-
Liczba zawartości
4 383 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Wygląda, że nieprzypadkowo napisałeś dzięki :). Edukację z rosyjskiego zakończyłem w LO. Maturę chciałem koniecznie z angielskiego, bo było powiedziane, że na studia można zdawać tylko język, z którego ma się stopień na świadectwie maturalnym. U nas w ogólniaku angielskiego nie było i trzeba było zdawać co innego, ale nie rosyjski przecież! A na egzamin komisyjny z anglika trzeba było pojechać do Suwałk, żeby dopisać ten stopień do świadectwa. Na pierwszym roku studiów rosyjski był niby obowiązkowy, ale ludzie znaleźli jakieś kruczki programowe i zorganizowali grupę konwersacyjną z angielskiego, co pozwoliło uniknąć kontynuacji nauki języka ówczesnych wschodnich sąsiadów. Kilka lat później byłem w Niemczech. Mój pryncypał (mega człowiek i w ogóle mega środowisko, ale to inna historia) przygruchał sobie wtedy do pomocy człowieka z Rosji. Pomyślałem sobie, że może i człek stosował bierny bojkot na lekcjach rosyjskiego, ale jednak osiem lat na te lekcje chodził i chyba będzie w stanie dogadać się z rosyjskim człowiekiem w jego rodzimym języku. Nie dało rady. Przypominanie sobie słów było syzyfowym toczeniem kamienia za każdym razem. Dodatkowo trzeba było jeszcze przebijać się przez słówka angielskie i niemieckie, które same cisnęły się na usta. Ale gdyby wrzucić nas w rosyjskojęzyczne środowisko, myślę że i Ty i ja szybko przypomnielibyśmy sobie język tak by porozumiewać się bez wielkiego problemu. Gdyby się okazało, że ta P-39 była Airfixa, czy innego Froga też bym się nie zdziwił. Monogram nawet dobrze się wpasowuje, jako firma wówczas dość enigmatyczna. Z jednego z pobytów w Niemczech przywiozłem sobie pierwszy zestaw 1/48 - duopack z P-51 i FW-190. I to był chyba właśnie Monogram. To była moja wymarzona skala i w niej chciałem się odtąd poruszać. Ale okazało się, że to był ten moment, gdy o modelarstwie jeszcze myślałem, ale robić to już niekoniecznie. Rozpoczęła się klasyczna wieloletnia przerwa. Gdy się skończyła - zestaw nie był już atrakcyjny. Jak cały zachowany magazyn skończył jako podarek dla jakiejś modelarni. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Moje miasto było za małe na takie bazarki. Ale pod koniec szkoły nastał dla mnie piękny czas. Raz w miesiącu jeździłem do Gdańska na lekcje rysunku. Zajęcia były w poniedziałek, co oznaczało zwolnienie ze szkoły. Wyjeżdżałem w piątek do siostry i szwagra, którzy studiowali na Polibudzie. Rodzice zaopatrywali mnie w kasę na wyjazd, żeby nie obciążać siostry. Suma była zupełnie z innej bajki niż kieszonkowe i mimo weekendu w wielkim mieście można było sporo wygospodarować. Zwłaszcza, że książki rodzice też zwykli refundować w granicach rozsądku. No to: studenckie klimaty, kino, jakaś knajpa, a w sobotę rano obowiązkowa wizyta na bazarku na Przymorzu, do którego miałem rzut beretem. Interesował mnie oczywiście pchli targ, gdzie na ogół można było tylko popatrzeć, ale czasem udawało się znaleźć jakąś płytę, książkę, czy coś modelarskiego do kupienia. Ale właśnie tam spotkałem się z modelem, który chyba ukształtował mnie modelarsko. Koleżka sprzedawał Airacobrę w 1/48. To był bodaj Revell, z pudełkową możliwością prezentacji silnika i uzbrojenia, z otwartymi drzwiami do kabiny. Bez widocznych łączeń elementów, pomalowany bez wyraźnych smug, matowymi farbami. O cenę nawet nie pytałem, bo po co? Ale koło