-
Liczba zawartości
4 492 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Analogia wydaje się być specyficzna, ale jednak trafiona. Akurat pływanie jachtem uważam za zupełnie nudne .
-
Całkowicie słusznie, tylko to nie jest mój tok rozumowania. W moim wcale. Można ewentualnie rozważyć możliwość, że skoro pogarda jest dobrze zawoalowana, to w rzeczywistości wcale jej tam nie ma. Ale przymusu też nie ma.
-
E tam. Jak się penetruje nieznane rewiry, to nie ma co oczekiwać, że wszystko będzie wychodzić od razu. A jak się jeszcze ma tendencje, by od razu robić i potem patrzeć co wyjdzie, to już w ogóle :). Ale najistotniejsze są dwie sprawy. Przy długotrwałej budowie jest czas na to by rzeczy nabrały innej perspektywy. Początkową i odruchową niechęć do poprawek łatwo jest przeczekać. A doświadczenie mówiące, że po czasie przyjdzie moment, gdy owa niechęć będzie zupełnie nieistotna pozwala to robić bez stresu. Druga sprawa, to fakt, że bardziej zaawansowanej budowie konieczność robienia poprawek, wykonywania elementów parę razy itp zdarzenia towarzyszą z definicji. To nie są wpadki, to jest istota zabawy. Dzięki temu modelarstwo jest interesującym hobby. To oczywiście indywidualna kwestia, ale dlaczego sklejenie do kupy kilku gotowych, idealnie dopasowanych części miałoby być fajne jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Poprawki robili i robią wszyscy świetni modelarze. I nie kryją tego, tylko zwykle pokazują efekt końcowy, ostateczną wersję, którą zaakceptowali. Jako, że nie wiem, czy jest dla mnie miejsce w tym gronie to pomyślałem, że korona mi z głowy spaść nie może i przedstawienie procesu robienia błędów oraz zawalczenia z nimi będzie ciekawe, a kto wie, może nawet inspirujące. Może ktoś, spróbowawszy jakiegoś ambitniejszego działania w modelarstwie, nie zrezygnuje widząc paździerz jaki mu wyszedł, gdy będzie wiedział, że to zupełnie normalna sprawa.
-
Warsztat zbiorczy Spitfire różne skalę I różni producenci
greatgonzo odpowiedział kzugaj → na temat → [L]Warsztat
Możliwe. Skala niepodana. -
Warsztat zbiorczy Spitfire różne skalę I różni producenci
greatgonzo odpowiedział kzugaj → na temat → [L]Warsztat
Fotel liczy się jako drobnica? -
Ogólnie fajne narzędzie. Wolałbym tylko, żeby ruchomy przymiar był dłuższy i szerszy, tak na długość noża. To pierwsze pozwoliłoby ciąć powtarzalne kawałki mniejsze niż te pół centymetra bez stosowania dystansów, to drugie ułatwiłoby cięcie wąskich pasków i formatowanie płytek. No dobra, pod but to jednak była przesada. Cały problem polegał na tym, że ubzdurało mi się, iż otwór wnęki poszerza się na koło tylko z jednej strony, a z drugiej jest prosty. Poszerzenie z tej drugiej strony jest niewielkie i na zdjęciach wnęki znikało. A szanujący się kot nie będzie przecież sprawdzał takich rzeczy na planach i innych fotach ;). Element ściany wnęki został wykonany jako prosty, ale nie trzeba na niego skakać i można go jednak wykorzystać. Rozciąć i..., no nie już. Poszerzenie sprawia, ze trzeba skorygować kształt dolnej krawędzi. Długość też się zmieni, ale bardzo niewiele i z tym sobie poradzimy. Także z tadammmm trzeba będzie jeszcze poczekać. Zaznaczone miejsca cięcia ścianki: Korygowanie kształtu dolnej krawędzi: Krawędź skorygowana, ze sfazowanym już brzegiem. Fazowanie