym samolocie Preddy latał pod koniec 44 roku i zginął od bratobójczego ognia z ziemi 25. grudnia 44. Model właściwie prosto z pudła. Dodałem lusterka, przewody hamulcowe i paliwowe przy dodatkowych zbiornikach. Zawiera niestety błędy merytoryczne: (stery wysokości powinny być kryte płótnem, wnęki podwozia są mocno uproszczone i powinienem był je wymienić albo poprawić - wiem także, że należałoby je raczej zamknąć) i warsztatowe, których wytknięcie pozostawie Wam. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić mu lepsze zdjęcia. Chętnie wysłucham także sugestii co możnaby jeszcze poprawić. Zapraszam do oglądania i komentowania: EDIT: nowe zdjęcia:
-
pomyłka
-
Moses Chciałem tylko zauważyć, że pokrywy podwozia, zwłaszcza w NAVY temat zupełnie inny niż wnętrze kadłuba i kokpity. Vought (i inni producenci też) traktował je jako powierzchnie widoczną z zewnątrz i malował (na pewno w malowaniu 2- i 3-kolorowym) na kolor spodu. A gdzie to można przeczytać? Wg opracowania T. Gronczewkiego (na pewno znasz, jeśli nie to Ci wyślę), który też powołuje się na Reece'a po wprowadzeniu GSB utrzymano malowanie wnęk na kolor zewnętrzny. Nie chce się spierać, bo sam żadnych badań nie prowadziłem - zwłaszcza nad powojennymi F4U - (bo i jak), ale nie wierzę w żółte powierzchnie pokryw podwozia. Chociaż na zdjęciach są w cieniu, to kontrast między GSB a ZCY na pewno byłby widoczny. Chyba że znasz zdjęcie, które choć trochę uprawdopodabniałoby żółty kolor pokryw. ANA 611 we wnękach i na pokrywach są prawdopodobne, ale osobiście całość poleciałbym na granatowo - może i błędnie.
-
W sensie, że z pokrywami podwozia? Rzeczywiście nie sposób chyba jednoznacznie ustalić, czy wnęki podwozia i pokrywy wychodziły z fabryki w ZCY, czy IG, choć to drugie jest wg mnie logiczniejsze. Możliwe, że w obu wersjach. Na zdjęciach te elementy na ogół są w głębokim cieniu, ale srebrny kolor to raczej mało prawdopodobne rozwiązanie i nie występuje na tych nielicznych, znanych mi zdjęciach, gdzie da się coś dojrzeć. Zgadzam się, że srebrny jest raczej wyklyczony (jako srebrna farba od początku lat 40-tych, jako naturalna barwa metalu - niepraktyczny i niewystępujący w lotnictwie morskim). Z tym, że wybór jest nie między ZCY a IG, a między Glossy Sea Blue (to jest standard w II-wojennych Corsairach) a Interior Green ANA 611 (podobno wprowadzono to w późnych wersjach). Ale kto to dokładnie wie?
-
Dzięki, miałem zrobić krótką smugę z tego otworu na burcie i lekki syf w okolicach sprężarki, ale bardziej interesuje mnie to co dzieje się bliżej dzioba - w okolicach dolnego okapotowania silnika, centropłata i pokryw podwozia. Szczególnie, czy widoczne na tym zdjęciu: wycieki to norma czy odstępstwo od normy. Efekt awarii, czy normalnej eksploatacji? Macie takich fotek więcej? Chyba aż tak brudny nie będize, ale chciałbym oddać też jakoś, w okolicach podwozia, efekt angielskiej listopadowej pogody w Bodney. Może ktoś wie jak brudził się przy starcie i lądowaniu?
-
Kalki są według mnie bardzo dobrej jakości. Niestety dla mnie - nieobeznanego z takimi rarytasami, to było bardzo stresujące zadanie. Film jest supercienki i kalki bardzo chętnie podwijają się i załamują przy układaniu na właściwym miejscu. O podniesieniu tego pincetą nie ma mowy - natychmiast się owiną wokół niej. Mimo swojej nikłej grubości są dosyć mocne. Np. swastyki zwinęły mi się w pewnym momencie w kłębek, tak że musiałem wrzucić je do wody, rozprostować i zacząć od nowa - nie przerwały się mimo tych problemów. Świetnie reagują na płyny. Na gładkiej powierzchni "set" jest zbędny, a "sol" wtapia wszystko idealnie w dość głębokie nierówności (skrzydło od góry). Słowem: są baerdzo dobre, chociaż dla mnie trochę trudne w układaniu - pewnie to brak doświadczenia.