stoiska stało kilka osób i koleżka opowiadał o samolocie sypiąc technicznymi detalami i anegdotami historycznymi. Nie mogłem się napatrzeć i nasłuchać. To był modelarski ideał na żywo. Doskonały model prezentujący konstrukcję samolotu i autor wiedzący o tym wszystko. Model, gdyby pokazać go dzisiaj na forum przeszedłby pewnie zupełnie bez echa, opowieści autora brzmiałyby raczej jak naiwne przechwałki. Ale ja nawet nie jestem w stanie urealnić swojego wspomnienia. Zachwyt i zazdrość w nim zawarte są zbyt dominujące. W poniedziałek po południu pozostawało odbębnić dwie godziny rysowania i powoli można się było zbierać na pociąg do domu.Z bagażem wspomnień wspaniałego weekendu i z wizją min kolegów, gdy będę o nim opowiadał. Efekt gwarantowany, jak co trzy tygodnie :). Słówko o Tytusach, ale tu trzeba się cofnąć w czasie dużo dalej. Pierwsze kilka ksiąg znałem właściwie na wyrywki i kiedy gdzieś jechaliśmy z rodzicami, a droga się dłużyła, czasem czytałem siostrze komiks z pamięci. Poza pierwszą księgą. Pozostałe mieli wszyscy, ale to był jakiś pierdzielony biały kruk i tylko jeden kolega miał ją w posiadaniu. I nieprzypadkowo używam tego słowa, bo to było POSIADANIE. Co najmniej. Szło to od niego pożyczyć, ale typ przy tym zachowywał się jak udzielny cesarz. Nie, żeby pobierał jakieś gratyfikacje. Wystarczyła mu satysfakcja wynikająca z poczucia władzy, gdy mógł pławić się w szacunku jaki należało okazać, gdy chciało się mieć szansę na uzyskanie możliwości obcowania z początkiem przygód trójki harcerzy. Zresztą, akurat okazywanie tego szacunku nie było szczególnie trudne, bo przecież ktoś, kto miał w domu TAKĄ książkę miał też oczywiste do tego prawo. Okazywanie przychodziło całkiem naturalnie. Tomik pożyczany był rzadko, kolejka długa. Święto, gdy człowiek się w końcu doczekał było tak wielkie, że nie można się było nadziwić, iż zdarzeniu nie towarzyszą oficjalne obchody z pochodami i defiladą. Kiedy po latach stanąłem przed możliwością kupienia tego zeszytu - nie zdecydowałem się. Bo jak to? Mieć pierwszą księgę Tytusa w domu? To przecież nie uchodzi! I jakoś tak... nienaturalnie. -
Paletka do testowania rzeźbienia linii podziałowych w materiałach wypełniających szczelinę. Jest tu szpachlówka płynna Gunze mieszana z CA, pręcik z rozciągniętej ramki, trójkątna w przekroju sztanga z hipsu i masa z kleju Revella mieszanego z wiórami z ramki wypraski. Sprawdzaniu podlegały różne rzeczy i wygląd paletki nie był w żadnym razie celem. Ale jej istnienie uznano za warte pokazania: Różnice nie są wielkie. Do modelu trafi sztanga z hipsu, 4 Potem zwykłe szlifowanie. Z małym utrudnieniem w miejscu, gdzie na wyprasce odtworzone jest przestrzennie oprofilowanie skrzydło - gondola. Tu trzeba się postarać, by tego nie zatrzeć. Przy okazji okazało się, że z tyłu wnęki linia cięcia rozmija się z linią podziałową. To, oczywiście korzystna sytuacja, ale Gonzo to przegapił (bo nie ja przecież) i w tym miejscu też wykonał krawędziowanie łączenia. Tu rowek wypełni mieszanka szpachlówki i CA. Nakładana partiami, bo jak widać na próbkach, nakładanie na raz kończy się spektakularnym spękaniem. Szlifowanie i poprawki jeszcze potrwają. W międzyczasie warto zająć się innymi miejscami w gondoli, gdzie konieczne będą agresywne fizycznie działania. Tu zajmujemy się kawałkiem wręgi z tyłu wnęki podwozia. Trzeba wyciąć kawałek wypraski, by stworzyć przestrzeń do montażu elementu.