wykonane jak uprzednio: Usuwanie nitów: Teraz trzeba przygotować podstawę dla bocznej ścianki. Z drugiej strony wykorzystana będzie ścianka zestawowa. Tu ścianka ta miała być usunięta, a zastąpić ją miał element z płytki, Plany trzeba było trochę zmienić. Element z płytki będzie pominięty, przestrzenne ściany wnęki zostaną doklejone bez pośrednika. Tylko jak zachować geometrię po usunięciu zestawowej ścianki? Trzeba wykonać konstrukcję pomocniczą. Najpierw rząd kołków wklejonych we fragment poszycia. Kołki zapamiętają kształt ściany wnęki: Doklejona konstrukcja wzmacniająca kołki i zapobiegająca ich ewentualnemu przesunięciu. Na wszelki wypadek: Teraz można odcinać ściankę. Żyletką można tylko częściowo: Trzeba tak: Gotowe do dalszych działań: Kolejny etap to wyznaczenie miejsc montażu kształtownika, do którego umocowana jest przednia goleń. Najpierw przyklejony został kawałek, zbędnego już elementu do zastąpienia ścianki wnęki z zestawu. Być może ktoś pamięta, że zawierał w sobie miejsce, wyznaczające oś obrotu owej goleni, a tym samym oś kształtownika. Element jest pocięty, ponieważ posłużył do rozpoznania bojem, czy miejsca cięcia są OK co pozwoliło bezpiecznie podzielić przestrzenną ściankę wnęki. Fragment ścianki heftnięty tylko klejem CA, bo to łączenie tymczasowe i trzeba go będzie usunąć. Cały element został wklejony w gondolę pilota. Też delikatnie, bo i jego trzeba będzie odłączać i to nie raz. Ponieważ konstrukcja kołeczkowa wypadła niebezpiecznie blisko dziurki wyznaczającej oś kształtownika sprawdzono przy okazji, czy nie będzie jakiegoś konfliktu. Wyszło, że nie. Można zatem wetknąć w otworki rurkę i ostatecznie przekonać się, czy wyszło jak trzeba: Jak widać jest krzywo jak diabli i to we wszystkich kierunkach. Rozumiem, iż może zdarzyć się, że przy takich pracach drobne błędy się nałożą i wyjdzie niedobrze. Ale tu przecież jest byk jak stąd do Rynu, a nie jakieś małe błędy! Nic to, trzeba będzie inaczej.
-
Mustangi dwa w siedemdwa P-51B ArmaHobby i P-51D Eduard
greatgonzo odpowiedział HKK → na temat → [L]Warsztat
Ostrożnie podchodzę do takich działań. Obawiam się problemów ze spójnością. Raz, że linie podziałowe ruchomych elementów mogą wyjść wyraźnie inne niż pozostałe, dwa - czy uda się zrobić mechanizm działający i wyglądający jak w oryginale. Mam też trochę wrażenie, że jak ruchome tu, to i tam powinno być. Z niechęcią dodaję, że motywacją dla powyższego akapitu była wyłącznie zazdrość, bo robótka - mistrz! Dawno temu, przeglądając TBiU toczyłem wewnętrzne boje: czy robiąc model P-51B wybrałbym Shangri-La, czy Bald Eagle z niebieskim kamuflażem. Nijak nie mogłem się zdecydować. Mój wewnętrzny spór był i tak akademicki, bo o maniu modelu Mustanga nie mogło być mowy. Nawet rzucenie Matchboxów na półki CSH nic nie zmieniło, bo wiadomo - Dooleybird. Myślę, że o statecznie skończyłoby się na Gentile, ale gdy po latach budowałem w końcu tego P-51 to poniosło mnie na wschód i wyszedł mi Lope's Hope 3rd Lopeza. Jednak ciepłe miejsce w serduszku dla Shangri-La zostało. -
Jak trzeba poświęcić dwa razy więcej czasu na to szlifowanie, to mamy zupełnie inny zarzut. Ani mieszczący się w tym co piszę, ani spotykany w takich rozmowach. To, że szlifowanie jest super pomijam ;). Ale, owszem, produktywne.
