Skocz do zawartości

letalin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3 617
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Zawartość dodana przez letalin

  1. Bardzo ładnie. Jeśli się jeszcze da, to wyrwij mu podwozie i przyklej raczej tak jak proponuje instrukcja.
  2. Jeśli kupiłeś np. zestaw kalkomanii na jakiś typ samolotu, to masz zwykle wiele propozycji na jednym arkuszu. Możesz je zmagazynować, sprzedać niepotrzebną resztę, albo użyć przy jakimś wintydżowym modelu.
  3. Tu nie do końca musi być tak. Kwestia malowania i oznakowania może i powinna moim zdaniem pozostać w zgodzie z rzeczywistością.
  4. I jako wyznawca wintydżu w pełni się z tym zgadzam.
  5. letalin

    PZL.42 1/72 IBG

    Nitowanie znajdziesz w popularnych, wydanych w ostatnich latach książkach. Zobacz do Stratusa.
  6. Mam wrażenie, że na te pytania, które teraz zadałeś dałem już odpowiedź. Jakie techniki budowy z tamtych lat masz na myśli? Czy coś się zmieniło? Czy istniał wtedy jakiś obowiązujący kanon technik? Czy były jakieś techniki zabronione? Wash, weathering nazywano wtedy śladami eksploatacji i w połowie lat osiemdziesiątych, tam sięga moja pamięć , można już było modele "postarzane" oglądać na konkursach i ich regulaminy wzmiankowały o punktacji za ten element. Nikt w każdym razie nie powie złego słowa na model vintage pomalowany wg dzisiejszych kanonów, ani na malowany pędzlem w stylu ortodoksyjnym jak za średniego Gierka. Liczy się Twoja zabawa.
  7. Istotny jest rok pierwszej edycji. Łoś był wydany w 1983 roku. Łapie się do vintage w każdym późniejszym wydaniu, nawet tym od Mirage z ostatnich miesięcy. Edyta do Greifa: Ja datę 1990 uważam prywatnie za mało sensowną w odniesieniu do zachodnich i japońskich zestawów. Tak jak pisałeś japońskie zestawy z lat osiemdziesiątych projektowane już z użyciem obrabiarek sterowanych numerycznie nie wyglądają archaicznie w porównaniu np. do polskich vacu wydawanych jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych. Jest cała masa takich zestawów, choćby szanowany Tomcat Hasegawy z 1988 roku, które się mocno nie zestarzały. Jednak moja opinia i chęć przesunięcia tej granicznej daty nie znajduje póki co zrozumienia u tych, którzy są bardziej w to zaangażowani. Takie daty każdy może sobie też dowolnie ustalać. I to będzie też zależało od Twojego wyczucia. Jedni uznają upadek Froga w 1976 roku, inni upadek Lesney w 1982. Ja uważam, że im zestaw starszy, tym bardziej vintage:)
  8. Między dziadostwem, a perfekcjonizmem pokazanym np. przez Mikołaja75 jest jeszcze duża przestrzeń dla każdego. Nie ma głębszego sensu przyjmowanie jakichś szczegółowych zasad, każdy sobie je ustali ograniczony indywidualnymi słabościami i nastrojem. Co do technik malowania i materiałów każdy ma dowolność. Jedynym ograniczeniem jest data wypuszczenia zestawu. Oczywiście rozumiem pewną sztuczność wydzielenia vintage z punktu widzenia np. modelarza redukcyjnego, który traktuje zawsze zestaw jako prefabrykat i nie szanuje zabytkowej materii, ale raczej oni są mniejszością w zbiorowisku modelarzy i nie są zainteresowani takimi terminami jak vintage. Nie sądzę, że Mikołaj75 nagle zapragnie dyplomu w kategorii Vintage, o ile się taka pojawi na jakimś konkursie:) Niektórzy twierdzą, że szkoda życia na filmy klasy B, albo słabe zestawy, a inni tworzą fankluby kiepskich aktorów i słabych, przestarzałych zabawek politechnicznych. Z niezrozumiałych, albo niewartych zrozumienia powodów:) P.S. Do zlinkowanych definicji z Wiki nie zajrzałem. Zakładam, że sprawa jest dość prosta: Jeśli budujesz stareńki zestaw, to możesz go ozdobić w temacie słowem vintage. Możesz, ale nie musisz, bo w komentarzach ktoś na pewno i tak zawoła: Toż to czysty wintydż! To jest tak samo przewidywalne jak to, że ktoś inny napisze, że maluje Pactrą i jest zadowolony.