-
Tu przecież nie o Stannego idzie, tylko o ideę. Ptaszki w tej formie przynajmniej upraszczają problem woliery :).
-
Jako dziecko nie byłem w stanie zrozumieć wartości prymitywizmu w ilustracjach. Czy to w książkach, czy na opakowaniach (np. modeli), czy w animacjach. Dorósłszy zmieniłem podejście tylko w ten sposób, że nauczyłem się słowa prymitywizm.
-
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Raz jeszcze, a co tam! Koszt to dwa zyle za ostrze excela i kilkanaście minut na odnalezienie starego zerownika w szpargałach i dopasowanie ostrza. Na nowy trzeba wydać kilkanaście pln-ów. Ten czerwony, to ja na oko mówię. Nie wiem, jak w rzeczywistości, bo przekłamanie zdjęcia też widzę i nie skoryguję tego w głowie w wiarygodny sposób. Podobnie jest z DE, który na zdjęciach oscyluje między OK i w żadnym razie. Zielony trzyma poziom w różnych oświetleniach, więc pewnie gra. Po prostu rozmawiając w sieci o kolorach na modelu trzeba wybierać z wypowiedzi coś, co jest informacją inną niż prosta ocena wyglądu barwy. I samemu wyciągać wnioski patrząc na model. A ta aureola to skąd się wzięła? -
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Teraz środek kokard wygląda podejrzanie czerwono. Mam wrażenie, że zewnętrznym krawędziom kokard na górze płata towarzyszy tajemnicza aureola. -
Wymiana kalkomani na malowane symbole - dobór kolorów
greatgonzo odpowiedział Brzoza → na temat → Farby do Aerografu
OK, na razie tylko mnie nie zrozumiałeś, czyli na nieuwierzenie mamy jeszcze czas ;). W ogóle piszesz o takich rzeczach, że nie jestem pewien, czy i ja dobrze Cię rozumiem. Wszystkie prezenty, porzucanie danej firmy i takie tam są tu całkowicie nieistotne. Jedyne co mogę wspomnieć w tym miejscu, to że nie ma sensu budować modeli, których się nie chce zbudować. Za wybranym modelem powinno pójść serce - inne rzeczy : producent, jakość, źródło pozyskania i co tam jeszcze są drugorzędne. Tak, mniej lub bardziej istotne, ale wobec emocji związanych z tematem drugorzędne. Nieszczęsny model testowy to chyba jeszcze większe modelarskie nieszczęście niż powszechny preshading. Robienie modeli testowych już teoretycznie nie ma większego sensu, a w praktyce to nic więcej niż ściema. W mojej wypowiedzi istotne jest podejście. Ponieważ rozmawiam z kimś na początku modelarskiej drogi kwestie blaszek, żywic, druku 3d, czy scratchowych przeróbek zupełnie pomijam. To jest absolutnie nieważne, czy one pojawią się, czy też model będzie najprostszym sklejakiem z pudełka. Istotne jest wyjście od gotowego modelu jaki się chce uzyskać i planowanie działań doń dostosowanych. Oczywiście, że po drodze pojawi się jakaś sztuczka, której się trzeba będzie nauczyć. Ale w ten sposób formujemy w sobie właściwą metodologię pracy, która nota bene zadziała także gdy celem nie będą modele realistycznie oddające rzeczywistość. Rozumiem, że jesteś zafiksowany na tej drabinie ze szczeblami, bo wszystko z czym do tej pory się spotkałeś w modelarstwie wpisuje się w ten, nomen omen, model. Ja mówię o drodze pozwalającej na szerszy i szybszy rozwój. To, czy i kiedy dorobisz hydraulikę z kabla jest tu kompletnie nieistotne. -
