Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 384
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Mnie na serio zainteresowało dlaczego firma produkująca modele nie powinna wydawać oklepanych tematów. Może to faktycznie źle, ale dlaczego?
  2. To w zasadzie definiuje te późniejsze zdjęcia jako przedstawiające inny samolot. Ale to dygresja tylko.
  3. greatgonzo

    Ruska wieś

    To chyba będzie mój ulubiony post przynajmniej do świąt :).
  4. Walkaway lines masz nałożone właściwie dla wersji z Merlinem serii 60 i dalej. Jakaś nowa, świecka tradycja chyba... .
  5. W zasadzie nic nie mogło być namalowane na kokardach, choć po prawdzie nie trzeba daleko szukać by znaleźć wyjątki. Tu się nakładają dwie rzeczy, gdy chodzi o rysunki z instrukcji. Kokarda jest namalowana w niestandardowym miejscu. Przesunięta jest niewiele, ale dość, by wejść w konflikt z napisem eksploatacyjnym. Tak zdarzyło się w przypadku K9795 i wg mnie był to wynik umieszczenia serialu na spodzie skrzydła. Jego wielkość, czy raczej niestaranność przy jego nanoszeniu, wypchnęła nieco kokardę na zewnątrz. Być może z jakimiś konsekwencjami dla zewnętrznego napisu eksploatacyjnego. Tylko nie wiem dlaczego ten błąd miałby być powszechny i powtarzany. Szczególnie, że rodził problemy z regulaminowym malowaniem. Pamiętajmy też, że zdjęcie K9795 pochodzi z października 1938. Sam napis w instrukcji, na tym skrzydle, gdzie występuje (tym bez kokardy), jest namalowany błędnie. Ten konkretny napis składał się z dwóch, oddzielnie malowanych elementów: przerywanej linii i opisu. Przerywana linia jest tu kluczowa, bo wyznaczała oś przyłożenia kozła pod skrzydło. Jej pozycja nie mogła się zmieniać; zawsze zgrywała się z zawiasami lotek. Opis malowano różnie, obok linii, na linii... . Kokarda umieszczona była pomiędzy przerywanymi liniami, i mieściła się tam, jeśli odpowiednio namalować opisy.
  6. Na początku grudnia nakazano usunięcie oznaczeń inwazyjnych, z terminem realizacji do 31.12.1944. Jednocześnie zaznaczono, że owo usunięcie nie może zakłócać bieżących działań operacyjnych jednostek, zostawiając furtkę na przekroczenie terminu. Ale dodano też, żeby brać pod uwagę, iż w pewnych okolicznościach oznaczenia inwazyjne mogą kojarzyć się ze znakami niemieckimi.
  7. Samolot z powyższych zdjęć, jak i z pierwszych zdjęć poniżej opisywany jest jest jako nasz P-51-C-5. Tak mam opisane w swoim archiwum, taki też podpis znajdziemy w książkach. Nie mam pewności, że tak jest, ale też nie mam podstaw, by to podważać. Np umiejscowienie nr 44 wydaje się być zgodne z Flossy II. Ale uszkodzenie szachownicy na ogonie i brak noseartu nie zgadza się ze zdjęciami po kraksie z 17.12.1944. Samolot uległ poważnemu uszkodzeniu, ale nadawał się do naprawy. Czy po niej trafił znów do 318th FS? Nie wiem. Być może zdjęcia pokazują samolot po powrocie, być może to inny Mustang. Na jednej z fotek widać za to różnicę w kolorze nosa i pasów na końcówkach skrzydeł. Te pasy były żółte. To wyróżnik dywizjonu z tego czasu. W ogóle te dekoracje na końcówkach skrzydeł ewoluowały. Mamy czerwone końcówki, pasy jak tu, czerwone i żółte, końcówki żółte aż po belkę znaku i z czerwonym pasem, zupełny brak oznaczeń w tym miejscu, wreszcie grupową szachownicę, tylko z mniejszymi polami. Mógł też pojawiać się szparunek odcinający oznaczenie od reszty skrzydła. Niewykluczone, że widoczne na różnych zdjęciach oznaczenia to niedokończone dzieła. W tej grupie, jak zauważył kiedyś Kolacha, oznaczenia miały znamiona podejrzanie zbliżone do patologii i samoloty wyglądały jakby ktoś tam miał sporo za dużo czasu. Koleżkowie mieli obsesję na punkcie szachownic i spotykamy je dosłownie wszędzie. Na wieży kontrolnej, na samolotach pomocniczych, na osłonach podwozia, klapach, a nawet na zbiornikach podwieszanych! A teraz Flossy II z nosartem, elegancką szachownicą i bez płetwy grzbietowej. Niestety, zdjęć z końcówkami skrzydeł nie znalazłem.
  8. Nie później niż grudzień '44. Teoretycznie.
  9. Te od przodu są chyba faktycznie bardziej znane.
  10. Był. Ale nie inny. Ten sam. 42-103596 wyleciał z Dallas bez płetwy grzbietowej, podobnie jak jeszcze wiele Mustangów po nim. Płetwę dodano w formie kitu montażowego dostarczanego z wytwórni do upgrade'u użytkowanych samolotów. Ale zdjęcia w tym malowaniu jeszcze bez dołożonej płetwy nie znam. Serial i poniższe zdjęcie, jak marne by nie było, pozwalają uzyskać już całkiem niezłe przybliżenie, gdy chodzi o szczegóły samolotu. I jeszcze pilot nieco później, po służbie w Checkertail Clan i 36th FBS w Korei. Już jako Lt. Col - Paul Dowd w lewym fotelu, za sterami nico większego samolotu: KC-97.