  9. Jedno nie przeczy drugiemu? Jeśli składasz vintage z pudełka, to już godzisz się na to, że perfekcyjny nie będzie. Te nity, te kształty nie pasujące do żadnych planów. Co nie przeczy przecież temu, że może dobrze wyglądać i Tobie się bardzo podobać, a może nawet paru innym uczestnikom zabawy. Nie ma sprzeczności, przynajmniej dla mnie;)
  10. Zawsze się zastanawiałem co się używa budując model z stylu vintage. Myslałem że skoro vintage to powinno się tez używać tych materiałów i narzędzi jakie były wtedy dostępne. A tu jednak nie. [ Bardzo często kalkomanie nie nadają się do użytku po 40 latach składowania. Gdy zastanowić się głebiej, to żadnych materiałów i narzędzi nie wynaleziono od 1990. Aerografy, kleje, farby, materiały ścierne i uzupełniające ubytki były dostępne. Może nie dla wszystkich i nie tej jakości, ale to tylko jedna różnica . Natomiast Humbrole były niewątpliwie lepsze niż dzisiaj.
  11. Technika budowy jest ograniczona tylko Twoimi umiejętnościami ☺ Możesz prosto z pudła, możesz pakować żywice i blaszki. Decyduje tylko data wydania zestawu , który im starszy tym lepszy i Twoje emocje z nim związane. Zestaw musi pochodzić jednak sprzed 1990 roku. Wszystkie chwyty dozwolone. Celem jest zawsze Twoja zabawa, która jest tym większa im modelik lepiej wygląda. Użycie aerografu, współczesnych farb, szpachlówek, kalkomanii jest absolutnie naturalne. Oczywiście możesz też pędzlem i Humbrolem. Vintage to taki sposób na zabawę, dla niektórych raczej kolekcjonerstwo niż modelarstwo. Trochę podróż w czasie i trochę chęć walki z perfekcjonizmem i napinką przy modelowaniu. To wszystko jest lepiej zrozumiałe gdy ma się najmniej cztery dychy na karku.
  12. Uwaga o tym, że jedni mają idealne szkiełko, gdy inni niezbyt dobre (przód gondoli obserwatora ) może wskazywać na problem w procesie produkcji. Sama forma oszklenia kabiny nie jest idealnie wypolerowana i makro pokazało odległość od ideału. Nieskromnie zauważę, że moje "poprawki " opisane w poprzednich postach byłyby bez wpływu na skomplikowanie formy, chociaż przyznam, że nie mam pojęcia, czy technologicznie wykonalne.
  13. Jesteśmy na schodach do nieba. Schodków sporo po drodze:)PZL 24, 11, 37, 50, ...RWD, LWS, PWS...francuskie importy z lat dwudziestych z moim faworytem Breguet XIX, czy SPAD 61 I 51. Zgadzam się , że dyskusja polegająca na narzekaniu na cenę i ogólną strategię firmy jest bez sensu. Pojawiło się jednak parę uwag, które panowie z IBG mogliby sobie przedyskutować przy piwku dyskutując o następnym projekcie.
  14. Nie znasz się na wintydżu. W końcu lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych taki był standard. Produkcje Ruchu nie odstawały w chwili powstania od wczesnego Airfixa.
  15. Dziś te zestawy z początku produkcji to butelka whisky. Ktoś kiedyś nie wypił piwa, a teraz żłopie za to mocny trunek. A model to model. Zawsze tylko jakieś przybliżenie rzeczywistości. Przy Karasiu z Kobyłki, czy z Siedlec trzeba tylko trochę mocniej wysilić fantazję, żeby zobaczyć w nim samolot. Ja mogę nawet na trzeźwo.