Wymiana kalkomani na malowane symbole - dobór kolorów
greatgonzo odpowiedział Brzoza → na temat → Farby do Aerografu
Zasugeruję Ci nieco inne podejście do modelarskiego rozwoju. Nie traktuj tej dziedziny jak drabiny, gdzie wchodzi się na kolejne szczeble, a na końcu jest najwyższy szczebel modelarskiego mistrzostwa, a bardziej jak rozlewającą się lawę, zagarniającą teren modelarskich doświadczeń dość równomiernie, po całości. Wprowadzenie jakiejś techniki nie zbliży Cię do wykonania dobrego modelu, a jedynie nauczy jakiejś sztuczki. Z czasem staniesz się dobrym sztukmistrzem ale Twoje modele nie będą bardzo dobre. I jeśli będziesz chciał to zmienić, to będziesz znowu na początku drogi, a dodatkowo jeszcze będziesz musiał walczyć ze złymi nawykami. Teraz podchodzisz do tematu dokładnie od złej strony. Wybrałeś jakiś modelarski trick i zastanawiasz się, czy dany zestaw się do niego nada. Oczywiście, że się nada. Każdy się nada z opakowaniem po margarynie włącznie. Jeżeli celem jest opanowanie tricku, to to opakowanie będzie w ogóle najlepsze, bo ochroni Cię przed nabyciem takiego szkodliwego nawyku właśnie. Gdy mowa jest o modelu to zaczynamy od niego. Wybieramy model jaki chcemy zbudować (nie zestaw - myślimy o gotowym modelu) i zastanawiamy się jakim sposobem osiągnąć efekt, który chcemy uzyskać. Dopiero wtedy wybieramy sposoby, które się nam przydadzą. A gdy te sposoby nam nie odpowiadają, z dowolnych przyczyn, to szukamy innego tematu. Takiego, żeby wszystko zagrało. Przez pryzmat takiego podejścia warto też patrzeć na wszelkie oglądane poradniki. Rozpoczęcie od techniki to prosta droga do robienia modeli na patent. Owszem efektownych, ale od rzeczywistości jednak oderwanych. Oczywiście jeżeli chcesz być sztukmistrzem i realne obiekty nie są dla Ciebie istotne w modelarstwie, to całe powyższe pisanie nie jest warte funta kłaków. Z nie tylko modelarskiego doświadczenia wiem, że w sytuacji, gdy te realne obiekty są istotne, to najprawdopodobniej i tak mi nie uwierzysz. Ale do takiego świata już się przyzwyczaiłem :). -
-
Jedyne szachy korespondencyjne z jakimi miałem do czynienia, to ogólniak, przesyłanie między ławkami karteczki z narysowaną szachownicą i figurami. Gumką myszką ścierało się piony i ołówkiem rysowało na nowym polu. Największą, jeśli nie jedyną, atrakcją tego grania było to, że gra odbywała się na lekcjach. I tyle. Wolę brydża. A dlaczego? Czyli będzie model z gatunku tych bardziej efektownych, a mniej zgodnych z rzeczywistością. Bardziej prezentacja umiejętności modelarza niż prezentacja samolotu. Bo Helmut, myląc się nieco co do technologii produkcji P-51, słusznie zauważył, że wszystko zamalowywano farbą na głucho. A na to jeszcze pasy.
-
Dalej nie. Podmianka na może da radę, ale takiej tezy chyba nawet nie warto wygłaszać. To znaczy jeśli skupimy się na tym, że mogłoby, to owszem. Ale wtedy i pierwotna teza się broni.
-
Teza całkowicie błędna. Odpowiedź na pytanie zupełnie nieistotna, o ile ma to jakiś związek z tezą.