  11. W tych wątkach kontrast między opisem, a działaniem modelarskim jest tak znaczny, że trudno mi się w tym odnaleźć. Ale nie będę próbował psuć zabawy, a esej o konstrukcji płata Puławskiego i dwupłatów chętnie przeczytam.
  12. Owszem. Ale na zdjęciu GQ-T widać dobrze.
  13. Pisałem o usterzeniu pionowym. I o wersjach jednomiejscowych. Może później go przebudowano na awionetkę, tego nie wiem. Ale wersja ze zdjęciem uzbrojenia, o ile dotyczy normalnej jednomiejscowej wersji, wydaje się bazować na zaślepieniu wylotów blast tubes. Na zdjęciach to jest po prostu standardowa taśma zaślepiająca. Linijka z oznaczeniami dziewięciu zestrzeleń wydaje się to potwierdzać :). Powierzchnia zbiorników niszczyła się mało. Tyle co w transporcie i raczej krótkim przechowywaniu. Plus co się ulało przy jednym tankowaniu. Ale potem, po utracie kontaktu z samolotem, to szło już lawinowo.
  14. Odwrócenie płata jest akurat zasadnicze, bo przekreśla całe założenie. Płat trzeba by pociąć i odwrócić. I moim zdaniem raczej poszukać lepszego sposobu łączenia z kadłubem, bo przydałoby się oprofilowanie skrzydło - kadłub, a tu byłoby ono mocno kłopotliwe. Za to cel zabawy autor opisał obszernie, nie tylko w tym wątku. Można ją uznawać za nieciekawą, cel za niewart uwagi, ale zanegować ani podważyć nie sposób. Chłop się bawi inni dołączają, cool. I nawet ten nieszczęsny odwrócony profil można usprawiedliwić dopuszczalnym uproszczeniem budowy. Zupełnie porównywalnym do uproszczeń spotykanych w standardowych relacjach.
  15. Z sercem zrobiony i prezentuje się świetnie. Akurat ten samolot wolę jako późniejszy GQ-T. Bardziej złachany, z pasami inwazyjnymi w uboższej wersji, ale już podtartymi, z szachownicą na nosie, widocznie zamalowaną literą H i podmalówkami na usterzeniu pionowym. Trudno powiedzieć kiedy te podmalówki się pojawiły, być może na początku czerwca jeszcze ich nie było, ale ślad po zamalowaniu białego pasa szybkiej identyfikacji to jednak być powinien. Ale jeszcze późniejszy, chyba z 10th RG, z nowym scoreboardem na sterburcie wolę mniej :).
  16. Nie, dlaczego? edyta: Za to mogę powiedzieć, że walk away lines masz dla Spitfire z silnikami serii 60 (Mk VIII, IX...). I jeszcze w zasadzie kokardy malowano na tych liniach, bez przerw linia/kokarda.
  17. A ten wątek przedstawia taką historycznie uzasadnioną, czy nie? Nie bardzo widzę to uproszczenie przy konstruowaniu takiego samolotu. Konieczne byłoby stworzenie nowych skrzydeł z pełną logistyką związaną z tworzeniem kompletnego zaplecza narzędziowego itd. W dodatku z absurdalnym przykazem dokładnego zachowania formy skrzydła P-11c. I jeszcze z wymuszającym podpieranie konstrukcji układem poprawiającym widoczność w miejscu, które i tak jest martwą strefą ze względu na krzywiznę kadłuba. Kadłub też wymagałby przeprojektowania, bo przecież całkowicie zmieniają się punkty przełożenia sił i ich wartości przy zmienionym silniku. Z jedenastki zostałoby tyle, co z oryginału przy tworzeniu IARa. Ostatecznie powstałby samolot o tyle tylko lepszy, o ile mocniejszy byłby silnik. W takiej wersji historii alternatywnej chyba nie zmieniałbym daty śmierci Puławskiego.
  18. No ale rozbieżność intensywności okopceń z wydechów jest przecież oczywista. Przynajmniej do punktu, gdzie zaczyna się awaria silnika. Zasadniczym problemem do rozwiązania jest realistyczna forma ich przedstawienia. Fakt, że im bardziej intensywny efekt, tym problem większy.
  19. To rzeczywiście pierwsze skojarzenie z QNiem gastronomicznym. Tak odpowiedziałeś Jachudowi. A potem dorzuciłeś do pakietu narodową szachownicę i konfuzja gotowa. Oto jasność:
  20. W takim przedstawieniu wiele problemów konstrukcyjnych można usprawiedliwić wymyśloną historyjką, albo nawet zbyć machnięciem ręki. Choć takie rzeczy jak profil skrzydła wydają się być jednak zasadnicze. Mnie mniej się podoba to, że sama idea samolotu stoi w sprzeczności z laurką wystawioną Puławskiemu. Nawet dużo lepiej stojące gospodarki niż polska, tylko w niewielkim zakresie budowały tego typu samoloty. Wolę myśleć, że nasz legendarny konstruktor umiałby ominąć tę ślepą uliczkę i od razu zwrócił się w kierunku wolnonośnych jednopłatów.
  21. Nić z pończochy. Elastyczna, nie ma mowy o zluzowaniu. Grubość regulowana ilością nitek.
  22. Może niekoniecznie sprytny:
  23. A nie z wbudowanym zbiornikiem paliwa za fotelem pilota? Oj tam propozycje. Propozycje trzeba by umieć podeprzeć, a nie w każdym przypadku bym potrafił. Podpytuję się tylko. Pozostaje tylko zagadka dlaczego 'gastronomiczny'?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.