-
Dwa razy napisałem, że nie wiem czy to źle. To znaczy w pewnym kontekście, owszem, źle, ale ja tu tego kontekstu nie przytaczam. To i tak sprowadza się do tego, że szybko. Ale nie zależy mi, bo te inne charakterystyki kończą się i tak tym że najlepiej byłoby znaleźć gotowy model, byleby dostępny bez problemu. Dychotomia polegajca na tym, że albo po linii najmniejszego oporu, albo pół życia za króliczkiem jest niezasadna, toteż nie sposób się do niej odnieść. A to, że ktoś przygotowuje produkt, wyznacza mu cenę i poddaje osądowi rynku nie dziwi mnie wcale. I myślę, że gdy kogoś to faktycznie dziwi, to chłop musi chodzić zdziwiony 24 godziny na dobę. Co najwyżej mógłbym być trochę zaskoczony, gdyby produkt dostał jakąś odjechaną cenę, ale też nie bardzo.
-
Zabrzmiało to pejoratywnie. I może nawet tak jest, ale jednak w dość szczególnym kontekście. W rzeczywistości trudno to uznać za zarzut. Absolutna większość modelarzy w najlepszym razie tworzy rozległe kolekcje. Na ogół po prostu realizuje założenie, że to jest hobby i ma być przyjemnie. Z jakichś powodów przyjemnie oznacza po prostu szybko. Jeżeli ktoś skleja prosty zestaw bez szczególnej waloryzacji to ma grubawe oszklenie kabiny, symboliczne jej wnętrze, uproszczone wnęki podwozia i samo podwozie, oraz umowne stery. Gdyby do tego dołożył precyzyjnie oddany silnik, to nie daj boże, gdyby się okazało, że ten motor jakoś widać. Wyszłoby to temu modelu na szkodę. Element tylko podkreślałby wszystkie nagromadzone niedoskonałości. Taki uproszczony zamiennik idealnie wpasowuje się w potrzeby, a niższa cena jest tu naturalnym elementem towarzyszącym. I całkiem istotnym, bo pamiętaj, że mówimy o modelach powstających w parę tygodni, zakładając ograniczony czas poświęcony modelarstwu. Zakupy się nawarstwiają. O samych modelach silniczków nic nie mówię - nie znam, nie wiem, zarobiony jestem... . Mnie w takich dyskusjach niezmiennie dziwi, że na forum modelarskim, gdzie gromadzą się, jak nie patrzeć, modelarze, ludzie otwartym tekstem narzekają, że nadlewka, że kanalik wlewowy nie w tym miejscu, że podział nie taki i samo się nie składa, że za parę złotych nie opłaca się przykleić paru drucików - że w ogóle ogóle źle, bo się samo nie robi. W narzekaniach na zestawy gros zarzutów to są takie właśnie rzeczy, nie będące nawet podstawami modelarskiego rzemiosła. Nie wiem nawet, czy to jest źle. Ale nie umiem tego zrozumieć, bo naturalną konsekwencją takiego podejścia powinna być dyskusja o tym gdzie i jak zdobyć gotowy model z najlepszym stosunkiem jakość cena. Mnie byłoby zwyczajnie głupio przyznać się, że takie rzeczy są dla mnie problemem. Może gdzieś w barze, nad ranem w poszukiwaniu sposobu na zgadanie atrakcyjnej panny, ale za nic w fachowym gronie. Nie mówię, że źle, bo mogę się nie znać, ale dziwnie.
-
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Żebra, jednak. -
W zasadzie to jeśli nie zadbasz o przyzwoitą galerię, będziesz musiał się liczyć ze złośliwościami, albo martwą ciszą.
