Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 383
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Marek, a możesz w dwóch słowach porównać obecny wybór z choćby farbami MM? Masz doświadczenia z emalią i celulozą?
  2. W taki razie pozostaje mi tylko polecić Twój artykuł. Mnie zależało, bu cały proces dostępny był na oko i bez specjalistycznego towarzystwa, czyli dostępny także dla tych, którzy chcieliby, a zgłębianie specjalistycznych zagadnień ich zniechęca. Oczywiście i u mnie jest haczyk, bo jednak te kolory, do których będziemy się odnosić trzeba skądś znać. I raczej trzeba to zobaczyć w jakiejś formie na żywo, co przy historycznych zdjęciach jest kłopotem . Na żywo, bo skalibrowane kolorystycznie monitory są zjawiskiem pomijalnym. Niekoniecznie potrzeba do tego wehikułu czasu. Niekoniecznie też trzeba wydawać parę kzł na próbnik, choć to też jest opcja. Ale jakieś starania trzeba jednak podjąć, nawet jeśli będzie to odnalezienie kogoś, kto odwalił większość roboty i jest skłonny podzielić się informacją. No i pozostaje jeszcze podjęcie decyzji, czy chcemy być w zgodzie z rzeczywistością, czy być postrzeganymi w ten sposób. Modelarski świat potrafi wchłaniać różne mity i tworzyć własną rzeczywistość alternatywną. Właśnie DG jest tu dobrym przykładem. Przez cale dziesięciolecia świadomość modelarzy o wyglądzie tego koloru kształtowana była przez słynny Humbrol 30 - żywy, dość jasny zielony, o nieco trawiastym odcieniu. Legendy miewają swoją siłę i przeciwstawienie się nim bywa niechętnie widziane, nawet jeśli zasadne, W tym modelu Hurricane DE nie raził ciemnością, a nadmiernie czekoladową tonacją, U mnie na monitorze, oczywiście.
  3. No. Dla mnie rysowanie w programie elementów do budowy modelu, to chyba jedyna czynność, która w modelarstwie mi nie pasuje. Nie żeby jakaś tragedia, ale nie wypatruję z niecierpliwością tych momentów. Uczenie się programu po to by rysować więcej byłoby dla mnie absurdem. I jeszcze druk 3d w modelarstwie w ogóle mnie nie kręci. Ale rysowanie oznaczeń do masek, czy kalkomanii jest fajne i to lubię. Trudno doszukiwać się konsekwencji w uczuciach. Skoro to jest hobby i ma być przyjemne, to nie ma co na siłę się pchać w stresujące sytuacje. Ale też jestem jak najdalszy od twierdzenia, że jakaś droga jest dla kogoś zamknięta. Trzeba tylko realnie na nią spojrzeć i raczej nie rzucać się w gówno na pierwszej fali entuzjazmu. Moim zdaniem.
  4. O, coś mi to przypomina to malowanie :), Ale w takim razie radiostacji nie obronisz.
  5. Greatgonzo na myśli miał, że podręcznik jak zrobić możliwie doskonały model samolotu, to nie jest to samo co podręcznik jak opanować jakiś program. Oczywiście w tym pierwszym może zawrzeć się ten drugi. Jeśli tak jest, to nie jest to cegła na tysiąc stron, ale rozdział, albo parę, Także, że instrukcja jak stworzyć wirtualny model samolotu może zawierać wiele elementów niepotrzebnych przy projektowaniu wydruku 3d i nie zawierać rzeczy do tego wydruku potrzebnych. Natomiast wirtualne projektowanie to rzeczywiście jest obcy język, szczególnie dla kogoś, kto od berbecia nie wychowywał się z komputerem u boku. Dla mnie komputer pozostanie nienaturalnym narzędziem i nauka rzeczy z nim związanych przychodzi mi dużo trudniej, niż kolejnym pokoleniom. Zgadzam się, że opanowanie programów polega na siedzeniu i robieniu. Wielką pomocą jest ktoś, lub coś kto pokaże co klikać i w jakim celu, ale to jest tylko jakiś przyspieszacz, a nie zasadniczy proces. Wdrożenie się w program, to nie jest robienie kolejnych modeli z zasadą. że kolejny model będzie lepszy (zasada dyskusyjna i w realnym modelarstwie), ale robienie modeli po nic, poza nauką. Także robienie prostych modeli w absurdalnie długim czasie zanim nie wyrobi się intuicyjnych ścieżek po których projektant będzie się poruszać. Gdy komputer jest naturalnym elementem świata, albo gdy lubi się takie rzeczy - nauka przebiegnie szybciej. W innym przypadku może to być męka i może wtedy warto rozważyć zlecenie usługi, choć i wtedy trzeba sobie wypracować sposób przekazywania informacji, czytelny dla projektanta. Przeszkodą, a nawet barierą może być indywidualny problem z wyobraźnią przestrzenną. To jest realne, fizyczne ograniczenie, z którym poradzenie sobie to zupełnie inne zadanie.
