Skocz do zawartości

letalin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3 617
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Zawartość dodana przez letalin

  1. letalin

    Mistercraft

    Jeszcze jeden plus Mistercrafta: Zupełnie fajna strona ich sklepu. Chociaż jak się przyglądnąłem ich propozycjom oznakowania i kalkomanii, to trochę mnie wykręciło. Ktoś tu chwalił kalkomanie, ale nie kupię Mistercrafta dla nich, bo są bez sensu w tych interesujących mnie tematach. Wujek: Heller, to klasyka, ale tego już nikt nie gra. Tylko taka refleksja: Formy mają prawie 50 lat i nadal są w dobrej formie. Jak oni to kiedyś robili, że po setkach tysięcy wyprodukowanych wyprasek ciągle to działa?
  2. letalin

    Mistercraft

    Rynek weryfikuje. Mistercragft ma swoją strategię i jak widać ona jest skuteczna. Takie Disco Polo rynku modelarskiego. Niby żadna muzyka, a sprzedaje się w milionach.
  3. Ten jednomiejscowy Ił-2 to jeden z niewielu własnych wyrobów Smĕra. Parę lat temu kupili formy prawdziwego KP, które po upadku tej firmy spędziły trochę czasu na Węgrzech. Wegrzy np. dorobili części do francuskiego Blocha MB-200. Mieli ambitne plany, żeby wyremontować te stare "kapeczki", ale niestety upadli.
  4. Smĕr przejął formy z Artiplasta. Artiplast wcześniej od angielskiego Merit, a ten od amerykańskiej Aurory. Każda firma coś tam od siebie dodała. Czeska firma trwa.
  5. Pierwsze linie wgłębne to FROG i Monogram z lat pięćdziesiątych. Z FROG było o tyle ciekawie, że w latach sześćdziesiątych przerobili formy na linie wypukłe. Zrobili to na pewno z Typhoonem i FW 190. Powodem było pewnie, że liniami wgłębnymi byly też zaznaczone znaki rozpoznawcze.
  6. Bardzo dobra wiadomość z tym Emilem. Taką wojnę między czeskimi konkurentami popieram. A jeszcze szwajcarski!
  7. Okienko było również na tych najmniejszych, ale przestano to robić w pewnym momencie i są takie same pudełka z okienkiem i bez. Wielkość okienka też się w różnych latach różniła. Ewolucja była taka, że od dużego okienka, przez małe, do zupełnego braku. Te w hokejowych pudełkach, jakie kupowaliśmy w CSH w 1984 i później, już okienek nie miały.
  8. Miały za to celofan na pudełku w tych hokejowych. Mam sporo takich, które nadal są fabrycznie zapakowane i nigdy nie otwarte:) "Dziewice".
  9. Ten na Centralnym to był stały punkt podrózy. W drodze do Dzika i Bellony
  10. Pomysł z kawą pada chyba w każdym sklepie lubianym przez klientów. Problem tylko z pozwoleniem z Sanepidu. Jakiś automat mógłby jednak być.
  11. Szef TPD był ok.60 letnim facetem. To był jego pomysł ze sklepem. Mogłeś go nie spotkać. Adam-sprzedawca żyje i ma się dobrze. Ja tam byłem ze wszystkimi sklepami zaprzyjaźniony z wyjątkiem Dworcowej. Czasem bardziej dla pogadania, niż po zakupy chodziłem.
  12. Stefan był słabego zdrowia i już go nie ma wśród żywych. Zmarł szef TPD. Zmarł właściciel sklepu z Chocimskiej . Ten z Dworcowej też już klei w niebie. Sklep w podwórku naprzeciwko wieżowca to był "Złoty Smok". Handlowali głównie grami strategicznymi i fabularnymi i gadżetami do nich. Pierwsi mieli farbki Citadel. Przy okazji trochę modeli, ale to było jakby na boku. Tak jak w wielu innych sklepach, księgarniach, czy papierniczych. Najlepsze zaopatrzenie miał ten co przetrwał: Krzysztof Herbut i jego "Modelarz".