  16. Poniżej przedstawiam wyniki archeologicznych badań, porównania dwóch polskich zestawów Karasia. Dwóch różnych zestawów, pierwszy z Kobyłki (szary plastik) pochodzi z ok. 1964 roku, drugi z Siedlec z początku lat osiemdziesiątych (zielony). Zawsze byłem przekonany, że różnice między nimi wynikały z niezbyt udolnych remontów form eksploatowanych ponad miarę, ale bliższe przyjrzenie się wypraskom dowodzi, że to były zupełnie inne formy. Z błędu wyprowadziła mnie opinia uczestnika dyskusji na FB Jerzego J., tak jak ja pasjonata staroci. Siedlce rozpoczęły produkcję Karasia w 1971-72 roku. Nie wiem, czy od razu z nowej formy, nie mam zestawu z tych początkowych lat. Mam tylko dwie młodsze wypraski, na zdjęciu modele u góry z Siedlec, na dole z Kobyłki. Osłona kabiny z Siedlec (po prawej) jest kanciasta. Różnice są też między kabinkami z Kobyłki (trzecia forma?) Usterzenie pionowe ma inny kształt, inne wycięcie na statecznik poziomy, inne umiejscowienie wypychacza, różnica w grubości tylne części kadłuba. Połówki kadłuba obu producentów nie pasują do siebie. Kadłub od wewnątrz pokazuje subtelne różnice umiejscowienia wypychaczy Tylna część za gondolą bombardiera: Skrzydła różnią się długością, rysunkiem i grubością linii podziału Śmigła i kołpaki też nie są identyczne Osłony podwozia mają różne kształty i różne odległości miedzy częściami na ramkach Spasowanie kadłuba do skrzydeł nie jest możliwe przy zamianie części od obu producentów (zdjęcie autorstwa Jerzego J.) Rozstrzygający argument: Rozkład części na ramkach jest inny. Różne długości kanałów dopływowych. Wniosek jest taki, że mieliśmy już dwa zestawy Karasia. Oba kiepskie, ten pierwszy trochę lepszy. Nie mam pojęcia co sprawiło, że wyprodukowano nową formę w Siedlcach i dlaczego nie poprawiono niczego w tym archaicznym zestawie z Kobyłki, a nawet go jeszcze popsuto? Moje podejrzenia są takie, że ta siedlecka forma mogła być nawet starsza niż ta z Kobyłki, ale nie była używana w pierwszych latach. Potem po uszkodzeniu tej lepszej rozpoczęto produkcję z niezbyt udanego pierwszego wariantu. Jako ciekawostkę przytoczę historę jaką mi opowiedział kiedyś ktoś szperający w starych angielskich periodykach modelarskich: Karaś był modelem Airfixa, który nigdy nie wszedł do produkcji i dystrybucji. To byłby ten z Kobyłki. Podobieństwo do innych modeli tej firmy z końca lat pięćdziesiątych jest rzeczywiście duże. Różnica między obiema wersjami Karasia jest dokładnie tego samego rodzaju jak między angielskimi zestawami Whirlwinda i Miga-15, a ich polskimi odpowiednikami, uważanymi za nielegalne kopie. Zawsze mnie intrygowało jak to było możliwe, że współpraca między Airfixem i Ruchem trwała mimo kopiowania przez Polaków angielskich oryginałów? A może to było inaczej? Nikt pewnie tego już dzisiaj nie odtworzy. W każdym razie IBG to jest trzeci polski zestaw Karasia, a nie dopiero drugi
  17. Szkiełku się nie przyglądałem zbyt dokładnie. Ciekawe, czy to problem formy, czy błędy przy produkcji wyprasek?
  18. I fajnie, że go założyłeś. Od takiego pisania jednak nie zmieni się gotowość IBG do ponoszenia niepotrzebnych kosztów. Na poparcie słuszności strategii projektowania przez IBG wspomnę swoje własne początki: Jako 8-10 letni chłopak nie przyklejałem zawsze wszystkich części, bo uznawałem np. że Hurricane bez chwytu powietrza do gaźnika wygląda fajniej. Dzisiaj na forum Britmodeller znalazłem też czerwonymi literami wypisany manifest w stopce jednego z użytkowników: "Życie jest zbyt krótkie, żeby naklejać wszystkie napisy eksploatacyjne". Ludzie mają różne potrzeby i nigdy nie dogodzisz wszystkim. Przyjmij po prostu, że model Karasia IBG, to tylko baza dla Twoich własnych projektów. Dostajesz solidny budynek w stanie surowym i jak go wykończysz, to już Twoja broszka, oraz producentów dodatków, którzy już pewnie kombinują jak wyciągnąć z naszych portfeli parę groszy. Jako architekt też chyba musisz się po prostu zmieścić w budżecie i jednocześnie spełnić maksymalnie blisko oczekiwania klienta? Ten Karaś to taki domek dla dzieci. Nie wypasiona Tamiya w 1/32. I spełnia swoją rolę niemal idealnie. Dyskusja powinna pójść moim zdaniem jak udoskonalić przyszłe projekty, żeby przy zachowaniu tego samego budżetu modele IBG były jeszcze fajniejsze. Nie sztuka sypnąć groszem i wywalić pałac. Sztuka zbudować coś funkcjonalnego dla Polaka-szaraka:) Ja sugerowałem odejście od monotonnego zaznaczania wgłębnych podziałów na całej powierzchni. Czy to jest do zrobienia?