-
Kalkomanie to zestaw Super Scale 48-536. + to co na razie schrzaniłem, czyli tzw. "barber's pole" po prawej stronie - własnego wyrobu. Właśnie usiłuję to trochę poprawić. Merytorycznie te kalki nie są idealne (albo model Tamiyi nie jest). Litera na statecznik za duża, na burty minimalnie za małe. Czerwony pasek na limuzynę za wąski, oznaczenie przy kadłubowym wlewie za duże (wziąłem z Tamki). Brakuje tej fryzjerskiej pałki na osłonę silnika i malutkich cyferek 1/4 obok niej. Ale ogólnie fajny wyrób. A napiszcie coś jak wam się widzi sposób malowania srebrnym i imitacja malowania skrzydeł na srebrno. Potrzebuję też wiedzy skąd może coś wyciekać na spodzie i jak to powinno wyglądać w dość nowym, niezbyt intensywnie eksploatowanym w pochmurne listopadowe dni samolocie. Powiedzmy, że właśnie wrócił i nie jest wypicowany.
-
Dostał kalki (te najważniejsze): Mam jeszcze masę napisów eksploatacyjnych, ale coś mi się zdaje na podstawie zdjęć, że tego egzemplarza nimi wszystkimi nie obdarzono. Już i tak chyba z czerwonymi korkami i okrągłymi napisami wokół nich przedobrzyłem. Jeszcze jedno pytanie merytoryczne. Czy D-10 odpóźniejszych wersji różnił się umiejscowieniem takiego otworu odpowietrzającego po prawej stronie za którym często widać oleistą smugę?
-
Wiesz co to jest, czy tylko wiesz czym nie jest? Może rozwiń tę myśl, bo dość kategoryczna a nieuargumentowana. Że na późnyych Tu-2 instalacja oblodzeniowa w tej formie i w tych miejscach występowała potwierdzają TBiU 42. Cytat ze strony 14: Że nie na wszystkich to jest to też normalne. Mogę wskazać przykłady samolotów tego samego typu, a nawet zdjęcia tego samego egzemplarza z i bez butów. Jedyne co mnie trochę niepokoi to to, że na płacie mamy to coś tylko na dolnej części. Ja bym jednak obstawiał odladzanie.
-
Nie wnikałem w Tu-2, ale dla mnie to jest ewidentnie pneumatyczna instalacja do odladzania krawędzi natarcia. Gumowa nakładka do której pompuje się sprężone powietrze żeby mechanicznie skruszyć lód na krawędziach. Występuje powszechnie w lotnictwie dużym i małym. Słowem - to ma być czarne (lub bardzo ciemno szare). POWSZECHNE jest również odladzanie stateczników tą metodą. http://www.samoloty.pl/index.php/artykuly-lotnicze/6774 (za połową strony). http://heading.pata.pl/ob_icing.htm
-
Tak właśnie - ostatni "Cripes..." tyle, że bez tych kolorowych bajerów, na które są tylko chyba dowody z relacji ustnych i z analogii do innych maszyn.
-
Przepraszam za jakość zdjęć, ale niestety parat mi się popsuł i nie mam dostępu do żadnych manualnych ustawień. W ogóle dość trudno go sfotografować, bo w każdym świetle i pod każdym kątem wygląda zupełnie inaczej. Jedyną opcją wydał mi się balkon, ale pogoda paskudna i zdjęcia ciemne (sztucznie trochę rozjaśniane). Pierwsze trzy przy stołowej lampce. Słabo oświetlony wydaje się bardziej matowy i brudny niż w realu (zdjęcie 2 od końca). Przy dobrym świetle to czyścioszek. Pomalowałem dziób, ogon (nie są tak jednolite jak pokazują zdjęcia - trochę "popaćkałem olejami") i pasy na spodzie. Prz zdejmowaniu maskowania nie obyło się bez kilku małych katastrof, które jako tako załatałem. Potem wziąłem się za delikatne cieniowanie metalicznych powierzchni (głównie ołówkiem). Zabezpieczyłem lakierem (czego bardzo chciałem uniknąć, ale nie wiedziałem jak rozwiązać problem nietrwałości cieni) i nałożyłem część kalkomanii.