  13. Ostatni sklep, jest teraz na ul. 3 Maja. Elegancki, duży sklep. Dobrze zaopatrzony. Przeniósł się z Gdańskiej. W sumie dwie przecznice dalej. Jest też drugi, ale to ten sam właściciel, na Wąskiej (od Długiej). Ciągnie biznes z żoną od ok. 1995. Pierwszy prywatny sklep był na Gdańskiej 93. Ten przy ulicy. Przy świetlicy TPD pojawił się chwilę później, ale oni nie mieli za dużo towaru. Sklep w bramie po drugiej stronie powstał chyba w 1992 jako pomysł na wyprzedanie kolekcji właściciela. Miał tego setki na strychu i uznał, że trzeba pogonić. Potem to ciągnął już na normalnych zasadach. Jeszcze jeden na Chocimskiej, przetrwał kilka lat i po tym jak się przeniósł poza Śródmieście, to szybko zniknął. Niedaleko jeszcze jeden prawdziwy salon na Gdańskiej ( właścicielem był Niemczycki), ale to szybko się zawinęło, bo właściciel zajął się prawdziwymi samolotami ( pamiętam, że miał tam onieśmielająco piękną i klasycznie po kobiecemu zdezorientowaną tymi modelami ekspedientkę). Ta buda na Dworcowej była akurat najmniej przyjazna. Jedyny sklep, gdzie nie dało się pogadać, obejrzeć, nic nie kupić i być mile widzianym ponownie;) Tak więc bardzo często sobotnie przedpołudnie zaczynałem od Chocimskiej, przez wszystkie sklepy na Gdańskiej i na końcu zaglądałem z obowiązku na Dworcową. I takich wędrowniczków było małe stado. Stare czasy, ale już nie PRL:)
  14. W początkach 1991 powstał na głównej ulicy w Bydgoszczy pierwszy prywatny sklep modelarski. Założył go były pracownik etatowy KW PZPR za odprawę jaka otrzymał od swojego pracowdawcy po wyprowadzeniu sztandaru. Znałem go jeszcze z wcześniejszych lat, wymienialiśmy jakieś modele. W ciągu paru miesięcy było już pięć sklepów w centrum, a w każdym sklepiku wielobranżowym, czy zabawkarskim były też jakieś modele. Dziś jest jeden sklep w Bydgoszczy. Zresztą ten pojawił się najpóźniej. Reszta zwinęła interes, poumierała, albo się przebranżowiła.
  15. Zachodnie modele były w CSH do jesieni 1975. Czasy gierkowskiej prosperity. Początku tego Eldorado nie pamiętam, ale to nie było pewnie dłużej niż od 1973. Airfixy, Matchboxy, Hellery, Monogramy, Revelle , Polistil i nawet japońskie. Samoloty, czołgi, lokomotywy, samochody. W zasadzie wszystko. Potem do lata 1984 nie było w normalnej sprzedaży żadnych zachodnich modeli (legendy mówią, że w specjalnych sklepach dla uprzywilejowanych można było coś dostać) , przynajmniej w bydgoskich składnicach. Wtedy przyszła bardzo duża ilość Matchboxów, również 1/32 i ta dostawa leżała długi czas. W małych miejscowościach jeszcze w 1986 leżały Matchboxy w tych samych cenach co 2 lata wcześniej mimo przyspieszającej inflacji. Były potem jeszcze przed 1989 następne dostawy, albo resztki z magazynów, ale to były tylko te same Matchboxy co wcześniej. Wg tego co wiem Centrala Handlu Zagranicznego pozyskała te Matchboxy w ramach barteru za cebulę. Wiosną 1990 mogłeś więc widzieć Matchboxy na półkach w CSH, ale na pewno nie Airfixy, czy Hellery. Wtedy już pomału prywatna inicjatywa brała się za handel, a Pewex zaczął sprowadzać modele ( pierwsze czołgi ESCI jakie kupiłem w maju tego roku, płacąc drobniakami w kilku różnych walutach, które znalazłem w domu). Rok 1990, to zresztą już formalnie nie PRL. W 1991 zaczął się prawdziwy boom na sklepy modelarskie. Modele były wszędzie i każde możliwe.