  6. Przyznam, że gdy pojawił się ten tekst nie chciało mi się go czytać. A skoro się zgadało, to czy jest tam coś o tym jak interpretować zdjęcia? Bo wiesz, jeśli tylko o tym, że to kłopot i dlaczego, to może być to ciekawy materiał dla kogoś, kto się z tym nie zgadza, lub o tym nie wie. Albo lubi wiedzieć więcej w temacie. Ale jeśli przyjmie tezę z innych przyczyn, to może być tak, że szczegółowa informacja dlaczego może być mu zbędna.
  7. Warto pamiętać, że ten podręcznik nie powstał w związku z drukiem 3d, a dotyczy wykonywania wirtualnego modelu samolotu. Znaczną jego część stanowi np. korygowanie materiału zdjęciowego do rzeczywistej geometrii samolotu. Przynajmniej część tych zmagań publikowana była jeszcze w Aeroplanie jako wirtualne modelarstwo. Celem autora nie jest stworzenie narzędzia do nauki projektowania w 3d, tylko poprowadzenie za rękę w procesie tworzenia maksymalnie doskonałego wirtualnego modelu samolotu. Rozmiar publikacji pokazuje przy okazji jakiego rodzaju jest to zadanie. Bryły do wydruku 3d zestawu do budowy modelu i opanowanie programów do przestrzennego rysowania to są jednak trochę inne rzeczy.
  8. No proszę, szast prast i po wszystkim! I jak fajnie! Cechą Lightninga jest, że był na tyle duży, iż radio można było ustawiać na półce na różne sposoby, a nie dobijać elementy młotkiem, jak np. w Mustangu. Afrykańczyk?
  9. Istotne jest, że to o co chodzi, to jest niczyj zasrany interes i dopóki szczegóły nie zostaną ujawnione przez sam podmiot nie może to być przedmiotem żadnej oceny. Przynajmniej bez jasnowidzenia.
  10. Jak producent, jaki by nie był, ma konieczne prawo do przygotowania dowolnej jakości produktu i do próby sprzedania go za dowolną cenę, bez całego bagażu obligacji moralnych i misyjnych, tak odbiorca ma prawo do dowolnej oceny tego produktu. Też bez obligacji moralnych i misyjnych. Tak jest dopóki nikt nie będzie kłamał. Zatem nie ma żadnego problemu w tym, że producent zrobi zły, cokolwiek by to nie znaczyło, zestaw do budowy modelu ani w tym, gdy wyjdzie na forum i wykrzyczy na całe miasto: Przygotowuję zestaw, ale nie chce mi się/nie umiem robić researchu . Zgłaszajcie się z informacjami, nie mam zamiaru płacić! To jest cool. Nie rozumiem tylko dlaczego ktokolwiek miałby być zobligowany do zgłoszenia się po takim zaproszeniu, Podobnie zresztą jak po takim, gdy drugie zdanie brzmiałoby: Zapłacę krocie! To że ktoś dzieli się wiedzą z jednym producentem nie ma nic wspólnego z tym co ma, czy powinien zrobić wobec drugiego. Jeśli czerpie zyski ze współpracy z jednym, to nijak nie definiuje to relacji z drugim. Jeśli nie czerpie, to tak samo. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego monetyzowanie wiedzy akurat w modelarstwie miałoby podlegać jakimś misyjnym nakazom i moralnemu kodeksowi obcym całej reszcie dziedzin. I dlaczego nieuznanie tej misyjności miałoby odzierać odbiorcę z prawa do oceny produktu? To są roszczeniowe postawy. Absurdalne zarówno wobec producentów, jak i odbiorców.