-
Przejrzałem całą swoją dokumentację odnośnie Hurricane'ów i niestety nie znalazłem nigdzie zdjęcia ukazującego tenże egzemplarz w pozycji umożliwiającej jednoznaczne stwierdzenie czy takowe obwódki się tam znajdują czy też nie. Jedyny materiał opowiadający się za obwódkami to plansza barwna w Polskich Skrzydłach, ale jak wiadomo lepiej nie opierać się o samą tylko planszę skoro sama publikacja przy całej swojej, sporej ilości materiału fotograficznego nie zawiera zdjęcia potwierdzającego obecność obwódek. Panowie, przecież to nie jest element malowany, ale naklejany - taśma chroniąca wyloty luf przed brudem, zamarzaniem itp. Standard w myśliwcach RAF. Inna rzecz, że niekiedy wyglądała (ona sama lub miejsce po jej nalepianiu i odklejaniu) zupełnie inaczej niż przedstawia się to na modelach. O ile pamiętam wałkował to Artur Domański w swoim dużym Hurrym. http://www.modelarstwo.org.pl/forum/viewtopic.php?t=42898&postdays=0&postorder=asc&start=135 str. 8, 9, 10. Ciekawe zbliżenia. Oczywiście o tym UZ-V niczego konkretnego na tej podstawie powiedzieć nie można, ale sama obecność taśmy jest bardzo prawdopodobna. Sam model wygląda interesująco, ale koniecznie zrób zdjęcia, na których możnaby to w pełni zobaczyć.
-
Model jak zwykle bardzo elegancki, ale czy nie zachachmęciłeś coś z oznaczeniami? Te zestrzały łudząco podobne do tego: A może potem go przebudowali?
-
Jednak dyskusja z odrobiną krytyki ma jakiś walor edukacyjny. Przejrzałem teraz trochę fotek i merytoryczne wyjaśnienie w sprawie plamek przyjmuje. Trochę inaczej na nie patrzę, jednak zdaje mi się, że nie wykorzystałeś do końca potencjału tych ciekawych śladów (często widoczne ciemniejsze obwódki). Ale uznanie za analizę materiału foto i podjęcie prób - następne pewnie będą jeszcze bardziej udane. Pozdrawiam.
-
Ja mimo wszystko napiszę co mi się nie podoba, a jest to tylko jedna - chociaż dość widoczna - rzecz. Od razu zastrzegam, że to nie ma być czepialstwo, bo model schludny i fajny. Ale te jasne plamy nałożone miejscami przypadkowo, a miejscami po prostu nie wcelowane w punkt przy zbyt obfitym strzale z aero, psują mi nieco przyjemność oglądania. Ja rozumiem, że to miało być delikatne cieniowanie, ale coś tu jednak nie zagrało. Niektóre obszary, które na logikę powinny być ciemniejsze rozjaśniłeś, a farbę dobrałeś według mnie za jasną - nie ma żadnych tonów przejściowych. Trochę to zbyt schematyczne i niedokładne. Nie wpadnij w taki nawyk (tak jak wcześniej z ciemnym washem na wszystkich - skądinąd fajnych) myśliwcach Navy. Gratuluję udanego modelu i czekam na jeszcze lepszy.
-
Opis wariantu"P" znajduje się także w monografii Zbiegniewskiego (Kagero): "F4F-3P. Wojna toczona na bezmiarach zachodniego Pacyfiku ujawniła konieczność posiadania szybkiego samolotu rozpoznawczego. Naturalną koleją rzeczy było przystosowanie w warunkach polowych do tej roli Wildcata, który otrzymał oznaczenie F4F-3P, Modyfikacje ograniczyły się jedynie do zamontowania w dolnej części kadłuba po prawej stronie (za kabiną pilota) kamery fotograficznej o ogniskowej 30 cali (762 mm). Obiektyw był przesłonięty metalową klapką otwieraną przez pilota za pomocą niewielkiej dźwigni. Nie wiadomo ile dokładnie zmodernizowano w ten sposób samolotów, ale z pewnością było ich co najmniej dziesięć z numerami BuNo 1849, 1852, 1856, 1865, 1867, 1870, 1871, 1875, 1880 i 1894." Z opisu w in action wynika, że zmodyfikowano 18 samolotów (17 F-3 i jeden F-3A) Dowiadujemy się także, że klapka chroniąca obiektyw była odsuwana i prostokątna. Miejsce zamontowania tego ustrojstwa wygląda tak: Aparat zamiast zbiornika na dole kadłuba. Sam aparat (a szczególnie objektyw) jest spory. Wersja 40" niewiele dłuższa od wildcatowej : Moim zdaniem jedyne czego potrzeba, aby F-3 stał się F-3P to zaznaczenie dodatkowego włazu panelu inspekcyjnego w tym miejscu (a może odrobinę bardziej do tyłu i wyżej lub niżej. Ale przy braku dokumentacji fotograficznej to czysta spekulacja na podstawie opisów. W każdym razie zapomnij o wstawianiu aparatu w gotowe okienko zamiast zbiornika pod kabiną. Jeśli to ma być ten: to już nie mogę się doczekać i trzymam kciuki. Cudny złomek.