-
Mustangi dwa w siedemdwa P-51B ArmaHobby i P-51D Eduard
greatgonzo odpowiedział HKK → na temat → [L]Warsztat
Po czynach go poznacie. -
P 51 mustang piękna lala w skali 1:24 Trumpeter
greatgonzo odpowiedział Geronimo → na temat → [L]Galerie
Możesz to jakoś zamieścić, albo chociaż podlinkować? Ale i tak Twoja interpretacja jest błędna. Istniały dwa różne Mustangi BBD. Landers służył w czterech grupach na ETO . Malowania jego samolotów zmieniały się, Pierwszą jego jednostką była 55th FG wyposażona w Lightningi. Grupa przezbroiła się na P-51 w drugiej połowie lipca 1944, więc w czasie D-Day nie istniało coś takiego jak Mustang BBD. Tego Mustanga zabrał ze sobą do 357th FG. Przygodę z 78th FG Landers zaczął po powrocie z krótkiego urlopu w Stanach. To już był grudzień 1944. Dopiero tutaj zaczął latać Mustangiem WZ-I. Bogate oznaczenia nanoszono stopniowo i znane są różne ich konfiguracje. Żadna z nich i żaden wizerunek znany z warbirda nie odpowiada Twojej wersji. Różnice są tak istotne, że nawet trudno zrozumieć skąd się wzięły w sytuacji, gdy widać, że zadałeś sobie trud by sięgnąć do źródeł. Ale ogólny wizerunek sugeruje, że jesteśmy głęboko w 1945 roku. Ta Doll zabrała się z Landersem do 361st FG. Modelu to wszystko nie zmieni, ale skoro już rozmawiamy o Landersie i jego Lalach... . -
Mustangi dwa w siedemdwa P-51B ArmaHobby i P-51D Eduard
greatgonzo odpowiedział HKK → na temat → [L]Warsztat
Na pierwszym zdjęciu, które zamieściłeś mamy taką sytuację: Maska silnika - pierwszy kolor Panel nad wydechem - drugi kolor Panel pod wydechem i kolejny pod nim - trzeci kolor Dolny panel -czwarty kolor Na drugim zdjęciu: Maska silnika - pierwszy kolor Panele nad i pod wydechem - drugi kolor Kolejny panel - trzeci kolor Dolny panel - pierwszy kolor. Nie wiem jakiej metody używasz, by stwierdzić które z tych elementów są faktami, z którymi nie dyskutujesz, a które dyskusji są warte. Jak zmienić nastawienie, albo zacząć próbkować odcienie na zdjęciach to powyższa lista może się zmienić. Może się też okazać, że ograniczenie koloru do krawędzi panelu jest złudzeniem optycznym. I pozostaje jeszcze pytanie dlaczego wymiana panelu na samodzielnie dorabiany element z materiału niezgodnego ze specyfikacją samolotu jest dobrym wytłumaczeniem. -
P 51 mustang piękna lala w skali 1:24 Trumpeter
greatgonzo odpowiedział Geronimo → na temat → [L]Galerie
Widzisz, rzecz polega na tym, że każdy z nas jest ignorantem w większości przypadków. I dlatego potrzeba dużo ostrożności, zanim przyjmie się coś za pewnik. Stąd moje pytanie o pierwowzór, mimo że byłem zupełnie przekonany, że model jest SF. Mustang to już ponad 80 lat historii i nie ma mowy bym mógł znać ją całą. Cholera wie, może gdzieś w jakichś latach sześćdziesiątych latał P-51 w ten sposób ucharakteryzowany na BBD i Ty dotarłeś do takiej informacji? Raczej nie, ale lepiej spytać, zanim człowiek rzuci się w gówno. 