  11. Ale polecasz zawarte tam treści, odradzasz jako źródło do wyciągania wniosków, czy jeszcze coś innego?
  12. Ocena zdjęć z epoki to dość żmudne zadanie i w zasadzie niemożliwe do wykonania tylko na podstawie tych zdjęć. Bez większego problemu można znaleźć fotogramy przedstawiające bardzo rozbieżne wersje tego samego malowania. Ba, jest taka fota Spitfire, która przez dziesiątki lat wywołuje spory wśród modelarzy o to jakie kolory występują na samolocie. i nie chodzi o jakiś odcień, tylko o to, czy tam jest szary, zielony, czy brązowy. Poniżej przykład, pokazujący problem, choć to zdjęcie innego Spita. By interpretować foty potrzebujemy jeszcze wiedzy z innych źródeł o farbach i malowaniu ogólnie, a czasem o historii danego samolotu w szczególności. Większość zdjęć z epoki rozjaśnia kamuflaż TLS podbijając efekty zużycia farby i śladów eksploatacji. Dobrze to wiemy, ale może warto przypomnieć, że jaśniejszy odcień farby nie zastąpi tych śladów. Zdjęcie z Life, które zamieścił Barszczo, to jedno z tych, które fajnie oddają charakter kamuflażu TLS. Ta wersja jest zszarzona, ale idea zostaje. W ogóle patrząc na zdjęcia dobrze jest nauczyć się wyłapywać tę ideę z informacji jakie zdjęcie niesie. Można ją odszukać posiłkując się wskazówkami. Mogą nimi być elementy kolorystycznie znane i niezmienne. Taki przykład: Całkiem niezłe zdjęcie. Jeśli spojrzymy na kokardę, to stwierdzimy, że tonacja kolorystyczna jest zupełnie niezła, ale problemy z jasnością i saturacją sprawiają, że środkowe koło wyraźnie nadmiernie się czerwieni. To sugeruje, że kolory są ogólnie przekłamane w tę stronę. A tu inna wersja tego zdjęcia: Możemy dopatrzeć się w kokardzie różnych drobnych nieścisłości, ale ogólnie jest co trzeba. Brązowość czerwieni, pomarańczowość żółtego i zdechłość granatu. Relacja kolorów w fotografii to nie jest wprost proporcjonalny układ. Jeżeli jakiś kolor w kokardzie jest idealny, to nie znaczy automatycznie, że wszystko inne na zdjęciu tez takie będzie. Widzimy, że Sky type S jest nienasycony i Grey Green trochę też. Ale oba trzymają się w gamie i nic tu nie razi tak jak ten Roundel Red na pierwszej focie. Można więc przyjąć, że zdjęcie jest dobrą bazą do oceny kolorów kamuflażu. Nas interesuje tu Dark Green. Jeśli jednak spojrzymy w różne miejsca zdjęcia, to znajdziemy wiele odcieni zieleni i nie tylko. Trzeba wiec pominąć miejsca, gdzie ekspozycja zdjęcia jest ewidentnie przekłamana (np. głębokie cienie) i wytypować miejsca, gdzie wartość koloru zmieniona jest przez eksploatację samolotu. Tu odpada nam przestrzeń za wydechem, ze względu na okopcenia i osłona zbiornika paliwa, ze względu na zaciekającą benzynę, czyszczenie zacieków itd. Ostatecznie zostaje nam tym tylko niewielki obszar maski silnika. Ze względu na krzywiznę nie mu to dość równo eksponowanej powierzchni, żeby po prostu pobrać próbkę, Ale można potraktować ten fragment jako wspomnianą wcześniej ideę i pod jej kątem spojrzeć na cały fragment kamuflażu malowany Dark Green. To stworzy w głowie całkiem precyzyjny obraz koloru, który chcemy poznać. Jeżeli w ten sposób będziemy patrzeć na wiele zdjęć to raz: dość gładko nauczymy się to robić (bo rzecz wymaga odrobiny zaangażowania i może trochę ćwiczenia), dwa: ów wygenerowany w głowie obraz koloru będzie bez porównania bardziej dokładny, niż efekt stosowania modelarskich przeliczników, czy