-
Dodatki to temat na oddzielną rozmowę. Moim zdaniem, gdy modelarz wchodzi w etap, gdzie wierność względem oryginału staje się priorytetem, dodatki zaczynają tracić na znaczeniu. Przy swoim drugim modelu zaopatrzyłem się w pełen set żywić i blaszek. Teraz nie, że dyskredytuję dodatki, ale myślę o nich na końcu. Chciałbym zwrócić uwagę na fragment wypowiedzi Mikołaja dotyczący cierpliwości. Niechętnie używam tego słowa przy okazji rozmów o modelarstwie. Nie tylko dlatego, że wyświechtało się okrutnie, ale także z tego powodu, że stało się wytrychem oznaczającym niemal wszystko, czyli w rezultacie nic konkretnego. Bo cierpliwość modelarska to nie tylko odruchowo przyjmowane dłubanie przy malutkich kawałeczkach materii. To jest tylko moje natręctwo z tym słowem. Ale przytoczę coś, co także się pod pojęciem modelarska cierpliwość kryje i wg mnie jest istotne. Chodzi o to, że budowa dobrych, zaawansowanych modeli oznacza, iż wchodzi się w świat o zupełnie innym wymiarze czasowym, niż ten, w którym przebywaliśmy dotychczas. Modelarz budujący zwykłe modele z pudełka przyzwyczajony jest do tego, że parę godzin pracy przy modelu daje określony rezultat. Różnie się objawiający, ale widoczny i konkretny. Przy ambitniejszych modelach rzeczą zupełnie normalną jest, że sesja modelarska kończy się tymi dwoma zamocowanymi elementami wykratowania, o których opowiadał Mikołaj. Całkiem nierzadko zdarza się, że po kilku godzinach w warsztacie w modelu nie zmieniło się kompletnie nic. A mówimy o kilku godzinach modelowania, nie oglądania gołych bab w sieci. Bywa, że takie bezproduktywne sesje skupiają się blisko siebie. Uznanie, że brak postępu, widocznego na modelu jednak wcale nie oznacza bezproduktywności i że to co zrobiliśmy, z kompletnie nieudanym podejściem do jakiegoś problemu włącznie, liczy się jako progres przy budowie jest, śmiem twierdzić, niezbędnym skillem dobrego modelarza. Bez przyjęcia do świadomości tego, że nic może oznaczać i oznacza coś, budowa modelu może łatwo zamienić się w przedsięwzięcie porzucone i zapomniane. Taka zmiana czasu w jakiejś formie pojawia się dość szybko po odejściu od składania zestawów.
-
Tak, ale na początku zdania była mowa, o rzeczach, których nie widać. Nie pozornie. Podkreślam to, żeby nie tworzyć mitycznego obrazu modelarza doskonałego, który nie może pogodzić się z żadną niedoskonałością dzieła. Oczywiście, wiele świetnych modeli zawiera znakomicie wykonane elementy zamknięte gdzieś w czeluściach miniatury na zasadzie: ale Ja wiem, że tam są. I bardzo dobrze. Jednak, gdy rzeczywiście są one zamknięte, to na prezentację modelu nie wpływają nijak, o ile nie wprowadzimy do tematu elementów mistycznych. Każdy gdzieś kończy i nie idzie już dalej. Każdy model ma braki względem oryginału, na ogół świadomie popełnione przez autora. Moim zdaniem najistotniejszym elementem cytowanej wypowiedzi jest słowo pozornie. Chodzi o to, by kreując koncepcję modelu umieć w zgodzie z rzeczywistością ocenić, czego naprawdę nie będzie widać. Warto też pamiętać, że konsekwencja prezentacji w modelu działa w dwie strony. Gdy powstanie model, w którym tylko pojedynczy element będzie wykonany znakomicie, to zadziała on równie niekorzystnie jak wspomniana przez Albatrosa czarna dziura. Formalnie model będzie lepszy. Dobry element niewątpliwie będzie pozytywnie wpływał na rozwój modelarza. Ale model będzie prezentował się gorzej niż gdyby był wykonany na równym poziomie. Wyróżniający się element będzie kontrastował z resztą i zaniżał jej wartość w oczach odbiorcy. A to oznacza, że mamy też do czynienia z wszystkimi wariantami między czarną dziurą, a wyróżniającym się elementem. Moim zdaniem między bajki można włożyć opowieści o modelach, w których wszystko wykonane jest na równym, najwyższym poziomie. o ile potraktujemy to literalnie. Tak nie jest z różnych przyczyn. Cechą dobrego modelarza jest rozpoznawanie miejsc, które warto potraktować szczególnie starannie z korzyścią dla powstającego modelu i takich gdzie można przyłożyć się mniej, bez utraty wartości wizerunku dzieła. Trzeba przy tym kontrolować granicę odpuszczenia, bo przebicie jej taką utratę gwarantuje. Różnica między topem, a dnem nie będzie tu, naturalnie, spektakularna - mowa o niewielkiej amplitudzie jakości. Takiej, by można było umownie mówić, że nie odpuściło się nic :).