-
Słaby jestem w definicjach, ale według mnie postshading to może być także przyciemnianie (nawet angielska nazwa wydaje się bardziej na to wskazywać). Jeśli Ci mało wyziera ciemnego spod farby po preshadingu to możesz dorzucić ile chcesz stosując mieszankę lakieru bezbarwnego z mixem czarnego i koloru bazowego lub brązu. Metodę akcentowania linii podziałowych przez nanoszenie bardzo "cienkiego" roztworu flat black i red brown propaguje B. Green (nazywając ją chyba właśnie postshadingiem) w swoich tutorialach (znajdziesz na YouTube). Preshading to moim skromnym zdaniem przeżytek prowadzący do powstawania całej masy podobnych i przez to nudnawych modeli. Ani to specjalnie realistyczne, ani szczególnie łatwe do zrobienia. No ale takie czasy, że bez masy obcych słów to już nie modelarstwo. Postshading (jeśli rozumieć go szeroko) przynosi ciekawsze efekty. I nie trzeba bać się eksperymentów. Aero pozwala wszystko poprawić (dopóki kalki nie leżą). To co zaznaczyłeś nazywa się w samolocie lotkami.
-
Czyli nie ten, który widać przez okienka w kabinie. Cała sprawa jest za kabiną.
-
Moses, a jesteś pewien, że chodzi o zastąpienie głównego zbiornika paliwa aparatem fotograficznym. Wiem, że w in action ta przeróbka jest z grubsza opisana - 4 km-y podobno zostały. Postaram się wyszukać wszystko co mam na ten temat, ale zdjęć od dołu pokazujących jak to wyglądało nie kojarzę. EDIT: teraz już mam pewność, że nie chodzi o główny zbiornik pod kabiną, a o dodatkowy umieszczony za nim (potem wstawię fotkę). Aparat to Fairchild F-56, nie wiadomo jaki objektyw. I jakiś przesuwny właz to przykrywał obsługiwany przez pilota. Nic o kącie fotografowania - żadnych zdjęć.
-
"Pacanie olejami" jest czynnością tak banalną, że nie bardzo jest nad czym się rozwodzić. Bierze się parę tubek olejnej farby, miesza się je (lub nie) do zamierzonego koloru po czym nakłada się jakieś mazy na powierzchni (niewielkie). Potem patyczek do uszu w dłoń i wycieramy do uzyskania zamierzonego natężenia plam. Na błyszczącej powierzchni da się wytrzeć do czysta, na matowej zawsze nastąpi jakaś modyfikacja koloru. Metoda ta jest dobra (przynajmniej na moje potrzeby wystarczająca) do brudzenia i cieniowania. Korzystałem z niej przy paćkaniu Corsaira:http://www.modelarstworedukcyjne.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=155:f4u-1-corsair-pocztkujcy-te-probowa-moe&catid=35:relacje-z-budowy&Itemid=77 Nie wiem czy to nie jest coś zbliżonego do techniki nazywanej czasami "biedronką". Czy można stosować inne specyfiki? Nie wiem, od chemii modelarskiej staram się trzymać z daleka (ze względu na cenę) i zastępować ją artykułąmi dostępnymi za grosze. Moje oleje to produkt z marketu - najtańszy. Washe Miga pewnie umiejętnie zastosowane też się nadadzą chyba że szybko schną. Oleje z pewnością są mniej stresujące - czasu na rozcieranie jest aż za dużo. Problemy mogą wystąpić przy pokrywaniu werniksem. Lakier matowy czasami zachowuje się na nich dziwnie o ile powierzchnia nie jest całkiem wyschnięta. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wyczerpująco.