odwoływania się do standardów kolorystycznych nie zawierających w sobie kolorów, które chcielibyśmy poznać. Sporo niezłych ujęć DE można znaleźć właśnie w malowaniach z MTO. Do przedstawienia charakteru TLS użyłem tego samego zdjęcia co Barszczo, ale z innego źródła. Przerobiłem je, by pozbyć się występujących odstępstw. Oczywiście zdjęcie jest dostosowane do mojego monitora i nie wiem co kto zobaczy u siebie, ale myślę, ze ogólny charakter intensywności i jasności barw się obroni. Zdjęcie cierpi tu jako całość, ale poświęciłem wszystko inne by DG i DE wyszły jak najlepiej. I to raczej tylko w części ogonowej kadłuba. Po prostu moje umiejętności obróbki zdjęć są zbyt marne by ogarnąć wszystko. Tym samym fota przepadłaby w teście opisanym powyżej, ale tu mamy opisane na co zwracać uwagę i dlaczego, zatem test jest zbędny. Pod zdjęciem jeszcze jedno, przedstawiające innego Spitfire, ale ekspozycja kolorów jest niemal identyczna jak na oryginale, który wykorzystałem do przeróbki. Dołączam je, by pokazać, że zdjęcie wybrane przez nas (z Barszczem) nie jest wyjątkowe. Przy dobieraniu koloru DG wato pamiętać, że był bardzo podobny do OD 41. Gdy weźmiemy pod uwagę niezerodowany amerykański kolor, jako towarzyszący układ odniesienia będzie nam łatwiej pozbyć się tendencji do szukania trawiastej prezentacji w DG. Chcąc poznać kolory można też przyjrzeć się wzornikom. Ich fotografie należy poddać podobnej korekcie, jak zdjęcia samolotów. Gdy to się to pojawi się kolejny układ odniesienia do wyciągania wniosków. W przypadku brytyjskich kamuflaży można dodać wzorniki amerykańskie z kolorami przygotowanymi na zlecenie MAP. Te były bardzo zbliżone do oryginałów, przynajmniej gdy chodzi o nasycenie koloru i jasność/ciemność. Można zerknąć do DuPonta, Fullera, czy Berry Bros. Poniżej fragment MAPowskich próbek z British Aviation Colours of WWII. Znów zdjęcie dostosowane do mojego monitora ale idea... itd. Edyta: Heh, zapomniałem wstawić jedno zdjęcie. Co prawda nikomu to nie przeszkadzało, ale uzupełniłem :).
  13. Piany raczej nie odratujesz. Przy glucie też trzeba się z tym liczyć. Szlifowanie gradacją 6000 to zadanie dla buddyjskich mnichów szukających nirwany w czynnościach wspomagających medytację. Ja zacząłbym 800 i obserwował, czy nie przejść na jeszcze mniejszą. Filc jest dość agresywny. Do polerowania lepsze są miękkie końcówki polerskie, takie mechate. Ale też występuje tu sporo czynników i nie twierdzę, że filcem się koniecznie nie da. Może się zdarzyć, że zabiegów związanych z fakturą powierzchni trzeba będzie dokonać na obszarze znacznie większym niż bezpośrednie otoczenie poprawki. I jeszcze uwaga: tego, że samolot był nowy nie można założyć, można jedynie sprawdzić, czy taki był.
  14. No, bo do takich rzeczy trzeba być prawdziwym modelarzem, a nie takim nieprawdziwym.
  15. Hę?
  16. Mam znajomego, który oprócz bycia świetnym modelarzem jest też przyrodnikiem. Kiedyś zgadaliśmy się na na temat dioram i okazało się, że tak jak mnie niemal zawsze w tych pracach kłują w oczy fragmenty związane z architekturą, jego uwierają niezmiennie przedstawienia roślinności. Ciekawy jestem, czy i tu miałby zastrzeżenia, bo wg mnie wygląda to świetnie. Patrzę z podziwem, bo sam tego nie doświadczę. A już z największą przyjemnością spoglądam na zasadniczą modelarską robotę, Nic to, że z cyklu wrak. I tak warsztat znakomity.