  19. Zakładam, że to forma modyfikowalna, czyli część determinująca wersję jest wymienna. Widać drobny szew na formie, więc stąd moje podejrzenia, że to nie jest cały dodatkowy kadłub, tylko drobna modyfikacja, która małym kosztem wzbogaca ofertę firmy. Do tego mała ramka z usterzeniem do P.42 i mamy tanio inny zestaw. . Zgoda, zestaw jest b.dobry. Te uwagi można skwitować krótko: Koszty, koszty, koszty. Cena za wykonanie form spadły w ostatnich latach, ale nadal zależy wprost od komplikacji. Każda dodatkowa ramka, każda część kosztuje. Cena za projekt (czas poświęcony na opracowanie) wykonane w Polsce kalki, blaszki, opakowanie nie spadła i to by generowało dodatkowe koszty. Poza tym idea jest słuszna: Model w skali 1/72 nie ma przerażać ilością części chłopaków z podstawówki. To nie miał być model dla strasznie ambitnych perfekcjonistów, a popularny zestaw, w którym moim zdaniem udało się zachować kompromis. Jest to świetna baza dla tych, którzy sobie go zwaloryzują, a równocześnie do ogarnięcia dla młodziaków. Tak ma być dalej! Żadnych fajerwerków z setkami części. Chcesz robić model redukcyjny, pakuj się w koszty sam i kombinuj żywice, vacu, blachy. Ja za takim podejściem głosuję, bo daje szansę na to, że IBG nie padnie po wydaniu Karasia i wyda następne zestawy lotnicze w tej skali na takim samym, albo wyższym poziomie, bo progres w porównaniu z RWD jest już ogromny i mam nadzieję, że to tendencja:) Absolutnie nie powinno być bomb. Samolot bomb nie przenosił i koniec dyskusji. Jeden wariant jest OK, chociaż wybór mógłby być rzeczywiście lepszy, ten niepełny kod poskrzydłowy jest słaby. Zobaczymy jak będzie na P.23B. Tylko dlatego znakomita, bo nie zrobiono tego zestawu tak jakbyś chciał A co ja bym chciał inaczej? O ile nie mam pretensji do koncepcji przyjętej przez IBG, to wolałbym np. żeby linie podziału blach odwzorowywały bardziej poszycie kładzione na zakładkę (wzorem do naśladowania mogłyby być stareńkie Hellery, które miały bardzo ciekawą fakturę) a nie jednostajne rowki na całym modelu (razi trochę jednakowa linia podziału blach i takie samo zaznaczenie brzegów lotki). Chciałbym delikatnych nitów........................... Chciałbym kolektor spalin oddzielony od blach okapotowania silnika. Chciałbym szkiełka reflektorów w postaci wydrążonych od wewnątrz cienkich kloszy, a nie pełnych odlewów. Takie zmiany nie wpływałyby istotnie na liczbę części, wielkość formy, a dawałyby ciekawszy od obowiązującego powszechnie standardu wygląd. Zrezygnowałbym z wariacji na temat osłon podwozia. Jedne by starczyły, a instrukcja mogłaby pokazywać, które reflektory trzeba usunąć i gdzie przeciąć, żeby uzyskać wersję ze zdjętymi kaloszami. Tu było miejsce dla dalszych oszczędności. Pisaliśmy jednocześnie i jednomyślnie.
  20. letalin

    Me 262 A-1a Revell 1:72

    Zamiast vacu można próbować polerowania tego co w zestawie, ale przede wszystkim warto się zastanowić, czy przylepienie owiewki przed malowaniem nie będzie lepszym rozwiązaniem niż pasowanie jej już na pomalowanym modelu i potem poprawianie malowania?
  21. Bardzo, bardzo!
  22. Ponura Catalina. Bardzo lubię takie ponuro czarne i gratuluję, bo wyszło, jak na półkownika, bardzo dobrze. Delikatne, wymagające uwagi ślady eksploatacji też mi pasują do wyobrażeń.
  23. Typowe dla niedoczasu.
  24. Ten wypatrzony mosiądz to mogą być też naklejone na stelaż okapotowania silnika paski ( nie mam pojęcia z jakiego materiału) mające za zadanie uszczelnienie połączenia, albo zmniejszenia drgań, tak żeby blachy okapotowania nie przylegały bezpośrednio do stelażu.
  25. Gratulacje za próbę zrobienia z tego modelu modelu Tamiyi w skali 1/4,5. Nie wszystko jest cacy, ale skala mordercza.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.