6.06.1944 Landers latał jeszcze Lightningiem. Grupa przezbroiła się na P51 w lipcu, czyli w czasie, gdy pasy inwazyjne przestały obowiązywać. Raczej nie malowano ich na nowych samolotach i na znanych zdjęciach BBD z 55th FG ich nie ma.. Tym bardziej, gdy latał w 357th nie było oczywiście mowy o tym, by mógł brać udział w operacjach w ramach D-Day. I ta BBD latała bez pasów. A jeszcze bardziej bardziej WZ-I, bo to już w ogóle pół roku po inwazji, a z pełną dekoracją na samolocie - jeszcze więcej. Ale BBD z pasami istniała. Właśnie do scen z Saving Privete Ryan wykorzystano latające warbirdy pomalowane w barwy 78th FG. Na szybko namalowano na nich pasy inwazyjne, nie przejmując się, że zakrywają istniejące oznaczenia. Jednym z tych samolotów był warbird nawiązujący do barw ostatniej BBD Landersa. Nawet dość starannie nawiązujący. Z tym. że ten Mustang był dwuosobową awionetką i jego malowanie tylko tu i ówdzie pokrywa się z tym co widzimy na modelu. Malowanie modelu jest zlepkiem owego warbirda i elementów wymyślonych. Czasem bez sensu, jak te pasy inwazyjne. Szczegóły techniczne i wyposażenie pomijam. Dla mnie wśród rzeczy składających się na budowę modelu znajdzie się miejsce na szacunek dla historii. Te sprzęty towarzyszyły ludziom prowadzącym heroiczne życie, narażającym się na śmierć i czasem spotykającym ją. Nielekceważenie tego jak wyglądały jest także formą szacunku dla nich. Nie narzucam takiego podejścia, ale przedstawiam je jako przykład pokazujący dlaczego na forum modelarskim możesz zetknąć się z postawami, gdzie przykłada się istotną wagę do odwzorowania rzeczywistości. To jest forum modelarskie i modelarskie sprawy urastają tu do najwyższej wagi. Natychmiast po wyjściu z forum ich znaczenie spada do rozsądnego poziomu :). Zatem przeczytaj raz jeszcze post Woita i żyj i chciej żyć. -
P 51 mustang piękna lala w skali 1:24 Trumpeter
greatgonzo odpowiedział Geronimo → na temat → [L]Galerie
O, brzmi to jak szansa by dowiedzieć się czegoś nowego. Czyżby istniał samolot będący pierwowzorem dla tego modelu? -
P 51 mustang piękna lala w skali 1:24 Trumpeter
greatgonzo odpowiedział Geronimo → na temat → [L]Galerie
Kolega gustuje w prezentacjach SF, jak widzę. -
Rysunek jest niekompletny, co jest dość częstym zjawiskiem w przypadku monografii, gdzie publikuje się informacje na bazie zdobytych materiałów, nawet gdy nie wyczerpują tematu. Poszycie Mustanga, poza kilkoma elementami z nierdzewki, to alclad. Stosowano dwa stopy 24ST i 52 ST. Inne stopy pojawiały się na elementach konstrukcyjnych. Dominował 24; 52 to pojedyncze elementy jak końcówki skrzydeł i stateczników. Ani to, ani grubość blach nie wpływała na kolor, ze względu na specyfikę alcladu - zewnętrzną warstwę aluminium. Widoczne różnice w wyglądzie paneli wynikają głównie z gry światła na powierzchniach o różnym sposobie wykończenia. W grę wchodzą takie rzeczy jak kierunki walcowania, trawienie kwasem w miejscach spawanych, stopień weatheringu, sposób utrzymywania powierzchni przez obsługę, wymiana/ naprawa uszkodzonych elementów itd. W rezultacie efekt nie jest powtarzalny, a często zmienny w zależności układu obserwator - światło. Jeśli ktoś ma ochotę, może zrobić eksperyment i poszukać powtarzalnych efektów na zdjęciach P-51. Jeśli nawet uda się znaleźć jakąś zależność na kilku fotkach, to zaraz znajdzie się kolejna, która wywraca schemat.
-
To zapewne sposób na spolszczenie alcladu. Czyli całego poszycia, nie tylko Mustangów, które nie było stalą węglową, nierdzewną, płótnem itd.
-
Wiem.
-
Własną interpretacją, oczywiście, możesz się posłużyć. Za to się nie idzie do więźnia. Z tym, że w ten sposób można też np. pomalować P-47 Gładycha na czerwono. Ale, po prawdzie, nie wiem o czym piszesz w przypadku czegoś w stylu własnej interpretacji, zatem możliwe, że powyższa uwaga jest nie na temat.