  17. Chodzi o użycie nazwy własnej samolotu. Może gdyby użyć cudzysłowu byłoby to usprawiedliwione. Ale to niuans techniczny, więc może treść wyjaśnia sprawę. Dwie nazwy też nie pomagają, jako że źródła ich powstania są z zupełnie innej bajki. Formalnie to wciąż i zawsze był Mustang.
  18. Odważny tytuł. Ciekawe czy w środku jest wytłumaczenie.
  19. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    One dollar makes friend :).
  20. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Za skromną opłatą - nie widzę problemu ;).
  21. O, widzisz. To zupełnie cię nie zrozumiałem z tym maskowaniem. Ale za to się informacja uszczegółowiła :). Gdybym nie miał pojęcie o malowaniu i eksploatacji samolotów i miał wnioskować tylko z tych dwóch zdjęć, to uznałbym, że Zera malowano farbą matową z góry i błyszczącą z dołu. Z moją wiedzą o malowaniu samolotów japońskich nie mogłem wykluczyć, że tak rzeczywiście było. Tylko wydawało mi się to podejrzane. Kiedy siedzimy głębiej w temacie zdarza się, że uznajemy za oczywistości rzeczy, które dla nieobeznanych niekoniecznie oczywiste są.
  22. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Lepiej! Jak zapomnisz, możesz się kiedyś niemiło zdziwić. Woit, Baas Ark - o mieszance CA i szpachlówki będzie jeszcze trochę w kolejnych odcinkach. Ale ogólnie jest jak pisze HKK. Generalnie CA jest twardsze od plastiku, co potrafi zrodzić problemy w czasie szlifowania. Miękka szpachlówka byłaby fajna pod papier ścierny, ale tu potrzebna jest masa pozwalająca jakoś trasować linie. Wychodzę od proporcji 1:1. Można je regulować w zależności od oczekiwań względem zastygniętej masy. Proporcje nie muszą być aptekarsko odmierzone, na oko wystarczy. Łatwość obróbki jest proporcjonalna do składu mieszanki, zgodnie z intuicją. Ale matematycznego modelu z wykresem nie robiłem ;). Rynienka to co innego niż symetryczny profil zamknięty. Gdy ją zakleić paskiem plastiku, tworząc czwartą ścianę - może okazać się, że kąty gotowca będą różnić się od tych powstałych w miejscu klejenia. No i jest jeszcze kwestia wymiarów. I frajdy . Myślę, że gdy dojdą płaskie deflektory zamiast zestawowych piramidek, to wyloty rzeczywiście mogą wyglądać atrakcyjnie. Kiedyś. Ale za dobre słowo wielkie dzięki.
  23. Ja też popatrzyłem i nie wiem :). Zawsze uważałem, że przy takich postach przydaje się komentarz, o ile postujący chce coś przekazać, a nie tylko łączy się w niewiedzy. To trochę ryzykowne podejście. Oczywiście wierzę, że u Ciebie się sprawdza, ale to dlatego, że nauczyłeś się to robić. Ja bym się nie zdecydował, bo wg mnie to zbędne ryzyko. Bez wprawy, albo bez odpowiedniego skupienia może dojść do nieszczęścia. Jeżeli przyłoży się jakąś siłę w tym układzie, to maska przeniesie ją na farbę na znacznej swojej powierzchni i nawet osłabiony klej może oderwać farbę od modelu. W modelarstwie wiązanie farby z podłożem ma zupełnie upodlony wymiar w stosunku do norm z reszty świata, a modelarze, stosując różne zabiegi na wielu warstwach, jeszcze ten problem pogłębiają. Sam staram się nie dopuszczać, by nieprzyklejona maska tworzyła z powierzchnią modelu kąt mniejszy niż prosty, a gdy tylko to możliwe pilnuję by był to kąt rozwarty. Wtedy farbę próbuje oderwać tylko kreska na styku maski z powierzchnią. Wciąż trzeba działać z najmniejszą możliwą siłą i bardzo powoli. Odtłuszczanie modelu zwykle jest zbędne, przynajmniej teoretycznie. Ale nie szkodzi. I lepiej wg mnie jest tu dmuchnąć na zimne, bo to niewymagający i szybki proces. A kto tam pamięta co jadł kiedyś tam w trakcie budowy modelu i czym go uświnił. Co prawda nigdy nie posunąłem się do mycia wyprasek, czy szorowania modelu szczoteczką. Pomijam już szkody, jakie ta czynność mogła by wyrządzić, bo to kwestia skomplikowania modelu, ale mnie wystarcza zwykłe przetarcie benzyną ekstrakcyjną na różnych etapach, z użyciem miękkiego pędzelka. A z tym, że w procesie budowy przychodzi taki etap, po którym modelu nie dotyka się już inaczej jak w rękawiczkach nie sposób dyskutować.