-
A to raczej powinieneś napisać pod postem Leona o planowaniu :). Ale skoro pod moim, to pamiętaj, że nawet tak doskonałym (czy raczej: właśnie takim) modelom towarzyszą po drodze różne wpadki. Na różnych etapach. To się rzadko pojawia w warsztatach. Niekoniecznie z chęci ukrycia. Ostatecznie ludzie pokazują przecież jak coś zrobić, a nie jak nie zrobić. I bywa, że słabo jest z dokumentowaniem takich sytuacji, bo inny jest rytm przedstawiania relacji. Sam staram się prezentować pomyłki, bo kolejnym krokiem jest pokazanie, że błąd, wpadka, pomyłka może zostać poprawiona i model nie musi iść w kąt półki. I ogólnie, pokazanie, że nieudane pomysły są elementem modelarskiej drogi na każdym poziomie wykonywania modeli. Niedopuszczenie do tego, by powstrzymały one budowę modelu jest też elementem szerokiego pojęcia, o którym piszę wyżej.
-
Niech. Ale wspomnę tylko, że decyzja i realizacja to bardzo ogólne pojęcie i planowanie bez cienia wątpliwości się tam zawiera. Wraz z wieloma innymi rzeczami, o których zdarza mi się wspominać. Istotne jest, że nie było tak, iż Mikołaj spojrzał na ten sześćdziesiąty czwarty model, podrapał się w głowę i pomyślał: O, to dziś jest ten dzień, kiedy stałem się świetnym modelarzem. Jeśli ktoś chce byś dobrym modelarzem, to się musi za to zabrać. Modelarstwo nie jest jakąś wyjątkową dziedziną, w której jakość robi się sama.
-
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Ale z Tamiyą Enamel się zgra? Z farbami MM miałem pozytywne doświadczenia. Osobiście nie uważam, że napisanie do gazety jest konieczne by mieć interesujące, modelarskie doświadczenie. O YT nawet nie wspominam. -
Powodzenia. Ale to nie jest tak, że Mikołaj zrobił sześćdziesiąt trzy modele i nagle sześćdziesiąty czwarty wyszedł mikołajowy, taki jak je znamy. To nie jest kwestia udania się, tylko decyzji i jej realizacji. Pewnie, że nie trzeba jej podejmować, ale na udanie się niekoniecznie można liczyć.
-
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Przecież pytałem od razu! Rozumiem, że Levelling Thinner też to brał? A dlaczego wybrałeś Laquery? -
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Jasne, ale to z definicji. Nie mogę być nietolerancyjny w temacie, który jest mi obcy. Ale w takim przypadku chętnie się też czegoś dowiaduję od ludzi, którzy mogą mnie poprawić. O, to szkoda Marku, bo enamele ciekawiły mnie najbardziej. -
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Używam potocznych nazw produktów. Marek załapał i to grunt. A na pytanie, niestety, nie znam odpowiedzi. Ale mogę rzucić, mnie nie zależy ;). W zasadzie o to pytałem. Jeszcze która Tamiya? Żeby nikogo nie drażnić: Lacquer czy Enamel?