  16. Kiedy Jak-1 z Pruszkowa się pojawił w 1978, to Airfixów i Matchboxów już nie było w CSH. Skończyły się jesienią 1975. Potem były jakieś przebłyski, pojawiła sie np. Tamiya i Hasegawa, a zachodnie modele bywały "rzucane" na jakieś specjalne okazje i specjalne miejsca. Ostatni raz widziałem Matchboxy na festynie z okazji 22 lipca. Chyba w 1977. Nie miałem kasy i pobiegłem po nią do domu, ale jak wróciłem, to już nic nie było. A co do cen, to wszystko kest względne. 70 zł za Matchboxa, gdy moja matka zarabiała 1800 zł, to było dużo pieniędzy.
  17. Kupiony po szkole w sobotę, sklejony do wieczora, pomalowany w niedzielę przed obiadem.
  18. Chyba te pierwsze Hellery kupowaliśmy w jednym czasie. Wiosna 1975. Ja wybrałem Dewoitine 520.
  19. Wujku, to już nie PRL
  20. Nie, to nie te same wypraski. Italeri nigdy nie miała form Matchboxa, które trafiły do Revella. Ten niestety stracił niektóre stare formy Matchboxa, po tym jak wpadli na pomysł uruchomienia produkcji w Rosji, a firma, z która współpracowali, upadła nie zwracając nigdy form do właściciela. Nie wiem dokładnie które to były formy i czy na pewno zostały w Rosji, czy też może trafiły jeszcze dalej. Jeszcze jakieś 10 lat temu były w Chinach dostępne Matchboxy, niby kopie, ale nie wykluczam, że były to oryginalne z tych "rosyjskich" form. Informacja nie jest sprawdzona.
  21. Tym razem przysłali to co było na zdjęciu w sklepie. Jak na ponad 50 lat, to wygląda lepiej ode mnie Wrzucam też opis zasad montażu. Ma swój urok.
  22. Nie ma problemu z klejeniem, ale ja raczej kleję szewskim, albo polimerowym. Skoro po nasączeniu karton przypomina bardziej tworzywo sztuczne niż papier, to wikolopodobne nie wydały mi się optymalne.
  23. W acetonie. Nakładam pędzlem. Stare wydania "Małego Modelarza" są w zasadzie odporne na aceton. Nie próbowałem na wydawnictwach współczesnych. Chodzi mi głównie o scalenie kartonu, unikanie pęknięć przy zginaniu i łatwość formowania. Przy moczeniu wodą karton degraduje się natychmiast. Paradoksalnie wadą jest wzmocnienie koloru, bo wzmacnia również zżółkięcie kartonu, ale białych miejsc jest stosunkowo mało. Preparat polecił mi konserwator zabytków. Stosują to do starodruków. Na zdjęciu skrzydło z 40 letniego MM. Mocne zagięcie krawędzi natarcia byłoby popękane i z licznymi załamaniami bez Paraloidu.
  24. Używam Paraloidu do kartonówek. Doskonale impregnuje i ułatwia kształtowanie starych kartonów. Zapobiega rozwarstwianiu, pękaniu przy zaginaniu. Po nasączeniu robi z kartonu tworzywo dużo sztywniejsze po wyschnięciu, a zwilżenie czystym acetonem natychmiast zmiękcza ten impregnat. Wysłane z mojego SM-G920F przy użyciu Tapatalka
  25. Ostatnim produkowanym przez polski przemysł samolotem na światowym poziomie był P.7a. Przemysł lotniczy i jego rozwój pokazują konstrukcje przez niego stworzone. Żadna z nich nie była na takim poziomie. Produkcja licencyjnych An-2 i Mi-2 to raczej dowód na coś innego niż rozwój .
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.