  24. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Nie pierwszy raz pojawia się w relacji, więc zaglądacze go znają, albo zaglądają po łebkach. Wszelkie agresywne prace powinny być raczej wykonane przed montażem jakichkolwiek delikatnych elementów w gondoli pilota. Może niekoniecznie akurat była faza na robienie takich rzeczy, ale na szczęście my lubimy nasze hobby po całości, a nie tylko wybrane jego elementy. Zatem ostatecznie wszystko cieszy, toteż nie mieszkając przystąpiliśmy do działania, Rzecz dotyczy wylotów łusek amunicji do Browningów. W zestawie odtworzone było to poprawnie merytorycznie, ale deflektory zaznaczone były zgrubnie i brakowało kanałów. Kanały do dorobienia, a gondola do rzeźby. Najpierw trzeba było usunąć zabetonowane klejem CA ołowiane kulki. Żeby odblokować przestrzeń na kanały. Kanały powstały z pasków cienkiego hipsu, obejmujących rdzeń. Ten powstał też z pasków hipsu sklejonych do wymaganej grubości. Rdzeń robi za kopyto pozwalające żywić nadzieję, że profil zamknięty wyjdzie równo i ewentualnie powtarzalnie, gdyby pojawiła się potrzeba powtórki. A ta może się pojawić, bo istnieje obawa, że łączenie pasków klejem, nawet jeśli punktowe i ostrożne, może skończyć się sklejeniem wszystkiego ze sobą. Dlatego też profil raczej niezbyt długi, żeby można było rdzeń wypchnąć i by straty w razie tragedii nie były zbyt duże. Na potrzeby modelu wystarczyły dwa takie profile. W jednym z nich takie niepożądane sklejenie właśnie wystąpiło. Na szczęście po odcięciu połowy profilu, reszta okazała się być drożna. To wystarczy, bo drugi rdzeń wypchnął się w całości: Teraz można dziurawić gondolę i przymierzać kanał. Lepiej z rdzeniem w środku – mniejsze ryzyko uszkodzenia. Profil kanału łusek można podzielić na części. Z jednej strony elementy będą zaślepione płytką maźniętą czymś. co było pod ręką i najbardziej przypominało czarny. To zaślepienie jest na wszelki wypadek, by do kanału nie dostało się dzikie światło, mogące zaburzyć odbiór elementu, gdyby komuś udało się do niego zajrzeć. Ot, takie dmuchanie na zimne. Kanaliki można pasować. Zielona taśma wyznacza oś gondoli, dodając układ odniesienia do zachowania geometrii elementów. I można odcinać i szlifować. A także szpachlować. Do tego posłuży mieszanka CA i płynnej szpachli Gunze. Mikstura schnie szybko i jedno namieszanie wystarczy najwyżej na jeden wylot kanału. Dlatego przydaje się coś do mieszania małych ilości. Z resztek blaszki fototrawionej i z wykałaczki powstały narzędzia do operowania szpachlówką. Potem szlifowanie i jest! Poprawki na pewno będą konieczne, ale to w swoim czasie.
  25. Ja już nie muszę się przejmować, także: Moim zdaniem Marek sugeruje, że modele są warte zrobienia starannych galerii. Ja tak sugeruję niewątpliwie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.